Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Duda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Duda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2014

Duda & Rudź - Four Incarnations



  Wydawać by się mogło, że Krzysztof Duda i Przemysław Rudź są wystarczająco znani melomanom i nie potrzebują dodatkowego wsparcia w postaci mojego komentarza... A jednak pomyślałem sobie, że w czasach, gdy odbiorca zalewany jest mnogością treści nijakich, taka ciekawa perełka jak 'Four Incarnations", może zostać szybko przykryta kolejną warstwą muzycznego szlamu.  Patrząc na sprawę z geograficznego punktu widzenia, rencontre tych dwóch panów było nieuniknione. Gdynianin Krzysztof Duda, organista, od wielu lat tworzący ciekawą muzykę elektroniczną, jest ciągle niedocenianym i zbyt mało znanym polskim  kompozytorem. Odsyłam więc czytelników do niedawno utworzonej o nim  notatki na Wikipedii. Przemek Rudź, z pochodzenia elblążanin na stałe osiadły w Gdańsku, ma w sobie dużo dynamiki, pasji i chęci tworzenia; nie tylko muzyki. Napisał kilka książek popularyzujących astronomię, przewodniki, jest urodzonym gawędziarzem wrażliwym na zło otaczającego nas świata.... Co mogło powstać w wyniku zetknięcia się talentu spolegliwego Krzyśka z renesansowymi ciągotami Przemka?



   "Four Incarnations" jest albumem koncepcyjnym, który można różnie  interpretować. A to jako etapy rozwoju larwy, albo alegorię ludzkiego życia poprzez dzieciństwo, okres dojrzewania, aż do starości. I w takim kontekście należy odbierać rozpoczynający całość długi utwór 
.  Bardzo spokojny, wręcz snujący się leniwie motyw, który przeradza się w relaksację.  I słusznie, bo okres dzieciństwa to przede wszystkim rozwój swojego ego, czysta karta młodości, którą może zapełnić na wiele różnych sposobów. Jednak dalsze nagrania zdecydowanie różnią się od wstępu.  jest już bardziej złożoną strukturą. Obok zapętlonej osobliwości, pojawia się rytm i całkiem przyjemna melodia. Gra ją oczywiście Krzysiek Duda, wlewając w nią swoiste ciepło. Natomiast powtarzalne tło podlegające niewielkim modyfikacjom jest bliskie fanom muzyki elektronicznej.  W 1984 roku na płycie "E≠mc2"  Marek Biliński w tytułowej suicie zastosował podobny pomysł. Na planie jednorodnego ciągu, pojawiają się ozdobniki niczym znaki na drodze.  Ciekawe. to trochę mroczna impresja. Pięknie wyeksponowano w niej organy, które nadają muzyce koturnowy, specyficzny  klimat. Jakby więc dla kontrastu i odpoczynku, następny   totalnie odpręża. Gitara  Rafała Szydłowskiego, wisienka na torcie,  idealnie  wplata się dialog z syntezatorem. Kapitalnie się tego słucha. Gdybyśmy  mieli Pogram III PR w starym dobrym stylu i składzie, red. Jerzy  Kordowicz zrobiłby z tego przebój. Nagrali się w nim wszyscy, dając popis ładnego stylu.  Kończący płytę
jest mi jakby znany. Mimo iż nieopublikowany na żadnym nośniku, był chyba kiedyś prezentowany w Studiu Nagrań. Dobra puenta do pomysłu przyjaciół. Mieszanka emocji, atrakcyjne brzmienia, głębia... Znowu rzec można: dobre, bo polskie ;). Kiedy spytałem Przemka, czego się nauczył od Krzyśka, powiedział:  "Czuje tę jego subtelność i pietyzm w tworzeniu aranżu, melodii; żeby nie przesadzić - złoty środek". Tak trzymać! 

niedziela, 28 października 2012

Krzysiek Duda Plays Hammond Clone WLM Organ



  Czasami się zdarza, że profesjonaliści przez lata grający i komponujący ciekawą muzykę, stoją niejako w cieniu większych wydarzeń. Tym bardziej było dla mnie miłe poznanie Krzysztofa Dudy na pierwszej edycji festiwalu Robofest. Odbyła się ona w Cieplewie pod koniec września bieżącego roku. Postać urodzonego w Gdyni Krzysztofa jest równie intrygująca co... Mało znana obecnej fali młodych twórców i słuchaczy muzyki elektronicznej.  Jako świetny organista dał się poznać grając w Katedrze Oliwskiej już w latach 1970-71. Od  1980 roku nagrywa ponad 200 utworów współpracując z tak znanymi postaciami jak chociażby Halina Frąckowiak. Własne kompozycje montuje w programy telewizyjne czy liczne koncerty, które daje przede wszystkim w kościołach. Jest to logiczne jeśli się pamięta o świetnej akustyce pomieszczeń sakralnych. Tworzy muzykę na potrzeby teatru i filmu, godząc to z pracą organisty. W 1984 roku wydaje kasetę "Tama", a rok później CD - "Voices". Potem były jeszcze: Gregorian Angels (1998),  Miserere (2000) i luźne kompozycje na składankach wydawnictwa Paris. Ostatnimi laty Krzysztof Duda uaktywnia się ponownie.   W rękach trzymam płytę "Krzysiek Duda Plays Hammond Clone WLM Organ". Nagraną w Studio "Image" w Gdyni w 2012 roku. To składanka mająca na celu przybliżenie brzmień ukochanego instrumentu kompozytora - organów Hammonda. Zbiór nagrań nazwać by można standardami. Kłaniają się lata 60. i późniejsze,  jazzowe fascynacje, wszystko to podane w zdyscyplinowanej, krótkiej formie. Wyraźna sekcja rytmiczna spaja klamrą prawie wszystkie nagrania. Dziesięć utworów ukazuje słuchaczom przekrój możliwości instrumentu  wyprodukowanego w 1935 roku, a jednak mającego - nazwijmy to poetycko - swoją  własną duszę. Krzysiek w rozmowie z Mariuszem Wójcikiem streścił to tak: "Organy Hammonda od zawsze były moją miłością, własnie ze względu na niepowtarzalne brzmienie. Posiadam dwa modele: L100 lampowy i T140, oba z generatorem elektromechanicznym. A mimo to płytę nagrałem na clonie WLM - a to dlatego, że tego jeszcze nikt nie nagrał. Poza tym, WLM ma możliwość wyodrębnienia bass pedału nożnego, co skutkuje tym, że na Leslie podawane są tylko manuały, czyli bas się 'nie kręci' ". Oczywiście,  organy nie są jedyną elektroniczną pasją kompozytora. Przekonać się można o tym, słuchając muzyki autora na iTune i Deezer.  I z tego co wiem, to szykuje się współpraca Krzyśka z Przemkiem Rudziem. Ciekawe, co z tego wyniknie....