piątek, 17 czerwca 2011

Igor Czerniawski - Gone


   "Podróżować, aby dotrzeć do jądra dźwięku i je rozszczepić". Tak o swojej muzyce mówi Igor Czerniawski. To najlepsza auto reklama jaką ostatnio słyszałem. Ten znany w naszym kraju rosyjski muzyk, nagrał kilka głośnych płyt z zespołem Aya RL. Już utwór "Ulica"



gdzie pełnemu ekspresji wokaliście towarzyszy wyrafinowana gra na syntezatorach, zapowiadał  niepospolitą osobowość klawiszowca grupy. Potwierdziła to również solowa płyta "Gone". Bardzo osobista, łamiąca wszelakie konwencje i tradycyjny sposób przekazu. Nagrana w 1993r podsumowuje nie tylko 33 letnie życie muzyka, ale jest też wyrazem nietuzinkowych fascynacji poszukiwacza nowych brzmień. Ze względu na barwy ulubionych przez autora maszyn Rolanda można uznać nagrania z albumu Gone za muzykę elektroniczną, ale uważam, że jest to zbyt proste szufladkowanie. Artysta eksploruje również sfery "zastrzeżone" dla muzyki kosmicznej, elektroakustycznej czy symfonicznej. Mimo mieszania w tak różnych gatunkach, ten swoisty eklektyzm czyni płytę materiałem spójnym. Scenariusz prowadzi słuchacza poprzez rozległe, ponure przestrzenie (Lost in Outer Space) w które wpisane zostały różne perkusyjne efekty i zniekształcone, zagubione ludzkie (?) głosy.  Bad Angels Song jest trochę trudniejszym utworem do przetrawienia. Po odgłosach burzy, słychać dość nieprzyjemne dla ucha dźwięki z tajemniczej otchłani. Być może jest to ilustracja miejsca zamieszkania złych aniołów? Holocube zaczyna się gorącym, pływającym z kanału na kanał rytmem, któremu towarzyszą plemienne zawołania. Za chwilę jednak Igor decyduje się na wprowadzenie wielu kolejnych, często kontrastujących ze sobą wątków. Nagłe zmiany dynamiki, akcenty monumentalne mieszają się z dźwiękami ledwo słyszalnymi w słuchawkach. Utwór kończy gwar dużej liczby głosów. W The Sheltering Sky szumi morze, z daleka docierają dialogi tubylców. Delikatnie gra gitara - czuć w powietrzu, że za chwilę wydarzy się coś istotnego. I rzeczywiście: dysonanse przepychają się jeden przez drugiego. W ciągu dziewięciu minut grają różne instrumenty: głośne kotły wzywają do szalonego tańca, a potem brzmi cicha muzyka niczym ze wzruszającego melodramatu. The Spider Dance to improwizacje na czymś, co przypomina zmodyfikowany flet. Pozornie bez ładu i składu, w stylu "music concrete". Utwór może być mało strawny dla przypadkowego audytorium. Life of Aimless Drifting - początek utrzymany w podobnym tonie co koniec Pająka, więcej tu za to elementów baletu i szybkich partii skrzypiec. Lżej zagrana kompozycja, zostawia trochę niedopowiedzeń. Po dużej dawce eksperymentów autor słusznie uznał że słuchaczom należy się odpoczynek. Going Home! jest  mocno rozmarzonym rozdziałem tej płyty. Ciepło bije z długo brzmiących fraz, takie, jakiego spodziewałby się przybysz po dalekiej wędrówce gdy spocznie w bezpiecznym miejscu. Krótka coda Gone... pieczętuje pozytywny przekaz, jakby Igor na koniec chciał zrównoważyć mroczne klimaty większości utworów. Bardzo udany zapis, obecnie kojarzony przez niewielu fanów.  
   Igor Czerniawski nie wydaje już autorskich płyt, nagrał muzykę do sześciu filmów i współpracuje z Ramoną Rey  Dlatego, drogi Czytelniku, gdy tylko będziesz mógł posłuchać nagrań z płyty Gone - nie zwlekaj! Warto.