wtorek, 12 marca 2013

Klaus Schulze - Shadowlands


 
  Klaus Schulze, współtwórca gatunku zwanego kiedyś rockiem elektronicznym, w wieku 66 lat wydaje kolejną nową płytę. I właściwie jest to wszystko, co można by o tym powiedzieć... Ale...
Na ten materiał czekało tysiące fanów jego muzyki rozsianych po całym świecie. Wśród nich wielu bezkrytycznie przyjmuje kolejne płyty swojego "guru", inni mają uczucia co najmniej mieszane. Zaliczam się raczej do tych ostatnich. Oczywiście, trudno zarzucić cokolwiek tej muzyce od strony technicznej, realizatorskiej. Znaczny poziom umiejętności jaki wypracował Klaus przez lata swoich doświadczeń, gwarantuje wysoki standard proponowanego produktu i specyficzną formę przekazu. Jednak czy to wystarczy, aby album "Shadowlands" uznać za dzieło znaczące, czy choćby wyróżniające się spośród innych jego nagrań z ostatnich lat? Według mnie - nie. Artysta bowiem gdzieś tak przynajmniej od końca lat 90., nie potrafi już niczym szczególnym zaskoczyć. To smutne, ale jest do bólu przewidywalny i w jego muzyce nie ma "duszy", ciarki nie przelatują po plecach, nie wzbudza dużych emocji, nie podnosi poziomu endorfin. Penetrowanie minorowych nastrojów na "jedno kopyto" w końcu może się znudzić... I nie ważne jest, czy stary mistrz dostarcza edycję jedno, czy dwupłytową, skoro na obu jest jednostajnie niczym na taśmie montażowej w fabryce. Muzyka sprawia wrażenie robionej trochę na siłę... Oczywiście jest to moja subiektywna opinia, wiem że z legendą się nie walczy. Czas ucieka, jest bardzo cenny, więc czy będziesz wyszukiwał na "Shadowlands" artefaktów, czy... zasypiał przy tej muzyce, jest twoim wyborem szanowny czytelniku!