poniedziałek, 21 grudnia 2020

Sequentia Legenda - Beyond the Stars


 Francuski kompozytor muzyki elektronicznej Laurent Schieber nagrywa swoją muzykę pod artystycznym pseudonimem Sequentia Legenda. Można ją znaleźć i kupić na platformie bandcamp, gdzie udostępnia około 20 wydawnictw. W 2020 roku wydaje interesującą płytę "Beyond the Stars". Jej zawartość dobrze określa termin "berliner schule". Podejście do muzyki jakie proponował kiedyś Klaus Schulze, miało swoich kontynuatorów. Do najbardziej znanych w naszym kraju należą Bernd Kistenmacher i Mario Schonwalder.   Laurent, podobnie jak jego znakomici koledzy, kieruje swój przekaz do miłośników brzmień wyrafinowanych. Powoli buduje nastrój, dobiera tajemnicze, nostalgiczne dźwięki, aby stopniowo wprowadzić słuchacza w błogostan, rodzaj totalnej muzycznej relaksacji. W jego artystycznym credo można przeczytać: "Muzyka pozostaje dla mnie wektorem Nadziei i Miłości". To bardzo pozytywne przesłanie,  również dla romantyków. Trzy rozbudowane kompozycje niejednego melomana wyniosą na wysokie poziomy emocjonalnych doznań. Kto wie, może nawet poza gwiazdy? 

 Dla kolekcjonerów ciekawostek: W pierwszej kompozycji "Experimental" towarzyszy muzykowi perkusista Tommy Betzler, znany ze współpracy z Klausem Schulze.
link do płyty:





niedziela, 20 grudnia 2020

Vangelis Juno to Jupiter



 Vangelis w 2020 roku kończy 77 lat. Jesienią ukazuje się najnowsze wydawnictwo uznanego artysty, zawiera prawie 20  kompozycji. Czego mogą spodziewać się fani bardzo lubianego Greka? W internecie o tej muzyce można przeczytać: 

"Zainspirowana przełomową misją sondy kosmicznej Juno NASA i trwającą eksploracją Jowisza, 'Juno to Jupiter' to wielowymiarowa podróż Vangelisa przez muzykę elektroniczną, progresywną, ambient, techno, orkiestrową i wokalną. W projekcie występuje sopranistka Angela Gheorghiu oraz dźwięki z kosmosu nagrane przez NASA".

Jakie refleksje przychodzą mi do głowy po wysłuchaniu tych nagrań? 

  Płyta jest dość nierówna, poszczególne utwory zazwyczaj krótkie, rzadko przekraczają 5 minut. Całości brak spójności. Na początek mamy rozmowy pracowników NASA (?)  czyli "Atlas Push", rzeczywiście brzmi to atrakcyjnie, ale i wtórnie. Potem lekki "Inside our perspective" z przewodnim beatem który mógłby wygenerować przeciętny użytkownik Abletona.  Dalej (Out in Space) Vangelis uderza w bardziej ambitne tony podnosząc wartość przekazu, ale  ponownie kończy kompozycję nie rozwijając jej zbytnio. Czwarty track  "Juno's quiet determination" w ciekawy sposób buduje napięcie i ucieszy nawet najbardziej wymagających słuchaczy. I tyle atrakcji... Przez kolejne minuty stary mistrz używając doskonałe znanych jemu i słuchaczom narzędzi w postaci bębnów i partii instrumentów smyczkowych, kreśli podniosłe, symfoniczne historie jakie pisał od wielu lat... Nie ma już żadnych niespodzianek. Artysta ma prawie 80 lat, nie ma sensu wymagać od niego cudów.  Partie Angeli  Gheorghiu słychać bodajże w trzech utworach, jeśli ktoś to lubi, proszę bardzo. 

Podsumowując: płyta nie jest zła, to kawał dobrego rzemiosła. Ja jednak wolę Vangelisa bardziej rockowego, eksperymentującego, a tej edycji bliżej do ostatnich jego prac. 


czwartek, 8 sierpnia 2019

Tangerine Dream - Underwater Sunlight


   "Underwater Sunlight" to powszechnie lubiana płyta Tangerine Dream. Nagrana w 1986 roku, jest szczególna pod wieloma względami. Ciekawie wypowiedział się o niej redaktor internetowych audycji pt. "Czarno-białe klawisze" (Pro -Radio) - Jerzy Kapała: 
    "Dla mnie to doskonały album i śmiało można nazwać go cezurą, gdzie ewidentnie kończy się post-klasyczne granie Mandarynek. Post-klasyczne - zapoczątkowanie na Tangramie i pojawiające się już tylko wyrywkowo na późniejszych płytach. Wyjątkowy album, po wcześniejszym, zdecydowanie niższych lotów Le Parcu i zalewie soundtracków, płyta przemyślana, której daje się słuchać w zachwycie od początku do końca! To charakterystyczne, że kiedy w zespole pojawia się nowy członek powstaje album co najmniej dobry, a nawet wybitny. Świeża krew w postaci młodego Haslingera, któremu Edgar oddał praktycznie całe gitarowe pole, odcisnęła bardzo duży wpływ na tym albumie. Ale decydujące piętno - nie mam wątpliwości - duet F-F! Zwracam uwagę na opublikowane w 1996 roku na piątej płycie "The Dream Roots Collection" nagrania, które powstały, kiedy TD, po odejściu Schmoellinga, znowu przez pewien czas pozostał duetem - dodać tam gitarę Haslingera i w zasadzie mamy drugą płytę "podwójnego" albumu Underwater Sunlight ;) PS. Pieśń wieloryba - arcydzieło i to stuprocentowe dzieło Edgara".
   Rzeczywiście, trudno nie być pod urokiem tych pastelowych nagrań. Muzykom wspaniale udało się połączyć nostalgiczne klimaty (Song Of The Whale), przystępność brzmień (Dolphin Dance) z pasją i ogniem (Ride On The Ray). Poezja muzyki - polecam!


piątek, 2 sierpnia 2019

36 - Black Soma

    

     Muzyka ambient ma to do siebie, że zazwyczaj pozbawiona jest wyraźnego, indywidualnego piętna.  Kompozytorzy tworzą dźwiękowe plamy skupiając się na budowaniu nastroju. Misternie ingerują w ciszę, która sama często jest swoistym sacrum. Lubię szukać takich nagrań, które dowodzą wrażliwości kompozytorów. Do powyższych zalicza się Brytyjczyk Dennis Huddleston, bardziej znany pod pseudonimem 36. W internecie można znaleźć całą jego twórczość na bandcampie. Najbardziej przypadła mi do gustu płyta z 2017 roku -"Black Soma", udostępniona przez autora również  na platformie YouTube.  
  Black Soma jest to zwarty projekt, bazujący na podobnych do siebie rozwiązaniach harmonicznych,  celebrowaniu klimatu, sennych pasażach. Wydawałoby się, że nagrano już setki podobnych płyt. Jednak to co wyróżnia Black Somę od innych tego rodzaju dokonań, to wyjątkowe ciepło i melancholia tchnąca z każdej nuty. Gęste jak angielska mgła, generowane pady, otulają melomana kokonem totalnej relaksacji.  Poszczególne kompozycje mają w sobie zalążki melodii, co nadaje im indywidualne cechy. Anglik po mistrzowsku rozgrywa emocje, pozostawiając w pamięci słuchacza potrzebę kolejnego obcowania z jego twórczością. 
Lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów ambientu.


niedziela, 7 lipca 2019

Jezioro marzeń - historia utworu



Damian:

Zaczęło się od rozmów o pięknych okolicznościach przyrody, mówiłem Mariuszowi jak ładne są ostródzkie jeziora.Na to on przysłał mi kilkanaście fotek jeziorka z jego okolic. Były bardzo klimatyczne. Doszliśmy do wniosku, że warto byłoby zrobić o tym wspólny kawałek. Namówiłem Mariusza, aby zainstalował sobie program DAW i wirtualny odpowiednik melotronu. Mariusz nagrał solo na klawiaturze komputera w ciągu kilku dni, chyba tez odgłosy kaczek oraz wody i wysłał mi pliki netem. Miałem sporo swojego nigdzie nie wykorzystanego materiału na dysku, więc postanowiłem wokół tej jego solówki zbudować cały utwór. Popracowałem solidnie nad sekwencjami, delayami i przestrzenią. Spróbowałem też dać tam trochę dramatyzmu. Miałem ze 3 wersje utworu, krótką, dłuższą i 9 minutową z gitarą, ale ta ostatnia całkiem gubiła klimat. Została najlepsza, którą już znacie. Do dziś lubię ten kawałek.

Mariusz:

KOCHANI FANI POLSKIEJ NIEZALEŻNEJ EL MUZYKI:

 Ja tylko powiem, że utwór powstał z wzajemnej korelacji artystycznej, z wzajemnej szarpaniny "umysłów" - ale jeśli mogę coś jeszcze dodać, to inspiracją do tego el tworu były moje wyprawy wędkarskie, oraz  utwór mistrza Klausa Schulza w utworze "Crystal Lake". Zależało mi na tym, aby słuchacz został zaatakowany syntetycznym atakiem dźwięków, które otworzą zmysły percepcji, wrażliwości, a innych pobudzą do szukania nowych pokładów wrażliwości. W solówce melotronowej chciałem oddać hołd wybitnemu polskiemu pisarzowi SF Stanisławowi Lemowi, a konkretnie jego kultowej już dziś książki SOLARIS W mojej emocjonalnej solówce na virtual melotron, pewnie odczujecie niezwykły stan niepokoju i niesamowitości, zawarty w tekście Stanisława Lema - dowolność interpretacji jest absolutnie personalna... i o to mi chodziło.