Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Schröder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Schröder. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 września 2017

Robert Schroeder D.M.O Vol.4 Harmonic Decadence



  Robert Schroeder lub Robert Schröder, to postać dobrze znana fanom muzyki elektronicznej. Autor wielu różnorodnych płyt, w tym utworów o komercyjnym charakterze (fantastyczny singiel "Skywalker / Space Detective"),  co jakiś czas wydaje starszy, niepublikowany materiał. Płyty z serii D.M.O są równie udane jak jego klasyczne publikacje. Najnowsza - "Vol.4 Harmonic Decadence" z 2017 roku, to nie tylko sentymentalna podróż do przeszłości, ale przede wszystkim kolejna dawka dobrej, relaksującej muzyki. Te zaginione, a potem odnalezione debiutanckie nagrania Roberta urzekają bowiem nieziemskim wręcz spokojem. Technicznie nie wydają się zbyt skomplikowane: dwie suity w których leniwe sekwencje przeplatają się z melodyjnymi solówkami, trochę efektów... i to chyba wszystko. Ale klimat jaki w 1978 roku powstał dzięki tej sesji wart jest uwagi. Niemiecki kompozytor posiada wyjątkową wrażliwość, którą słychać w jego podejściu do komponowania, w każdej nucie. Kontakt z tą muzyką na pewno poprawi Wam samopoczucie. Zanurzanie się w niuansach "Harmonic Decadence" przypomina trochę podziwianie pracy malarza pejzażów. Polecam kupowanie płyty na stronie Roberta Schroedera: News Music

poniedziałek, 14 maja 2012

Robert Schroeder – Cream



Omawiana dziś płyta ma bardzo apetyczną okładkę. Robert Schroeder album zatytułowany "Cream" wydał w październiku 2010 roku. To świadectwo jego niemalejącej weny i doskonałej formy. Chociaż niektórzy fani kręcą nosem, że obecnie Robert gra coś w rodzaju niezobowiązującej muzyki tła, zamiast mocno zaangażowanej elektroniki. Uważam  jednak, że w takim razie, jest to nobilitacja dla takiej muzyki (smile). A już na poważnie - to otaczający świat wymusza zmiany na każdym z ludzi i artysta który płodziłby ciągle takie same płyty, stałby w miejscu. W zmieniającą się rzeczywistość XX1 wieku, muzyka Schroedera wpisuje się całkiem zgrabnie. Pozbawiona skrajnych emocji, wirtuozerskich popisów, imponujących wariacji, jest idealną ofertą dla słuchaczy szukających wyciszenia i ukojenia nerwów. Nie ma obawy że spowoduje senność, no... chyba że ten potrzebny, zdrowy sen :). Chociaż ilość kremu widocznego na okładce mogłaby spowodować niestrawność, muzyczne uniesienia dawkowane są w rozsądnych proporcjach. Są tu delikatne hipnotyczne sekwencje, efekty wplatania ludzkiego głosu i dodatki charakterystyczne dla tego muzyka. Lekkość, z jaką  Schroeder tworzy te kompozycje zasługuje na uwagę i najwyższe uznanie. Profesjonalista taki jak on, po prostu nie może grać złej muzyki. Polecam!!!


poniedziałek, 12 grudnia 2011

Robert Schröder - Harmonic Ascendant

   "Jeżeli gdziekolwiek na świecie ktoś tworzy nowożytną muzykę elektroniczną, to jest to Robert Schroeder". Tak przy okazji wydania tej płyty wyraził się Klaus Schulze. I wiedział co mówi, jako współproducent i mikser debiutanckiego longplaya Roberta Schroedera (czasami pisanego jako Schröder). Kiedy słucham tej muzyki, to myślę że romantyzm zawsze jest w cenie. Zawartość albumu "Harmonic Ascendant" z1979r. jest ułożona i podana tak subtelnie, z tak dużą dozą delikatności, że właściwie mogłaby być nagrana przez kobietę. Ale trzech mężczyzn tu grających bynajmniej nie uważam za zniewieściałych, a wrażliwość nie jest domeną wyłącznie płci pięknej. Tytułowa suita "Harmonic Ascendant" zaczyna się zdecydowanym uderzeniem w fortepian, jednak całe 22 minuty są bardzo spokojnie rozgrywaną suitą w której zachwyca powyżej wspomniana delikatność. Treść utworu nie jest nowa w pomyśle, ale w doborze i pracy instrumentów. Gitara na której przebiera palcami Udo Mattusch i fortepianowy akompaniament świetnie ze sobą współgrają. Towarzyszy im ledwo słyszalna fraza syntezatora. Potem barwy fortepianu ustępują wiolonczeli Wolfganga Tiepolda i jest to również doskonale brzmiący tandem. Po kilkunastu minutach takich zmagań, zmian nasilenia gry poszczególnych instrumentów, ostatnie osiem minut suity wykonane jest bardziej dynamicznie. Ciepła sekwencja w dolnych, basowych rejestrach jakby wybudza ze snu. Improwizacje wiolonczeli są pełne inwencji i zapału. Robert stopniowo dodaje elektronicznych ozdobników, muzyka przechodzi metamorfozy i unosi się na coraz to wyższy poziom ekspresji. Wyzwala się z ograniczeń formuły i pływa, pływa ... schodząc równie subtelnie do momentu swojego końca. Po tej znamiennej podróży było do przewidzenia że pozostałe dwa utwory będą lekko stonowane (przynajmniej w pierwszych minutach). I tak się dzieje, emocje są odrobinę mniejsze, ale muzyka równie interesująca. W obu kompozycjach słychać głos przetworzony przez vocoder. "Future Passing By" na początku jest wyciszona, bez spektakularnych harmonicznych uniesień pod same szczyty wyobraźni. Oczywiście i tu melodia kołysze się rozkosznie a stopniowo dochodzą nowe elementy układanki. "The Day After X" to muzyka jaka później zostanie doprowadzone przez Schroedera do perfekcji: soczyste sekwencje, wyraziste solówki, mocne i zdecydowane. Dobra elektronika. Na swojej pierwszej płycie Robert Schroeder utrwalił wiele pięknych momentów które są ciepło wspominane przez fanów. Podczas jej przeżywania olśniła mnie pewna myśl  a'la Freud. W elektronicznych suitach typu Harmonic Ascendant, mających swój początek, rozwinięcie i kulminację we wzniosłym finale, muzycy często nieświadomie naśladują przebieg akta miłosnego, jednego z najpiękniejszych darów Bożych. Mimowolnie starają się go odtworzyć i powtórzyć w innej, muzycznej formie. 
   Ale to oczywiście tylko teoria.