niedziela, 16 października 2011

Mariusz Wójcik - Wyobraźnia ludzka nie zna granic


English version below

Mariusz Wójcik znany jest w Internecie z propagowania El-muzyki. Pisze recenzje, fachowe artykuły i prowadzi autorskie programy radiowe.

Ten meloman i wrażliwy odbiorca jest również przyjacielem Gerta Emmensa. 


- Czy pamiętasz od jakich płyt zaczęła się Twoja el-muzyczna pasja i kiedy to było?

M.W.: Moja el-muzyczna pasja myślę, że zaczęła się na początku dekady lat 80. i wcale nie od audycji Jerzego Kordowicza. Moją uwagę zwrócił cudowny album J.M.Jarre'a  „Magnetic Fields". Usłyszałem te dźwięki gdzieś w radio, pomyślałem że to doskonała produkcja i te piękne syntezatorowe sola wywołały u mnie dziwne uczucie przyjemnego odrętwienia. Dźwięki które zaintrygowały mnie do tego stopnia, że maniakalnie wręcz szukałem w ówczesnych mediach czegoś podobnego do tego typu muzyki. Wreszcie natrafiłem na audycję Jerzego Kordowicza w Trójce. Dziwny, lekko zachrypnięty głos zaintrygował mnie do tego stopnia, że moje ucho dość regularnie „zakotwiczyło" się w tej audycji. Do tej pory pamiętam wręcz mistyczną noc, kiedy wysłuchałem audycji pana Jurka, który prezentował jakiś dziwny zespół z USA ... Tangerine Dream. Hm.. pomyślałem, coś tu chyba nie gra?  To Amerykanie grają coś tak mrocznego? Tytuł „Encore", trasa po USA. Kiedy usłyszałem fantastyczny długas: „Cherokee Lane", jak się później okazało ku mojemu zdziwieniu pochodził właśnie z albumu „Encore” ... niemieckiej grupy Tangerine Dream!!!  Do tej pory nie jestem w stanie powiedzieć co się działo w mojej duszy, to tak jakbym wchodził w zupełnie odmienny stan świadomości, coś magicznego i wręcz niepojętego się działo w moim wnętrzu. Pamiętam również, że nie spałem całą noc, próbowałem te "mandarynkowe"  dźwięki jakoś sobie przypomnieć w mojej wyobraźni. Następne spotkanie z wielkimi El-płytami to „Ricochet", który również powalił mnie na kolana - potężna dawka sekwencerów z  nietuzinkowym rozkładem emocjonalnym partii klawiszowych. Tajemnicza aura z tym cudownym klimatem, który T.D. nigdy już nie powtórzył, choć jak wiadomo, dalsze ich płyty były na swój sposób genialne i wizjonerskie. Również  album „Exit" był dla mnie traumatycznym przeżyciem i te dzieło El-muzyki w swoim czasie także zadecydowało o tym aby dalej odkrywać tą dość tajemniczą, ale zarazem piękną muzykę, dostępną tylko dla wtajemniczonych… Pamiętam, że nawet dokopałem się do „Fantastyki"  takie pismo, które było dość popularne wśród fanów SF, dlaczego? Bo ktoś ze znajomych polecił mi numer 'Fantastyki" z 1984r gdzie ktoś opisał szczegółowo eksperyment profesorów w temacie ”Odległe widzenie”. Utwór niezwykły w dorobku Tangerine Dream „Remote viewing" właśnie opowiada o takim telepatycznym widzeniu - sama muzyka  wywarła na mnie wielkie wrażenie i jest dla mnie przeżyciem niemalże mistycznym.

- Od lat jesteś zagorzałym fanem El-muzyki. Kiedyś pisałeś krótkie artykuły do pisma "Generator". Potem recenzje na: muzycznyesflores.blogspot.com Teraz prowadzisz audycje z muzyką w Pro Radio. Jak do tego doszło?

M.W.: Mój dobry znajomy Mariusz K., polecił mi stronę pewnego radia, które gra rock progresywny. Oczywiście znając Mariusza i jego świetny „radiowy" gust wszedłem na ta stronę i …cisza… Ale po pewnym czasie na Facebooku tak jakoś zaczepiłem Andrzeja Kusego, który jest szefem Pro Radia i tak jakoś zaczęła nam się kleić dyskusja, wyczułem, że Jędrek to facet, który ma wielkie serce do MUZYKI, którą i ja również kocham - czyli rock progresywny. Jak to się stało, że Andrzej zaproponował mi współpracę? Nie pamiętam, wiem jedno: że chciałem pomóc w kwestiach ramówki programu, w propozycjach tematycznych tego radia i po sobotniej naradzie okazało się, że na starcie mam dwie audycje na żywo:  "El-prog music"  i „Pro-caffe”. Do tej pory niestety mam problem z domowym mikrofonem, który powoduje pewien dyskomfort, mam nadzieje że znajdzie się ktoś z branży muzycznej, który w zamian za reklamę w Radiu udostępni mi jednak profesjonalny mikrofon, który spowoduje zdecydowanie lepszą technicznie emisję mego głosu w radiowy eter. Musze przyznać, że to bardzo ciężka praca, bo pamiętaj Damian, ja nie jestem facetem, który siedzi sobie przy mikrofonie i macha do pana /pani zza szybki - chodzi o realizatora. Jestem w audycjach na żywca i realizatorem i prezenterem, uwierz mi - to naprawdę ciężka robota.

- Kochasz muzykę Gerta Emmensa i jesteś jego największym propagatorem w polskim Internecie. Co najbardziej ujmuje Cię w jego muzyce?

M.W.: No tak, nie da się ukryć, że promuję jego niezwykłe dźwięki. Nasza przyjaźń trwa już kilka lat i zawsze odkąd pamiętam Gert odpisywał na każdy mail, nawet czasem było mi głupio, że tak często wypytuję go o szczegóły odnośnie produkcji czy też spraw czysto egzystencjalnych. Gert jak to Gert, z serdecznością  mi odpisywał i dawał wspaniałe odpowiedzi. Niezwykle sobie cenię tego Holendra za to jakim jest człowiekiem. Uprzejmy, przyjazny ludziom, serdeczny a przy tym bardzo skromny. Jaką tworzy cudowną muzykę, my fani El-muzyki wiemy, ale już parę lat temu zabolało mnie to iż w mediach nie ma jego utworów. Tak więc z determinacją wykorzystałem do promocji jego muzyki fantastyczne medium czyli Internet. Wiem już  że udało mi się w Polsce skutecznie zarazić sporo osób jego przepiękną El-muzyką, która nie jest do końca  "berlińskim betonem„. Nie, nie lubię tego określenia, ja bym bardziej skłonny był do terminu „soft progressive electronic music". Jego muzyka gruntownie wypływa z korzeni rocka progresywnego. Ilekroć z Gertem rozmawiałem na tematy jego fascynacji muzycznych, on stwierdzał, że nadal kocha rock progresywny, ciągle inspiruje go Genesis, Camel, Yes , zwłaszcza ten z dekady lat 70. Ta muzyka oraz jej podobna ukształtowała jego muzyczną wrażliwość. Pamiętam, że przy jakiejś wymianie  listów, również przyznałem się że „nadajemy na tej samej fali" – że również kocham takie progresywne dźwięki czyli nasze rozumowanie muzycznego świata jest bardzo zbliżone. Nie piszę tu o innych wykonawcach, bo tu za mało miejsca, ale naprawdę - nasza wspólna wrażliwość jest zaskakująca i zbieżna. Zarazem to jest kluczem do tego iż tak świetnie się rozumiemy, choć jak wcześniej zaznaczyłem, nie tylko w kwestiach muzycznych. Jego wizja egzystencjalnego widzenia świata również mi jest bliska, czego niech dowodem będzie jego interesujący ostatni krążek z 2010 roku czyli „Metamorphosis”. Gert we wkładce do tego albumu opisuje zależności od spraw, które przytłaczają codzienną egzystencję człowieka i jego zwykle problemy oraz to, że czasami nie ma przypadków. Taka psychologiczna rozprawa nad sensem życia, nad motywami takiego a nie innego postępowania.


A Emmens stworzył specjalnie dla Ciebie pewną muzyczną zapowiedź: El Prog Show ID Gert Emmens by dikey707



http://soundcloud.com/dikey707/el-prog-show-id-gert-emmens/s-26VDE
El Prog Show ID Gert Emmens by dikey707

 

- Wiem że wybierasz się niedługo na pewną imprezę muzyczną w Warszawie, możesz przybliżyć ten temat?


M.W.: Tak, wybieram się na imprezę  El-muzyczną, którą m.in. promuje medialnie Pro Radio, będzie to „El eminnence fest" w Warszawie (30 października Hala Stodoła). Wystąpią tam gwiazdy polskiej El-muzyki oraz gość specjalny Steve Schroyder, czyli były członek Tangerine Dream z początkowego okresu działalności grupy. Fani zapewne pamiętają te psychodeliczne sola na organach Farfisa w realizacjach kosmicznej płyty „Alfa Centauri". Ale myślę, że sensacją będzie reaktywowany Omni czyli polska legenda elektronicznego rocka. Co najbardziej frapujące jest to, że Marceli Latoszek zaprezentuje nowy materiał, który zainspirowany jest tekstami wspaniałego dziennikarza muzycznego Tomasza Beksińskiego,  którego jak wiesz Damian,  swego czasu uwielbiałem i do dziś jest on jednym z najważniejszych radiowych mentorów mojego życia.

- Jak Twoje kobiety (żona i córki) odnoszą się do Twojej pasji?


M.W.: No tak, spodziewałem się takiego pytania ;). Mamy jednego peceta i możesz tylko sobie to wyobrazić ileż to trzeba się nakombinować ażeby się podzielić kompem, żonka się ha, ha, dawno poddała ale córki walczą nadal o dostęp do tej magicznej skrzynki z okienkiem na świat. Ale tak poważnie. to żona mnie wspiera, za co jej serdecznie dziękuję! Córki również, a starsza Joanna, licealistka, no cóż Damian, to już moja następczyni! Posiada wrażliwość, a to już coś i znakomicie potrafi wyłowić mądre dźwięki z tego medialnego bełkotu, który ogłupia naszą cudowną młodzież. Niestety, taki jest ten chory świat, że tej wrażliwości nie uczą w szkołach. Milion informacji obciążających wrażliwe młode organizmy. Niewiele to warte Damian, przykro mi. Kto oglądał fascynujący i jakże mądry film Alana Parkera „The Wall” zrozumie o czym piszę. A kto pamięta tekst piosenki "Another Brick In The Wall - Part 2" zespołu Pink Floyd, będzie wiedział co mam na myśli. Na szczęście, jak mogę, staram się moim córkom przekazać to co ważne dla nich, aby były szczęśliwe w dorosłym życiu.


- Czy uważasz że El-muzyka ma właściwości terapeutyczne? Jeśli tak - podaj przykłady.

M.W.: Bardzo ciekawe pytanie.Tak myślę, a nawet jestem tego pewien i sądzę, że w moim przypadku ja sam jestem tym facetem, który w swoim życiu ma wielu muzycznych terapeutów :). Wiesz, że jestem fanem muzyki medytacyjnej. Pamiętam swego czasu, nie bardzo byłem przekonany do wykonawców preferujących taką ambientową El-muzykę. Ale kiedy swego czasu do mojego odtwarzacza trafił srebrny dysk Roberta Richa, Steve Roacha czy Vidna Obmany - z dosyć mieszanymi odczuciami próbowałem wejść w ten dość hermetyczny muzyczny świat. Pewnego dnia zaznałem wręcz transcendentalnego olśnienia. Okazało się, że taka ambientowa muzyka mnie uspokaja i to jest dla mnie wręcz mistyczne przeżycie. Można skojarzyć je z lotem kpt. Bowmana w Odysei Kosmicznej 2001. Gdzieś tam lecę w kosmicznych otchłaniach i zapominam o problemach życia  codziennego. Widzisz - tu jest klucz do tego aby poddać się tej niezwykłej eterycznej muzyce, która jak dobrze o tym wiesz Damianie, dostępna jest dla takich wysublimowanych odbiorców El-muzyki jak my ;). Oczywiście takimi terapeutami może być nawet wykonawca grający synkopowany jazz, to już zależy od indywidualnego odbioru dzieła. 


- Kogo chciałbyś zobaczyć na koncercie swoich marzeń?

M.W.: Odpowiedz jest prosta i w moim przypadku przewidywalna :). Oczywiście Gert Emmens. Myślę, że odbiór jego muzyki na żywo jeszcze bardziej może spotęgować traumatyczne wręcz doznania, jego muzyka jest tak uduchowiona i tak nostalgiczna, że momentami mam problem z normalnym funkcjonowaniem w świecie realnym :)). Naprawdę fala nostalgii momentami mnie przytłacza, oczywiście w pozytywnym sensie, dlatego bardzo mnie frapuje granie na żywo, myślę, że wystąpiłaby pewna tajemnicza interakcja z audytorium, tak więc czekam z utęsknieniem na jego występ.


- Czy marzyłeś kiedyś aby grać na syntezatorach a może miałeś już okazję?


M.W.: Tak, oczywiście, choć niestety nigdy nie miałem okazji wejść do studia i zagrać. Nie mam wykształcenia muzycznego, ale sądzę że mógłbym improwizować, mógłbym zrobić jakiś performance,  dźwięki na różnej proweniencji, wyobraźnia ludzka nie zna granic. Myślę, że czasami dłubanie w samplach może zrodzić coś abstrakcyjnego, coś mało zrozumiałego, graniczącego z surrealizmem. Takim cudownym przykładem jest Władek Komendarek który pięknie opowiadał o tym, jaką ma wielką bibliotekę sampli. Jego wyobraźnia mnie ciągle inspiruje, chciałbym tworzyć takim sposobem jak Władek, niezwykle kreatywny i cudowny człowiek, który wierny jest swojej pasji.


- Oprócz El-muzyki lubisz rock progresywny, co ostatnio polecasz do słuchania z tej ciekawej muzyki?

M.W.: Oczywiście. Ostatnio zasłuchany jestem w norweską grupę grającą rock progresywny z tendencją na  prog metal, który również lubię. To grupa Magic Pie – to taka mieszanka The Flower Kings, Transatlantic i Dream Theatre. Muzyka doskonała jeśli chodzi i opanowanie warsztatu muzycznego, ale myślę, że takich ciekawych grup jest sporo i dobrze się dzieje, że jest jakiś wybór.

- W jakim kierunku według Ciebie rozwija się El-muzyka?


M.W.: Uważam że El-muzyka ma się obecnie dobrze, pomaga w tym pewnie sieć łączy bezprzewodowych. Zobacz jak można szybko nawiązać kontakt, zobacz jak muzycy mogą właściwie w obecnych czasach zdalnie ze sobą współpracować. Dzięki temu coś iskrzy w tym dość niszowym i niestety skierowanym do elitarnego grona wytrwałych pasjonatów gatunku. Powstają nowe grupy i soliści którzy czerpią ze szkoły "berlińskiej". I co chwila dowiadujemy się że gdzieś na końcu świata jest wykonawca, który intryguje swoją nietuzinkową El-muzyką. To wszystko wrze jak w  magicznym muzycznym El-tyglu, wszystkie gatunki nawzajem się mieszają, co daje czasem powalający efekt. Jest dobrze i myślę ze nastały fajne czasy dla tego dość hermetycznego gatunku, który jak ty Damianie dobrze o ty wiesz ma popyt ma słuchalność wśród fanów niezwykłej, muzyki często, nie z tego świata.
Dziękuję Ci serdecznie za naprawdę ciekawe pytania i życzę Tobie sukcesów w  propagowaniu El-muzyki.

Masz rację. Internet otwiera przed słuchaczami nowe możliwości, a możliwość bliskiego kontaktu z artystami daje dużo satysfakcji. Dziękuję Ci Mariuszu za wypowiedzi i również Tobie życzę niezłomności w promowaniu El-muzyki.





 Mariusz Wójcik is known on the Internet for promoting El-music. He writes reviews, professional articles and runs his own radio programs.


 This music lover and sensitive audience is also a friend of Gert Emmens.


 - Do you remember with which albums your el-music passion began and when it was?

 M.W .: I think that my el-musical passion started at the beginning of the 1980s and not from Jerzy Kordowicz's broadcast. JMJarre's wonderful album "Magnetic Fields" caught my attention. I heard these sounds somewhere on the radio, I thought it was an excellent production and these beautiful synthesizer solos caused me a strange feeling of pleasant numbness. I was looking for something similar to this type of music in the media of that time. Finally I came across Jerzy Kordowicz's program in Trójka. A strange, slightly hoarse voice intrigued me to such an extent that my ear "anchored" quite regularly in this broadcast. Until now, I remember an almost mystical night when I listened to Mr. Jurek's broadcast, which was presented by some strange band from the USA ... Tangerine Dream. Hmm .. I thought, is something wrong here? Are the Americans playing something so dark? The title "Encore", a US tour. When I heard the fantastic long line: "Cherokee Lane", as it turned out later, to my surprise, it came from the album "Encore" ... by the German group Tangerine Dream !!! Until now, I am not able to say what was happening in my soul, it is as if I was entering a completely different state of consciousness, something magical and even incomprehensible was happening inside me. I also remember that I was awake all night, trying to remember these "mandarin" sounds somehow in my imagination. The next meeting with great El-discs was "Ricochet", which also knocked me to my knees - a huge dose of sequencers with an extraordinary emotional distribution of keyboards. A mysterious aura with this wonderful atmosphere that TD has never repeated, although as you know, their further albums They were brilliant and visionary in their own way. Also the album "Exit" was a traumatic experience for me and this work of El-Muzyka in its time also decided to continue discovering this quite mysterious, but also beautiful music, available only to the initiated ... I remember, that I even dug into "Fantastyka" a magazine that was quite popular among SF fans, why? Because someone of my friends recommended me the 1984 issue of "Fantastyka", where someone described in detail the professors' experiment on the subject of "Distant Vision". The unusual piece in the output of Tangerine Dream "Remote viewing" is just about such telepathic seeing - the music itself made a great impression on me and is an almost mystical experience for me.

 - You have been a die-hard fan of El-Music for years. In the past, you wrote short articles for the "Generator" magazine. Then reviews on: muzycznyesflores.blogspot.com Now you run programs with music on Pro Radio. How did it come about?

 M.W .: My good friend Mariusz K. recommended me the site of a radio that plays progressive rock. Of course, knowing Mariusz and his great "radio" taste, I entered this website and ... silence ... But after some time on Facebook I somehow accosted Andrzej Kuse, who is the head of Pro Radio, and somehow we started to stick to a discussion, I sensed that Jędrek is a guy , who has a great heart for MUSIC, which I also love - that is progressive rock. How did it happen that Andrzej asked me to work with me? On Saturday's meeting it turned out that at the start I have two live broadcasts: "El-prog music" and "Pro-caffe". Until now, unfortunately I have a problem with the home microphone, which causes some discomfort, I hope there will be someone from the industry music, which, in exchange for an advertisement on the Radio, will provide me with a professional microphone, which will result in a technically better emission of my voice into the radio. I must admit that it is very hard work, because remember Damian, I don't I'm a guy who sits at the microphone and waves to you from behind the glass - it's about the sound engineer. I am in live broadcasts and a producer and presenter, believe me - it's really hard work.

 - You love Gert Emmens' music and you are his greatest promoter on the Polish Internet. What is most captivating about his music?

 M.W .: Well, it cannot be denied that I promote its unusual sounds. Our friendship has been going on for several years and since I can remember Gert would reply to every e-mail, even sometimes I felt stupid that I asked him so often for details about production or purely existential matters. Gert, like Gert, wrote back cordially and gave me wonderful answers. I really appreciate this Dutch for what a human being he is. Polite, friendly to people, cordial and at the same time very modest. What wonderful music he creates, we fans of El-music know, but a few years ago it hurt me that his works are not in the media. So with determination I used the fantastic medium of the Internet to promote his music. I already know that I have successfully infected many people in Poland with his beautiful El-music, which is not exactly "Berlin concrete". No, I don't like that term, I would be more inclined to the term "soft progressive electronic music". His music thoroughly stems from the roots of progressive rock. Whenever I talked with Gert about his musical fascinations, he stated that he still loves progressive rock, he is constantly inspired by Genesis, Camel, Yes, especially the one from the 1970s. This music and the like shaped his musical sensitivity. I remember that during some exchange of letters, I also admitted that "we are on the same wave" - ​​that I also love such progressive sounds, i.e. our understanding of the musical world is very similar. I am not writing about other artists, because there is not enough space here, but really - our common sensitivity is surprising and convergent. At the same time, it is the key to our understanding of each other so well, although, as I mentioned before, not only in musical matters. from 2010, or "Metamorphosis." Gert in the insert to this album describes the dependencies on the issues that overwhelm the everyday existence of man and his usual problems, and the fact that sometimes there are no coincidences. proceedings.


 And Emmens has made a musical preview just for you: El Prog Show ID Gert Emmens by dikey707



 http://soundcloud.com/dikey707/el-prog-show-id-gert-emmens/s-26VDE

 El Prog Show ID Gert Emmens by dikey707




 - I know that you are going to a certain music event in Warsaw soon, can you explain this topic?

 M.W .: Yes, I am going to an El-musical party, which, among others, promotes Pro Radio in the media, it will be "El eminnence fest" in Warsaw (October 30 Hala Stodoła). Polish El-music stars and a special guest Steve Schroyder, a former member of Tangerine Dream from the initial period of the group's activity, will perform there. Fans will probably remember the psychedelic ones. solo on the Farfis organ in the realizations of the cosmic album "Alfa Centauri". But I think that the revived Omni, the Polish legend of electronic rock, will be a sensation. What is most intriguing is that Marceli Latoszek will present a new material inspired by the texts of the great music journalist Tomasz Beksiński, whom, as you know, Damian, I once loved and he is still one of the most important radio mentors in my life.

 - How do your women (wife and daughters) relate to your passion?


 M.W .: Well, I expected such a question;). We have one PC and you can only imagine it, how much it takes to share the computer, the wife has, ha, she gave up a long time, but the daughters are still fighting for access to this magic box with a window to the world. But seriously. it is my wife who supports me, for which I would like to thank her! Daughters too, and the older Joanna, a high school student, well Damian, she is my successor! He has sensitivity, which is something, and he can perfectly pick out wise sounds from this media gibberish that stupefies our wonderful youth. Unfortunately, this is the sick world that they do not teach this sensitivity in schools. A million pieces of information burdening vulnerable young organisms. It's not worth much Damian, I'm sorry. Whoever watched the fascinating and how clever Alan Parker's film "The Wall" will understand what I am writing about. Whoever remembers the lyrics of "Another Brick In The Wall - Part 2" by Pink Floyd will know what I mean. Fortunately, as I can, I try to convey to my daughters what is important to them, so that they will be happy in their adult life.


 - Do you think El-music has therapeutic properties? If so - give examples.

 M.W .: A very interesting question, I think so, and I am sure of it, and I think that in my case I am the guy who has many music therapists in his life :). You know I'm a fan of meditation music. I remember once, I was not very convinced of performers preferring such ambient El-music. But when a silver disc of Robert Rich, Steve Roach or Vidn Obman came to my player - I tried to enter this rather hermetic musical world with quite mixed feelings. One day I experienced transcendental enlightenment. It turned out that this kind of ambient music calms me down and it is an almost mystical experience for me. You can associate them with the flight of Cpt. Bowman in the 2001 Space Odyssey. Somewhere I am flying in cosmic abysses and forget about the problems of everyday life. You see - here is the key to surrender to this extraordinary ethereal music, which, as you know well Damian, is available to sophisticated El-music audiences like us;). Of course, such therapists can even be a performer playing syncopated jazz, it depends on the individual perception of the work.


 - Who would you like to see at the concert of your dreams?

 M.W .: The answer is simple and in my case predictable :). Of course, Gert Emmens. I think that the reception of his music live can intensify the traumatic experiences even more, his music is so soulful and so nostalgic that at times I have a problem with normal functioning in the real world :)). The wave of nostalgia really overwhelms me at times, in a positive sense, of course, so I'm very fascinated by playing live, I think there would be some mysterious interaction with the audience, so I'm looking forward to his performance.


 - Have you ever dreamed of playing synthesizers or have you already had the opportunity?


 M.W .: Yes, of course, but unfortunately I never had the opportunity to enter the studio and play. I have no musical education, but I think I could improvise, I could make some performance, sounds of various provenance, human imagination knows no bounds. I think that sometimes sampling can produce something abstract, something incomprehensible, bordering on surrealism. Such a wonderful example is Władek Komendarek who talked beautifully about what a huge sample library he has. His imagination still inspires me, I would like to create in a way like Władek, an extremely creative and wonderful person who is faithful to his passion.


 - Apart from El-music you like progressive rock, what do you recommend recently for listening to this interesting music?

 M.W .: Of course. Recently, I have been engrossed in a Norwegian progressive rock group with a tendency towards prog metal, which I also like. It's a Magic Pie group - it's a mix of The Flower Kings, Transatlantic and Dream Theater. Perfect music when it comes to mastering the music technique, but I think that there are a lot of such interesting groups and it is good that there is a choice.

 - In what direction do you think El-Muzyka is developing?


 M.W .: I think that El-Muzyka is doing well now, the wireless network probably helps in this. See how you can quickly establish contact, see how musicians can actually work remotely remotely nowadays. Thanks to this, something sparkles in this quite niche and, unfortunately, aimed at the elite group of persistent enthusiasts of the genre. New groups and soloists are formed who draw from the "Berlin" school. And every now and then we find out that somewhere at the end of the world there is a performer who intrigues with his extraordinary El-music. It all boils like in a magical musical El-crucible, all genres mix each other, which sometimes gives an overwhelming effect. It is good and I think that the time has come for this quite hermetic genre, which, as you know well, Damian, has a demand among fans of unusual, often, out-of-this-world music.
 Thank you for really interesting questions and I wish you success in promoting El-music.

 You're right. The Internet opens up new opportunities for listeners, and the possibility of close contact with artists gives a lot of satisfaction. Thank you Mariusz for your statements and I wish you steadfastness in promoting El-music.

wtorek, 11 października 2011

Paul Nagle - The girls of Poland are very beautiful


English version below, move your mouse down

Miłośnikom muzyki elektronicznej Paula Nagle chyba nie trzeba przedstawiać...Ale pomyślałem że warto go bliżej poznać, tym bardziej że jest On nie tylko znakomitym muzykiem, ale i żywą kopalnią wiedzy o sprzęcie, komponowaniu i nie tylko...

-  Dalej pracujesz w swoim świetnie wyposażonym studio na poddaszu?

P.N.:  Moje studio zmienia się, ewoluuje, rozszerza się i kurczy w zależności od moich potrzeb i nastrojów. Mam grupę instrumentów, do których zawsze wracam ale generalnie nie mam oporów, żeby sprzedać lub zamienić je gdy tylko poczuję, że przestają mnie ekscytować. Nie jestem sentymentalny - w szczególności jeśli chodzi o syntezatory! Mogę powiedzieć, że byłem szczęśliwy posiadając syntezator Synthi AKS rok czy dwa lata temu. Był to instrument, który zawsze chciałem mieć i który szczerze pokochałem. Ale obecnie jest sporo nowych zabawek, które w równym stopniu cenię - np. sekcje efektów Eventide, sekwencery Sequentix i Elektron, czy nowe silniki analogowe. Traktuję całe studio jako jeden wielki instrument i jeżeli jakaś jego część się zmienia, wciąż o nim myślę i odkrywam na nowo. To co mnie cieszy i raduje, to czasem mała zmiana sposobu pracy, pozycji syntezatorów, przemeblowanie studia. To może być bardzo inspirujące.

- Przetestowałeś bardzo wiele syntezatorów ich możliwości i parametry. Co sądzisz o tendencji jedna klawiatura i reszta wykonywana w komputerze?

P.N.: Tak jak napisałem dla magazynu Sound On Sound, widzę mnóstwo sprzętu, różnych typów i możliwości. Uważam się za szczęściarza, że mogę testować sprzęt, którego normalnie pewnie nigdy bym nie odkrył, zarówno z powodu tego, ze jest bardzo drogi lub bardzo rzadki, z jakichś niewielkich i mało znanych manufaktur. Przechodząc do instrumentów cyfrowych, prawdą jest, że nie istnieje pojedynczy hardwarowy syntezator, który oferuje moc taką jak najlepsze syntezatory programowe. Nawet drogie maszyny, takie jak Korg Kronos nie mają takiej mocy, wielkiej biblioteki sampli i źródeł co dostępne czysto programowe instrumenty, takie jak Omnisphere Kontakt z powiedzmy kilku gigabajtowym fortepianem. Dlatego syntezatory sprzętowe powinny koncentrować się na tym co robią najlepiej - dać muzykowi poczucie pełnej władzy, niezawodności, ciągłości. Tak wiele nowych modeli syntezatorów zostaje szybko zastąpionych, co oznacza że nigdy w pełni nie dojrzały, a szkoda. Producenci mają obsesję na punkcie nowości, myślą bardziej o technologii, a nie o warsztacie muzycznym i kontroli. Mój Mac Pro może robić rzeczy, które były niemożliwe, kiedy zaczynałem pracę tylko z monofonicznym syntezatorem, tape delay'em i maszyną stringową - ale to niekoniecznie oznacza, że w ten sposób powstanie lepsza muzyka. Łatwiej dzięki temu jest zrobić duże, skomplikowane i profesjonalnie brzmiące aranże. Potrzebuję Mac'a do mojej pracy zarobkowej, mojej biblioteki muzycznej, a także do tworzenia finalnej, wygładzonej muzyki. W tej chwili nie widzę innej drogi, jak pracować właśnie w ten sposób ale za kilka lat, kto wie, może zmienię zdanie. Jeszcze kilka lat temu robiłem wszystko na żywo, jak leci, zwykle z innymi muzykami, ale również solo. Oznaczało to, że byłem bardziej ograniczony przez moją technikę gry i pomysły rodzące się w danej chwili. Nic potem nie mogłem naprawić lub polepszyć, a teraz jest dużo muzyki, którą mogę zmienić z tego lub innego powodu. Praca na żywo daje pewien rodzaj wolności, ale często wykonujesz wtedy tylko 80% tego, co faktycznie masz do powiedzenia. Teraz mogę poprawiać kompozycję, aż stanie się prawie doskonała. Jest tylko jeden problem - kontrola, żeby wiedzieć, kiedy przestać. Zbytnie dopieszczanie utworu może zabić w nim muzykę, uczynić ją nudną. Problem z komputerami pojawia się podczas gry na żywo. One po prostu oferują zbyt wiele mocy, przynoszą pokusę tworzenia przedstawień, które po prostu nie są reprezentatywne dla Twoich muzycznych zdolności. To, co zaczynamy wtedy słyszeć, to te fantastyczne koncerty "na żywo", które są teraz niczym więcej niż występami DJ-ów, którzy klikają na PLAY, pokręcą kilkoma kontrolerami, albo i nawet nic nie robią. W takim przypadku nie ma to oczywiście nic wspólnego z muzyką lub występem. Nie ma nic bardziej nudnego niż kilku chłopaków wpatrzonych się w ekrany swoich laptopów, jakby sprawdzali pocztę. Ale proszę pamiętać, że jestem dość stary i lubię czasem ponarzekać. Nie można nauczyć starego psa nowych sztuczek. Muszę jednak przyznać, że w sumie widziałem kilka osób korzystających z komputerów i kontrolerów z wielką ekspresją i mających niesamowite zdolności muzyczne.

- W 1999r  wydałeś piękną płytę "Lore". Wiem że ma już sporo lat, ale możesz coś o niej powiedzieć?  Zgromadziłeś też na niej świetnych muzyków.

P.N.: Jestem szczęściarzem, że mogłem grać z naprawdę wspaniałymi muzykami przez te wszystkie lata. Wszyscy oni byli prawdziwymi mistrzami i grali dla mnie gdy ich o to prosiłem. "Lore" reprezentował najlepsze, co mogłem osiągnąć w tym czasie. Stało się to zanim porzuciłem komputer na może dziesięć lat, a także dzięki rejestratorowi z twardym dyskiem do nagrywania i przechowywania wszystkich prawdziwych instrumentów, takich jak gitary, bębny, skrzypce i temu podobne. Nadal mam wiele sympatii dla tego albumu, chociaż chciałbym poprawić częściowo jego produkcję. W szczególności skrzypcom, gitarze i flecie dodałbym wymiary, których nigdy nie mógłbym dodać na klawiaturze!

- Lubisz czasami posłuchać ambientu, muzyki bez rytmu?

Bardzo! Życzyłbym sobie, żeby więcej takiej muzyki było grane na żywo, a my moglibyśmy uwolnić się od konieczności tworzenia i słuchania muzyki z sekwencerów, bębnów, o zaplanowanej strukturze. Myślę, że w odpowiednim miejscu i przestrzeni, muzyka ambient może być wzniosła. Pamiętam raz, w Arcosanti (Arizona), na jednym ze spotkań w ramach Different Skies, graliśmy muzykę tego typu pod gwiazdami z grupą bardzo utalentowanych muzyków. Improwizowaliśmy i tworzyliśmy piękne bezkształtne plamy muzyczne, a każdy z muzyków słuchał i dokładał swoje delikatne i subtelne dźwięki. Z rytmem i sekwencjami, muzyka ta stałaby się bardzo konwencjonalna i przewidywalna, ale ponieważ była bez formy to fascynowała. Tak, uwielbiam ten rodzaj muzyki.

- Dużo koncertujesz, jakie instrumenty najlepiej sprawdzają się w graniu na żywo?

Nie ma najlepszego sprzętu poza tym, który znasz bardzo, bardzo dobrze. Grając na żywo musisz doskonale wiedzieć, co chcesz zrobić, panować nad instrumentem, który nie robi niespodzianek przechodząc nagle w inny tryb pracy. Z tego mniej więcej powodu starsze syntezatory są bardziej przyjazne jeśli idzie o sceniczną pracę na żywo. Co dziwne, kiedyś uważano, że stare analogowe syntezatory były gorsze, bo rozstrajały się podczas pracy albo po prostu defektowały. Obecnie łatwiej nastroić syntezator podczas gry niż zmagać się z jakaś usterką czy problemem natury cyfrowej. Widzisz, wiele nowoczesnych cyfrowych maszyn ma problemy w samych sobie z powodu ogromnej złożoności budowy lub nowoczesnych technik masowej produkcji co oznacza, że zawsze masz obawę, że coś pójdzie źle, albo że jakiś błąd oprogramowania spowoduje problemy. Mój ulubiony instrument zmienia się w zależności od imprezy, na jakiej gram. W zależności od tego ile potrzebuję, zaliczam do nich:

Sequentix Cirklon (sekwencer, przy którym miałem swój udział na etapie projektowania),
Roland V-Synth (stworzyłem wiele własnych brzmień na tym instrumencie, a nawet niektóre brzmienia fabryczne),
EMS Synthi AKS (niesamowity organiczny muzyczny towarzysz do dźwiękowych eksploracji),
Korg ESX-1 (najlepsza maszyna perkusyjna jaką znam),
Eventide Space & Timefactor effects (po prostu fantastyczne i zakręcone),
Korg Radias (wspaniały nowoczesny syntezator),
Vermona Mono Lancet (wspaniały Moogo-podobny analog),
Roland SH-101 (mój stary faworyt, łatwy w użyciu i lubię jego wewnętrzny sekwencer).

Do tego dochodzą takie instrumenty jak: Emu Proteus 2000, Electrik Repeater, Access Virus. Jak długo znasz instrument i oferuje Ci on środki bezpośredniego wyrazu oraz kontrolę ekspresji, tak długo może być idealną maszyną do występów na żywo. Niedawno kupiłem Octatrack Elektron, jestem w trakcie uczenia się jego obsługi i mam nadzieję go używać, aby odtworzyć niektóre kompozycje z Mac'a - ale z jego własnymi sztuczkami i techniką, będę miał mnóstwo okazji do popełnienia błędów! :).

- Muzyka pochłania Cię bez reszty czy masz jeszcze czas aby coś czytać i oglądać?

Jasne! Napisałem powieść w 2003 roku - do znalezienia na Amazon - tytuł: Future Art Factory. Kocham czytać, zwłaszcza dorobek Kurta Vonneguta, ale generalnie czytam ile tylko jestem w stanie wchłonąć. Oczywiście, oglądam też filmy, wszystko co dobre, zwłaszcza kino surrealistyczne lub SF.

- Co myślisz o słuchaniu muzyki z kaset, vinyli i CD?

P.N.: Wciąż wolę kupować muzykę na płytach CD. Nie zajmuję się ściąganiem plików, gdyż wolę gotowy produkt. Rozumiem dlaczego wielu ludzi to lubi i wydają płyty, które są do pobrania z sieci - przygotowanie wydania płyty CD jest drogie, a tak umieszczasz plik w internecie i ludzie go mają w kilka minut. Jestem staroświecki, wspominałem już o tym. Nigdy też nie przepadałem za płytą winylową, wiele z moich winyli nie było odtwarzanych przez lata. A co do kaset? Nie pamiętam, kiedy ostatni raz słuchał muzyki z kasety...

- Byłeś kiedyś w Polsce? Z czym kojarzysz te państwo?

P.N.: Nigdy jeszcze nie byłem w Polsce, chociaż mam nadzieję, że to się kiedyś stanie. Tak jak wielu na Zachodzie kojarzę Lecha Wałęsę, Waszą wódkę, słynny album Tangerine Dream. Oczywiście słyszałem też o urodzie Polek, co również jest dodatkowym powodem aby odwiedzić tej kraj.

- Znasz choć trochę polską muzykę elektroniczną, starszą lub nowszą? Kojarzysz może takie nazwiska jak Rudź, Vanderson, Polaris, lub starsze: Skrzek,  Niemen, Komendarek?

P.N.: Znam kilku z imprezy Ricochet Gatherings - Polarisa znam od kilku lat, jego muzyka staje się  coraz lepsza. Granie z Józefem Skrzekiem czy Władkiem Komendarkiem było dla mnie wielkim przywilejem, jak dla kogoś o tak skromnych umiejętnościach, co ja. Ci faceci to legendy - liryka i ekspresja gry Józka na Minimoogu, czy Władek, który czasem gra jak ktoś opętany! Dorastałem słuchając muzyki głównie z Niemiec - Cluster, Roedelius, Schnitzler i rzecz jasna Tangerine Dream. Jest tak wiele muzyki, której nie znam, nawet z mojego kraju. Jako dzieciak słuchałem dużo klasyki, ale zdaję sobie sprawę że mam wiele luk w edukacji muzycznej.

- Jakie projekty zajmują Cię obecnie?

P.N.: W chwili obecnej zajmuję się głównie pracą nad moją muzyczną biblioteką i pisaniem recenzji. Mam mało czasu aby zająć się moją muzyką, jakkolwiek mam na ukończeniu mój solowy album. To będzie moja kolejna płyta od dłuższego czasu i mam nadzieję uda mi się ją lepiej wyprodukować niż moje dawne koncertowe i spontaniczne albumy. Mam nadzieję, że będę miał w końcu więcej czasu na współpracę z innymi muzykami. Rozmawiałem już z wybranymi - Astrodruid, OVNI, Lunarseed i moim przyjacielem Harvey'em Bainbridge, o ewentualnych wspólnych projektach. Jest też kilku starych znajomych, z którymi odświeżyłbym kontakt. To ludzie, z którymi pracowałem zanim zaczęli mnie mieć dosyć. Kto wie, może ujrzymy coś nowego od Headshock, Binar, Joint Intelligence Committee i Ideation, a może też Cosmic Smokers? Kto wie...

- Dziękuję za udzielnie mi wywiadu.

P.N.: Cała przyjemność po mojej stronie. Mam nadzieję, że nie zanudziłem Czytelników. Czasem ten rodzaj muzyki może wydawać się mniej artystyczny, a bardziej związany z technologią, a nie z człowiekiem. Gdyby tak było w rzeczywistości, cała muzyka i sposób w jaki jest tworzona, byłaby mniej ważna niż efekt końcowy. Pomyślałam, że wyślę Ci odpowiedź tak szybko jak tylko potrafię. Właśnie dostałem kolejne recenzje do napisania, wiec jeśli nie odpowiedziałbym Ci teraz, mógłbym już się za to nie zabrać. Jeśli chciałbyś więcej - daj mi znać! Wszystkiego dobrego!


English version:

Interview with musician Paul Nagle.  

1) Further work in his well-equipped studio?

P.N.: The studio changes, evolves, expands and contracts according to my needs and moods. I have a core of instruments that I always return to but generally I have no issue with selling and replacing them once I feel they aren't exciting me any more. I'm not sentimental - about synths anyway! Having said that, I was lucky enough to get a Synthi AKS a year or two ago, an instrument I've wanted for a long time and which I love dearly. But there are new toys also that are equally valid, such as effects units from Eventide, sequencers from Sequentix and Elektron, new analogue gear. I treat the whole studio as my instrument really and if parts of it change, this keeps me interested and keen to explore. What I enjoy is occasionally totally changing the way I work or moving the studio around. Sometimes just changing the position of a keyboard or combining an effects unit with an alternate piece of gear can inspire me.

2) Have tested a lot of synthesizers, their capabilities and performance. What trends do you think about a keyboard and the rest done in the computer?


P.N: As I write for Sound On Sound magazine I see a lot of equipment of various types and capabilities. I count myself very lucky to try gear I would never normally encounter, either because it is very expensive or very obscure, perhaps from a very small company somewhere. When it comes to digital instruments, it is true that there is no single hardware-based synth that offers the kind of power that the best computer-based instruments have. Even expensive keyboards like the Korg Kronos don't offer the power, the huge sample library or the resources of far more affordable pure software instruments like Omnisphere, or Kontakt loaded, say, with a multi-gigabyte piano. Therefore hardware should (IMHO) concentrate on the things it does best - which is provide a musician's interface with feel, reliability, continuity. So many new models are quickly superceded, never mature, which is a shame. Manufacturers become obsessed with the latest thing, with playing the numbers game, with technology rather than musicianship and control. My Mac Pro can do things that were impossible to me when I was starting out with just a mono synth, tape delay and string machine - but it doesn't necessarily mean better music will be made this way. It IS easier to do large, complex and professional-sounding arrangements though. I need the Mac for my commercial work, my library music and for creating finished, polished music. Right now there is no other way I would work but in a few years, who knows, I might think differently. Only a few years ago, I did everything live, played it in one pass, usually with other musicians but also solo. It meant I was more limited by my playing technique and by the ideas of the moment. I couldn't fix or improve anything afterwards and now much of the music I wish I could change because of some issue or other. Working live gives a kind of freedom but often you produce work that is only perhaps 80% of what it might have been. Now I can refine a composition until it is very nearly perfect, at least so I'm happy without working the life out of it. Because that's one problem with having so much control - knowing when to stop. I don't want to take off all the rough edges, that way is the route to boring music with all the uniqueness driven out.

Where I do have a problem with computers is live on stage. They just offer too much power, they bring the temptation to create performances that are simply not representative of the ability of the musician. And what we start to hear are these fantastic "live" acts who are now nothing more than DJs, clicking on play, confident of their entire set, maybe adding a few lines here and there, moving a few controllers, maybe just adding a few irrelevant notes or tweaking knobs that don't even do anything. In these casee, there is no obvious connection to the music or to performance. For me there is nothing more boring than seeing a few guys sat gazing at their laptop screens, for allwe know they're checking email. But please remember, I'm quite old and like to moan and complain. You can't teach an old dog new tricks - and I should say on balance that I've seen some people using computers and controllers with great expression and amazing musical ability. :)

3) In 1999 you released a beautiful album "Lore". I know it has been along year but you can say something about it? It also amassed a great musicians. Next to them are friends with?

P.N.: I am lucky that I have played with many great musicians over the years who are masters of their instruments and who will play for me if I ask. Lore represented the best of what I could achieve at that time, it was done before I abandoned the computer for maybe ten years and also using a hard disk recorder to capture all the real instruments, guitars, drums, violin and so on. I still have a lot of fondness for this album, even though I would love to fix some of the production now, of course. In particular the violin, the guitar, the flute added dimensions I could never add on a keyboard!

4) Do you like sometimes to listen to ambient - music without rhythm?

P.N.: Very much. I wish there was more of this type of music performed live so we could be freed from the need to always make music with sequencers, drums, structure. I think in the right space, ambient music is sublime. I recall once, in Arcosanti (Arizona), playing space music of this type under the stars with a bunch of very skilled musicians at one of the Different Skies gatherings. We improvised and created some beautiful formless music with all the musicians listening and making their own subtle, gentle contribution. Somehow with rhythms and sequences it would have become very conventional and predictable but because it was formless and keyless it was endlessly fascinating. Yes, I like this kind of music a lot. :)

5) Lots of touring, which instruments best suited for playing live?

P.N.: There is no "best" actually other than the instruments you know very, very well. When playing live you want to know exactly what you are doing, don't want any surprises because your synth is in the wrong mode, has a menu open, an option ticked. It's why, usually, the older and simpler instruments are more suited to live performance. Oddly enough, we used to think that old analogue synths were less desirable because they went out of tune, or broke down. Actually it's often way easier to tune a synth as you play it than fix some of the issues with digital gear. You see, many modern digital instruments have problems of their own due to sheer complexity or the modern mass production techniques that mean you always worry whether things will go wrong or whether a software error will cause problems.

My own favourite instruments depend on the type of gig I play at the time. Depending on how much gear I can carry, I would include:

Sequentix Cirklon (a sequencer I've had a fair bit of design input to)
Roland V-Synth (I have created many patches for this and even wrote some of the factory sounds)
EMS Synthi AKS (an amazing organic musical companion for sonic exploration)
Korg ESX-1 (the best drum machine I know)
Eventide Space & Timefactor effects (simply fantastic and tweakable)
Korg Radias (a great modern synth)
Vermona Mono Lancet (superb and small Moog-like analogue)
Roland SH-101 (an old favourite, very fast and easy to use plus I like its sequencer a lot).
Also other synths such as the Emu Proteus 2000, Electrik Repeater, Access Virus play their part due to familiarity. As long as you know an instrument really well and it offers some means of direct, expressive control it can be ideal for playing live. I recently bought an Elektron Octatrack that I am still learning and hope to use it to recreate some of the compositions from my Mac - but with its own tricks and techniques and plenty of chances to make mistakes! :)

6) Music absorbs you completely if you still have time to read and watch something?

P.N.: Sure, I wrote a novel back in 2003 (search on Amazon for "Future Art Factory") and I love to read, for example the novels by Kurt Vonnegut, but I like to read as much as possible. And sure, I watch films, whatever, anything good especially surreal stuff or sci-fi.

 7) What do you think about listening to the music from cassettes, vinyls and CDs?

P.N.: I still prefer to buy music on CDs - I don't bother with downloads because I prefer a finished product. I do understand why many people like them and will release music in download format from now on - making CDs is just too expensive and people seem to expect downloads and to instantly have the music. I'm old-fashioned, as I said. I never liked vinyl much though and much of my vinyl has not been played for years. I can't remember the last time I played a cassette...

8) Have you ever been in Poland? With what you associate the state?

P.N.: I have not - although I do hope to remedy this very soon. Like many in the west I know of Lech Walesa, we know about vodka, the famous album by Tangerine Dream. I also note that the girls of Poland are very beautiful, which has to be a good reason to vist. :)

9) Do you know a little Polish electronic music, an older or newer? Can associate names like Rudz, Vanderson, Polaris, or older: Skrzek, Niemen, Komendarek?

Well I certainly know some from the Ricochet Gatherings (http://www.ricochetdream.com/ ricochet.html) - Polaris I've known for a number of years, his music keeps getting better and better. And to play with people like Jozef or Wladek has been a real privilege for someone of my modest skills. These guys are legends, Jozef's Minimoog playing is so lyrical and expressive while Wladek plays like a man possessed! I grew up listening to music mostly from Germany - Cluster, Roedelius, Schnizler and of course Tangerine Dream so there is lots of music I know little about, even from my own country. As a kid I mostly listened to classical music so I have many gaps in my musical knowledge.

10) What projects are you involved?

P.N.: At the moment my main interest is working hard at my library music and review writing. I haven't had as much time for my own music, although I do have a solo album almost ready which I'll release on bandcamp. This will be the first album I've done for a long time and hopefully should show some improvements in production compared to some of my more live and spontaneous works. Hopefully there will be more time for collaborations in the future. I've talked to a few musicians I want to do something with, such as Astrodruid, OVNI and Lunarseed plus I would like to do something with my friend Harvey Bainbridge, if we can stay unstoned long enough to record anything. :) Then there are old collaborations that would be great to awaken, people I've worked with before who are hopefully not fed up of me yet. Who knows, we may see more of Headshock, Binar, Joint Intelligence Committee and Ideation, and maybe Cosmic Smokers too, who knows??

Thank you for interview

P.N.: My pleasure. I hope I was not too boring. Sometimes this kind of music can seem less artistic, more related to technology and not to people - when really it all all music and the way it is created far less important than the end result. I thought I'd get this reply to you quickly as I've just got a new review in to write and thought if I don't do it now, not sure when I will. If you think of anything else, let me know. :)

All the best,
Paul

sobota, 8 października 2011

Sabina Borner - Muzykę czasami widzę w barwach

Sabina Borner od wielu lat gra łagodną muzykę elektroniczną. Znana jest też z nagrań skomponowanych w duecie z Barbarą Zielińską - Van.



- Co się działo u Ciebie przez ostatnie lata po rozstaniu z koleżanką z duetu Van & Borner? Bo Twoja strona WWW jest doprowadzona tylko do 2006r.

 S.B.: Zrobiłam sobie trochę przerwy. Choć kilka razy udało mi się coś tam zagrać np.w czasie konferencji naukowych prowadzonych przez Górnośląską Wyższą Szkołę Pedagogiczną, której, oprócz Akademii Muzycznej w Katowicach, jestem też absolwentką. Potem parę koncertów muzyki elektronicznej połączonej z wernisażami obrazów śląskiej malarki Heleny Dzionyk. Podczas tych koncertów została zaprezentowana muzyka elektroniczna z vocalem (sopran, tenor) w rożnych kombinacjach. W czerwcu tego roku rektor Mysłowickiej GWSP  zaproponował mi występ na Juwenaliach tej uczelni. Krótki fragment możesz  zobaczyć na YouTube pod hasłem "SoundS Project GWSP". To nowy projekt w którym podjęłam współpracę z kilkoma bardzo ciekawymi muzykami.

 - Słuchałem Twojej solowej muzyki... Ja bym ją określił jako relaksacyjną, trochę New Age, momentami taki polski Gandalf w kobiecym  wydaniu. Mało kto teraz tak gra.

 S.B.: Moja niedbałość jeśli chodzi o moją muzykę w Internecie jest wielka, ale wkrótce to naprawię.

 - Czy klasyczne wykształcenie ma jakiś wpływ na Twoje nagrania, nie wiem czy to nie banalne pytanie?

 S.B.: Oczywiście że ma. Obecnie łączę współczesną muzykę z np. z obojem, gitarą i wokalem. Uwielbiam miksować niesamowite brzmienie orkiestry z elektroniką. Komponowanie i nagrywanie takiej muzyki to praca w której spełniam swoje marzenia i chyba najlepiej wykorzystuję potencjał.

 - Uważam że właśnie łączenie rożnych gatunków jest najlepszym sposobem na stworzenie czegoś nowego, wartościowego w muzyce.

 S.B.: Odnowiłam też wieloletnią już współpracę z Paris Music.

 - Czyli będą nowe płyty?

 S.B.: Mam nadzieję że tak.

  - Ja też :). Czy masz czas na słuchanie czegoś innego niż Twoja muzyka?

 S.B.: No pewnie, nie należę do samouwielbiaczy. Słucham różnej muzyki: od poważnej do techno - jeśli jest dobre. Ostatnio jestem zafascynowana brzmieniami i kompozycjami Thomasa Bergensena, łączy on coś fajnego i pisze muzykę do filmów. Pracował dla Eastwest przy tworzeniu Hollywood Stringów - super, brzmienia najwyższych lotów.

  - Czy ktoś Cię wspiera moralnie abyś dalej komponowała i nagrywała?

 S.B.: Przyznaję że wsparcie to ja mam ogromne, ale muszę zaiskrzyć i wtedy już się rozkręcam. Wspiera mnie mój mąż i córka z którą nagrałam już parę fajnych rzeczy. Mąż "słyszy" doskonale i jest pierwszym, wierz mi, surowym i konkretnym recenzentem mojej muzyki. Dograł też gitarę w kilku moich utworach.

 - Córka odziedziczyła muzyczne ciągotki?

 S.B.: Tak

  - Kształci się klasycznie jak mama?

 S.B.: Śpiewa, szczególnie soul, gospel, sama uwielbiam te gatunki. Bierze lekcje śpiewu. Bardzo chętnie śpiewa do elektroniki, sama już komponuje fajne piosenki o charakterze  soulowo - jazzowym. Tak sobie muzykujemy w rodzinie.

 - Nice.

 S.B.: Very nice ;).

 - Wasze - duetu Van & Borner - wcześniejsze nagrania przyrównywano w fachowej prasie do nagrań Mike Oldfielda.

 S.B.:  Mike Oldfield ładnie łączy różne instrumenty, ale żeby taki koncert zagrać jak on, no to trzeba trochę kasy, myślę jednak żeby współpracować z profesjonalnymi muzykami. ZEF na którym graliśmy do dziś dobrze wspominam. Podoba mi się jak artyści jednak łączą swoją  muzykę z innymi brzmieniami, lepiej się tego słucha i lepiej to wygląda.

 - Sabina.... Zauważyłem w ostatnich wywiadach z muzykami polskimi ze stosują zasadę: jak najmniej sprzętu jak najwięcej komputera, jedna klawiatura a reszta soft.. ale ty jesteś chyba z innej szkoły?

 S.B.: Okey, bez komputera raczej trudno ogarnąć wszystkie barwy, ale niektóre można wyodrębnić i barwę gitary grać np. gitarą, obój - obojem itd. Ja bardzo lubię łączyć różne barwy. Narzędzia pracy w tym rodzaju muzyki są dla muzyka szczególnie istotne. Dzięki Bogu gdy się w tym gubię mam gdzie zasięgnąć pomocy, życzliwej porady. Zawsze z nowymi ideami wychodzę ze studia świetnego kompozytora Norberta Blachy. Wiele razy wsparcia udzielił mi Adam Milwiw-Baron. Podziwiam że mają do mnie cierpliwość !! Myśląc dalej o barwach, to mój dziadek był plastykiem amatorem, ale doczekał się wernisażu. Sama ukończyłam studia podyplomowe sztuka (muzyka, plastyka), więc muzykę czasem widzę w barwach i odwrotnie.

 - Czy można gdzieś jeszcze kupić Twoje starsze płyty?

 S.B.: Raczej nie, ale płytki są w rękach realizatorów telewizyjnych lub radiowych. Słyszę moje utwory w wielu programach TV. "Sunny Travel" dysponuje Paris Music, "Fonosfera" już się skończyła.

 - Proponuje je wrzucić w net, będą Ci robić dobrą reklamę...

 S.B.: Muszę się ogarnąć w tym necie, czasem po prostu nie ma czasu.

 - Powiedz na koniec coś ciekawego o co Cię nie zapytałem, a co może jeszcze warto o Tobie wiedzieć

 S.B.:  Ok! Wróciłam do współpracy z Paris Music i przygotowuję materiał dedykowany konkretnym projektom. Od niedawna jestem w gronie kompozytorów Universal Publishing Production Music z czego się bardzo cieszę. Trzeba więc obecnie trochę popracować nad  muzyką ilustracyjną. Planuję też modernizację strony WWW. Dam Ci znać o efektach.

 - Fajnie, dziękuję za udzielnie mi wywiadu.


 S.B.: Pozdrawiam i dzięki za zainteresowanie się moją muzyką.



piątek, 7 października 2011

Mikołaj Hertel, Zosia Hertel - Softly

    Płyta "Softly" od chwili swojej premiery w 2004r. wzbudza skrajne emocje.Niektórym nie podoba się wyeksponowany wokal Zosi, jej opanowanie języka angielskiego czy przebojowość muzyki Mikołaja. Ja należę do drugiej drużyny. Lubię na tej płycie właściwie wszystko, począwszy od okładki, gdzie - w dość mrocznej stylizacji - młoda piosenkarka wygląda wyjątkowo interesująco, po znakomitą oprawę instrumentalną. Od lat wzruszają mnie kolejne płyty Mikołaja Hertla, jego wyczucie harmonii i pogoda ducha słyszalna w każdej nutce. Zawartość ośmiu utworów z płyty "Softly" przeznaczona jest dla wrażliwych odbiorców. Słuchaczy szczególnego rodzaju. Takich którzy lubią delikatne, eteryczne nutki i malowanie muzycznych krajobrazów subtelną kreską. Głos Zosi idealnie wkomponuje się w klimat i charakter muzyki. Wyrazistość barw i komunikatywność słownego przekazu są niewątpliwymi atutami tej płyty. Nie dość że wreszcie wiem o co chodzi śpiewającej osobie (co nie jest zbyt częstym  zjawiskiem w rodzimych produkcjach), to jeszcze na dodatek towarzyszy temu świetna muzyka. Jest tu lekkość i pozytywne nastroje, nie każdy potrafi tak ubarwić świat. Idealne proporcje czasowe poszczególnych ścieżek nie pozwalają się nudzić. Płyta jest zdecydowanie za krótka, a popularność duetu za mała.
    Muzykę tę mogę śmiało polecić każdemu romantykowi, świetnie nadaje się pod wieczór ze świecami. El-pop najwyższej próby. Dobre i polskie.



poniedziałek, 3 października 2011

Ziemowit Poniatowski - Sklep Generator: Płyta CD nie zginie





Zanim pojawił się Internet, w naszym kraju na rzecz popularyzacji muzyki elektronicznej działało co najmniej kilka osób. Najbardziej zasłużone dla ‘dzieła” wydają się mi się być dwie: redaktor Jerzy Kordowicz i właściciel sklepu  www.generator.pl   Ziemowit Poniatowski.

Zadałem Ziemkowi kilka pytań:

- Twój periodyk „Generator News”, kasety i płyty cdrom z próbkami muzyki, obok audycji radiowych Jerzego Kordowicza były głównym źródłem wiedzy o tej muzyce na wiele lat. Byłeś też współorganizatorem różnych koncertów, choćby tych z serii Zlot Elektronicznych Fanatyków. Twoja firma działa już 17 lat i dalej posiada wiele ciekawego materiału, który trudno znaleźć w sieci.

Z.P.: Firma działa lat siedemnaście, ale trzeba przypomnieć, że popularyzacją tego gatunku zajmowałem się wiele lat wcześniej, działając w Klubie Przyjaciół Muzyki Elektronicznej i Medytacyjnej. Tam zdobyłem pierwsze kontakty, współtworzyłem Moogazyn i pierwszy ZEF. A muzyki w moim sklepie jest faktycznie dużo, na tyle dużo, że coraz częściej na stronie  www.generator.pl szukają wydawnictw fani z całego świata.

- Dystrybucję i sprzedaż płyt umiejętnie godzisz z pracą zawodową. Masz jeszcze czas na słuchanie El-muzyki, całych płyt? Jeśli tak - czyje dokonania zrobiły na Tobie ostatnio większe wrażenie?

Z.P.: Ze słuchaniem już od dawna mam problem. Jak zauważyłeś, żyję z czego innego… Poza tym, posiadanie rodziny zobowiązuje. To już nie są czasy szkolne, kiedy muzyce można było poświęcić cały wolny czas. Słucham jednak nadal dużo, teraz poza nowościami ze świata przesłuchuję nagrania muzyków chcących wydać płytę w moim wydawnictwie. Co zrobiło wrażenie? Jest tego sporo, nie będę może wymieniał nazwisk autorów, na pewno są to wszyscy młodzi polscy muzycy, którym zdecydowałem się wydać płytę. W świecie też sporo się dzieje, choć chyba mniej niż w Polsce  - przeliczając ilość muzyków na kilometr kwadratowy :-).

- Kiedyś skutecznie wypromowałeś w Polsce muzykę Pete Namlooka. Od trzech lat popularyzujesz również polską muzykę wydając płyty rodzimych wykonawców. To głównie Tobie zawdzięczamy popularność Rudzia. Będziesz rozszerzał swoją ofertę o nowe nazwiska?

Z.P.: Oczywiście, czekam na nagrania… Faktycznie, muzyka Przemka Rudzia zdobywa sobie fanów na całym świecie. Wydaje mi się, że jeszcze dwa trzy lata i dołączymy do czołówki twórców i wydawców tego gatunku na świecie.  Potrzeba tylko naszym muzykom nieco więcej otwartości i zrozumienia, że tworzą muzykę niszową…

- Niektóre koncerty które pomagałeś organizować były bardzo ciekawe. Nie masz przypadkiem swoich prywatnych nagrań z tamtego okresu?

Z.P.: Mam. Trochę jest w archiwach taśm, ale nie planuję tego wydawać, trochę to za stare i niezbyt dobrze zrealizowane.

- Studiując zawartość twojej strony internetowej zauważyłem bardzo profesjonalny i elastyczny podział kategorii: strefa niskich cen, w zestawie taniej, ostatnie sztuki. Gratuluję kreatywności. To odpowiedź na sugestie klientów?

Z.P.: Tak. Po wielu latach przebudowałem gruntownie stronę  www.generator.pl - oczywiście wiele ze zmian zasugerowali klienci. Inne potrzeby zmian widziałem sam. Oczywiście profesjonaliści wprowadzający te zmiany w życie mieli też wiele sugestii, ale specyfika "naszej branży" uniemożliwia zastosowanie chwytów znanych z internetowych supermarketów - choć program lojalnościowy wprowadziliśmy… Moim pomysłem było natomiast (czego nie widziałem w innych sklepach) informowanie kupującego o kosztach zakupu w sposób przejrzysty już w czasie składania zamówienia. Sam jestem klientem w internecie i zawsze irytowało mnie, że nie wiem jak zmienia się koszt przesyłki w miarę dokładania towarów do koszyka. W  www.generator.pl to widać! A to o czym piszesz, czyli strefa niskich cen: http://www.generator.pl/f/najtansze,bpf/, w zestawie taniej: http://www.generator.pl/f/zestawy,ps i ostatnie sztuki:http://www.generator.pl/f/koniec:1482,s  to zmiany, które faktycznie zasugerowali klienci, choć nie w sposób bezpośredni. Zawsze warto wsłuchiwać się w potrzeby ludzi. Zauważ, że pojawiła się też w sklepie taka mała rubryczka "statystyki sklepu" widać tam na przykład jaki procent albumów mamy w magazynie. To naprawdę duża liczba, to odróżnia www.generator.pl od innych niszowych sklepów a nawet internetowych supermarketów. Poza tym zawsze jest informacja, czy mamy towar w magazynie czy musimy go sprowadzać.

- Czasy się zmieniają. Zauważyłem że niektórzy muzycy zaczynają wydawać swoje płyty na cdrom, sprzedają utwory na swoich stronach w formie plików do pobrania. Czyżby porządnie wytłoczona płyta CD odchodziła do lamusa, czy tradycjonaliści powstrzymają ten proces?


Z.P.; Ja nie jestem przekonany do takiej formy publikacji nagrań. Płyta to płyta! Zauważ renesans czarnej płyty - sam za tym tęsknię i chyba kupię sobie gramofon. Coraz więcej nowych wydawnictw na winylach, także muzyki elektronicznej. Płyta CD nie zginie. To tak jak z zapowiedziami upadku kina, jakoś ma się ono dobrze.


Pytania od moich kolegów:


Darek Długołęcki:
- Wspominałeś mi kiedyś o klientach z egzotycznych krajów, kupujących u Ciebie towar – czy to było przejściowe zjawisko czy ma tendencję wzrostową? Pamiętasz największe kwotowe czy też ilościowe zamówienie w historii sklepu?

Z.P.: Eeee, kwotowo to na pewno nie odpowiem :). A egzotyczne kraje: Kazachstan, Izrael, Australia… Niebawem uruchomimy nową wersję sklepu także w wersji angielskojęzycznej (do tej pory działa stara wersja), na pewno będzie tych krajów jak i samych zamówień więcej. Tym bardziej, że wydaje mi się, iż jakością obsługi przegonimy konkurencję.

Mariusz Wójcik:
- Jak sobie wyobrażasz przyszłość muzyki w ogóle... a szczególności muzyki elektronicznej, dokąd zaprowadzą eksperymenty młodego pokolenia El - muzyków tych czasów?


Z.P.: Nie widzę nic rewolucyjnego. Są jakieś próby, ale dla mnie to muzyczna grafomania. Muzyka elektroniczna to MUZYKA ELEKTRONICZNA. Jeśli ktoś stworzy jakiś nowy gatunek i zdobędzie tym świat to super - tylko, że ja interesuję się tym co napisałem wielkimi literami, a kanony tego właśnie już dawno zostały określone.

Geronimo:
- Co w kwestii El-muzyki chciałbyś zrealizować w polskich warunkach jakiś regularny festiwal czy koncerty, może radio z El-muzyką z całego świata?

Z.P.: Rozgłośnie radiowe już są, w ogóle o tym nie myślę. Festiwal - można zrobić, tylko w naszych warunkach, przy braku zainteresowania tym gatunkiem sponsorów, prywatnych bądź publicznych, raczej marne szanse aby zapełnić salę pobierając za bilety 300-400zł. Czasy ZEFów, kiedy do koncertów dokładało miasto już chyba minęły, zresztą jak coś robić to na poziomie światowym a nie prowincjonalnym…

- Dziękuję za czas jaki mi poświęciłeś i życzę dalszych sukcesów firmie Generator.

Z.P.: Mi również było miło.

E=Motion - Jedyne co nas ogranicza to nasza wyobraźnia

Jacek Spruch, bardziej znany jako E=Motion, uwielbia grać elektronikę sekwencyjną. Jego dynamiczna muzyka ma swoich wielbicieli również poza granicami naszego kraju.


- Na swojej stronie piszesz o fascynacjach muzyką Klausa Schulze i Tangerine Dream. Pamiętasz dzisiaj od jakich płyt zaczęło się to oczarowanie?

J.S.: Faktycznie to zaczęło się od Jarre’a kiedy byłem w szkole podstawowej… Trafiłem na audycję Jerzego Jopa na II Programie Polskiego Radia właśnie w poszukiwaniu nagrań Jarre’a i trochę przypadkiem zetknąłem się wtedy z muzyką Philipa Glassa i Tangerine Dream.  Pierwsza płyta Tangerine Dream, która mi utkwiła w pamięci to „Near Dark” – usłyszana właśnie w radiu – była bajeczna…, lekko mroczna ale i przebojowa. Później udało mi się ją kupić na kasecie… To były czasy! Na szkolnej wycieczce do Wrocławia, na bazarze, zdobyłem za to "Logos" i do dziś to jest to jeden z moich faworytów. Bardzo ważny wpływ miał na mnie fanzin "Moogazyn", gdzie artykuły o Tangerine Dream i Klausie Schulze pojawiały się bardzo często. Wtedy sięgnąłem po płyty Schulze’a i na początku było ciężko… Schulze na początku był dla mnie trudniejszy w odbiorze, ale z czasem zacząłem go coraz bardziej doceniać i tak już zostało. A zaczęło się od „Timewind”.

- Umiesz grać na gitarze, basie i perkusji. Udzielałeś się w różnych zespołach rockowych. Ale zdecydowanie w Twoich nagraniach przeważają syntezatory i brzmienia syntetyczne. Z czego to wynika?

J.S.: Gra na gitarze, basie i perkusji to studenckie czasy, gdy z kolegami grałem około-rockowe klimaty. Był to ciekawy okres muzycznych eksperymentów i wiele się nauczyłem. Poza tym, to była świetna zabawa i wyzwanie – grając na klawiszach na żywo się nudziłem. Bas czy perkusja to było nowe wyzwanie i to mi się podobało. Poza tym, wiadomo… Schulze też był perkusistą. Moje zajęcia rytmiki ze szkoły muzycznej bardzo się przydały. W ogóle poczucie rytmu w muzyce to dla mnie podstawa. Nagrywam jednak elektronikę bo w takich brzmieniach czuję się najlepiej i mogę się w pełni wyrazić.

- Jesteś jednym z nielicznych muzyków który udostępnia poprzez Internet swoją muzykę w jakości CD . To bardzo miłe. Czy tak jak ja, traktujesz mp3 jako ostateczność i zło konieczne?

J.S.: Mp3 traktuję jako format dobry do promocji muzyki i słuchania audiobooków. Ma swoje zalety. Muzyki słucham na tym samym systemie komputerowym, na którym nagrywam swoje płyty… i mp3 nie daje rady… Od kiedy zmieniłem zestaw odsłuchowy, w tym lepsze okablowanie, we własnej muzyce dostrzegam niuanse brzmieniowe, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Udostępniam swoje płyty w jakości CD ponieważ doszedłem do wniosku, że jeśli mam promować w ten sposób własną muzykę, to powinna ona być dostępna w najlepszej jakości.

- Twoja muzyka zbiera dobre recenzje od zachodnich krytyków z www.synthtopia.com, www.editionmag.com, www.electroambientspace.com, i innych. Jak tam trafiłeś?

J.S.: Dzięki wytrwałości. Od zawsze promowałem swoje muzyczne działania na ile pozwalał mi na to czas wolny. Stąd takie rezultaty. Muzyka sama się nie wypromuje, więc z czasem odkrywałem coraz więcej sposobów na to by dotrzeć do jak najszerszego grona słuchaczy. Jak tam trafić? Między innymi takimi działaniami zajmuje się moja firma Prime Sound http://www.primesound.pl/


- Dotychczasowy Twój materiał to przeważnie elektronika sekwencyjna, czyli coś w czym czujesz się najlepiej, planujesz poszerzyć repertuar o pochodne gatunku?

J.S.: Uwielbiam sekwencje i pulsujące dźwięki. To mnie zawsze najbardziej urzekało w muzyce Schulze’a czy Tangerine Dream. Chris Franke, czyli Mr. Sequencer, jest pod tym względem geniuszem. W większości moich nagrań pojawiają się sekwencje i rytmiczne pulsacje. Faktycznie to poszerzyłem swój repertuar – nagrywam materiał pod nazwą Dream Project – tutaj sięgnąłem po mikrofon – nagrywam piosenki w klimatach synth-pop / electro. Trochę to jeszcze zajmie, ale na razie udostępniam wersje demo: http://www.lastfm.pl/music/The+Dream+Project/demo

- Jakie masz podejście do instrumentów, czy któryś z twoich syntezatorów zatrzymasz na zawsze, czy to tylko narzędzia do osiągnięcia celu?

J.S.: Jest kilka modeli syntezatorów, które chętnie bym zobaczył w moim studio… Na dzień dzisiejszy zależy mi jednak na wygodzie, oszczędności miejsca i efektywności, więc syntezatory sprzętowe, które posiadałem już dawno zamieniłem na niezłą klawiaturę sterującą i syntezatory wirtualne. Takie rozwiązanie mi w zupełności wystarcza. Myślę, że jedyne co nas ogranicza to nasza wyobraźnia. Sprzęt to tylko narzędzie. Moim ulubionym syntezatorem wirtualnym jest Novation V-Station.

- Twoja muzyka nadaje się dobrze jako tło do lektury książek SF. Przeczytałeś coś ostatnio, co by Cię szczególnie zainspirowało?

J.S.: „Maksimum osiągnięć” Briana Tracy. Obecnie słucham dużo audiobooków związanych z biznesem, motywacją i realizacją celów… To w związku z moimi obecnymi przedsięwzięciami… Jeśli chodzi o SF, zaczytywałem się i bardzo cenię Philipa K. Dick’a. Łowca Androidów na podstawie jego opowiadania to klasyka, do tego z muzyką Vangelisa…

- Ja też kocham książki Dicka. Jakbyś określił muzykę nagraną z Markiem Ashby'm z płyty The Gate? Mocno różni się od Twoich solowych nagrań?

J.S.: Gdy poznałem Marka, był już doświadczonym muzykiem. Ja wtedy byłem jeszcze w liceum i marzyłem o własnym sprzęcie do nagrywania muzyki. Więc była to dla mnie znakomita okazja... W ciągu kilku dni powstały pomysły na płytę. Myślę, że "The Gate" znacznie różni się od nagrań E=motion – moje sekwencje zapowiadały wtedy w jakim kierunku będę się rozwijał, natomiast w solówkach i budowaniu konstrukcji utworów przede wszystkim słychać umiejętności Marka. Polecam jego płytę "Dance of Shadows". Po jej wysłuchaniu łatwo rozróżnić co kto gra na "The Gate".

- Nic nie wiem o Twojej działalności koncertowej, jak sobie radzisz na tym poletku?

J.S.: Nie koncertuję. Na dzień dzisiejszy nie mam wystarczająco dużo wolnego czasu, aby tym się profesjonalnie zająć. Ale zobaczymy co czas pokaże…

- Jakie masz plany na przyszłość?

J.S.: Muzyka towarzyszy mi zawsze i to się nie zmieni. Jeśli o nią chodzi, niczego nie planuję, wszystko odbywa się w naturalnym tempie. Natomiast ogólnie w życiu zaczynam wybiegać coraz bardziej w przyszłość i pracuję nad tym, aby mieć więcej czasu na nagrywanie muzyki oraz spędzanie czasu z rodziną i znajomymi.

- Dziękuję za rozmowę.

J.S.: Ja również dziękuję.

Link do strony muzyka:
http://jspruch.republika.pl/html/e_motion.html



niedziela, 2 października 2011

Przemysław Rudź - Summa Technologiae


       Odsłuch debiutanckich płyt jest zawsze pouczającym zajęciem. Dlatego pierwszy album Przemka Rudzia, noszący tytuł Summa Technologiae (2010), podczas jego konsumpcji ujawnia wiele nagromadzonych emocji, którym artysta w pewnym momencie swojego życia po prostu musiał dać upust. Zrobił to w najlepszy z możliwych sposobów - w formie atrakcyjnych, muzycznych opowieści. Czas zbieranych doświadczeń, refleksji i inspiracji zostaje przekuty na uniwersalny język dźwięków, ich barw i kolaży. Te jego pierwsze dziecko, dopieszczone i należycie pielęgnowane, zostało docenione zarówno przez wydawcę płyty - label Generator, jak i moich kolegów po klawiaturze - uważnych, wymagających recenzentów. Ale nie było łatwo - płyta czekała rok, aż znalazł się chętny aby ją wydać oficjalnie. Teraz wydaje się to naturalne, że był nim Ziemowit Poniatowski. Jest to chyba jedyny człowiek w naszym kraju, który nie bacząc na nikłe zainteresowanie mas niszowym gatunkiem, zwanym muzyką elektroniczną, dalej prowadzi swoją działalność. Wróćmy jednak do zawartości płyty. Nie będę ubijał piany pisząc, jako kolejny, o Lemowskiej inspiracji i filozoficznych aspektach dzieła. Skupię się raczej na samej muzyce. Jej siła i tajemnica potencjału tkwi w umiejętnym wykorzystaniu nowoczesnych środków przekazu - elektronicznych przetworników dźwięku wywołujących pożądane, pozytywne skojarzenia. Zastanawialiście się może kiedyś, dlaczego płyta Oxygene Jarre'a sprzedała się w nakładzie 10 milionów egzemplarzy? Francuz wykorzystał naturalną potrzebę słuchaczy, która polega na obcowaniu z harmonią. Przemek poszedł podobną drogą, ba, więcej powiem, nasz rodak nie płodząc populistycznych przebojów uzyskał lepsze efekty. Zachował bowiem wysoki poziom komunikatywności ze słuchaczem, bez potrzeby nadmiernego komercjalizowania swoich kompozycji. Dzięki temu osiem utworów z płyty Summa Technologiae zaspokoi nawet wybredne i wyrafinowane gusty. Autora tej frapującej muzyki nakłoniłem do kilku wspomnień:

"Zarysy pierwszych kompozycji powstały na wewnętrznym sekwencerze Korga TR 78. Pamiętam, jaki przeżyłem szok, gdy zadzwonił do mnie redaktor Jerzy Kordowicz, który zapytał czy może puścić płytę w trójkowym Studio El-Muzyki! Mam nadzieję, że gdzieś w zaświatach Stasiu Lem przychylnym okiem (a może raczej uchem) spogląda na muzykę, która jest hołdem dla niego od wiernego czytelnika i wielbiciela. Marzy mi się, aby kiedyś cała trylogia ukazała się na płytach winylowych, żeby słuchacze mogli też zwrócić większą uwagę na ich stronę graficzną, bo okładki płyt są newralgiczną częścią pomysłu i wiele wnoszą do ogólnego postrzegania muzyki zawartej na krążkach. Generalnie tworzę muzykę programową, która ma bardzo wiele treści pozamuzycznych. Summa Technologiae to panegiryk na naszą cywilizację, choć pełen przestróg przed ślepymi uliczkami i zaułkami, po których często zmierzamy. Jest to więc dokładnie to, co było swoistym idee fixe Lema. Z perspektywy czasu widzę, że album brzmieniowo i kompozycyjnie broni się i nie ustępuje produkcją najlepszym dziełom gatunku.  Tym bardziej cieszę się, że jest to mój pierworodny, a dla miłośników takich brzmień - chyba dobry wstęp do dłuższej przygody z resztą muzyki zawartej na moich kolejnych płytach. Jest to muzyka bardzo intelektualna, może czasem nawet lekko przeintelektualizowana, ale to zamierzony efekt - jak najmniej kompromisu artystycznego. Takie jest moje zdanie w tym konkretnie temacie".
   Jeżeli powyższe wypowiedzi zdadzą Ci się drogi Czytelniku zbyt emfatyczne, daj szansę muzyce, która z pewnością wyjdzie z tej próby zwycięsko. Pozwól się uwieść wszechobecnym brzmieniom symulatora Eminent 310 i puść swobodnie wodze swojej wyobraźni.






Krzysztof Horn - Ograniczenia pobudzają kreatywność


Rozmawiam z połową nieistniejącego obecnie duetu Remote Spaces - Krzysztofem Hornem. Pod koniec XX wieku zespół ten był wydarzeniem na polskim rynku muzyki elektronicznej. Dużo koncertował i miał sporo fanów.

- Płyta "Silos" była ostatnią studyjną edycją w dyskografii zespołu?

K.H.;Tak. "Silos" pierwotnie miał ukazać się jako dwupłytowe wydawnictwo, bo nagraliśmy aż tyle materiału. Jednak wydawca, czyli Requiem Studio zdecydował się na jednopłytowy standard. Pewnie dlatego, że styl muzyczny promowany przez wytwórnię był bardziej bliski rzeczom eksperymentalnym, ambientowym niż muzyce elektronicznej wzorowanej na latach 70, 80. XX-wieku. Jednak okazało się, że to był strzał w 10-tkę. Miałem okazję rozmawiać na ten temat z Łukaszem Pawlakiem z RequiemRec podczas tegorocznego MPM Ambient w Gorlicach. Mówił, że płyta spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Wiele lat po wydaniu, jest pamiętana w różnych kręgach muzycznych. Łukasz powiedział, że nawet ludzie grający deathmetal dobrze wspominają ten album :). Sądzę, że dobrze trafiliśmy w tamten czas. Teraz trudno byłoby powtórzyć ten sukces. Materiał z drugiej płyty leży gdzieś zakurzony i czeka na lepsze czasy :). Gdyby zespół dalej istniał, to w tym roku mielibyśmy 15-lecie działalności. Hmm, może przy sprzyjających wiatrach jeszcze jakaś twórczość spod szyldu RS ujrzy światło dzienne. Muzyka na "Silosie" była nagrana w domowych warunkach na kanapie :). Nie dysponowaliśmy wtedy najlepszym sprzętem rejestrującym. Całość został zgrana przez stary, szumiący mikser na midisc. Jakość była tragiczna, za co dostało się nam od JerzyKa 3N'a. Na szczęście okazał się on dźwiękowym czarodziejem i wyciągnął z tego co najlepsze. Potem nasze drogi muzyczne rozeszły się definitywnie.

Konrad nagrał materiał pod nazwą a.ero, który także leży i czeka na wydanie.


- Kiedy umarło Remote Spaces?

K.H.: Około 2002r.

- Jednym słowem - od 9 lat grasz solo lub spontaniczne nagrywasz z przyjaciółmi?


K.H.: Powiedzmy, bo miałem długą przerwę w muzyce i dopiero gdzieś tak od dwóch lat wracam do tej pasji. Co do Remotów, to zespół rozpadł się z mojej przyczyny. To, co na początku nas scalało, czyli odmienność zainteresowań muzycznych, po paru latach zaczęło przeszkadzać. Próby nie były już spontaniczne. Zaczęły się odbywać długie "sporne" dyskusje dotyczące rożnych detali w powstających utworach. Gdzieś ten duch, który towarzyszył nam na początku, stopniowo się ulotnił. Dlatego Konrad i ja zaczęliśmy powoli iść w kierunku solowych nagrań, ale życie trochę pokrzyżowało nam muzyczne plany. Konrad miał parę lat temu poważny wypadek, w tej chwili można powiedzieć, że jest osobą niepełnosprawną. U mnie z kolei, pierwsza żona zachorowała na raka piersi. Jej leczenie, potem śmierć - to były wyczerpujące przeżycia. Muzyka która powstała w tamtym czasie, niesie echa ówczesnych emocji. Dopiero gdzieś od dwóch lat wracam do muzyki. Mogę powiedzieć, że właściwie w tym roku znów złapałem kontakt z własnym muzycznym Ja.
  

- Wcale się nie dziwię...

K.H.: Dlatego też w moich ostatnich nagraniach przeważa ambient, ponieważ dawał mi on emocjonalne wytchnienie. To co na początku omijałem szerokim lukiem, teraz często słucham.

- Ale teraz jesteś szczęśliwy, masz nową żonę, więc tworzysz...

K.H.: Tak, nowa żona, nowe życie - tak można krótko powiedzieć. To jest miłość mojego życia, postawiła mnie na nogi, mocno we mnie wierzy i wspiera. Dzięki niej znowu gram.




- Prześledziłem Twoje nagrania zamieszczone na Jamendo. Sześć projektów. I, jak mi niedawno wspomniałeś, leżący na Twoim dysku ubiegłoroczny Frozen Planet. Który z nich oceniasz najwyżej, czy też darzysz szczególnym uczuciem?

K.H.: Trudno mi powiedzieć. Każdy projekt był dla mnie ważny w czasie w którym powstawał. Jeśli już wracam do swojej muzyki to raczej wybierałbym pojedyncze utwory z których jestem zadowolony niż całe projekty.

- Duże wrażenie zrobiły na mnie 3 utwory z "White Heart". Ta muzyka niesie ze sobą dość szczególne klimaty. To naprawdę dobry materiał. Powiedz może coś jednak o tym projekcie co leży na Twoim dysku - Frozen Planet. Czy to muzyka ambient?

K.H.: Tak, mogę powiedzieć, że to jest ilustracyjny ambient. Ale więcej w nim melodii niż plam. Zahacza też o stylistykę Vangelisa, przynajmniej ja mam takie skojarzenia wynikające z doboru instrumentów i sposobu budowy utworów w kilku utworach na tej płycie. Zresztą, jest to artysta, który odcisnął na mnie swoje piętno jak nikt inny, dlatego siłą rzeczy inspiracje jego muzyką mogą i będą pojawiać się w moich utworach. Nie wypuściłem tego materiału, bo chcę go jeszcze dopracować. Jak nastanie zima, będzie odpowiedni klimat, żeby wrócić do pracy nad nim :).

- Na starej stronie R.S. napisałeś o sobie: hobby - komputery, filozofia wschodu, nowe technologie; marzenia - nagrać solową płytę i żyć z muzyki; instrumentarium - didgeridoo, korg microkorg, creamware scope project, evolution uc-33e, behringer eurorack ub-1002 fx, pc z masą softu. Co z tego się zmieniło, dokonało?

K.H.: Hobby - bez zmian, nadal są to nowe technologie i trendy. Filozofia wschodu, a właściwie buddyzm odcisnął na mnie swoje piętno jakiś czas temu i nadal jest ważną rzeczą w moim życiu. Marzenia zrealizowały się w dużym stopniu. Nagrałem solowy materiał. Nie jest może wydany w tradycyjny sposób, czyli na CD, ale jest łatwo dostępny dla każdego. Również muzyka staje się powoli moim zawodem. Instrumentarium wymienione kompletnie. W tej chwili posiadam tylko dwie klawiatury, jedna fortepianowa, druga to typowy midi keyboard z gałkami. Komputer stał się moim nośnikiem dźwięku i za jego pomocą realizuję pomysły. Oprogramowanie muzyczne ograniczyłem tylko do kilku programów i wtyczek. Wyznaję zasadę - ograniczenia pobudzają kreatywność. Dlatego sprzętu i softu mam niewiele.

- Jakieś plany na przyszłość?

K.H.: Plany na przyszłość, to ciągle nagrywać nową muzykę. Nic szczególnego prawda? :). Prawdę mówiąc to w planach mam 2 nowe albumy na przyszły rok. Chcę już odejść od ambientu w stronę bardziej konkretnych, dynamiczniejszych form. Chciałbym też zagrać kolejne wspólne koncerty z Polarisem. Te nasze "muzyczne starcia" jakoś mnie nakręcają pozytywnie do kolejnych takich spotkań.

Cieszę się że mogliśmy przybliżyć sobie te sprawy. Obyś zawsze realizował swoje marzenia. Dziękuję za poświęcony mi czas.

K.H.: Również dziękuję za wywiad.