środa, 28 grudnia 2011

Przemysław Rudź - Cosmological Tales


     Według niektórych teorii Wszechświat istnieje od niespełna 14 miliardów lat. Jak jednak doszło do jego powstania i rozwoju? Jaka przyszłość czeka ludzkość? Takie pytania zadawał sobie Przemysław Rudź podczas komponowania płyty "Cosmological Tales". Jest to druga część tryptyku poświęconego naszej planecie, Człowiekowi, wytworom cywilizacji, postępowi, wiedzy i pułapkom jakie stoją przed ludzkością. "Through The Planck Era" zaczyna się mocnym akcentem. Nic dziwnego skoro początek tego utworu obrazuje moment Wielkiego Wybuchu. Jest to snop natężonych dźwięków które niczym iskry rozsypują się w przestrzeni (niestety mój kot nie chciał rozkoszować się akustycznymi efektami Big Bangu, więc musiałem założyć słuchawki). Dużo się tu dzieje we wszystkich rejestrach, a solo grane w pierwszych i ostatnich fragmentach utworu bardziej kojarzy mi się z rockiem progresywnym niż typową elektroniką. Te rozważania o grawitacji i czasoprzestrzeni wyrażane w dynamicznych eksplozjach i implozjach trwają osiem minut. The "God Particle's Dance" z kolei, jest prawdziwą relaksacją, która stopniowo nabiera energii i wlewa du uszu słuchacza sporo optymizmu. W końcu jest to "taniec boskiej cząstki", gdzie materia stopniowo nabiera swojej masy. Szybko upływa niespełna sześć minut i rozpoczyna się chyba najbardziej spektakularna na płycie kompozycja "Let There Be Light". Długi wstęp jest przygotowaniem do czegoś wyjątkowego. I faktycznie, "kiedy staje się Światło", pędzi ono z prędkością 299 792 458 m/s, co muzyka przedstawia wyjątkowo obrazowo. Rudź zilustrował to efektem narastających talerzy puszczonych od tyłu, nałożonych rytmicznie na basowe ostinato wydobywające się z legendarnego Oberheima. Niesamowite, jak przekonywujący jest ten trick! Już do końca utworu światło będzie żwawo przemierzać Wszechświat... w rytm transowych, elektronicznych sampli perkusyjnych. "Islands Of The Universe" - najdłuższa,  21-minutowa suita, podczas której wyobrazić można sobie powstawanie galaktyk - tych ogromnych wysp Wszechświata. Przemek świadomie czy nie, wpisuje się tu w nurt muzyki abstrakcyjnej, kontynuując poszukiwania pionierów niemieckiej muzyki elektronicznej z lat 70. Ale robi to już na swój sposób: w cyfrowej, nowoczesnej szacie. "We Live Here" jest krótką fortepianową impresją, swoistym hymnem o powstaniu Układu Słonecznego i Ziemi. Autor rezygnuje tu z feerii elektronicznych dodatków na rzecz ciepłej fortepianowej melodii granej na tle burzy i padającego deszczu. Niejako mówi: tu jest nasz dom, szanujmy go! Tę koncepcyjną płytę kończy "Disputable Future", różnorodny, o zmiennych klimatach utwór. Te różne nastroje wyrażają troskę o przyszłość ludzkości i naszej planety. Wtóruje temu znakomita gitara Jarka Figury. Płyta zdaje się kończyć optymistycznie, ale pytanie pozostaje otwarte.

   Ciekawa płyta z wyraźnie zarysowanym pomysłem, doskonałą realizacją i barwną muzyką.