środa, 1 czerwca 2011

I Elektroniczne Pejzaże Muzyczne w Olsztynie 2005


    Dawno nie byłem na koncercie El-muzyki. Więc kiedy Jacek „JotDe” uczynnie zaproponował mi transport swoim samochodem, skwapliwie skorzystałem z oferty. Pomyślałem sobie: skoro El_visowi i Michałowi Bukowskiemu chciało się przyjechać z drugiego krańca kraju, aby zagrać.. to mi te 40km… tak, to proste, jedziemy i już! W samochodzie, zadowolony z siebie, uznałem że to w sumie dobrze się rozerwać, żona też zobaczy innych ludzi, sama świeżość - tak niezbędna w codziennej szarzyźnie. Dojechaliśmy pod dziedziniec olsztyńskiego zamku, bez większych problemów dostaliśmy się do środka ( powołując się na znajomość z wykonawcami, a że wirtualną… hi hi, to nikt nie musiał wiedzieć), zajęliśmy miejsca. Atmosfera. Niedzielny wieczór kilka minut przed 21-wszą. Oczywiście parę rzeczy mnie irytowało. Masa obcych, dziwnych zapachów, które częściowo uznałem za kobiecą kosmetyczną chemię, częściowo płynących z produkcji sztucznego dymu. Niemniej, budowałem w sobie pozytywną atmosferę. Jacek koniecznie chciał przed koncertem pogadać z artystami i udało mu się to w przypadku Adama Bórkowskiego, który stremowany orzekł że ciężko mu czekać w kolejce jako ostatniemu z grających. Ja w tym czasie starałem się chłonąć klimat otoczenia, identyfikując płynącą z głośników muzykę Bjork i bacznie obserwując przybyłych słuchaczy i muzyków. Zdziwiłem się, widząc spory odsetek osób po 40, 50 i 60 tym roku życia. W sumie myślę że na początku programu było trochę ponad 100 osób, co biorąc pod uwagę specyficzny charakter muzyki można uznać za sukces. Punktualnie o 21-wszej do mikrofonu podszedł mistrz ceremonii. Ha! Niesamowitą siłę przekazu miał ten człowiek! Prosta historia rodem z seriali SF opowiadała o wyprawie z przygodami w kosmos, której sukces zapewniła czwórka wybitnych indywidualności (patrz: nasi wykonawcy). Oczywiście muzycy traktowali to z przymrużeniem oka, jako pretekst do ujawnienia swoich własnych fascynacji. Maestro podziękował też sponsorom i obecnemu prezydentowi Olsztyna za wsparcie i muszę przyznać że było to jak najbardziej wskazane. Siedziałem dokładnie za prezydentem miasta i z podziwem stwierdzam fakt: człowiek ten był obecny do końca koncertu ! To nie jest wcale naturalne w przypadku VIP-ów, czyli uznałem że to po prostu „nasz człowiek”. Muzyka. Jako pierwszy zagrał Michał Bukowski czyli Bookovsky. Jego postać jest już dobrze znana i lubiana w kraju. Czterdziestu minutowy program jaki popłynął z głośników nie odbiegał treścią od płytowych wydawnictw. Muzyka dynamiczna, konkretna, zwarta, mocna i klarowna. Podobała się słuchaczom co wyrażono brawami w stosownych momentach. Nie wnikam jaka część muzyki była grana z dysku a jaka na żywo, ważne że zyskała uznanie. Na początek wieczoru, dla rozgrzania atmosfery - jak najbardziej.  Kolejny występ był udziałem Andrzeja Mierzyńskiego, olsztyńskiego muzyka i grafika. Charakter jego muzyki najbardziej odbiegał od popularnej elektroniki cenionej na tym forum. Słychać w niej było inspiracje muzyką Marka Bilińskiego, J.M.Jarre’a  i archaizmy dźwiękowe w stylu Larry Fasta. Serio. Dziwna i niepokojąca mieszanka stylów. Również aplauz widowni dającej wyraz uznania rodzimemu wykonawcy. OK! El_vis: W komentarzu prowadzącego określono go jako mózg tego projektu. Dawka muzyki jaką zapodał nam Piotr Lenart - to kontrolowana próbka przystępnej El-muzy, niesamowicie profesjonalnej i wyważonej. Doskonały warsztat i obróbka. Lekkość z jaką grał mówiła niejako: zagram wam wszystko co chcecie. Ta część najbardziej podobała się mojej żonie. I ja poczułem się kontent, jako że kilka lat temu zachęcałem Piotra do grania, czując ten wielki potencjał jaki ma on w sobie. Adam Bórkowski. Był ostatnim ze wspaniałej czwórki i uwaga: zgodnie z moją i Jacka opinią zagrał to co El-tygrysy lubią najbardziej. Tym bardziej się cieszę że zostałem do końca za namową Jacka, bo deser smakował najlepiej. Adam zagrał na dziwnym instrumencie który wyglądał na domową robotę. Muzyka która wydobywała się z tego tajemniczego pudełka wyróżniała się niebanalną formą, rozchwianą ekspresją i dużą dawką psychodeliki, jednym słowem trudno było ująć ją w jakieś opisywalne ramy. Zagrał momentami jak Mandarynki z lat 70 tych, gdzie emocje i fakturę poddano przypadkowi a harmonię chwilowemu kaprysowi. Niesamowite .. Nie miałem czasu poznać dokonań zespołu Endorphine, w którym grywa Adam, ale rzecz na koncercie wyglądała wielce zachęcająco. Do końca pokazów muzycznej mobilności wytrwało może 30 % publiczności, co akurat mnie nie dziwi. I tak jest – uważam - dobrze. Oprawa graficzna koncertu. Propozycja organizatorów to ekran na którym tradycyjnie do rozpoczęcia koncertu wyświetlano reklamówki sponsorów, w trakcie koncertu wizualizacje mające być uzupełnieniem muzyki. Cóż można o tym powiedzieć ? Kompozycje podobne były do tego co generuje ekran programu Windows Media Player 10, miały mniej więcej ok. 20 minut, co oznacza że można było je obejrzeć ok. 8 razy. Jasna więc rzecz, że po pewnym czasie uwaga widza skupiała się raczej na osobie muzyka niż tła. Statyczny charakter wykonywanej muzyki zachęca do „uczłowieczenia” takich wizualizacji. Ciekawe efekty mógłby dać pokaz slajdów z różnych miejsc ziemi czy kosmosu. Byłoby jeszcze ciekawiej – ale w sumie było naprawdę frapująco. Ponieważ cała impreza zakończyła się w niedzielę po północy, więc niezwłocznie po ostatnich dźwiękach muzyki Adama udaliśmy się w podróż powrotną. Widziałem że Jacek miał chęć porozmawiać z naszymi muzykami, ale pamiętał że muszę następnego ranka udać się do pracy - nie naciskał. Mi też było żal że nie porozmawialiśmy po fakcie z muzykami, dlatego prośba na następny raz - sobota 20.00 - to też doskonały czas na rozpoczęcie koncertu. Ale teraz – za pośrednictwem sieci - dziękujemy za te miłe chwile! W pomieszczeniach zamkowych były dostępne darmowe kasety które rozprowadza Michał Bookovsky oraz płytki muzyków (od 10 do 30zł za sztukę). Kto nie kupił - niech żałuje! Jeżeli coś pomyliłem albo zapomniałem istotnego – Jacek na pewno mnie sprostuje.