środa, 2 kwietnia 2025

Damian Koczkodon - Ubik



 W czasach, gdy muzyka elektroniczna uległa skomplikowanej cyfrowej ewolucji, a technologia pozwala artystom na budowanie monumentalnych ścian dźwięku, Damian dokonał czegoś niemal zapomnianego – stworzył atmosferę z minimalnych środków. To umiejętność, która zanikła wraz z erą analogowych syntezatorów i organicznej surowości dźwięku. Jego płyta nie jest kolejną produkcją przeładowaną efektami, lecz subtelną podróżą przez przestrzenie dźwiękowe, które idealnie rezonują z duszną, paranoiczną atmosferą Ubika Philipa K. Dicka.


Już od pierwszych taktów albumu czuć, że Damian odwołuje się do tradycji niemieckiej elektroniki lat 70. Przemyślana oszczędność, chłodne, syntetyczne pejzaże i sekwencje rytmiczne rodem ze szkoły berlińskiej przywołują echa klasyki Kraftwerku, ale nie są mechaniczną imitacją. To muzyka żyjąca własnym oddechem, pulsująca cichym niepokojem i hipnotyzującym rytmem.


Każdy utwór na płycie to odrębny fragment dźwiękowej rzeczywistości, a zarazem część większej, organicznej całości. Ambientowe pasaże stopniowo wciągają słuchacza w świat, który wydaje się równie złudny i plastyczny jak rzeczywistość bohaterów Dicka. To ścieżka dźwiękowa do świata, w którym nic nie jest pewne, czas ulega erozji, a rzeczywistość się rozpada. Minimalistyczne, syntetyczne dźwięki stapiają się tu z subtelną dramaturgią, budując napięcie, ale nigdy nie przytłaczając.


Największą siłą tej płyty jest jej zdolność do współistnienia z literaturą. To nie tylko muzyka do słuchania – to muzyka do przeżywania, do towarzyszenia w podróży przez strony Ubika. Słuchając jej podczas lektury, można odnieść wrażenie, że została napisana specjalnie po to, by wydobyć z książki Dicka jeszcze więcej mroku, melancholii i subtelnej grozy.


Damian udowodnił, że w czasach, gdy muzyka często gubi się w nadmiarze, siła tkwi w prostocie. To album, który zasługuje na uwagę – zarówno miłośników klasycznej elektroniki, jak i tych, którzy szukają muzyki z duszą, w której dźwięk i przestrzeń tworzą coś więcej niż tylko sumę swoich części.


Pobierz, zanurz się w dźwiękach i pozwól tej płycie przenieść cię do świata, w którym rzeczywistość jest równie nieuchwytna jak zapach Ubika unoszący się w powietrzu.

Jarosław Świerczyński

In an era where electronic music has undergone a complex digital evolution and technology allows artists to build monumental walls of sound, Damian has accomplished something almost forgotten – creating atmosphere with minimal means. This is a skill that has faded along with the age of analog synthesizers and the organic rawness of sound. His album is not another production overloaded with effects but a subtle journey through sonic landscapes that perfectly resonate with the dense, paranoid atmosphere of Ubik by Philip K. Dick.


From the very first notes of the album, it is clear that Damian draws from the tradition of German electronic music of the 70s. Thoughtful restraint, cool synthetic landscapes, and rhythmic sequences reminiscent of the Berlin school echo the classic work of Kraftwerk, but they are not mere mechanical imitations. This is music that breathes on its own, pulsating with quiet unease and a hypnotic rhythm.


Each track on the album is a separate fragment of an auditory reality, yet also part of a larger, organic whole. Ambient passages gradually pull the listener into a world that feels as elusive and malleable as the reality of Dick's characters. The minimalist, synthetic sounds merge with subtle dramaturgy, building tension but never overwhelming.


The greatest strength of this album is its ability to coexist with literature. This is not just music to listen to – it is music to experience, to accompany you on your journey through the pages of Ubik. Listening to it while reading, one might feel that it was composed specifically to bring out even more darkness, melancholy, and subtle horror from Dick's novel.


Damian has proven that in an age where music often gets lost in excess, true power lies in simplicity. This is an album that deserves attention – both from lovers of classic electronic music and those seeking music with a soul, where sound and space create something greater than the sum of their parts.


Download it, immerse yourself in the sounds, and let this album transport you to a world where reality is as elusive as the scent of Ubik lingering in the air.



Ubik

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Przemysław Rudź - koncert na Międzynarodowym Festiwalu Fantastyki SedeńCon




    
  W dniach 16-19.06.2022 roku odbył się cykliczny Międzynarodowy Festiwal Fantastyki SedeńCon. Ośrodek Rewita Waplewo okazał się doskonałą lokalizacją. Kilka kilometrów od Olsztynka, w pobliżu pięknego jeziora Maróz można było się zrelaksować korzystając z pięknej pogody, a organizatorzy Festiwalu zadbali o liczne atrakcje dla fanów. Niestety, z powodów ograniczeń zdrowotnych skorzystałem tylko z chwili odpoczynku nad jeziorem, gdzie obserwowałem strzelanie z łuku. Szkoda że nie spotkałem Marka Baranieckiego porozmawiałbym z nim o jego powieści "Głowa Kasandry", ale może jeszcze przyjdzie na to czas? Wraz z czwórką moich przyjaciół łatwo trafiliśmy do czystej i zadbanej sali kinowej kurortu. Idealne pomieszczenie na taki kameralny koncert szybko wypełniło się melomanami. Na scenie, na ekranie projektora, widać było duże zdjęcia Klausa Schulze i Vangelisa oraz daty ich narodzin i śmierci. Koncert miał być bowiem swoistym hołdem dla tych kamieni milowych muzyki elektronicznej Wreszcie pojawił się również sam Przemek Rudź - bohater wieczoru. "Ale schudłeś" - rzucił mi w przelocie, testując sprzęt na scenie. To gość z klasą, pomyślałem i jest jak zawsze miły.
    Po kilku minutach wszystko było gotowe. Padła kwestia: Kto zapowie koncert? Okazało się że Przemek ma za sobą rzetelnie przygotowany kapitał ludzki i odpowiedni człowiek podjął wyzwanie. Posłuchaliśmy więc kim byli tak ważni dla muzyki elektronicznej Klaus Schulze i Vangelis. Ponieważ na sali panowała luźna atmosfera, to z miejsc dla widowni padło kilka istotnych szczegółów dotyczących polskich akcentów w muzyce Vangelisa. Tak, tu siedzieli prawdziwi znawcy tej muzyki. Dowiedzieliśmy się również, kim jest autor muzyki stojący na scenie. Przemek powiedział, że zacznie od utworu będącego ukłonem w stronę omawianych i widocznych na ekranie twórców. Faktycznie, nietrudno było wychwycić motywy utworu Crystal Lake z płyty "Mirage" i fragmenty "Spiral" które to kompozytor wplótł w swoją autorską wizję. O ile improwizacja na temat Klausa brzmiała trochę hipnotycznie, to Vangelisa "Spirala" wyróżniła się bardzo mocną organową frazą. Polskiemu kompozytorowi dobrze udało się oddać charakterystyczną pompatyczność Greka z lat 70. Po tak specyficznym wstępie Rudź cofnął się w czasie. Wspomniał jak red. Kordowicz w 2009 roku zadzwonił do niego zainteresowany prezentacją jego pierwszej płyty "Summa Technologiae". I z tego znakomitego debiutu poświęconego Stanisławowi Lemowi słuchacze mogli przypomnieć sobie bardzo klimatyczną muzykę. Potem, kontynuując wspomnienia, gdański muzyk postanowił pokazać to, co ma najlepszego w dorobku i z głośników popłynął utwór z jego drugiego albumu "Cosmological Tales": Let there be Light. Tak, to była prawdziwa uczta dla fanów elektronicznych brzmień. Później, między innymi, przy pomocy syntezatorów audytorium mogło podróżować na Czerwoną Planetę, oraz trochę podumać nad ciężką pracą marynarzy, która była inspiracją do płyty "Masters of Own Fate". Publiczność reagowała żywiołowo bijąc brawa. W pewnym momencie dwóch słuchaczy siedzących przede mną, zaczęło się kołysać w rytm muzyki, inny wykonywał dłonią jakieś tajemnicze znaki, nie poddające się łatwej interpretacji. Było bardzo miło. Istotne jest też to, że muzyk nie poszedł na łatwiznę, część materiału grał na żywo, na pewno solówki i niektóre efekty. Półtoragodzinny koncert zakończył się klamrą - utworem rozpoczynającym show i tak czas muzycznej uczty upłynął niesamowicie szybko. Zanim jednak opuściłem gościnny Festiwal, podszedłem przywitać się z artystą. Po drodze spotkałem jego sympatyczną małżonkę, która podając mi dłoń rzekła: "Damian, prawda?". Ujęło mnie to, po dziesięciu latach pamiętać imię takiego skromnego gościa? Niesamowite! Chwilę rozmawiałem z małżeństwem, potem mój młody ukraiński przyjaciel Iwan, absolwent dziecięcej szkoły muzycznej zrobił mi zdjęcie z Przemkiem. Trzeba było zejść ze sceny (niepokonanym) i wracać do Ostródy,
  O godzinie 23, trochę już zmęczony, kleiłem sample ryczących dinozaurów do mojego nowego utworu "Old History". Wtedy zadzwonił do mnie opiekun ukraińskiej grupy Evgen, podziękował mi za pomysł wyjazdu na ten koncert. My nigdy nie słyszeli takiej muzyki, powiedział, to było dobre emocjonalne przeżycie. Również tak uważam. Oby takich więcej!








wtorek, 1 lutego 2022

Micado - One Week in Heaven

 




 English version below

  Gdy pojawia się piękna muzyka, człowiek zazwyczaj czuje się szczęśliwy. Tacy po prostu jesteśmy. Za pomocą muzyki można wprowadzić się w dobry nastrój. Tak to działa. Istnieje też powiedzenie: "Czuć się jak w niebie". A co byś zrobił, gdybyś trafił na siedem dni do nieba? Jakkolwiek  sobie to wyobrażasz, duet Micado proponuje słuchaczom taką wyimaginowaną muzyczną podróż.  MICADO to  dwie osoby: Frans Lemaire i Koenraad Vanderschaeve z Belgii. Obaj panowie zaprosili do współpracy kilku przyjaciół, profesjonalnych muzyków. Skomponowano dziewięć uroczych utworów. Wstęp, siedem dni w niebie i powrót do domu. Muzyka jest różnorodna i każdy utwór ma swoje indywidualne cechy.  Każdy znajdzie coś dla siebie. Można usłyszeć czyste fortepianowe sola, delikatne sekwencje, czy też motywy orientalne. Chóry i kobiece wokalizy. Niektóre kompozycje utrzymano w stylu ambient i świetnie się tego słucha po zmroku ze słuchawkami na uszach. Do takiego odbioru zachęcają też muzycy. Do skomponowania tej muzyki użyto znakomitego instrumentarium i sampli z różnych bibliotek. Szczegółowo można o tym przeczytać na stronie bandcamp duetu gdzie można posłuchać utworów i je kupić. Płyta została opublikowana niedawno  - 28 stycznia 2022 roku. Czyli gorąca nowość. Polecam dla wrażliwych na piękno słuchaczy.  Płytę promuje też film na Youtube. 

   


   When beautiful music appears, a person usually feels happy. We are just like that. You can put yourself in a good mood with music. That's how it works. There is also a saying: "Feel like you are in heaven". What would you do if you were in heaven for seven days? However you imagine it, the MICADO duo offer their listeners such an imaginary musical journey. MICADO is two musicians : Frans Lemaire and Koenraad Vanderschaeve from Belgium. Both gentlemen invited 4 professional friend-musicians to cooperate *in the new album 'One Week in Heaven ' . Nine lovely titles have been composed. Intro, seven days in heaven, and go home. The music is diverse and each track has its own individual characteristics. Everyone will find something for himself. You can hear pure piano solos, delicate sequences or oriental motifs. Choirs and female vocals. Some compositions are kept in the ambient style and it is great to listen to it after dark with headphones on. Musicians also encourage this reception. Excellent instrumentation and samples from various libraries were used to compose this music. You can read about it in detail on the Micado bandcamp website  https://micado.bandcamp.com/album/one-week-in-heaven, where you can listen to the songs and buy them. The album was published recently - on January 28, 2022.  So hot news. I recommend it to listeners who are sensitive to beauty. All the tracks from the album are shared  by a musicvideo on the Youtube channel of Frans Lemaire. 




    


wtorek, 18 stycznia 2022

The Orb -The Orb's Adventures Beyond The Ultraworld

 


  English version below
  Pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika syntezatorów, bitów i sampli. Alex Paterson i Jimmy Cauty pchnęli tym albumem muzykę na nowe tory. W latach 70. była moda na muzykę ambitną, improwizacje i szczyptę filozofii. W latach 80 pojawiła się new romantic i wzrosło zapotrzebowanie słuchaczy  na melodie wpadające w ucho, muzykę nadającą się do tańca.  To co ukazało się w 1991 roku na "The Orb's Adventures Beyond the Ultraworld" było próbą zaspokojenia wszystkich potrzeb. Założyciele The Orb wymieszali w tyglu swojej wyobraźni najróżniejsze rzeczy i ... osiągnęli wielki komercyjny sukces. Album w wersji dwupłytowej zawiera bardzo przebojowe utwory jak i dłuższe, refleksyjne formy muzyczne. Muzyka do tańca w klubie jak i słuchania w domowym zaciszu. Umiejętnie  zmiksowano dziesiątki różnych sampli w dowcipny sposób, wcześniej niespotykany, a bardzo atrakcyjny dla uszu. Udana praca znalazła wielu naśladowców i można śmiało powiedzieć, że ta muzyka się nie zestarzała.  Wielu znawców uważa że jest to jeden z najbardziej wpływowych albumów.  Zgadzam się z tym oczywiście. Ogromny, stale rosnący, pulsujący mózg, który rządzi z centrum ultraświata dalej czeka na odkrycie i swoich nowych fanów.

  A must for every lover of synthesizers, beats and samples. Alex Paterson and Jimmy Cauty took music to a new level with this album. In the 70s there was a fashion for ambitious music, improvisations and a pinch of philosophy. In the 1980s, new romantic emerged and the audience's demand for catchy melodies, music suitable for dancing, grew. What was released in 1991 on "The Orb's Adventures Beyond the Ultraworld" was an attempt to satisfy all needs. The founders of The Orb mixed various things in the crucible of their imaginations and ... achieved great commercial success. The double-disc version of the album includes very hit songs as well as longer, reflective musical forms. Music for dancing in the club and listening at home. Dozens of different samples were skillfully mixed in a funny way, previously unheard of, but very attractive to the ears. Successful work has found many of followers, and it's fair to say that this music hasn't gotten old. Many connoisseurs consider it to be one of the most influential albums. I agree with that of course. The huge, ever-growing, pulsating brain that rules from the center of the ultra-world is still waiting to be discovered and its new fans.





czwartek, 13 stycznia 2022

VANGELIS - Blade Runner Trilogy

 


English version below

    Ukazanie się płyty Blade Runner Trilogy 2007 było dużym wydarzeniem dla miłośników muzyki Greka i fanów filmu. Krytycy i znawcy tematu szczegółowo opisali swoje wrażenia poddając muzykę i wnikliwej analizie. Nie widziałem potrzeby powtarzania lub obalania różnych twierdzeń na temat tego wydawnictwa. Dorzucę tylko klika zdań. Czy materiał ten był potrzebny i jak słucha się go w 2022 roku? 
  Przez długi czas istniał niedosyt i zapotrzebowanie na więcej Vangelisa z tego okresu i paradoksalnie liczne wydawnictwa bootlegowe zaspokajały w jakiejś mierze ten popyt. Więc pojawienie się wersji Trilogy było deko spóźnione i niekoniecznie pokrywało się z oczekiwaniami. Na dodatkowych płytach nie ma tak spektakularnych zapadających w pamięć utworów jak na krążku podstawowym. To fakt. Płyta nr 2 trzyma klimat jedynki i to jest spory kawałek dobrej, relaksacyjnej muzyki zbliżonej charakterem do ambientu. Wyłączasz światło i poddajesz się jej pozytywnej mocy. Na pewno warto go posłuchać wiele razy. Krążek trzeci zatytułowany BR 25 wydaje mi się jednak słabszy i materiał dobrany,  dorobiony trochę "na siłę".  No bo co ma wspólnego z filmem fragment pt. Spotkanie z matką? W sumie nic. Ok. Całość daje się jednak z przyjemnością słuchać. W skali 1 do 5, pierwszej płycie daję 5, drugiej 4, trzeciej 3. 
  Lubię takiego Vangelisa. Na tym wydawnictwie nie ma bowiem tyle pompatyczności jak na niektórych innych płytach Vangelisa. Lubię też film Scotta, jak i pierwowzór filmu - książkę. P.K.Dicka  O czym marzą elektryczne owce. Czasami zastanawiam się: kto by się nadawał do stworzenia muzycznej oprawy filmu Ubik gdyby taki powstał? 


 The release of the Blade Runner Trilogy 2007 album was a big event for Greek music lovers and movie fans. Critics and experts on the subject described their impressions in detail, subjecting the music and careful analysis. I saw no need to repeat or disprove various statements about this release. I will just add a few sentences. Was this material needed and how is it listened to in 2022?

   For a long time there was a need and a demand for more Vangelis from this period, and paradoxically numerous bootleg releases met that demand to some extent. So the release of the Trilogy version was deco late, and not necessarily as expected. There are no such spectacular memorable tracks on the additional discs as on the basic disc. It's a fact. Disc No. 2 has the atmosphere of the first one and it is a large piece of good, relaxing music with a character similar to ambient. You turn off the light and surrender to its positive power. It is definitely worth listening to it many times. The third disc, titled BR 25, seems to me weaker and the material was selected, made a bit "by force". Well, what does the excerpt entitled Meeting your mother? Nothing at all. Approx. The whole, however, can be listened to with pleasure. On a scale of 1 to 5, I give the first record 5, the second 4, the third 3.

   I like this Vangelis. This release is not as pompous as on some other Vangelis albums. I also like Scott's film and the original film - the book. P.K.Dicka What do electric sheep dream about. Sometimes I wonder: who would be suitable for creating the musical setting of Ubik if there was one?