wtorek, 25 października 2011

Steve Jolliffe - I really believe everybody should tell their story


The English version below

Steve Jolliffe - muzyk Steamhammer, Tangerine Dream i przyjaciel Klausa Schulze. Autor około 30 solowych płyt z piękną muzyką elektroniczną. Spełnił moje marzenie udzielając mi obszernego wywiadu.
 
- Czytałem Twoją biografię. Opisałeś kilka smutnych wydarzeń, więc powiedz  jakie chwile w życiu pamiętasz jako wyjątkowo dobre i dni które były szczęśliwe?

S.J.: Życie jest pełne smutku, szczęścia, dobra i zła. Przeczytaj moją Autobiografię aby uzyskać pełen obraz tego o czym mówię. Biografia zamieszczona na stronie internetowej to tylko mały skrót, napisany z przymrużeniem oka. Lata sześćdziesiąte w szkole artystycznej były magiczne, podobnie jak lata siedemdziesiąte w Grecji. Także czas spędzony w kościele w Somerset. Kluczem do wszystkiego jest w moim przekonaniu zdanie się na intuicję i słuchanie głosu serca, inaczej życie staje się pasmem szukania kolejnych siatek bezpieczeństwa. Mój ojciec zawsze mi mówił, że twoje życie to jedyne w swoim rodzaju wakacje i staram się zachować i realizować ten pogląd. Jestem teraz szczęśliwy realizując swoje chałupnictwo. To wielka zabawa decydować co i  kiedy stworzyć, cieszyć się procesem tworzenia i wyjść z tym do moich słuchaczy. Kocham też podtrzymywać kontakt i reakcje z każdym kto do mnie pisze.

- W naszym kraju słuchacze poznali Cię  po radiowych prezentacjach płyty "Journeys out of the body".  Bardzo lubię tę muzykę. Czy z perspektywy lat uważasz tę płytę za ważną w swojej dyskografii?

S.J.: Napisałem to w Somerset gdy mieszkałem w kościele Bruton Church. To był dla mnie bardzo magiczny okres. Ten album zawsze będzie zajmował specjalne miejsce w moim sercu. Został stworzony tylko z użyciem czterościeżkowca, syntezatora Pro One i pianina. Nie spodziewałem się, ze ktoś ktokolwiek to wyda. Mój przyjaciel wysłał kopię do wydawnictwa Nada Pulse a Dave odpisał mi, że już kaseta leżała spakowana aby ją do mnie odesłać, ale coś go podkusiło, żeby ją rozpakować i przesłuchać ponownie. Kolejne przesłuchania kompletnie zmieniły jego zdanie i wtedy podjął decyzję aby zapytać mnie o pozwolenie na wydanie tego materiału. Wciąż dostaję listy od ludzi, którzy mają z tego radość, chociaż minęło już ponad 30 lat. Album był inspirowany moimi duchowymi przeżyciami i przygodami, jakie miały miejsce w tym czasie. To portret mnie z tamtego okresu, podobnie jak przy pozostałych albumach. Co roku pojawiała się kolejna płyta, co oznacza, że to ponad 30 albumów, które tworzą swego rodzaju muzyczny pamiętnik. Frustrujące jest dla mnie tylko to, że przez te wszystkie lata nie miałem żadnego wsparcia ze strony wydawnictw. Jednak patrząc wstecz, pozwoliło mi to zachować szczerość przekazu i możliwość pisania bez żadnych ograniczeń. Pozwoliło to na wyrażanie myśli z mojej podróży przez życie.

- Flight and returning to the body - ostatni utwór z tej płyty ma ekspresyjne zakończenie  (gong i efekty z Emulatora 1). Jak rozumiem  obrazuje powrót jaźni do ciała... Miałeś jeszcze później takie dziwne przeżycia?


S.J,: Miałem te wszystkie doświadczenia i one wciąż niespodziewanie płoną w mojej świadomości. Mam nadzieję, że będzie się to dziać dalej, nawet gdy mojemu fizycznemu ciału ostatecznie zabraknie pary. Było to bardzo ekscytujące gdy po raz pierwszy sobie na to pozwoliłem. Możliwość, że możemy przetrwać poza fizycznością dało mi szansę na ocenę faktów, porównanie jednego świata do drugiego. Wspomnienia z tamtych chwil są oczywiście ujęte w Autobiografii i rzecz jasna zawarte są też na płycie.


- Nieco później  w 1984 nagrałeś świetną muzykę na "Beyond The Dream". Całkiem inne nastroje i zmiana stylu. Zgrabnie zaśpiewane piosenki. Co było tego inspiracją?

S.J.: Zaczęło się od utworu instrumentalnego i jest słyszalne w tej postaci w Temmenu. Małe wydawnictwo zasugerowało aby dodać tam nieco wokalu, dlatego też napisałem słowa i dodałem ścieżkę wokalną do tego utworu. Podobnie stało się na płycie "Cyclone" Tangerine Dream. Album początkowo nie miał linii wokalnych ale stało się tak, że w końcu jeden z poetyckich pomysłów i eksperymentów został wcielony w życie. Piszę słowa utworów w ten sam sposób jak muzykę, prawie automatycznie. Od tego czasu wydałem też książkę, która jest oparta na moich tekstach i obrazach.

- W 1986 nagrałeś z Klausem Schulze płytę Miditation. Jak doszło do tego spotkania?

S.J.: Pierwszy raz spotkałem Klausa w latach sześćdziesiątych gdy Edgar i ja szukaliśmy perkusisty aby skompletować nasze trio. Na początku nie byłem pewien co do jego stylu, był bardzo siarczysty i kipiał energią. Zagraliśmy koncert ze Swedish Fella, który zwykł rzucać blachami po pokoju, a ja wyobrażałem sobie, że w końcu komuś utnie tym głowę. Pomyślałem, że powinniśmy skorzystać z szansy i wprowadzić zmiany. Klaus to świetny facet. Po latach od odejścia z TD napisałem do niego wspominając dawne czasy, a w szczególności stary niemiecki płaszcz żołnierski, który dał mi abym się ogrzał podczas lodowatych berlińskich zim. Klaus zaprosił mnie do współpracy przy jednej z płyt. Pracowaliśmy godzinami jammując pomiędzy sekwencjami, które Klaus programował na jego Moogu Modularze. Powstał z tego świetny materiał i jestem dumny, że część z niego zachowała się do naszych czasów.

- Płyty Space, Temmenu, Deep Down Far,  i dużo innych… Nagrałeś tyle pięknej muzyki, czy ludzie czasami piszą Ci, że doceniają Twoją  twórczość?

S.J.: Otrzymałem wiele cudownych listów od ludzi i cenię je sobie. To zaszczyt wiedzieć, że ludzie czerpią przyjemność z moich skromnych poczynań.

- W 2004 wziąłeś udział w edycji Ricochet Gathering w Jeleniej Górze. Jak Ci się grało w Polsce? Czy może coś Cię zaskoczyło w naszym kraju?

S.J.: Spędziłem w Polsce wspaniałe chwile i poznałem cudownych ludzi. Polacy, których spotkałem byli prawdziwie głęboko zamyśleni. Zadawali prowokujące i szczere pytania. Nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w tym kraju. Koncert został zorganizowany przez Vica Reka, hojnego człowieka, który od tamtego czasu stał się moim bliskim przyjacielem. Jechałem z Londynu autokarem aby uniknąć lotu samolotem. Po czterech godzinach oczekiwania w Victorii i bardzo niewygodnych 16 godzinach w zapełnionym autokarze, dojechaliśmy do granicy, gdzie Vic na mnie już czekał. Byłem potwornie zmęczony, rozbity po bezsennej nocy, kompletnie wyczerpany podróżą. Przysięgam, nigdy tego więcej nie powtórzę. Koncert był zaplanowany w okolicach weekendu, pod szyldem Richochet Gathering. Wysłuchałem tam wiele świetnej muzyki. Przed każdym indywidualnym koncertem Vic zawsze kładzie nacisk na wspólny jam wszystkich muzyków. Muszę przyznać, że nie podobał mi się ten pomysł. To dla mnie jak muzyczny koszmar z dziesiątkami syntezatorów, z których każdy walczy aby być słyszalnym. Zgodziłem się jednak aby wziąć w tym udział w imię tego, co Vic dla mnie zrobił. Moje obawy były całkowicie bezpodstawne. To było niesamowite doświadczenie i mój pierwszy wstęp do syntetycznej orkiestry. Jestem przekonany, że ten pomysł ma przed sobą przyszłość. Pod koniec weekendu, świetny support do głównego koncertu (nazwaliśmy go Boombox) został wyznaczony aby odwieźć mnie na granicę abym złapał autokar powrotny. Po czułych pożegnaniach wyjechaliśmy, ale po około 2 godzinach Boombox patrząc na znaki drogowe zdawał się być coraz bardziej zdezorientowany.  Zacząłem się martwić o moje połączenie. Uparłem się aby się zatrzymać i zapytać miejscowych o wskazówkę. Pamiętam tych ludzi podnoszących ręce i wskazujących na nas. Wiedziałem, że jesteśmy w tarapatach. Zjechaliśmy w dół drogi w przeciwnym kierunku, Boombox stawał się coraz bardziej wzburzony, naciskany przez mój niepokój. Wkrótce po przejęciu kierownicy zdałem sobie sprawę, że nie damy rady być na czas, ruszyliśmy więc z powrotem do punktu startu w sam raz, aby złapać wspólny autokar ze wszystkimi przyjaciółmi, z którymi pożegnałem się wcześniej. Potem była podróż z zaciśniętymi zębami aby zdążyć złapać autokar. Spóźniliśmy się na moje połączenie około 20 minut, postanowiłem więc wrócić tam, gdzie Vic organizował lot z powrotem do Londynu. Pojechałem z Vic'em przez Czechy aby złapać lot z Pragi. To była wspaniała podróż, ale byłem gotowy uderzyć w kimę gdy już będziemy w Pradze. Vic nie zgodził się na to i podkreślił, że przekimamy na mieście. Dzięki jego pozytywnemu myśleniu to była wspaniała noc. Byłem wdzięczy Boomboxowi, że się zgubiliśmy. W nocy wsiadłem do samolotu, stłumiłem swoje lęki i miałem piękny, bezstresowy powrót do Londynu.

- Na Twojej stronie internetowej można kupić cztery książki plus CDR, DVDR,  pamiętniki, wiersze, Twoje obrazy, animacje i zapisy nutowe. Próbowałeś pisać książki beletrystyczne?

S.J.: Nie, zawsze skłaniałem się ku biografii, a w szczególności Autobiografii. Wierzę, że każdy powinien opowiedzieć swoją historię. Nie chodzi o to co robisz albo kim się stajesz, ale jak radzisz sobie z kartami, które są rozdane przed tobą. Obawiam się, że jestem słabym pisarzem, ale cieszą mnie moje starania nawet gdy zacząłem pisać bez wiary w swoje możliwości. Początkowo martwiłem się, że nie będę miał nic do powiedzenia ale w trakcie pisania coraz więcej wspomnień napływało mi do głowy. Czuję, że musiałbym się wstydzić gdybym pozostawił moją historię nieopowiedzianą.

- Jakie dzieła z muzyki klasycznej uważasz za wybitne? Czy Bach dalej jest Twoim liderem?

S.J.: Bach jest jak wszystkie emocje jakie doświadczyłem, spakowane w pudełko i czekające na eksplorację kiedykolwiek nadarzy się okazja i potrzeba. Jest dla mnie niedoścignionym w muzycznej ekspresji. Ustanawia emocje w zupełnie nieosiągalny sposób, nic nie jest tam przemilczane, nic niedopowiedziane, nie ma żadnej brakującej lub nadmiarowej nuty. On jest największym powodem dla którego mógłbym uwierzyć w istnienie Boga - jak inaczej człowiek mógłby kreować taki geniusz? Bach wydaje się komunikować z siłami wyższymi. Jego czystość i skala ekspresji wydaje się być ponad możliwości ludzkiego umysłu.

- W 2010 wydałeś kilka płyt: Heart And Soul, Amuletum, a w 2011 Purple Dream.  Napisałeś że to minimalistyczna muzyka gdzie głosu udzielił Twój ojciec. Możesz powiedzieć o niej kilka słów więcej niż na stronie WWW?

S.J.: Jak już wspomniałem wcześniej, wszystkie albumy są wyrazem pewnego czasu w moim życiu. Napisałem Heart&Soul krótko po utracie matki. Opiekowałem się nią podczas walki z rakiem. Oglądanie ukochanej matki, której stan się stopniowo i nieubłaganie pogarsza jest katastrofalne. Pozostawiło to wyrwę w mojej duszy. Zacząłem wtedy głęboko myśleć o jej życiu, życiu jej matki i życiu matki jej matki. Moja matka zostawiła trochę pieniędzy dla jej czterech synów aby mogli iść na obiad. Stało się to okazją, aby brat John zaskoczył nas nagraniem, które zrobił z naszym ojcem prawie pięćdziesiąt lat wcześniej. To zainspirowało mnie, aby dodać jego głos do ostatniego utworu na Purple Dream, kończąc go z odrobiną mojej mamy z poprzedniego albumu. Purple Dream również wychodzi także z płytą DVD, która jest tak naprawdę kolażem mojego codziennego życia i fragmentów animacji. Zwróć uwagę na mój wygląd w 1967 roku, tuż przed moim pierwszym spotkaniem z TD.

- Czy jako artysta czujesz się spełniony, zadowolony ze swojego dorobku? Grasz ambitną muzykę,  odkrywasz nowe rejony.. jesteś szczęśliwy?

S.J.: Jestem szczęśliwy pozostawiając ślad po mnie tak szczery, jak tylko jestem w stanie. Jeżeli komuś przyniesie to choć odrobinę przyjemności - warto było to robić.




---------------
The English version:
1) I read your biography. You described a number of sad events there,so please say - what moments in your life you remember as extremely good and the days that were happy?

LIfe is full of sad, happy, good and bad. You need to read my Autobiography to get a thorough picture. The biography on the website is just a short tongue in cheek affair.

Art school in the sixties was a magic time as was Greece in the seventies. Also my time living in the church in Somerset.

I think possibly the key is allowing your intuition to take president and to follow your heart, otherwise life can become a succession of mundane safety nets.

My Father always said that my life was one long holiday and I guess I have always tried to keep that achievement in mind.

I am happy right now running my cottage industry. It's fun deciding what and when to create and be able to enjoy the process of my output right through to the posting to my listeners.

I love keeping in contact with everybody and the reactions and feedback from those who write to me.

2) Polish listeners know you thanks to the radio broadcasts of your "Journeys out of the body". I really like this music. Do you consider in retrospect that this album is very important in your discography?

That was written in Somerset when I lived in the Bruton Church. A very magic time for me. That album will always have a special place in my heart. The whole album was created on a 4 trk reel to reel with mainly a Pro One and an upright piano. I really didn't expect anybody to release it.  A friend sent a copy to a record company (Nada Pulse) and Dave wrote back to me saying he had packed the cassette back up to return it to me, having decided it wasn't for him when he suddenly felt he should unpack it again and have one more listen. On the second listen he completely changed his mind and asked me if he could release it. I still receive letters now from friends who still get a kick out of it over thirty years later. Of course the album was inspired by my spiritual adventures at the time. And so it has been throughout my life with the albums remaining a portrayal of a period in my life.

There has been one album for every year since then which means there are now over thirty albums representing my life like a musical diary.

The frustrating experience for me was never being able to achieve any record company support  over the years. But in retrospect that helped to keep my work honest, as I always wrote what I wanted without any constraints being forced upon me. leaving me free to express my thoughts on my journey through life.
 

3) "Flight and returning to the body" - the last track on this CD has an expressive ending (gong and Emulator 1 effects). As I understand well, it illustrates the return of the self to the body. Have you ever experienced such strange states of consciousness later?

I have had those experiences throughout my life and they still unexpectedly fire into my consciousness. I hope they continue when my physical body finally runs out of steam.

It was very exciting when I first allowed myself into that world. The possibility that we could survive beyond the physical gave me a chance to check facts, to compare one world with another.

The diary from those times is included in the autobiography and of course comes with the album.
  
4) A little bit later in 1984 you recorded great music "Beyond The Dream". Quite different moods and significant change of style. Nicely sung songs. What was the inspiration?

It started out as instrumental and can be heard in this mode in parts of Temmenu.

A small record company suggested adding some vocals, so I started writing some lyrics and adding them to the instrumental parts. Similar to what I did with TD on the Cyclone album. It was the same with that album I had nopreconceived  thoughts to introduce lyrics there, it just happened to be one of the many ideas flying around and poetry I was experimenting with at the time. I write lyrics in the same way I write music, almost like automatic writing.

I have since released a book that is based on my lyrics and Paintings.
  
5) In 1986 you recorded a CD with Klaus Schulze - "Miditation". How was your meeting? How did it happen?

  
I first met Klaus in the 60s when Edgar and I were looking for a drummer to complete the trio we had began. I  wasn't sure about his style at first he was very racy and bursting with energy. we had been playing with a Swedish

Fella who used to throw his cymbals around the room and I imagined somebody being decapitated, so I thought we should take the chance and make a change.

Klaus is a lovely guy and over the years after  leaving TD for the second time I wrote to him reminding him of the old days. In particular about an old German soldiers trench coat he had given me to keep me warm through those icy Berlin winters.

Klaus Invited me over to work on an album together. We worked for hours jamming around sequences that Klaus had programed on his Modular synth. There was some good stuff that came out from that time I'm glad some of it survived.
 
6) The albums Space, Temmenu, Deep Down Far, and much more ....You wrote so much beautiful music. Do people write sometimes to you that they appreciate your work?

I have had many wonderful letters from people and I treasure them. It is such a buzz for me to know people have found enjoyment from my humble endeavors.

7) In 2004 you took a part in Ricochet Gathering edition in Jelenia Gora. How did you play in Poland? What were your impressions? Was there a something that surprised you in this country?

I had a great time in Poland and met some lovely people. There was a genuine sense of deep thinking from the Polish that I met. The questions asked were thought provoking and sincere. I am really looking forward to another visit.

The concert was set up by Vic Rek a generous man who has since become a close friend.

I travelled  from London on a coach thinking to avoid plane flights.

After a 4 hour wait at Victoria and a very uncomfortable 16 hours on a packed coach, we arrived on the polish border where Vic collected me, very tired and very bedraggled after a sleepless night on a gruelling bus journey.

I swore I'd never do it again.

The concert was arranged around a weekend of performers and billed as the Richochet Gathering.  There was some great original music to listen out for. Before the individual concerts Vic always insists on a communal jam, with all the artists gathered together for a combined concert. I have to admit I didn't like this idea. it struck me like a musical nightmare, with dozens of synthesizers all battling to be heard.

I agreed to partake for Vic's sake after all he had done for me.

My fears were completely unfounded. It was quite an amazing experience and my first introduction to a  synthesized orchestra. I am convinced this idea has a lot of mileage.

At the end of the weekend a great supporter to the event (who we nicknamed Boombox) was designated to drive me back to the border to catch my return coach.

We set off with heart felt farewells but after driving for about 2 hours and Boombox looking more and more confused at the road signs I began to worry about making my connection. I insisted he stop and ask some locals by the roadside for directions. I could see these people raising there arms and pointing behind us.  I knew then we were in trouble.

We spurted down the road in the opposite direction but Boombox was becoming very agitated, pressured by my anxiety. Shortly after taking over the driving I realized we wern't gonna make it and  we headed back to the start, just in time to catch the communal coach with all the friends I had bade farewell to earlier. Then came a gritting teeth journey on a coach rushing to catch a coach.

We missed my connection by about 20 minutes so I decided to take the same bus back again to the start, where Vic arranged a flight back to London.

Vic and I had to drive through slovakia to catch the flight in Prague. That was a great drive but I was ready to hit the sack once we were in Prague.  Vic would have none of that and insisted we hit the town. It was a great night thanks to Vic's positivity.

By this time I was thanking Boombox for getting us lost.

I boarded the flight in the morning determined to quell my fears and had a beautiful stress free flight back to London.

8) On your website we can buy your four books plus CDR/DVDR, diaries, poems,  paintings, animations and scores. Did you try to write novels?

No I have always been into Biography particularly Autobiographies. I really believe everybody should tell their story. Its not so much about what you do or who you become, but how you deal with the cards that are laid out to you.

I'm afraid I am a very poor writer but I enjoyed my endeavor, once I had got started and got over my lack of confidence. initially I was worried I'd have nothing to say, but the more you write the more the memories come flooding back.

I feel it would have been a shame to have left my story untold.
 

9)What the works of classical music do you consider to be outstanding? Is J.S. Bach still your favourite composer?
 
Bach for me is like all the emotions I have felt in my life wrapped up in a package, ready to explore whenever the need arises.
For me he is the ultimate in musical expression, he lays down emotion in a completely understated way, nothing unsaid, without a note missing or unnecessarily added.

He is the nearest I have come to believing that their could be a God. How else could a human being create such genius.

Bach seems to be in communication with a higher force. His purity and ability of expression would seem to be beyond the ability of the human mind.
 
10) In 2010 you released several CDs: Heart And Soul, Amuletum in 2011 Purple Dream. You wrote that this a minimalist music where the voice was given by your father. Could you say a few words about it more thanon the web page?
 
As I said all the albums are expressions of a certain time in my life. I wrote Heart&Soul shortly after losing my Mother. I had nursed her through cancer.  Watching your Mother deteriorate before your eyes is
devastating. It left a gaping hole in my soul. It made me think deeply of her life, her Mothers life and her Mothers Mothers life.

My Mother left some money for her four sons to go for a dinner and it was on this occasion that Brother John surprised us with a recording he had made with our Father nearly fifty years previously.

That inspired me to add his voice to the last track on Purple Dream ending it with a hint of my Mum from the previous album.

Purple Dream also comes with a DVD which is really just a collage of my everyday life and bits of animation.  Watch out for the shot of me in 1967,  just before my first stint with TD.
 
11) Do you feel fulfilled and satisfied (as an artist) with your previous achievements?  You play an ambitious music, discover new areas .. Are you happy?

I am happy to leave behind an imprint of myself as honestly as I am able and if any of it can give pleasure to somebody then my resolve was worthwhile.