Do wydawnictwa Mark Shreeve "Thoughts Of War" mam szczególny sentyment. Podobnie jak do Embryo czy trzech pierwszych płyt formacji Redshift. Choć płyta wydana została w 1981 roku, równie dobrze można by uznać, że jest tworem polowy lat 70. A na pewno zrealizowano ją w podobnym duchu. Nie jest to muzyka zbyt przystępna, nie zawiera też zbyt wielu wpadających w ucho melodii. Mark w tym czasie poszukiwał swojej własnej, indywidualnej formy wyrazu, ale użyte instrumenty i technika zapisu pozwalają ją dość wyraźnie zdefiniować. Zgodnie z http://www.discogs.com/, Mark dysponował wtedy ciekawym sprzętem: Yamaha CS30, Hohner K4 string machine, Eko 12 string guitar. Stosował różne efekty: coat
hanger, phaser, flanger, tape-looped voices, revox a 77 tape echo. Przy ich pomocy powstają nagrania bogate w sekwencje, ale też i takie, które można uznać za awangardowe. Utwory są dość długie, od 11 do 19 minut. Zgodnie z tym co sugeruje tytuł, są to dość ponure muzyczne rozważania, pełne długo brzmiących fraz, szumów i świstów. Kontrastuje z tym zdjęcie wyraźnie uśmiechniętego Shreeve'a jakie widać na okładce. Całość brzmi mocno analogowo. Zagadkowe motywy na elektroniczne maszyny i taśmę, różne odcienie melancholii, zadumanie, to są najczęstsze wrażenia jakie mi przychodzą na myśl. Mark tworzy klimat po mistrzowsku, bez kompromisów. W tej mocno elektronicznej prezentacji, jest zarazem coś bardzo ludzkiego, co pozwala na chwilę refleksji nad szybko upływającym życiem i chaosem tworzonym przez człowieka na planecie Ziemia. Fantastyczna muzyka!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Shreeve. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Shreeve. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 20 grudnia 2012
sobota, 28 kwietnia 2012
Redshift - Redshift
Pojawienie się tej płyty w 1996 roku wywołało niemały szum wśród fanów. Co jest tak intrygującego w pierwszym albumie Redshift? Oto pojawiają się na nim reminiscencje ulubionych brzmień i dynamicznych sekwencji jakie znali miłośnicy muzyki elektronicznej, chociażby tych z płyt "Rubycon" Tangerine Dream - ale nie tylko. Mięsiste, basowe ostinato, czy mellotronowe zawodzenia nie mogły i nie mogą pozostawić obojętnymi poszukiwaczy analogowych muzycznych struktur. Główny pomysłodawca projektu - Mark Shreeve - postanowił wskrzesić lekko archaiczne, ale ciągle pożądane barwy jakie wydaje potężny Moog Modular 3C, w wersji z mocno rozszerzonym sekwencerem. Odgłosy jakie wydaje, naprawdę robią wrażenie i wgniatają w fotel, a jeśli meloman dysponuje dobrymi zestawami głośników, mogą one mu poruszyć szyby i przylepić jelita do okrężnicy (smile). Zestaw starych, klasycznych już syntezatorów użytych na tej płycie jest oczywiście większy i pasjonaci tematu mogą przeczytać ich specyfikację np. na stronie http://www.discogs.com/Redshift-Redshift/release/531133. Ciekawy zabieg zastosował Mark pod koniec płyty.... Na kilkanaście minut przed końcem zaserwował słuchaczom 9 minut prawie idealnej ciszy. Niektórzy twierdzą że jest tam słyszalne bicie serca.... Ostatnie trzy minuty podrywają z foteli śpiochów ostrą frazą (w drugim wydaniu płyty ten fragment dostał osobną nazwę "Blueshift Cont"). Uprzedzam o tym tych, którzy nie słuchali jeszcze tych nagrań, w trosce o ich uszy i serca (smile). Zapału i świeżego ujęcia tematu starczyło Markowi na jeszcze co najmniej dwie kolejne, doskonałe płyty. I na nich posłuchać można kaskad soczystych, wibrujących efektów, będących skutkiem kręcenia gałkami analogowych maszyn. Nie dziwię się więc, że ta debiutancka płyta Redshift osiąga kosmiczne ceny na Allegro i Ebay'u. Widocznie muzyka jest tego warta.
środa, 11 maja 2011
Mark Shreeve - Embryo
Debiutancki materiał Marka Shreeve zapisany na kasecie w 1980r zostaje wydany na płycie CD. Ciekawe posunięcie bo muzyka tam zawarta jest odmienna od jego kilku późniejszych popowych płytek. The Keeper 27:14 Pierwsza, prawie pól godzinna suita to właściwie jeden motyw, pomysł podlegający kilku nieznacznym modulacjom. Ponura i przygnębiająca jest ta embrionalna podróż, co akurat dodaje atrakcyjności temu produktowi. Wytrawny słuchacz wie bowiem że muzyka lekka łatwa i przyjemna szybko się nudzi. Alive 2:54 To lekko rozkołysany i trochę bardziej optymistyczny fragment, użyty jest jako krótki przerywnik, oddech między dwoma monumentalnymi kompozycjami, bowiem tytułowy Embryo 21:18 - dość podobny do pierwszego utworu, zawiera jednak więcej pomysłów, zmian tempa i odważniejszych eksperymentów. Pojawiają się też dynamiczne sekwencje które wraz z towarzyszącą im melodią czynią całość bardziej przystępną. Muzyka staję się łatwiejsza do zaklasyfikowania jako elektronika nagrana w stylu najlepszych płyt z lat 70. Słuchacz zatraca dystans słuchając tej pogoni pulsujących sekwencji oplatanych przez kilka melodycznych linii i daje się porwać wyobraźni artysty. Iceflakes 7:45 - Po takiej intensywnej podróży musi przyjść ukojenie i refleksja. Toteż wielu kompozytorów po bardziej zaangażowanych konstrukcjach uważa że należy zrelaksować słuchacza. W kosmicznych szumach i efektach poruszającej się wody nieśmiała melodia dopowiada kres tej historii. Całość tej muzyki odbieram jak poszukiwania świeżego powietrza w ołowianej atmosferze. Najdłuższe kompozycje miejscami monumentalne, miejscami złowieszcze nie pozostawiają słuchacza obojętnym.
Emocje wyrażane przy pomocy elektronicznych urządzeń trafiają do odpowiednio usposobionych melomanów odbierających na specyficznych falach. Kto wie może i ty do nich należysz?
Emocje wyrażane przy pomocy elektronicznych urządzeń trafiają do odpowiednio usposobionych melomanów odbierających na specyficznych falach. Kto wie może i ty do nich należysz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



