niedziela, 20 maja 2012

Tomita – The Planets



  Każdy naród ma geniuszy, którzy zyskują sławę dzięki swoim nieprzeciętnym talentom. W Japonii, kraju bardzo pracowitych ludzi, jest ich wielu. Jeden z nich nazywa się Isao Tomita - to kompozytor sławny ze swoich transkrypcji dzieł muzyki poważnej na instrumenty elektroniczne. Choć nagrywa i wydaje płyty po dziś dzień, najbardziej jest znany z kilku projektów powstałych w latach 70. Wizje jakie realizuje, potrafią być oszałamiające, a materiał podstawowy pretekstem do bardzo zaawansowanej penetracji dźwiękowej tkanki. Paradoksalnie - podstawowe dzieło jakie przetwarza Tomita, później często wypada blado w konfrontacji z transkrypcją Japończyka. Wydana po raz pierwszy w 1976 roku płyta "Planets" według Gustava Holsta spowodowała sprzeciw krewnych kompozytora muzyki poważnej i wycofanie 30 tysięcy płyt z punktów sprzedaży. Rodzina angielskiego muzyka doszła do wniosku, że Tomita zbyt swobodnie obszedł się z uznanym dziełem. Nie rozumieli, że na tym właśnie polegał wspomniany na początku geniusz Isao. Swoją pracą odpowiadał on niejako na pytanie: jak mógłby autor stworzyć swoją muzykę, gdyby żył 50 lat później, oraz: co można wydobyć ze szkieletu kompozycji dysponując innym, nowocześniejszym instrumentarium i... równie dużym talentem. Jakby mało było kłopotów, okazało się, że w tym samym czasie nad swoją transkrypcją pracował niezależnie inny muzyk - Patrick Gleeson, co spowodowało lekką konsternację w ich rodzimych wytwórniach płytowych. Jednak, mimo tych kłopotów, ludzkość ma możliwość cieszyć się tą muzyką od lat bez specjalnych przeszkód. A naprawdę jest czym! Tematy z "Planet" w wykonaniu uzdolnionego skośnookiego wirtuoza, są dziełem wyjątkowym. Imponują rozmachem, wyobraźnią, i perfekcyjnym doborem środków muzycznego przekazu. Niesamowite, jak rozwój syntezatorów (między innymi Mooga, ulubionego instrumentu Tomity) zbiegł się w czasie z okresem największego rozwoju talentu Isao! To zaowocowało po prostu piękną muzyką, która wcale się nie starzeje. Potrafi on na poszczególnych utworach, jak mało kto, połączyć monumentalizm i kolorystykę z... pewną dawką humoru. Kosmiczne motywy stają się pretekstem do głębszych refleksji  nad urodą wszechświata, a pastelowe impresje co rusz wydobywane z nieujarzmionej wyobraźni artysty, skutkują miłym od nich uzależnieniem. Płyta, co jest również godne uwagi, doczekała się wielu edycji, miksu w Dolby Surround jak i wersji kwadrofonicznej. Klasyka, którą każdy powinien poznać.  Bez takiej muzyki, życie byłoby znacznie uboższe.