środa, 11 kwietnia 2012

Adelbert Von Deyen - Atmosphere


 Adelbert Von Deyen jest autorem kilkunastu płyt, ale żadna z nich nie jest chyba tak znana i lubiana jak Atmosphere z 1980 roku. Podobać może się już sama okładka. Oficjalne źródła mówią, że została zaprojektowana przez Urs Amanna, odpowiedzialnego również za oprawę graficzną pierwszych pięciu solowych albumów Klausa Schulze (któż ich nie zna?). Jednak przeglądając obrazy namalowane przez Adelberta na jego internetowej stronie można dość do wniosku, że autorem tych grafik może być sam Von Deyen. Samotna, pusta łódka nad brzegiem bezkresnego oceanu i zachodząc słońce (?) przysłonięte przez chmury (?), które kojarzą bardziej mi się z burzą piaskową - sugerują klimaty melancholijne. Samą muzykę z Atmosphere podobnie można powiązać z impresjonistyczną ilustracją. Dwa pierwsze dynamiczne utwory (fajna jest ta perkusja Zabba Lindnera!), mogą jeszcze oddziaływać na spontaniczne emocje, ale pozostałe części tytułowej suity zdecydowanie pobudzają refleksję. Wylewająca się z głośników wszechobecna nostalgia jest bardzo sugestywna. Słychać hipnotyczne pasaże tworzone przez niesamowicie długo brzmiące fale dźwiękowe i zmiany częstotliwości generowanych dźwięków poprzez kręcenie gałkami potencjometrów. Te niby proste technicznie zabiegi budują jednak szczególny nastrój. Słuchacz popada w rodzaj pozytywnego, nieszkodliwego transu doprawionego szczyptą smutku i pompatyczności. Oczywiście nie jest to specjalnie oryginalna twórczość, ale szanując inteligencję czytelnika, jemu pozostawię dowolność skojarzeń. Siła przekazu tej muzyki jest nade wszystko godna uwagi, niezależnie od łatwego zidentyfikowania źródła inspiracji.  Po prostu jedna z moich ulubionych płyt lat 70. Polecam wszystkim romantykom!