czwartek, 17 stycznia 2013

Tangerine Dream - Alpha Centauri


 Jest pewne grono melomanów które ubolewa, że zespól Tangerine Dream nie nagrał więcej płyt w stylu Alpha Centauri (1971). To faktycznie fascynujący okres w twórczości super grupy.  Czas intensywnych poszukiwań i bardzo swobodnego podejścia do formy zapisu. A jednocześnie pionierskie, wyraźne próby znalezienia jakiejś uniwersalnej harmonii wszechświata. Szczególnie intrygująco brzmi pierwsza strona  czarnej, analogowej płyty, gdzie na niektórych wydaniach (Earmark 2002) do kompozycji "Sunrise In The Third System" i "Fly And Collision Of Comas Sola" dodano utwór z singla: "Ultima Thule Part 1". Prawie narkotyczna podróż zafundowana przez team Edgara Froese, jest według mnie dokonaniem ponadczasowym. Nawet teraz, po 40 latach od pierwszej edycji, zachwyca atmosfera jaką osiąga T.D. przy użyciu organów, fletów, gitar, głosów, czy ... efektów młynka do kawy, którym operował Froese. Ciekawie wyglądała też elektroniczna cytra - proste, ale jakże wdzięczne urządzenie, będące połączeniem elektroniki z kilkoma napiętymi strunami na niewielkim, prostokątnym podeście. Kosmiczne klimaty, atmosfera zadumania nad bezkresami przestrzeni, to główne zalety tej muzyki. Ciekawe, że niewielkie techniczne umiejętności, artyści z powodzeniem rekompensowali swoją nietuzinkową wyobraźnią -  przekuwaną na unikalne dźwięki. Bez sekwencji, syntetycznej perkusji, osiągają efekty dużo lepsze niż 30 lat później dysponując najnowszą technologią... Ale taka jest pewnie ironia losu. Nie zmienia to faktu, że Alpha Centauri pobudza zmysły słuchaczy po dziś dzień. Warto więc regularnie wracać do tego pięknego albumu.