poniedziałek, 26 listopada 2012

Fading Colours - I'm Scared Of....



  O zespole Fading Colours możecie przeczytać między innymi w wywiadzie jakiego kiedyś udzieliła mi Kasia Rakowska, Jakiś czas temu zrecenzowałem też jej solową płytę De Coy - Pleasure For Nothing. Jednak to album Fading Colours - I'm Scared  Of....  z  1998 roku przyniósł całej grupie sławę i zagorzałych fanów.  Fascynują się nią bywalcy koncertów Castel Party, fani gotyckiego rocka i dark wave. Dla mnie Fading Colours, to po prostu dobry zespół rockowy z wysokiej klasy wokalistką. Katarzyna ma niewątpliwie talent wokalny, a jej przyjaciele ze studia, potrafią połączyć go z dobrą muzyką. Wysokie emocje zawarte w glosie, plus dość dynamiczna, aczkolwiek raczej smutna muzyka, dobrze ze sobą współgrają. Dużo elektroniki tworzy odpowiednio mroczne klimaty, buduje napięcie, które rozładowuje - lub utrwala - fenomenalny głos Rakowskiej. Oczywiście, z pewnością w naszym kraju jest masa ładnych kobiet z intrygującym głosem, ale to De Coy nagrywa płyty i swoją pasję realizuje praktycznie.  Kiedy słucha się tej płyty na słuchawkach - a warto, łatwo zauważyć dbałość o szczegóły i detale.  Słyszane co jakiś czas drobne niuanse typu akcenty orientalne,  czynią przekaz atrakcyjnym.  Logika, koncept i zaproszeni goście jak Anne Clark czy Broon, znaczący przebojowy "Lorelei", to elementy które pomogły płycie w uzyskaniu pewnej miary rozgłosu. Udany cover Depeche Mode "Clean"  nie ustępuje wiele oryginałowi, a Anne Clark jest artystką wysokiego formatu, i tam gdzie się pojawia, zawsze jest ozdobą.  Mając takie atrybuty, zespół był niejako skazany "na sukces". Szkoda tylko, że tych płyt później nie było dużo. Potencjał jest więc w dalszym ciągu do wykorzystania.