Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cadenced Haven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cadenced Haven. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 listopada 2012

Gert Emmens & Cadenced Haven - Mystic Dawn



  Nie zdradzę chyba wielkiej tajemnicy jeśli powiem, że Gert Emmens i Cadenced Haven darzą się ciepłym uczuciem. I chociaż dzieli ich wiele kilometrów, to ta platoniczna miłość wydaje co rusz owoce. Mam na myśli ich kolejną, nagraną wspólnie w 2012 roku płytę pt. "Mystic Dawn". Sam tytuł już sporo ujawnia. To muzyka dla romantyków, grana przez romantyków. Pozbawiona agresji, większych niepokojów, dysharmonii, płynie leniwie z głośników niczym  spokojny, górski strumyk... Co jakiś czas ożywiają ją łagodne sekwencje, charakterystyczne dla Gerta Emmensa. Pojawiają się subtelne melodie i pełne jakiejś tęsknoty motywy. Odnoszę wrażenie, że są to jakby hymny pochwalne dla życia i Matki Ziemi. Być może artyści przekazują przesłanie: "Cieszmy się życiem, bo jest ono bardzo piękne". Ten przemożny optymizm wyłaniający się z lekko nostalgicznych utworów, jest siłą napędową dla całej płyty. Patentem praktykowanym od samego początku muzycznej kariery Gerta. Co do roli Cadenced, to wydaje mi się, że jej przyjaciel raczej zdominował ją pod względem konceptu i brzmienia.  Muzyka z "Mystic Dawn" jest łatwa do przewidzenia i nie jest przeznaczona dla miłośników awangardowych poszukiwań. To raczej kolejny rozdział baśni opowiadanej przez dziadka przy ciepłym kominku.  Jest na świecie sporo zwolenników tego typu klimatów, więc i ta pozycja pewnie trafi im do gustu.


czwartek, 27 października 2011

Cadenced Haven - Peregrination


         Laila Quraishi znana jako Cadence Haven swoją muzyczną wędrówkę rozpoczęła od stąpania po wysokich górach pod pięknym niebem :). Wydana w 2010 roku debiutancka płyta Peregrination zawiera dziewięć kompozycji w tym początkową, piętnastominutową "Devoted Loss" która wprowadza słuchacza w specyficzny, bo mocno rozmarzony klimat całości. Akurat tak się złożyło, że najpierw słuchałem muzyki, a potem dopiero sprawdziłem opis płyty. Bez specjalnego zdziwienia (coś takiego chodziło mi po głowie) dowiedziałem się po fakcie o udziale na niej Gerta Emmensa. Jest on obecnie narzeczonym tej miłej dla oka artystki z Bangladeszu. Chociaż powiem szczerze, Gert zaznacza swoją obecność na tej płycie dość powściągliwie i w rozsądnych proporcjach. Dzięki temu jego powłóczyste sekwencje nie przesłaniają pomysłów i rozwiązań autorki. Muzyka w założeniu ciepła, romantyczna i odrobinę egzotyczna płynie swoim ustalonym rytmem. Oprócz orientalnych wokaliz usłyszeć można jakieś komunikaty z publicznych głośników, jednostajne rytmy (Confronting Conscience), ale też i typowe berlińskie osinato (Atmosphere Of Amalgamation). Jednak twierdzenie, że ta muzyka to po prostu kolejna produkcja w stylu New Age, byłoby dla Cadence krzywdzące. Trochę zaskoczył mnie telefon na - "The Silent Visit" - przez kilka chwil zastanawiałem się czy to do mnie ktoś dzwoni :). Utwory nie są więc takie same, a emocje choć raczej zrównoważone, wyraża Laila na różne sposoby.  Częstotliwość sekwencji rytmicznych jest zmienna, w ich dawkowaniu można zauważyć dbałość o zachowanie równowagi. Ten szacunek dla słuchacza opłacił się. Płyta zostaje w pamięci jako udany mariaż łagodnej elektroniki i subtelnych uniesień, otoczonych pewną aurą tajemniczości.