Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vangelis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vangelis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 stycznia 2022

VANGELIS - Blade Runner Trilogy

 


English version below

    Ukazanie się płyty Blade Runner Trilogy 2007 było dużym wydarzeniem dla miłośników muzyki Greka i fanów filmu. Krytycy i znawcy tematu szczegółowo opisali swoje wrażenia poddając muzykę i wnikliwej analizie. Nie widziałem potrzeby powtarzania lub obalania różnych twierdzeń na temat tego wydawnictwa. Dorzucę tylko klika zdań. Czy materiał ten był potrzebny i jak słucha się go w 2022 roku? 
  Przez długi czas istniał niedosyt i zapotrzebowanie na więcej Vangelisa z tego okresu i paradoksalnie liczne wydawnictwa bootlegowe zaspokajały w jakiejś mierze ten popyt. Więc pojawienie się wersji Trilogy było deko spóźnione i niekoniecznie pokrywało się z oczekiwaniami. Na dodatkowych płytach nie ma tak spektakularnych zapadających w pamięć utworów jak na krążku podstawowym. To fakt. Płyta nr 2 trzyma klimat jedynki i to jest spory kawałek dobrej, relaksacyjnej muzyki zbliżonej charakterem do ambientu. Wyłączasz światło i poddajesz się jej pozytywnej mocy. Na pewno warto go posłuchać wiele razy. Krążek trzeci zatytułowany BR 25 wydaje mi się jednak słabszy i materiał dobrany,  dorobiony trochę "na siłę".  No bo co ma wspólnego z filmem fragment pt. Spotkanie z matką? W sumie nic. Ok. Całość daje się jednak z przyjemnością słuchać. W skali 1 do 5, pierwszej płycie daję 5, drugiej 4, trzeciej 3. 
  Lubię takiego Vangelisa. Na tym wydawnictwie nie ma bowiem tyle pompatyczności jak na niektórych innych płytach Vangelisa. Lubię też film Scotta, jak i pierwowzór filmu - książkę. P.K.Dicka  O czym marzą elektryczne owce. Czasami zastanawiam się: kto by się nadawał do stworzenia muzycznej oprawy filmu Ubik gdyby taki powstał? 


 The release of the Blade Runner Trilogy 2007 album was a big event for Greek music lovers and movie fans. Critics and experts on the subject described their impressions in detail, subjecting the music and careful analysis. I saw no need to repeat or disprove various statements about this release. I will just add a few sentences. Was this material needed and how is it listened to in 2022?

   For a long time there was a need and a demand for more Vangelis from this period, and paradoxically numerous bootleg releases met that demand to some extent. So the release of the Trilogy version was deco late, and not necessarily as expected. There are no such spectacular memorable tracks on the additional discs as on the basic disc. It's a fact. Disc No. 2 has the atmosphere of the first one and it is a large piece of good, relaxing music with a character similar to ambient. You turn off the light and surrender to its positive power. It is definitely worth listening to it many times. The third disc, titled BR 25, seems to me weaker and the material was selected, made a bit "by force". Well, what does the excerpt entitled Meeting your mother? Nothing at all. Approx. The whole, however, can be listened to with pleasure. On a scale of 1 to 5, I give the first record 5, the second 4, the third 3.

   I like this Vangelis. This release is not as pompous as on some other Vangelis albums. I also like Scott's film and the original film - the book. P.K.Dicka What do electric sheep dream about. Sometimes I wonder: who would be suitable for creating the musical setting of Ubik if there was one?


niedziela, 20 grudnia 2020

Vangelis Juno to Jupiter



 Vangelis w 2020 roku kończy 77 lat. Jesienią ukazuje się najnowsze wydawnictwo uznanego artysty, zawiera prawie 20  kompozycji. Czego mogą spodziewać się fani bardzo lubianego Greka? W internecie o tej muzyce można przeczytać: 

"Zainspirowana przełomową misją sondy kosmicznej Juno NASA i trwającą eksploracją Jowisza, 'Juno to Jupiter' to wielowymiarowa podróż Vangelisa przez muzykę elektroniczną, progresywną, ambient, techno, orkiestrową i wokalną. W projekcie występuje sopranistka Angela Gheorghiu oraz dźwięki z kosmosu nagrane przez NASA".

Jakie refleksje przychodzą mi do głowy po wysłuchaniu tych nagrań? 

  Płyta jest dość nierówna, poszczególne utwory zazwyczaj krótkie, rzadko przekraczają 5 minut. Całości brak spójności. Na początek mamy rozmowy pracowników NASA (?)  czyli "Atlas Push", rzeczywiście brzmi to atrakcyjnie, ale i wtórnie. Potem lekki "Inside our perspective" z przewodnim beatem który mógłby wygenerować przeciętny użytkownik Abletona.  Dalej (Out in Space) Vangelis uderza w bardziej ambitne tony podnosząc wartość przekazu, ale  ponownie kończy kompozycję nie rozwijając jej zbytnio. Czwarty track  "Juno's quiet determination" w ciekawy sposób buduje napięcie i ucieszy nawet najbardziej wymagających słuchaczy. I tyle atrakcji... Przez kolejne minuty stary mistrz używając doskonałe znanych jemu i słuchaczom narzędzi w postaci bębnów i partii instrumentów smyczkowych, kreśli podniosłe, symfoniczne historie jakie pisał od wielu lat... Nie ma już żadnych niespodzianek. Artysta ma prawie 80 lat, nie ma sensu wymagać od niego cudów.  Partie Angeli  Gheorghiu słychać bodajże w trzech utworach, jeśli ktoś to lubi, proszę bardzo. 

Podsumowując: płyta nie jest zła, to kawał dobrego rzemiosła. Ja jednak wolę Vangelisa bardziej rockowego, eksperymentującego, a tej edycji bliżej do ostatnich jego prac. 


wtorek, 12 września 2017

Vangelis - L'Apocalypse Des Animaux



   

     Wczesne lata 70. to bardzo ciekawy okres dla muzyki tworzonej na syntezatorach. Płyty które wtedy nagrywano były w pewnym sensie pionierskie i dziś są kanonem stylu. W 1973 roku mało jeszcze znany grecki kompozytor Vangelis wydaje na winylowym krążku skomponowaną trochę wcześniej muzykę filmową. "L'Apocalypse Des Animaux" - to wybrane fragmenty większej całości, będące tłem do dokumentalnych filmów Frédérica Rossifa. Dla tych którzy lubią tego typu obrazy informacja: film ten (epizod "de l'abeille au gorille") jest dostępny w serwisie YouTube. Sceny przedstawiające myśliwych z upodobaniem strzelających do zwierząt mogą jednak nie przypaść gustu co bardziej wrażliwym odbiorcom. Tutaj postaram się napisać kilka słów o samej muzyce. A ta warta jest uwagi. Album rozpoczyna krótki, jedyny dynamiczny na płycie temat "Generique" - czyli czołówka. Później genialny artysta proponuje słuchaczowi wysmakowane, oniryczne utwory, które swoją subtelnością doskonale zaspokajają najbardziej wymagające uszy. W każdej kolejnej odsłonie pojawiają się melodie o smutnym, lub też melancholijnym zabarwieniu. Nie jest to więc muzyka abstrakcyjna, a jednocześnie, mimo iż deklarowana jako ilustracyjna, doskonale daje się słuchać w domowym zaciszu. Mistrzowskie tworzenie klimatu w krótkich formach, operowanie skromną skalą barw, ten minimalistyczny styl autor doprowadził później do perfekcji. W utworze "Le Singe bleu" słychać delikatny motyw grany na trąbce, być może pierwowzór tematu miłosnego z Blade Runnera. Niezwykła mieszanka syntezatorowych padów i akustycznych instrumentów na długo zostawia w stanie pozytywnego zasłuchania. Znakomity solowy debiut niezwykle utalentowanego Greka!



środa, 23 listopada 2016

Vangelis - Rosetta


   
    Stary mistrz ostatnimi laty rzadko wydaje płyty. Dlatego też każda nowa pozycja cieszy się uwagą rzesz fanów na cały świecie. Wydana w  2016 roku "Rosetta", sądząc po komentarzach w internecie, spodobała się wielbicielom greckiego kompozytora. Ja jednak odczuwam pewien niedosyt. Wizja podróży tytułowej sondy opisana dźwiękowymi obrazami utrzymana jest w tradycyjnej dla Vangelisa konwencji. Muzyka skomponowana jak zawsze bez zarzutu, dopieszczona na wielu płaszczyznach, jest jednak całkowicie wtórnym projektem. I choć pełna tak charakterystycznych dla autora uniesień, nie wzbudza we mnie głębszych emocji. Te same instrumenty, barwy i aranże. Brak mi w niej czegoś nowego, odżywczego, intrygującego.
Być może jest to efekt wypalenia artystycznego Vangelisa. Po człowieku który tworzył tak różnorodne płyty jak Albedo 0.39, China, czy soundtrack Blade Runner, można byłoby spodziewać się dzieła wybitnego. No, ale widocznie to nie jest już ten czas. Oczywiście, te przemyślenia nie przeszkadzają w słuchaniu. Po prostu - kolejny produkt pośród wielu.

    

wtorek, 16 czerwca 2015

Vangelis - De Nuremberg à Nuremberg



      Nazwisko reżysera Fredericka Rossifa dobrze kojarzy się zwolennikom nagrań Vangelisa. Genialny grecki multiinstrumentalista pięknie ozdabiał jego dokumentalne, przyrodnicze filmy. Pod koniec życia Frederick pracował nad monumentalnym, blisko trzygodzinnym dziełem "De Nuremberg à Nuremberg".

   Obraz "Od Norymbergi do Norymbergi" opowiadający o latach 1936-1946, rozpoczyna zjazd NSDAP w Norymberdze, a kończy proces niemieckich zbrodniarzy wojennych w tym samym mieście już po wojnie. Sam reżyser nie doczekał premiery filmu. Vangelis i tym razem został poproszony o nagranie ścieżki dźwiękowej. Materiał muzyczny nie ukazał się w wersji oficjalnej i krąży po Internecie w formie bootlega. Zawartość tworzą 33 bardzo krótkie utwory. Czas ich trwania - od 16 sekund do niecałych 3 minut - nie pozwala na zbytnie rozwinięcie motywów i jest odmienny od większości dokonań muzyka. Dostosowana do specyficznej tematyki obrazów muzyka może stanowić prawdziwe wyzwanie nawet dla hard fanów Papathanassiou, przyzwyczajonych zazwyczaj do - bądź co bądź - subtelnych kolaży dźwięków. Pozytywny w treści muzycznej jest fragment "Hitler at Paris", może jeszcze "Nazi Europa"; pozostałe nawiązują klimatem do mrocznej przeszłości. Ilustracja filmowa rządzi się swoimi prawami. I tym razem muzyka została podporządkowana całkowicie treści widocznej na ekranie, stąd mnogość marszowych motywów perkusyjnych. Film jest dostępny na YouTube w kilku wersjach. Jednak opowiadanie o przemocy i zbrodniach w tak długich dawkach nie jest dla mnie zbyt strawne, więc skoncentrowałem się na dźwiękowym zapisie. Ten stanowi ciekawostkę i świadczy o elastyczności Vangelisa. Nie sądzę jednak, aby zdobył szersze zainteresowanie poza garstką wnikliwych badaczy twórczości autora.


środa, 5 listopada 2014

Vangelis - Spiral


   Rok 1977 był znaczący dla gatunku zwanego muzyką elektroniczną. Niektórzy krytycy kręcili nosem na komercjalizację, ale nie da się ukryć, że to właśnie wtedy mistrzowie klawiatur podbijali serca fanów komunikatywnością swojego przekazu, różnorodnością brzmienia i bogatą fakturą poszczególnych utworów. Jean-Michel André Jarre ze swoim "Oxygène" od grudnia 1976 roku sukcesywnie docierał poczynając od Francji do praktycznie każdego zakątka świata. Kraftwerk płytą "Trans-Europe Express" zdobywał kolejnych fanów, a Manuel Göttsching ze swoim zespołem wydaje kapitalną, dynamiczną "Blackouts".

  Czy Vangelis pozazdrościł komercyjnych sukcesów swoim kolegom? Tego nie wiem, ale zawartość albumu "Spiral" zaskakuje. Pięć różnych, niepołączonych ze sobą utworów, wysłuchanych jednym ciągiem ukazuje geniusz artysty. Każdy track ma swoją wewnętrzną dramaturgię, inne emocje, wszystkie jednak doskonale łączą przystępność dzieła z wirtuozerią wykonawczą. Tę swobodę i radość tworzenia słychać w każdej nutce. Mnogość sekwencji, perkusja, autorskie wokalizy i syntezator Yamaha CS-80 - wszystko to Vangelis wykorzystuje z naturalnym wdziękiem. Momenty melancholii przeplatane są optymizmem, którego jest zdecydowanie więcej. Pompatyczność - cecha, która na niektórych wydawnictwach greckiego muzyka jest momentami trudna do zaakceptowania, na "Spiral" jest dawkowana umiejętnie. O wielkiej popularności tego zapisu z Nemo Studios być może zadecydowały przystępne dla ucha melodie i miłe motywy, a może wszystkie zalety razem wzięte (?).
  Niezależnie od trafności takich ocen,  Evangelos Odysseas Papathanassiou płytą "Spiral" znacząco przyczynił się do popularyzacji syntezatorów i granej na nich muzyki. Do dziś dnia ma zagorzałych zwolenników swojego talentu, pilnie wyczekujących jego nowych nagrań.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Vangelis - Soil Festivities


     Vangelisa znają i lubią melomani na całym świecie. Wirtuozom syntezatorów ta sztuczka nie zawsze się udaje. Co jest więc do tego potrzebne? Zastanawiając się nad tym fenomenem doszedłem do wniosku, że to wynik pewnego uniwersalnego spojrzenia na muzykę jakie ma ten artysta. Sposób tworzenia: intuicyjny, spontaniczny a jednocześnie wizjonerski. Na pewno też oryginalność przekazu. Jakby nie było, Vangelisowi udało się przebić wszelkie bariery ludzkiej ignorancji i jest rozpoznawalny pod każdą szerokością geograficzną. W 1984r wydaje płytę "Soil Festivities". Co ciekawe, nie zawiera ona żadnego przeboju, choćby na miarę tego tytułowego z "Chariots of Fire". Autor wspomina w jednym z wywiadów, że z tego powodu wydawcy nastawieni na komercyjny sukces byli niepocieszeni. Ale Vangelis nie nagrywał dla kasy, tylko z potrzeby serca. Dlatego wyszła mu spod ręki piękna muzyka. Pięć części "Movement" naprawdę może się podobać! Muzyka jest delikatna i subtelna jak na mało której jego płycie, a przecież jest to z natury bardzo wrażliwy muzyk. Fascynacja przyrodą i ruchem niewielkich stworzeń które obserwował artysta w dzieciństwie, zaowocowała minimalistyczną, trochę romantyczną kompozycją. Nareszcie Vangelis rozsądnie zredukował wszechobecne wcześniej akcenty pompatyczne i górnolotne zacięcia. Nie ma tu też chórów, ani zbyt dynamicznej perkusji. Właściwie tę muzykę można śmiało podciągnąć pod termin ambient. Odgłosy burzy na samym początku trafnie zapowiadają klimat całości. Bez pośpiechu i zbędnych emocji obrazuje procesy zachodzące na powierzchni Ziemi. 48 minut upływa błyskawicznie. Nagrywając tę muzykę przede wszystkim dla siebie, zdolny Grek sprawił przyjemność wielu fanom.
     Proponuję przed słuchaniem wygodnie się położyć, zgasić światło i odpłynąć przy tych eterycznych dźwiękach. Polecam!