Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Shreeve. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Shreeve. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 grudnia 2012

Mark Shreeve ‎– Thoughts Of War




  Do wydawnictwa Mark Shreeve ‎ "Thoughts Of War"  mam szczególny sentyment. Podobnie jak do Embryo czy trzech pierwszych płyt formacji Redshift. Choć płyta wydana została w 1981 roku, równie dobrze można by uznać, że jest tworem polowy lat 70. A na pewno zrealizowano ją w podobnym duchu. Nie jest to  muzyka zbyt przystępna, nie zawiera też zbyt wielu wpadających w ucho melodii. Mark w tym czasie poszukiwał swojej własnej, indywidualnej formy wyrazu, ale użyte instrumenty i technika zapisu pozwalają ją dość wyraźnie zdefiniować. Zgodnie z http://www.discogs.com/, Mark dysponował wtedy ciekawym sprzętem: Yamaha CS30, Hohner K4 string machine, Eko 12 string guitar. Stosował różne efekty: coat hanger, phaser, flanger, tape-looped voices, revox a 77 tape echo. Przy ich pomocy powstają nagrania bogate w sekwencje, ale też i takie, które można uznać za awangardowe. Utwory są dość długie, od 11 do 19 minut. Zgodnie  z tym co sugeruje tytuł, są to dość ponure muzyczne rozważania, pełne długo brzmiących fraz, szumów i świstów. Kontrastuje z tym zdjęcie wyraźnie uśmiechniętego Shreeve'a jakie widać na okładce. Całość brzmi mocno analogowo. Zagadkowe motywy na elektroniczne maszyny i taśmę, różne odcienie melancholii, zadumanie, to są najczęstsze wrażenia jakie mi przychodzą na myśl. Mark tworzy klimat po mistrzowsku, bez kompromisów. W tej mocno elektronicznej prezentacji, jest zarazem coś bardzo ludzkiego, co pozwala na chwilę refleksji nad szybko upływającym życiem i chaosem tworzonym przez człowieka na planecie Ziemia. Fantastyczna muzyka!


sobota, 28 kwietnia 2012

Redshift - Redshift




 Pojawienie się tej płyty w 1996 roku wywołało niemały szum wśród fanów. Co jest tak intrygującego w pierwszym albumie Redshift? Oto pojawiają się na nim reminiscencje ulubionych brzmień i dynamicznych sekwencji jakie znali miłośnicy muzyki elektronicznej, chociażby tych z płyt "Rubycon" Tangerine Dream - ale nie tylko. Mięsiste, basowe ostinato, czy mellotronowe zawodzenia nie mogły i nie mogą pozostawić obojętnymi poszukiwaczy analogowych muzycznych struktur. Główny pomysłodawca projektu - Mark Shreeve - postanowił wskrzesić lekko archaiczne, ale ciągle pożądane barwy jakie wydaje potężny Moog Modular 3C, w wersji z mocno rozszerzonym sekwencerem. Odgłosy jakie wydaje, naprawdę robią wrażenie i wgniatają w fotel, a jeśli meloman dysponuje dobrymi zestawami głośników, mogą one mu poruszyć szyby i przylepić jelita do okrężnicy (smile). Zestaw starych, klasycznych już syntezatorów użytych na tej płycie jest oczywiście większy i pasjonaci tematu mogą przeczytać ich specyfikację np. na stronie http://www.discogs.com/Redshift-Redshift/release/531133. Ciekawy zabieg zastosował Mark pod koniec płyty.... Na kilkanaście minut przed końcem zaserwował słuchaczom 9 minut prawie idealnej ciszy. Niektórzy twierdzą że jest tam słyszalne bicie serca.... Ostatnie trzy minuty podrywają z foteli śpiochów ostrą frazą (w drugim wydaniu płyty ten fragment dostał osobną nazwę "Blueshift Cont"). Uprzedzam o tym tych, którzy nie słuchali jeszcze tych nagrań, w trosce o ich uszy i serca (smile). Zapału i świeżego ujęcia tematu starczyło Markowi na jeszcze co najmniej dwie kolejne, doskonałe płyty. I na nich posłuchać można kaskad soczystych, wibrujących efektów, będących skutkiem kręcenia gałkami analogowych maszyn. Nie dziwię się więc, że ta debiutancka płyta Redshift osiąga kosmiczne ceny na Allegro i Ebay'u. Widocznie muzyka jest tego warta.


środa, 11 maja 2011

Mark Shreeve - Embryo



    Debiutancki materiał Marka Shreeve zapisany na kasecie w 1980r zostaje wydany na płycie CD. Ciekawe posunięcie bo muzyka tam zawarta jest odmienna od jego kilku późniejszych popowych płytek. The Keeper 27:14 Pierwsza, prawie pól godzinna suita to właściwie jeden motyw, pomysł podlegający kilku nieznacznym modulacjom. Ponura i przygnębiająca jest ta embrionalna podróż, co akurat dodaje atrakcyjności temu produktowi. Wytrawny słuchacz wie bowiem że muzyka lekka łatwa i przyjemna szybko się nudzi. Alive 2:54 To lekko rozkołysany i trochę bardziej optymistyczny fragment, użyty jest jako krótki przerywnik, oddech między dwoma monumentalnymi kompozycjami, bowiem tytułowy Embryo 21:18  - dość podobny do pierwszego utworu, zawiera jednak więcej pomysłów, zmian tempa i odważniejszych eksperymentów. Pojawiają się też dynamiczne sekwencje które wraz z towarzyszącą im melodią czynią całość bardziej przystępną. Muzyka staję się łatwiejsza do zaklasyfikowania jako elektronika nagrana w stylu najlepszych płyt z lat 70. Słuchacz zatraca dystans słuchając tej pogoni pulsujących sekwencji oplatanych przez kilka melodycznych linii i daje się porwać wyobraźni artysty. Iceflakes 7:45 - Po takiej intensywnej podróży musi przyjść ukojenie i refleksja. Toteż wielu kompozytorów po bardziej zaangażowanych konstrukcjach uważa że należy zrelaksować słuchacza. W kosmicznych szumach i efektach poruszającej się wody nieśmiała melodia dopowiada kres tej historii. Całość tej muzyki odbieram jak poszukiwania świeżego powietrza w ołowianej atmosferze. Najdłuższe kompozycje miejscami monumentalne, miejscami złowieszcze nie pozostawiają słuchacza obojętnym.

            Emocje wyrażane przy pomocy elektronicznych urządzeń trafiają do odpowiednio usposobionych melomanów odbierających na specyficznych falach. Kto wie może i ty do nich należysz?