<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213</id><updated>2012-02-27T08:51:47.793+01:00</updated><title type='text'>elmuzyka</title><subtitle type='html'>Multilingual website about electronic music - history, reviews, people. Wielojęzyczny serwis o muzyce elektronicznej - historia, recenzje, ludzie.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>223</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-6133515820239055164</id><published>2012-02-26T20:22:00.008+01:00</published><updated>2012-02-27T08:50:55.409+01:00</updated><title type='text'>Jeff Wayne's - Musical Version of The War of The Worlds</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-gZkiDzE0AKU/T0pibysCFCI/AAAAAAAAA04/z3QeW7lYGiM/s1600/WarOWorldsWayne_01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-gZkiDzE0AKU/T0pibysCFCI/AAAAAAAAA04/z3QeW7lYGiM/s320/WarOWorldsWayne_01.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gdyby ktoś spytał mnie, jaką poleciłbym mu wybitną płytę z progresywnym rockiem, kierując się wielkim sentymentem wymieniłbym w pierwszym rzędzie Jeff Wayne's Musical Version of The War of The Worlds. Pierwszy raz usłyszałem tę znakomitą muzykę w 1978 roku mając 14 lat, z jakiegoś kiepskiego monofonicznego radia. Nie przeszkadzało to zbytnio mojej młodzieńczej wyobraźni w tworzeniu obrazów krwiożerczych Marsjan atakujących naszą planetę. Dziennikarze Polskiego Radia byli tak mili, że przed emisją tłumaczyli&amp;nbsp; angielskie teksty, więc intensywność przekazu była wysoka. Lektura książki Wellsa i niesamowita żywiołowość muzyki skomponowanej przez Jeff'a Wayne odcisnęły na mnie swoje piętno. Szybko polubiłem fantastykę i tę muzykę, która z upływem czasu okazała się być prawdziwym majstersztykiem. Z czasem, dowiedziałem się, że w rejestracji nagrań wzięło udział wielu znakomitych artystów. Począwszy od narratora, znakomitego Richarda Burtona, poprzez rockowych wykonawców typu Phil Lynott czy Justin Hayward. Wszystko, co zapisano na dwóch krążkach było ekscytujące. I efekty otwierania włazu marsjańskiego pojazdu, stereofoniczne tricki, wspaniały bas... Potężny dźwięk snopu gorąca, który z fantazją emitował Jo Partridge i rewelacyjne wstawki orkiestrowe. Moc i rozpęd ostrych solówek, piękne egzaltowane wykonanie "Forever Autumn". Pełne ekspresji chórki, czy dowcipne zakończenie z dialogiem kosmonautów NASA. Pierwsze stereofoniczne odsłuchanie tej muzyki było jak kolejne objawienie (smile). Doskonała jakość techniczna, z jaką uwieczniono tę muzykę, dodatkowo wzmacnia efekt. Podziwiam wyobraźnię kompozytorów, ten szczególny eklektyzm - mistrzowskie połączenie elektroniki, rocka i muzyki orkiestrowej. Na dialogach Artylerzysty z&amp;nbsp; Dziennikarzem uczyłem się moich pierwszych angielskich słówek, a syntezatorowe wstawki Kena Freemana zwróciły moją uwagę na&amp;nbsp; te nowoczesne instrumenty. Niedawno spotkała mnie miła niespodzianka. Okazało się że w 2009 roku wydano płytę DVD ze współczesnym wykonaniem tego musicalu. Dodam, że bardzo wiernym oryginałowi i znów pięknie brzmiącym.&amp;nbsp; Film pokazujący tę inscenizację, a właściwie zapis koncertu, pokazał nie tylko imponującą scenografię, ale obok nowych młodych aktorów, również starszych weteranów -&amp;nbsp; muzyków. To był wzruszający moment.&amp;nbsp; To trzeba zobaczyć. Choćby to, jak technikom udało się "wskrzesić" głowę Richarda Burtona i "wkleić" ją w akcję. W internecie jest dużo informacji o tej muzyce i jej wykonawcach, starszych wydaniach, wznowieniach, remiksach i najnowszej wersji. Są również dostępne bilety na nową jego edycją w Polsce, w styczniu 2013 roku. Tak, ten musical najwyraźniej jest nieśmiertelny.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/dU43yLeBwFA" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-6133515820239055164?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/6133515820239055164/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/jeff-waynes-musical-version-of-war-of.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6133515820239055164'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6133515820239055164'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/jeff-waynes-musical-version-of-war-of.html' title='Jeff Wayne&apos;s - Musical Version of The War of The Worlds'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-gZkiDzE0AKU/T0pibysCFCI/AAAAAAAAA04/z3QeW7lYGiM/s72-c/WarOWorldsWayne_01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-287539743334015045</id><published>2012-02-26T14:14:00.001+01:00</published><updated>2012-02-26T17:02:27.839+01:00</updated><title type='text'>Bernd Kistenmacher – Let It Out !</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uzN9-zHkUdI/T0ohrTE_0LI/AAAAAAAAA0w/KtR2VU4Cq-8/s1600/cover.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-uzN9-zHkUdI/T0ohrTE_0LI/AAAAAAAAA0w/KtR2VU4Cq-8/s320/cover.jpg" width="315" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bernd Kistenmacher – Let It Out ! to plik sprzedawany od 2011 roku poprzez blog autora. Jeden utwór, tytułowa suita trwa 41 minut. Muzyka jaka została zaproponowana słuchaczom przez znanego niemieckiego elektronika wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tradycjonalistów. Przestrzeń gęsto wypełniona długo brzmiącymi akordami i umiejętnie budowana podniosła atmosfera, to cechy charakterystyczne dla muzyki tego pełnego sił i energii kompozytora. Te dźwięki mają na celu wprowadzenie słuchaczy w rodzaj pozytywnego transu, być może nawet ekstazy. Melodie balansują między umiarkowanie optymistycznymi nutami a romantyczną zadumą. Są tu klasyczne sekwencje i fortepianowe solówki. Bernd, podobnie jak twórcy nowoczesnych westernów, pragnie trafić do wąskiej, ale poszukującej swoich ulubionych klimatów grupy melomanów. Muzyka wydawać się może dość jednorodna, emocjonalne skoki są jednak dobrze słyszalne, pod warunkiem pełnego zaangażowania audytorium. Idealna na wieczór we dwoje dla tych oczywiście, którzy dobrze się czują otoczeni syntetyczną poezją Bernda Kistenmachera.&amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1cwMETEzCgM/T0ohjtk57oI/AAAAAAAAA0o/PQIbsLyjCwc/s1600/Front.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="160" src="http://3.bp.blogspot.com/-1cwMETEzCgM/T0ohjtk57oI/AAAAAAAAA0o/PQIbsLyjCwc/s320/Front.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/kmjrjWc6y7s" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-287539743334015045?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/287539743334015045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/bernd-kistenmacher-let-it-out.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/287539743334015045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/287539743334015045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/bernd-kistenmacher-let-it-out.html' title='Bernd Kistenmacher – Let It Out !'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-uzN9-zHkUdI/T0ohrTE_0LI/AAAAAAAAA0w/KtR2VU4Cq-8/s72-c/cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-3807725367164121739</id><published>2012-02-25T13:28:00.006+01:00</published><updated>2012-02-25T13:46:39.828+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream - Exit</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-39P6X9wCuOQ/T0i_vVksO8I/AAAAAAAAA0g/jpbMVLhRv5s/s1600/exit.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-39P6X9wCuOQ/T0i_vVksO8I/AAAAAAAAA0g/jpbMVLhRv5s/s320/exit.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ciekawe, że płyty zespołu Tangerine Dream takie jak "Exit" z 1981 roku, uznawane przez wielu krytyków za pierwsze  przejawy komercjalizacji ich muzyki, robią na melomanach pozytywne wrażenie. Związane jest to chyba z różnymi przeżyciami z lat młodości słuchaczy... A  może dzieje się tak dlatego, że nasze (miłośników muzyki elektronicznej) życie, jest nierozerwalnie połączone ze  słuchaniem tego typu muzyki? Że jest to jedna z tych niewielu rzeczy która jest  dalej dobra i się nie zestarzała? Ta płyta stanowi znak pewnych czasów, które już nie wrócą...  Choć jest faktycznie symbolem pójścia zespołu w stronę lżejszej gatunkowo muzyki - ma coś w sobie: klimat i swoisty urok. Dlatego ją lubię i co jakiś czas do niej powracam. Edgar Froese umiejętnie złagodził muzykę zespołu, tworząc piękne instrumentalne krajobrazy, nasycone harmonią, spokojem i odrobiną tajemnicy. Zawarta w niej pewna uniwersalność powoduje, że rozpoczynający ją &lt;span class="track_title"&gt;"Kiew Mission"&lt;/span&gt; podoba się ludziom którzy na co dzień słuchają innej muzyki. Ten fragmen, gdzie są wymieniane przez podekscytowany rosyjski głos kontynenty (prócz Antarktydy, wiadomo - za zimno, mało ludzi), będący swoistym przesłaniem pokoju - wydawać się może dziś dość naiwny. Jednak należycie uosabia pokojowe przesłanie zespołu na dziesięć lat przed końcem zimnej wojny. &lt;span class="track_title"&gt;Płyta trzyma mniej więcej równy poziom i dostarcza wielu dalszych wzruszeń opartych na sentymentach (&lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;Pilots Of Purple Twilight&lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;, Exit). Jeśli oczywiście pogodzimy się z nową konwencją - przekazu emocji za pomocą rytmicznych, elektronicznych przebojów.&amp;nbsp; Kiepski wyjątek to &lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;"Network 23", zawsze przeskakuję tego "knota" aby posłuchać końcowej perełki: "&lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;Remote Viewing". &lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;Edgar i Chris &lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;przypominają sobie na niej, jak kiedyś wciągali publiczność w przeżycia na innym poziomie wtajemniczenia. Mimo wszystko - 21 różnych wydań tej płyty świadczy o tym, że - patrząc na oś czasu - było i jest duże zapotrzebowanie na tę muzykę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/hAJb4JQeeAQ" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-3807725367164121739?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/3807725367164121739/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/ciekawe-ze-pyty-zespou-tangerine-dream.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3807725367164121739'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3807725367164121739'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/ciekawe-ze-pyty-zespou-tangerine-dream.html' title='Tangerine Dream - Exit'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-39P6X9wCuOQ/T0i_vVksO8I/AAAAAAAAA0g/jpbMVLhRv5s/s72-c/exit.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-993229698908428801</id><published>2012-02-24T22:46:00.001+01:00</published><updated>2012-02-24T22:59:24.606+01:00</updated><title type='text'>Mick Clarke – Games</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-MVWn5F76nIs/T0fimfsU50I/AAAAAAAAA0Y/M4ho4SjzQv4/s1600/Mickclarke-Games01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-MVWn5F76nIs/T0fimfsU50I/AAAAAAAAA0Y/M4ho4SjzQv4/s320/Mickclarke-Games01.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Mick Clarke - basista i wokalista brytyjskiego zespołu popowego The Rubettes, wydał w 1979 roku swoją jedyną solową płytę długogrającą "Games". Rzecz może by nie była warta kronikarskiego zapisu, gdyby nie fakt skomponowania jej w całości na pięknie brzmiących analogowych syntezatorach. Pół godziny muzyki spodoba się poszukiwaczom archaicznych już dziś barw. Wytłoczony&amp;nbsp; w Niemczech album otwiera 17 minutowa suita "Spectro". Dużo ładnych efektów generowanych przez produkty Rolanda, Ems Vcs 3 czy Synthi Aks, utwierdza mnie w przekonaniu że tamte instrumenty miały swoją "duszę". Bardzo ładnie wyrażają minorowe emocje. Potrzaskiwanie czarnego placka dodaje temu swoistego uroku. Zawartość płyty nawiązuje do popularnych motywów z drugiej połowy lat 70., ale nie jest ich bezmyślną kopią. Mick stara się w ten sposób wyrazić swoje widzenie sztuki i zjednuje tym moje uznanie. Nie wiem dlaczego taka smutna twórczość mnie pociąga bardziej niż jej popowe przejawy.&amp;nbsp; Nawet dynamiczne, energetyczne przebiegi u Clarce'a wpisują się w estetykę starej, posępnej niemieckiej elektroniki. ... Fajnie! (smile). Gdy dodam że na pozostałych krótkich utworach dominują wrażenia penetracji tajemniczego kosmosu, wyraziste ostinata i ekscentryczne solówki ginące w pogłosach...&amp;nbsp; będzie wiadomo co chodzi.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Te eksperymenty nie powinny pozostawić obojętnym starszych jak i młodszych fanów muzyki elektronicznej.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/XtKS186reZc" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-993229698908428801?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/993229698908428801/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/mick-clarke-games.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/993229698908428801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/993229698908428801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/mick-clarke-games.html' title='Mick Clarke – Games'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-MVWn5F76nIs/T0fimfsU50I/AAAAAAAAA0Y/M4ho4SjzQv4/s72-c/Mickclarke-Games01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2517859986133018919</id><published>2012-02-23T22:35:00.000+01:00</published><updated>2012-02-23T22:35:21.462+01:00</updated><title type='text'>Nord Modular Overview</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/PJj5y3-1-xw" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Przegląd tego co potrafi ten ciekawy instrument.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2517859986133018919?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2517859986133018919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/nord-modular-overview.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2517859986133018919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2517859986133018919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/nord-modular-overview.html' title='Nord Modular Overview'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/PJj5y3-1-xw/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-999134824321480882</id><published>2012-02-23T15:44:00.000+01:00</published><updated>2012-02-23T15:44:43.437+01:00</updated><title type='text'>Kevin Kendle &amp; Llewellyn - Journey to Atlantis</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-OVzVdkfQSbA/T0Y24UcDRKI/AAAAAAAAA0Q/FDwgwDUp5B8/s1600/Kevin+Kendle+&amp;amp;+Llewellyn+-+Journey+to+Atlantis.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-OVzVdkfQSbA/T0Y24UcDRKI/AAAAAAAAA0Q/FDwgwDUp5B8/s320/Kevin+Kendle+&amp;amp;+Llewellyn+-+Journey+to+Atlantis.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Ciepła muzyka duetu Kendle &amp;amp; Llewellyn pociąga do siebie jakimś nieziemskim spokojem. Płyta "Journey to Atlantis" z 2007 roku to jak sam tytuł podpowiada, podróż w nieznane, w poszukiwaniu mitycznej, podwodnej krainy. Legenda o zatopionym dawno temu mieście, staje się dla artystów pretekstem do generowania pięknej muzyki. Jest ona wyjątkowo łagodna i kojąca. Wdzięczne partie fortepianu zagrane lekko i swobodnie nastrajają relaksacyjnie. "Lights Of Atlantis"&amp;nbsp; możę skojarzyć się niektórym słuchaczom z fragmentami "Incantations" Mike Oldfielda. Powolna podróż w głębokie otchłanie realizowana jest w manierze urozmaiconych brzmień typowych dla gatunku new age. Stonowane i majestatyczne dźwięki wlewają się do uszu, niejako czyszcząc je z negatywnych emocji. Melancholijne fragmenty w jakiś niezwykły sposób przebijają się do jaźni. Symfoniczne uniesienia w cyfrowej postaci, nieodgadniona tajemnica...Właściwie trudno o lepszą ilustrację tego typu podwodnych historii niż płyta "Journeys...". Jest to sugestywna muzyka dla marzycieli i romantyków. Pewnego rodzaju oaza dla osób szukających spokojnego miejsca wypoczynku realizowanego przy użyciu odprężających tonów płynących z syntezatorów. Wystarczy dać się im ponieść... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/XVUPuYt0hpI" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-999134824321480882?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/999134824321480882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/kevin-kendle-llewellyn-journey-to.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/999134824321480882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/999134824321480882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/kevin-kendle-llewellyn-journey-to.html' title='Kevin Kendle &amp; Llewellyn - Journey to Atlantis'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-OVzVdkfQSbA/T0Y24UcDRKI/AAAAAAAAA0Q/FDwgwDUp5B8/s72-c/Kevin+Kendle+&amp;+Llewellyn+-+Journey+to+Atlantis.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-8966236949679363219</id><published>2012-02-22T13:53:00.000+01:00</published><updated>2012-02-22T13:53:45.970+01:00</updated><title type='text'>Legendary Instruments - Jean Michel Jarre</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ctOhwRGdVvo" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;Krótki filmik gdzie JMJ prezentuje klasyczne już dziś instrumenty. Raj dla oczu i uszu :)&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-8966236949679363219?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/8966236949679363219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/legendary-instruments-jean-michel-jarre.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8966236949679363219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8966236949679363219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/legendary-instruments-jean-michel-jarre.html' title='Legendary Instruments - Jean Michel Jarre'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/ctOhwRGdVvo/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5080874057939905923</id><published>2012-02-21T23:41:00.007+01:00</published><updated>2012-02-23T12:41:43.393+01:00</updated><title type='text'>Mr_Smok - Bandy Sound</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-RcXx071pd2g/T0PwNRCqM6I/AAAAAAAAA0E/qMwgmd_Csec/s1600/bandy+sound.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="299" src="http://2.bp.blogspot.com/-RcXx071pd2g/T0PwNRCqM6I/AAAAAAAAA0E/qMwgmd_Csec/s320/bandy+sound.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jedną z niewątpliwych zalet tej muzyki jest szczerość przekazu. Mr_Smok nagrywając poszczególne utwory z płyty "Bandy Sound" nie myślał wcale tego upubliczniać. Grał dla siebie samego, ciesząc się tym co udało mu się stworzyć. Sam Adam mówi o swojej muzyce że jest koślawa, ale z duszą. Słuchając poszczególnych fragmentów można mieć rozmaite odczucia. 80 procent muzyki to różne brzmienia wyciskane z syntezatora Nord Modular G2. Autor opanował pewnie dużą część jego tajników, bo w tych kompozycjach aż skrzy się od różnych pomysłów. Praca w transie od rana do wieczora umożliwiła zapisanie i utrwalenie autorskiej weny i pasji.&amp;nbsp; Kapitalny jest np. utwór "Saved". Gdy zapytałem Adama o jego historię, okazało się że "Ocalony" jest owocem gorączkowej troski o ponowne zapisanie świeżo utrwalonego i... skasowanego pliku z muzyką. Dwie godziny poświęcone na kolejną rejestrację pomysłu opłaciły się aż nadto. Sam chciałbym nagrać kiedyś taki ciepły utwór z wplątaną w niego gitarą. "Odwracam się plecami do cywilizacji i widzę świat który będzie jak ludzie znikną. Prędzej czy później&amp;nbsp; - chyba ze wrócą do raju ;)". Te egzystencjalne rozważania Smoka pasują do jego zakręconej muzyki. "Balance Dear" - czyli umiłowanie równowagi może być wyrazem jego tęsknoty do czasów gdy ludzie nauczą się współżyć z otaczającą ich naturą. W utworze "Seals" czasami ktoś się przekornie śmieje, czy to jest wyrazem zdystansowania do przejawów ludzkiej bezmyślności? Nie wiem. Tej muzyki lepiej się słucha niż o niej pisze. Mam nadzieję że Mr.Smok wkrótce wyda dwupłytowy album CD z tymi i dodatkowymi utworami jakie spłodził. A tymczasem szukajcie ich na Jamendo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;http://smok.mp3.wp.pl/&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/XsX1cRGcxQo" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5080874057939905923?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5080874057939905923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/mrsmok-bandy-sound.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5080874057939905923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5080874057939905923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/mrsmok-bandy-sound.html' title='Mr_Smok - Bandy Sound'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-RcXx071pd2g/T0PwNRCqM6I/AAAAAAAAA0E/qMwgmd_Csec/s72-c/bandy+sound.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2956654927180529977</id><published>2012-02-20T22:45:00.006+01:00</published><updated>2012-02-21T10:53:51.072+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream - Pergamon - Live At The »Palast Der Republik« GDR</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-he4IqQnPnDc/T0KrBaEnb-I/AAAAAAAAAzw/IOmfR0HmRoQ/s1600/pergamon.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="317" src="http://4.bp.blogspot.com/-he4IqQnPnDc/T0KrBaEnb-I/AAAAAAAAAzw/IOmfR0HmRoQ/s320/pergamon.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Płyta Tangerine Dream "Pergamon" z 1986 r. jest lubiana i ciepło wspominana przez wielu fanów.&amp;nbsp; Pierwsza na jakiej zagrał Johannes Schmoelling - więc uczucie świeżości, nowości było wtedy wyraźnie odczuwalne.&amp;nbsp; No i to zapis pierwszego koncertu (31.01.80r)&amp;nbsp; jaki dał zespół za żelazną kurtyną. Wydana pierwotnie przez Amigę na winylowym placku była powszechnie dostępna w naszym kraju. Ukazała się bez konkretnego tytułu na okładce, przyjęto więc potoczną nazwę &lt;span class="track_title"&gt;"Quichotte" &lt;/span&gt; od określenia dwuczęściowej suity wypełniającej zawartość krążka.&amp;nbsp; Na dopracowanym wydaniu Virgin minimalnie zremasterowano zawartość. Oczywiście, prawdziwa siła popularności tego albumu kryje się w muzyce. Grupie w nowym składzie udało się zmienić charakter tworzonych kompozycji. Ze starszych pomysłów zostało długie celebrowanie i piękne solówki fortepianowe, które w wykonaniu Johannesa&amp;nbsp; brzmią szczególnie urokliwie. Jednocześnie przez cały czas trwania tej muzyki wyraźnie coś "wisi" w powietrzu. Ten efekt niedopowiedzenia, pewnej tajemnicy, intryguje i nie pozwala zgnuśnieć. Niektóre sekwencyjne fragmenty zostały wykorzystane&amp;nbsp; na kolejnej płycie "Tangram" gdzie brzmią doskonale, ale chłodna kalkulacja w studio pozbawiła Tangram (w sumie mojej ulubionej płyty T.D.) tego ulotnego "czegoś" co charakteryzuje "Pergamon". Łatwo dać się unieść pewnej poezji i finezji jaka jest wyczuwalna na tym koncercie.&amp;nbsp; Soczyste ostinatowe "mięsko" jakie się wylewa w drugiej części suity oraz Edgar w świetnej formie jako gitarzysta to poważne atuty tej muzyki. Mam wrażenie że grupa pozytywnie zatraca się we własnych dźwiękach dając z siebie wszystko. Słuchajcie tej muzyki gdy macie depresję. Na pewno pomoże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Hhrrqpl85go/T0K-0oaTsAI/AAAAAAAAAz4/Xkj5-ZbBoII/s1600/qui.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-Hhrrqpl85go/T0K-0oaTsAI/AAAAAAAAAz4/Xkj5-ZbBoII/s320/qui.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/LDoaPZ9jH7g" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2956654927180529977?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2956654927180529977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/tangerine-dream-pergamon-live-at-palast.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2956654927180529977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2956654927180529977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/tangerine-dream-pergamon-live-at-palast.html' title='Tangerine Dream - Pergamon - Live At The »Palast Der Republik« GDR'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-he4IqQnPnDc/T0KrBaEnb-I/AAAAAAAAAzw/IOmfR0HmRoQ/s72-c/pergamon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5506181040977408994</id><published>2012-02-20T16:49:00.004+01:00</published><updated>2012-02-21T23:59:49.401+01:00</updated><title type='text'>Przemysław Rudź - Natchnienie jest rzeczą ulotną</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DR0QW2-7x4c/T0JhIxzl6VI/AAAAAAAAAzo/mWoU8N5mQwM/s1600/Przemek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/-DR0QW2-7x4c/T0JhIxzl6VI/AAAAAAAAAzo/mWoU8N5mQwM/s400/Przemek.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Przemysław Rudź&amp;nbsp; - autor kilku albumów z muzyką elektroniczną, obecnie w ścisłej czołówce polskich muzyków grających progresywną elektronikę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;D.K.:&amp;nbsp; Od naszego ostatniego wywiadu minęło pół roku.&amp;nbsp; W międzyczasie ukazała się płyta "Unexplored Secrets Of REM Sleep", nagrana wspólnie z Władkiem Komendarkiem. Umocniła Waszą pozycję na coraz większym rynku rodzimych i zachodnich kompozytorów. Władek, zasłużony nestor polskiej elektroniki, niejako przekazał Ci na niej, że użyję przenośni "berło, koronę i jabłko".&amp;nbsp; W ciągu dwóch lat&amp;nbsp; skomponowałeś pięć dobrych, zróżnicowanych płyt.&amp;nbsp; Nie czujesz się wypalony?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Ja? Wypalony? Ależ skąd! Zdaję sobie sprawę, że coś takiego jak wena nie jest dane raz na zawsze i kwestią czasu jest okres zastoju twórczego, czy zwiastuny syndromu wypalenia. Spotykało to największych w historii, bez względu na rodzaj muzyki i wydarzenia, jakich byli świadkami. Tym bardziej ja, skromny muzykant z Trójmiasta nie będę raczej w tej kwestii&amp;nbsp; wyjątkiem. Natchnienie jest rzeczą ulotną, dlatego też korzystam z każdej okazji aby dać upust temu co we mnie siedzi i wyrywa się ku głośnikom. Wiele z melodii, sekwencji, pochodów harmonicznych zapisuję z marszu w sekwencerze, często nadając im śmieszne nazwy. Wszystko to w nadziei, że kiedyś przyjdzie na nie właściwy czas. Ważne jest aby kompozycje, zanim ujrzą światło dzienne, przeszły przez wewnętrzny jakościowy odsiew ziaren od plew, co będzie szczególnie ważne w okresach spadku artystycznych lotów. Lepiej poczekać na lepszy okres, niż na siłę karmić Słuchaczy materiałem, do którego nie ma się przekonania, że wart jest prezentacji. Ilu&amp;nbsp; poetów, pisarzy i kompozytorów wolałoby zapomnieć i odesłać w niebyt swoje pierwsze lub&amp;nbsp; mniej udane utwory? Może więc jednak świadome zaniechanie jest receptą na podtrzymanie pewnego poziomu, poniżej którego nie wypada schodzić? Tylko jak tu zachować dystans do samego siebie? Oto jest pytanie! A co do Władka, to wierz mi, że może w ostatniej płycie jest element tej symboliki, o której wspomniałeś, jednak jestem przekonany, że Władek walczy dalej dzielnie i jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie zanim powie dosyć. Tak po prawdzie, to po prostu wiem, że on nigdy nie przestanie. I chwała mu za to!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;M.W.: Obserwuję twoją twórczość już klika lat, wiele również dyskutowaliśmy na tematy muzyczne czy ogólnie poruszaliśmy drażliwy temat egzystencji w obecnych czasach. Dla mnie Przemku jesteś takim… Frankiem Zappą wśród wykonawców muzyki elektronicznej. Dlaczego? Otóż w Twoich wypowiedziach widzę niezależność w&amp;nbsp; pojmowaniu świata i w ogóle – tak jak Zappa - idziesz pod prąd ze swoimi muzycznymi fascynacjami. Nowy album ”Paitings” dobrze obrazuje Twoją postawę, nie idziesz na łatwiznę i burzysz ogólnie przyjęte wzorce muzyki elektronicznej. Twoja buntownicza postawa przypomina mi samego Franka, ale i… tych wielkich eksperymentatorów 20 wieku. Czy Twoja nowa muzyka to ambient, awangarda czy nowy eklektyczny kierunek w EM?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Już samo ideologiczne porównanie mnie do Zappy powinno nakarmić moje "ja" na kolejne pół roku albo i dłużej. Dzięki! Zappa był artystą ponadczasowym z kosmicznie wielu powodów. Wystarczy wspomnieć posunięty czasem do skrajności eklektyzm jego muzyki, otaczanie się lepszymi od siebie instrumentalistami i kompozytorami (Bozzio, Belew i inni), wszystko to w połączeniu z niespożytą wyobraźnią, energią podczas nagrywania płyt, a zwłaszcza koncertów. To tylko niektóre z przyczyn, jakie uczyniły z niego gwiazdę pierwszego formatu. Gdzież mi do tej skali talentu, choć zdaję sobie sprawę, że wybrałem inny rodzaj muzyki, której energia nie wynika z karkołomnych popisów technicznych czy eksplozji scenicznej, a z treści jaką ze sobą niesie i tego jak potrafi zapłodnić wyobraźnię wrażliwego Słuchacza. W chwili, w której piszę te słowa słucham cudownych Partit J.S. Bacha granych przez niezapomnianego Glenna Goulda. Po tej dawce baroku na najwyższym poziomie pewnie dla kontrastu odpocznę przy Thin Lizzy, albo którejś z płyt Genesis albo King Crimson. Zatem to, że pokochałem szczególnie elektronikę nie zwalnia mnie od śledzenia dzieł i pasjonowania się dokonaniami innych autorów nie tylko z epoki w której żyję, ale może przede wszystkim tych, dzięki którym muzyka tak bardzo rozwinęła się formalnie i poszła do przodu - którym każdy rockman, jazzman, bluesman, czy w końcu twórca el-muzyki jest winien najwyższe uznanie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Postawiłem sobie za cel, aby każda moja płyta dotykała nieco innego obszaru muzyki elektronicznej, ale nie tylko elektronicznej. Przemycam tam świadomie bądź podświadomie elementy ambientu, rocka progresywnego, popu, czasem nawet jazzu i muzyki klasycznej. Tak jak Zappa lubię się otaczać lepszymi instrumentalistami od siebie, bo mam bardzo duży dystans do własnej techniki gry. Bez żadnej żenady powtarzam, że okiełznana technologia w parze z wyobraźnią muzyczną może zdziałać cuda. To tak oczywiste jak wybór lotu samolotem w odległe miejsce, zamiast podróży furmanką. Niby cel ten sam ale środek ku temu diametralnie inny, dowiązany do obecnych czasów i możliwości. Jeszcze kilka lat temu nie miałem pojęcia, że nagle będę miał na koncie pięć płyt autorskich i dwie kolejne "w zapasie", które obecnie dopieszczam i szlifuję, aby kiedyś zabłysły jak prawdziwe diamenty. Bliżej może mi przez to do określenia "pisanie muzyki", bo faktycznie wygląda to często jakbym ją pisał niż wprowadzał z palca do pamięci komputera. A więc podkreślę to jeszcze raz - niedostatki techniczne można zrekompensować po prostu czuciem i umiejętnością przenoszenia tych wrażeń na świat dźwięków, brzmień, harmonii i dysonansów. Czy to już nowy styl w el-muzyce? Myślę, że bardziej próba stworzenia tego charakterystycznego brzmienia, które czyni artystę oryginalnym i rozpoznawalnych w natłoku innych. Myślę, że małymi kroczkami zmierzam w dobrym kierunku...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;D.K.: Miałem przyjemność poznać surowy materiał z przygotowanej przez Ciebie najnowszej płyty, którą roboczo zatytułowałeś "Paintings". Ukazujesz na niej niejako swoje nowe oblicze. Ta muzyka jest bardziej niepokojąca, mroczna i posępna niż dotychczasowe dokonania...&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Usiadłem do tej muzyki nie mając nic wcześniej przygotowanego, zupełnie jakbym wziął czystą ramę z płótnem i zaczynał malować pejzaż. Stąd też tytuł płyty, który sugeruje, że materiał zawarty na krążku będzie bardziej ambientowy niż zwykle. To całkowicie zamierzone. Około 60 minut elektronicznych impresji na różne tematy. Tak, momentami jest bardzo mrocznie i posępnie - wśród utworów znalazł się pierwszy cover w historii moich zmagań z klawiaturami. Opracowałem utwór Humanity Part 2 autorstwa Ennio Morriccone, który nadał niezwykły klimat grozy legendarnemu już horrorowi Johna Carpentera pt. "The Thing". Mam nadzieję, że tym którzy widzieli i słyszeli, moja wersja przypadnie do gustu i odświeży nieco wspomnienia o fabule filmu, natomiast tym, którzy usłyszą go po raz pierwszy, moja wersja będzie się bardziej podobała niż oryginał :) :) :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Nigdy nie ukrywałem, że mollowe klimaty bardziej do mnie przemawiają niż wesołe durowe harmonie. Muzyka elektroniczna idealnie nadaje się do budowania atmosfery tajemniczości, czasem i niepokoju, a te jak wiadomo wymagają bardziej posępnych tonacji, brzmień, pochodu akordów i rytmiki. Udaje mi się to przez szerokie stosowanie wirtualnych symulatorów dawanych syntezatorów analogowych, takich jak Moog Modular, ARP 2600, czy Prohpet 5, Yamaha CS80 i innych. Niewiele jest instrumentów, których brzmienie tak mocno pobudza wyobraźnię, jak właśnie te "stradivariusy" muzyki elektronicznej (jak to pięknie kiedyś określił J-MJ).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;M.W.: Twoja jeszcze nie wydana płyta&amp;nbsp; budzi moje spore zainteresowanie.&amp;nbsp; Nie tylko z powodu samej muzyki ale i … frapujących&amp;nbsp; sampli, które wykorzystałeś na „Paintings”, że podobnie jak Władek Komendarek próbujesz wyławiać dźwięki z natury by potem je przetransponować na sample, myślę, że to wyraz Twojego parcia na oryginalność, co mnie cieszy. Powiedz mi jakie instrumenty wykorzystywałeś przy produkcji nowej&amp;nbsp; płyty „Paintings” ?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Jak już wspomniałem, na nowej płycie wykorzystałem szeroko instrumenty analogowe w ich wirtualnych wersjach (gdzież bym to wszystko pomieścił w domu, gdybym miał dostęp do prawdziwych maszyn?!). Do tego doszły sample nagrane zarówno przeze mnie, jak i moich przyjaciół. Szczególnie ciekawie wyszły kosmiczne dźwięki trzaskającej kry na zamarzniętym jeziorze, które do złudzenia przypominają efekty uzyskiwane w czasie eksperymentów z analogowymi syntezatorami modularnymi! A przecież to czysta natura! Ostatni utwór na płycie Hidden Nooks Of Our Ego produkuję we współpracy z moim serdecznym kolegą Adamem "Smokiem" Bórkowskim, który poświęcił się dla sztuki i zapewnił świetne sample poznańskiej ulicy w godzinach szczytu. Utwór ten zostanie też wzbogacony moimi szeptami i zmodulowanym głosem Adama. Będzie siła, zapewniam! Daleko mi do skali wykorzystywania dźwięków naturalnych, jak robi to Władek Komendarek. Może jednak to jakiś skromny zaczyn tego, co pojawi się w mojej muzyce w przyszłości?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;D.K.: Wśród nagranych na "Paintings" utworów jest kompozycja "Who Goes There". Po raz pierwszy tak dobitnie dałeś wyraz swojej fascynacji kinem będącym mieszanką thrillera i SF. Nie przejmowałeś się ewentualnymi kąśliwymi docinkami?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Kocham literaturę SF, kocham naukę i jej postęp. Jestem mentalnym dzieckiem i wychowankiem Lema i jemu podobnych. Nic więc dziwnego, że śledzę dokonania kinematografii, które zahaczają o w/w tematykę. Thriller Carpentera chodził za mną od dłuższego czasu, postanowiłem więc spróbować wczuć się w klimat filmu tak jak mógł to robić twórca ścieżki dźwiękowej, słynny Ennio Morriccone. Tak, spodziewam się, że niektórzy zarzucą mi porywanie się z motyką na Słońce, albo kalanie klasyków. Zapewniam jednak, że wersja utworu, która wciąż ewoluuje, przechodzi za każdym razem wspomniane już wewnętrzne jakościowe sito - zarówno moje, jak i bliskich mi osób. A to oznacza, że jeśli nawet nie będzie to wersja bijąca na głowę oryginał, to będzie to moje w pełni świadome spojrzenie na temat, z zachowaniem szacunku dla kompozytora, autora scenariusza i reżysera.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;M.W.: Twoja muzyka znakomicie współgra z mrocznym kinem SF czy horrorami. Zwłaszcza interesujący cover muzyki Ennio Morricone do filmu „The Thing”, może sugerować twoje zapędy w tym kierunku. Czy dostałeś kiedyś jakiś sygnał od ludzi z branży filmowej o ewentualnej współpracy odnośnie soundtracku? Myślę, że Twoja muzyka wybitnie uzewnętrznia mroczne ego człowieka często zagubionego w meandrach ludzkich skomplikowanych życiowych historii. Ilekroć słucham twojej el-muzyki, a zwłaszcza próbki&amp;nbsp; najnowszej, jeszcze nie wydanej płyty „Paintings",&amp;nbsp; po włączeniu „play”w mojej głowie wyświetla&amp;nbsp; się film. Muzyka tak silnie oddziałuje, że&amp;nbsp; moja wyobrażania pokazuje film do twojej muzyki. Co o tym sądzisz?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Myślę, a w zasadzie wiem, że wciąż jestem twórcą tak bardzo niszowym, że nikt ze świata filmu nie słyszał o moim istnieniu. Wyprawa w rejony muzyki filmowej na pewno byłaby niezapomnianą przygodą i wyzwaniem, po cichu marzę więc o takiej szansie. Mam zatem nadzieję, że mój dotychczasowy dorobek artystyczny przekona kiedyś odpowiednie osoby, co zaowocuje kontraktem i poświęceniu się jakiemuś ciekawemu projektowi&amp;nbsp; filmowemu, obojętnie czy fabularnemu czy dokumentalnemu. Na chwilę obecną podjąłem niewielką współpracę z firmą Inventica, która wyprodukowała astronomiczną aplikację pt. The Milky Way na mobilne produkty firmy Apple. Muzyczne tło w niej wyszło spod moich palców i podobno podoba się użytkownikom. A wracając do roli muzyki w filmie, to jest ona przecież niebagatelna. Wyobrażasz sobie Blade Runnera bez muzyki Vangelisa?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;D.K.: Mogłeś nagrać jeszcze ze trzy płyty w stylu "Summa Technologiae" i pewnie nikt by nie protestował. Ale to nie jest myślenie progresywne. Ty ciągle szukasz, badasz, składasz dźwięki na nowo. Na najdłuższej suicie "Hidden Nooks Of Our Ego", gdzie eksploatujesz niedostępne zakamarki ludzkiej jaźni,&amp;nbsp; nie wahałeś się użyć nawet swojego głosu...&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: No właśnie, jest tu pewien dylemat na linii artysta/słuchacz. Z doświadczenia wiem, że odbiorcy muzyki są często konserwatywni w gustach i jak się im spodoba jakaś płyta zespołu czy solisty, to automatycznie chcieliby aby następna była podobna. Tak było dla przykładu&amp;nbsp; z legendarnymi płytami Oxygene/Equinoxe. Jarre wiedział co robi kontynuując klimat i brzmienia Oxygene na drugim krążku. Myślę, że wielu by się rozczarowało (i ja również się do nich kiedyś zaliczałem), gdyby po "tlenowym" sukcesie pojawiła się mniej komercyjna płyta Zoolook. Dla wielu artystów może to być zabójcze artystycznie, bo ileż można oklepywać jeden temat! Mądrze jest próbować skłonić Słuchaczy aby zaufali i poszli razem z wykonawcą&amp;nbsp; akceptując jego dążenie do zmian. Oczywiście o ile on sam się w tym nie zagubi i nie straci na jakości i szczerości przekazu. Nie będąc zakładnikiem własnej popularności i marketingowego podejścia do twórczości, mam zdecydowanie łatwiej. Ta, oczywiście jest ważna, zwłaszcza gdy stanowi&amp;nbsp; podstawę utrzymania. Jednak nie robię sobie złudzeń, że kiedyś na moje konto zaczną wpływać tysiące dolarów ze sprzedaży płyt. Dlatego też każda z nich, choć zawsze dowiązana do ogólnego nurtu el-muzyki, penetruje regiony dalsze, czasem zupełnie z nią nie związane. Myślenie progresywne wyniosłem z ogólnego zainteresowania muzyką, jej historią i stylami, ale oczywiście nie tylko muzyka jest tu ważna. To raczej postawa światopoglądowa, w której szanując dorobek poprzedników i budując na nim nowe, odbywa się prawdziwy postęp. Wiele lat przede mną tak myślano, uważam to za właściwe i twórcze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;M.W.: Jak twoja piękniejsza polowa czyli Joanna wytrzymuje trud egzystencji z tak barwną osobowością jaką jest Przemek Rudź. Czy między wami istnieje&amp;nbsp; prawdziwa relacja rodzinna? Wiadomo, te czasy nie sprzyjają rozwojowi rodzinnej ciepłej atmosfery, a może Ty i w tym przypadku idziesz pod prąd i stawiasz rodzinę na pierwszym miejscu. Czy ta kwestia jest dla ciebie pierwszorzędnym priorytetem?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Myślę, że jakoś daje ze mną radę i partnersko jesteśmy całkiem nieźle dopasowani. Jeżeli między dwojgiem ludzi jest uczucie i zrozumienie potrzeb drugiej strony, to trzeba się naprawdę solidnie postarać, że by wszystko spartolić. Odpukać w niemalowane, ale nam to na razie nie grozi :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;D.K.: Grasz teraz mniej jest soczystych sekwencji, one występują, ale raczej jako element uzupełniający. Właściwie Twoją nową muzykę można zdefiniować, choć to nie będzie precyzyjne,&amp;nbsp; jako wyprawę w świat zimnego ambientu i industrialu. Tytuły sugerują odwieczny kosmos, zimne lodowce, wylęgarnie astralnych istot... To rodzaj ucieczki przed bardziej namacalnymi problemami życia, czy może wyraz pewnej fascynacji?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Z normalnym życiem mamy wszyscy do czynienia na co dzień. Praca, obowiązki, szukanie źródeł dochodu, zlecenia, umowy, podatki, ZUS i inne tego typu paskudztwa. Komponowanie i mentalne penetrowanie odległych i wyimaginowanych światów to odskocznia od szarości egzystencji, zalewu tandetnej i wszechobecnej reklamy, ucieczka od rozpasanej głupoty wokół nas. To lekarstwo zarówno dla kompozytora jak i ludzi, których zabiera on w muzyczną podróż. Nowa płyta taka właśnie jest - surowa, sterylna, zimna i transcendentna. Jednak poprzednie płyty zawierają też wiele utworów lżejszych, mniej minorowych czy onirycznych. Nie jestem więc aż tak bardzo wyrazicielem i medium tej ciemnej strony rzeczywistości. Myślę, że "Obrazami" zrównoważę jakoś to, co w mojej muzyce było do tej pory optymistyczne i pozytywne jeśli chodzi o jej nastrój. A wszystko po to, aby na kolejnym krążku znowu zaskoczyć Słuchacza czymś rytmiczniejszym, żywym i z pierwiastkiem bardziej ludzkim.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;M.W.: Wiem że jesteś miłośnikiem astronomii, wydałeś książki w tym temacie, świetnie to się przekłada na twoje muzyczne fascynacje. W jakim stopniu dość trudna filozofia naszego wspaniałego pisarza S.F -&amp;nbsp; Stanisława Lema wpłynęła na twoją osobowość? Wiemy dobrze obaj, że Lem długo przed naszym narodzeniem (uśmiech) przewidział to całe zło, które drąży od lat naszą cywilizację. Czy nadal twórczość Lema i jego ponadczasowe książki w dobie super nowoczesnej technologii mają coś odkrywczego? Czy element wiary w człowieka i jego możliwości&amp;nbsp; i jego entuzjazm jest nadal Ci bliski?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Wciąż jestem zafascynowany jego twórczością. Czytam właśnie z zapartym tchem listy Lema i Mrożka, które pokazują obu geniuszy od tej prawdziwszej, aczkolwiek mało znanej ludzkiej strony. Oczywiście esencją Lema są jego powieści i traktaty filozoficzne, czasem warto jednak poznać go jako normalnego człowieka, członka społeczności i rzeczywistości, która determinuje życiowe wybory i decyzje. Lem przestrzegał i wciąż przestrzega, nie wiem, czy cokolwiek z jego książek trafiło do kanonu lektur szkolnych, ale pewne jest że na to zasługuje. Często o Nim myślę i wracam do jego dowcipnych historii, które często rozładowywały napięcie w fabule. Myślę, że tak już pozostanie i dobrze mi z tym...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;D.K.:&amp;nbsp; Na Facebooku piętnujesz bez ogródek nieudolność świata polityki. Wynika to pewnie z troski o nasze wspólne dobro. A co myślisz o ACTA i całym tym zamieszaniu jakie obecnie ma miejsce?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Powiem krótko - gardzę politykami. To eufemizm, bo nie chcę używać bardziej wulgarnego i dosadnego języka. Jestem liberałem, może nawet i libertarianinem, dlatego też szczególnie interesuje mnie stopniowe ograniczanie wolności ludzi przez ograniczonych umysłowo osobników, którzy mają święte przekonanie o swojej misji. Dobrze się dzieje, że w dobie internetu, jednostki myślące podobnie do mnie mają szanse organizować się i przynajmniej werbalnie stawiać opór politycznym cynikom, którzy dla utrzymania się na stołku są w stanie zrobić z siebie najbardziej służalcze dziadostwo, zarówno tu na polskim podwórku, jak i na arenie międzynarodowej. Zawiodłem się już praktycznie do wszystkich i widzę, że w tym systemie nawet św. Piotr zacząłby w końcu kraść. Ludzi traktuje się jak bydło, a najgorsze jest to, że oni sami nauczyli się takim właśnie bydłem być - prowadzonym, chronionym, czasem zdzielonym batem, czasem nakarmionym. Idealnie jest więc wtedy, gdy nie zadaje się pytań, nie kontestuje się rzeczywistości, nie patrzy na ręce i zakulisowe rozgrywki na salonach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Ostatnie wydarzenia z ACTA w roli głównej zwróciły uwagę na to o czym wyżej napisałem. Możemy w końcu wpływać na to, co dzieje się na szczytach władzy. Skoro przez te kilkadziesiąt lat rozwoju socjalu w Europie, zabrano ludziom możliwość decydowania praktycznie o najważniejszych kwestiach związanych z ich życiem, to cieszy każdy przejaw buntu, jaki towarzyszy podpisaniu ACTA. Sądzę, że kwestie praw autorskich trzeba jakoś uregulować z zachowaniem odpowiedniego umiaru po jednej i drugiej stronie. Śmieszy mnie, że można czerpać w nieskończoność tantiemy za "Nie płacz Ewka" i każdy przejaw tego, notabene całkiem fajnego, kawałka w internecie i innych mediach. Dobrze też wiem, że własność intelektualna i artystyczna oraz jej poszanowanie powinno chronić przez jakiś czas ludzi (10, 15, 20 lat?), którzy mają talent, chęci i możliwości aby sztuką, wynalazkami i innowacjami jakoś pchać ten świat do przodu. Kto to zrobi jak nie oni? Inaczej ogarnie nas stagnacja i mentalna jałowość wśród półgłówkowatych jednostek niepotrafiących wyciągnąć pierwiastka kwadratowego z 9. Gdy kwestia dotyczy internetu i ogromu informacji jaka się w nim znajduje, sprawa wygląda jeszcze bardziej jaskrawo. Jestem przekonany, że gdyby podejść do tematu restrykcyjnie, albo wręcz totalnie, byłby to bat ukręcony przez twórców na samych siebie - ludzie baliby się cokolwiek pokazać, wysyłać, dyskutować. Możliwe, że reakcją na to byłoby powstanie jakiegoś tajnego internetu, zupełnie jak szara strefa w gospodarce. Ciekawi mnie też, jakby miała wyglądać kontrola, bo każde prawo trzeba jakoś egzekwować - trzeba by ustanowić nad światem jakiegoś wszechwładnego Wielkiego Brata i jego mniejszych lokalnych Braciszków, którzy obserwują co się u każdego w domu dzieje. Tego chcemy, czy może przesadzam?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;D.K.: Niedawno wspomniałeś mi że masz materiał na trzy kolejne płyty. Czego oprócz "Paintings" możemy się jeszcze po Tobie spodziewać? Czy jest tam progresywny materiał pt. "Back To The Labyrinth"?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Bardzo chcę ukończyć prace nad muzyką, która jest powrotem do lat licealnych, kiedy byłem klawiszowcem elbląskiej progresywnej grupy Labirynt. Przypomniałem sobie stare dobre czasy i wybrałem z tego repertuaru najciekawsze moim zdaniem kompozycje, solidnie je przearanżowałem, nadałem nowoczesne brzmienie osadzając w stylistyce szeroko rozumianej muzyki elektronicznej. Już teraz, po pierwszych nagraniach wiem, że utwory te nabrały nowego życia, kolorów, energii i wraz z innymi kompozycjami tworzą spójną i zamkniętą całość, która nawiązuje nieco stylistyką do ostatniej płyty z Władkiem Komendarkiem, choc więcej w niej charakterystycznych dla mnie harmonii. A że ma być bardziej rytmicznie i rockowo, jak wspomniałem wcześniej, potrzebuję tam trochę żywych instrumentów. Niecierpliwie czekam więc na wolne moce przerobowe moich muzycznych przyjaciół, który zgodzili się znów pomóc mi w kolejnym projekcie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Dziękujemy Ci serdecznie za wypowiedzi i niecierpliwie czekamy na nowe wydawnictwa.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;PR: Dziękuję również za pytania. Mam nadzieję, że potencjalni czytelnicy przebrną przez tego "tasiemca". Do zobaczenia!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Pytania zadawali Damian Koczkodon i Mariusz Wójcik.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5506181040977408994?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5506181040977408994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/przemysaw-rudz-natchnienie-jest-rzecza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5506181040977408994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5506181040977408994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/przemysaw-rudz-natchnienie-jest-rzecza.html' title='Przemysław Rudź - Natchnienie jest rzeczą ulotną'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-DR0QW2-7x4c/T0JhIxzl6VI/AAAAAAAAAzo/mWoU8N5mQwM/s72-c/Przemek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-6291294541187867970</id><published>2012-02-19T21:25:00.003+01:00</published><updated>2012-02-19T21:58:17.996+01:00</updated><title type='text'>John Cage – Tacet 4’33’</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-U9hwqmziB-I/T0FRF5xL7RI/AAAAAAAAAzM/GopWus2apw8/s1600/4.33.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-U9hwqmziB-I/T0FRF5xL7RI/AAAAAAAAAzM/GopWus2apw8/s320/4.33.jpg" width="232" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tylko w pierwszej chwili pomysł wydaje się absurdalny. John Cage, ekstrawagancki współczesny kompozytor wymyślił któregoś dnia że muzyk przez ponad cztery minuty nie zagra ani jednej nuty. Będzie tylko siedział przed fortepianem otwierając i zamykając jego wieko. Bzdura? Nie powiedziałbym. Mimo iż instrument milczy, "gra" przecież jego otoczenie. David Tudor na premierze tego utworu&amp;nbsp; 29 sierpnia 1952 w &lt;span class="" id="result_box" lang="pl"&gt;&lt;span title="At the premiere of 4'33” in Woodstock, New York, David Tudor came on stage, sat at the piano, and made as if to play, but instead simply raised and lowered the keyboard cover at the beginning of each of the three movements"&gt;Woodstock w stanie Nowy Jork, używał też stopera i naciskał pedały fortepianu.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Skrzypiały krzesła, szeptali i oddychali słuchacze, a raczej widzowie. Jakże bliskie jest to wielu poszukiwaniom muzyków preferującym eksperymenty i muzykę ambient.&amp;nbsp; W&amp;nbsp; żywym otoczeniu człowieka nie ma ciszy absolutnej.&amp;nbsp; Napisano na ten temat wiele słów, użyto wyrafinowanych terminów. Ciekawe że nigdy nie da się wykonać tego utworu dwa razy tak samo. Tło będzie zmienne.&amp;nbsp; I co krzepiące, a wywołać może uśmiech - większość z nas swobodnie może go "zagrać" po mistrzowsku we własnym domu. Do dziś wykonują ten utwór niektóre amerykańskie orkiestry. Uważam że jeśli nie Cage, to inny muzyk by coś takiego uskutecznił. Ludzka ciekawość i pasja poznania nie mają granic. Niech więc cisza gra. Bo wielu ma wielbicieli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/HypmW4Yd7SY" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lJ5MROY366g/T0Fak8nH2VI/AAAAAAAAAzc/UU9dywpMa5g/s1600/john-cage-year.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-lJ5MROY366g/T0Fak8nH2VI/AAAAAAAAAzc/UU9dywpMa5g/s400/john-cage-year.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/gN2zcLBr_VM" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-6291294541187867970?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/6291294541187867970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/john-cage-tacet-433.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6291294541187867970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6291294541187867970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/john-cage-tacet-433.html' title='John Cage – Tacet 4’33’'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-U9hwqmziB-I/T0FRF5xL7RI/AAAAAAAAAzM/GopWus2apw8/s72-c/4.33.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5796171794923256580</id><published>2012-02-19T15:34:00.002+01:00</published><updated>2012-02-19T15:37:39.149+01:00</updated><title type='text'>Carlos Guirao  - Revelation</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-A0K763QEOfA/T0DylUJRF2I/AAAAAAAAAzE/G4VBMhr-vTo/s1600/revelation.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-A0K763QEOfA/T0DylUJRF2I/AAAAAAAAAzE/G4VBMhr-vTo/s320/revelation.jpeg" width="318" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Carlos Guirao - Revelation to wspaniała podroż do przeszłości, a zarazem muzyka dedykowana dziecku autora - Pablo. Rok wydania - 1982 był dobrym momentem dla solowego debiutu współzałożyciela legendarnego zespołu Neuronium. Po nagraniu pięciu wspólnych projektów i udziale w londyńskim jam sessions z Vangelisem (1981),  nasz bohater odchodzi z zespołu. Być może Michel Huygen przyćmił kolegę swoją dynamiką i siłą ducha. Ale usamodzielnienie się Carlosa wyszło mu na dobre,&amp;nbsp; bo słuchając solowych nagrań Guirao trudno odbierać je beznamiętnie. Są tu piękne, mięsiste sekwencje jak i dźwięki niepokojące, ba - nawet wrzaski niczym protesty uwięzionego potwora. Jest też długa, rozbudowana suita, jak i krótsze fragmenty. Świetnie grają dwaj wspierający autora klasyczni perkusiści: José Maria Ciria i Manolo Torres. Ich akcesoria, plus wibrafon i najróżniejsze efekty, korzystnie ożywiają muzykę. Długo stojące patetyczne frazy oraz krótkie i zmienne kaskady różnych dźwięków nie pozwolą się nudzić. Zakręcone, hipnotyczne ostinato, cudownie pomieszane z mnogością dodatków przypominających brzęczące garnki szalonej gosposi, wprowadza słuchacza w pewien szczególny błogostan. Czasami Carlos gra na gitarze która w połączeniu z wibrafonem również tworzy ciekawy klimat. W tej całej różnorodności duże znaczenie mają pełne zadumy i melancholii melodie. Piękne brzmią syntezatory: ARP Soloist, Casio VL4 czy sekwencer Korg,a użyte przy nagraniu tych utworów.&amp;nbsp; Słucha się ich z dużą przyjemnością. Jest to prostu stara, dobrą muzyka. Wielka zatem szkoda że po długiej walce z rakiem, Carlos Guirao zmarł 17 stycznia 2012 r. w Barcelonie. Pozostało kilka intrygujących płyt które odnajdą szczególnie dociekliwi fani.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/DqGT3flPHGk" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5796171794923256580?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5796171794923256580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/carlos-guirao-revelation.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5796171794923256580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5796171794923256580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/carlos-guirao-revelation.html' title='Carlos Guirao  - Revelation'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-A0K763QEOfA/T0DylUJRF2I/AAAAAAAAAzE/G4VBMhr-vTo/s72-c/revelation.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-273484528948435288</id><published>2012-02-17T15:11:00.003+01:00</published><updated>2012-02-18T06:32:30.725+01:00</updated><title type='text'>Vanderson - Anything Can Happen</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-tMBZYV-nrfo/Tz5L31NRpMI/AAAAAAAAAy8/Qg-WrgxCnio/s1600/SynGate_VN06.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-tMBZYV-nrfo/Tz5L31NRpMI/AAAAAAAAAy8/Qg-WrgxCnio/s320/SynGate_VN06.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp; Maciek nagrywa dużo płyt. Jego muzyka jest przeznaczona dla bardzo konkretnej grupy ludzi. Są to często fani brzmień analogowych, ale przede wszystkim dynamicznych, soczystych sekwencji. Album &lt;b&gt;Anything Can Happen&lt;/b&gt;  wydany w 2010 roku przez label Syngate Records jest taką właśnie klasyczną pozycją.&amp;nbsp; Płyta zaczyna się delikatnie utworem "Night Expanse". Na drugim planie przetworzony głos ludzki coś oznajmia i wprowadza spokojną sekwencję. Ponieważ są to nocne klimaty, to nie należy się spodziewać feerii dźwięków. Ale już w drugiej kompozycji "Mirage" - Vanderson&amp;nbsp; do stonowanej pętli wprowadza dość przyziemny rytm, który z pewnością spodoba się wielu odbiorcom, ale mi w tym czegoś brakuje. "Solar Eclipse" również ma łagodny wstęp, skoro jednak Vanderson kocha sekwencery, więc ta muzyka też szybko rozkręci się do pewnego dynamicznego standardu. Nic to odkrywczego, jednak bardziej się wyróżnia niż poprzednie sekwencje. Autor chwilowo pozwala przygasnąć niektórym rozbudzonym strukturom, aby potem wznowić tę swoistą orgię. W "Hard Night" od początku arpeggia narzucają pewną konwencję. Choć później uwagę skupiają różne solówki, to i tak słychać, że Maciek najlepiej czuje się w muzyce, w której dominują ostinata i zapętlone brzmienia. W tym stylu grać będzie będzie prawie do końca płyty, z większym lub mniejszym zróżnicowaniem wypełniających ją rytmów i galopad.&amp;nbsp; Muzyk eksploatuje gałąź z której już przed nim dawno zerwano większość smacznych jabłek. Jeżeli ktoś szuka muzyki działającej na emocje jakie wywołują szybkie przebiegi i związane z nimi doznania - będzie kontent.&amp;nbsp; Na plus wyróżniam ostatnią kompozycję "Still Dreaming" w której Wierzchowski wprowadza elementy zadumy spokoju i ujarzmia swą potrzebę ciągłego sekwencjonowania. Nad wyraz mnie to cieszy i zachęca do szukania trochę innego grania na jego pozostałych płytach.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Biwx2kbNow8" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-273484528948435288?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/273484528948435288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/vanderson-anything-can-happen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/273484528948435288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/273484528948435288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/vanderson-anything-can-happen.html' title='Vanderson - Anything Can Happen'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-tMBZYV-nrfo/Tz5L31NRpMI/AAAAAAAAAy8/Qg-WrgxCnio/s72-c/SynGate_VN06.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5989921658086477628</id><published>2012-02-16T12:23:00.001+01:00</published><updated>2012-02-16T12:41:38.867+01:00</updated><title type='text'>Terry Oldfield &amp; Soraya Saraswati - Healing Sound Journey</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7yHSB_AVx0Y/TzzQXUtU0iI/AAAAAAAAAy0/gkxXZiN4MpI/s1600/Healing+Sound+Journey.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-7yHSB_AVx0Y/TzzQXUtU0iI/AAAAAAAAAy0/gkxXZiN4MpI/s320/Healing+Sound+Journey.jpg" width="316" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Totalna relaksacja. Tak najkrócej można określić zawartość płyty &lt;b&gt;Terry Oldfield &amp;amp;  Soraya Saraswati - Healing Sound Journey.&lt;/b&gt; Brat dobrze znanego multiinstrumentalisty Mike Oldfielda jest uzdolnionym i wrażliwym kompozytorem muzyki, której przypina się etykietkę New Age. Sam autor w jednym z wywiadów mówi że woli kojarzyć ją z terminem ambient i brzmieniami natury. W 2011 roku razem ze swoją partnerką Sorayą Saraswati, nagrywają ciekawy album.&amp;nbsp; Jego zawartość&amp;nbsp; to łagodne kompozycje na flet, ludzki śpiew i dźwięki otoczenia. Terry oprócz pięknej gry na&amp;nbsp; najstarszym instrumencie świata, używa również syntezatorów i różnych akcesoriów perkusyjnych. Soraya śpiewa, gra na monochordzie i orientalnych urządzeniach w rodzaju mis i pudełek. Długo brzmiące sugestywne sola na flecie, którym nadano odpowiedni pogłos, mogą dać ukojenie po np. ciężkim dniu pracy. Inspiracje wieloma kulturami, mnogość podróży w których Terry poznawał obyczaje i historię różnych nacji, przekuwa niejako na swój specyficzny język. Pozbawiona skrajnych emocji muzyka, może stanowić odtrutkę na uszy zmęczone rockowym hałasem. Jednak ideologia którą od lat&amp;nbsp; zafascynowana jest para muzyków: medytacja, joga czy uzdrawianie, specjalnie mnie nie interesuje. Oddzielam ją od frapującej muzyki, koncentrując się na akustycznej części ich oferty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/nMK5E5NyWnQ" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5989921658086477628?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5989921658086477628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/terry-oldfield-soraya-saraswati-healing.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5989921658086477628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5989921658086477628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/terry-oldfield-soraya-saraswati-healing.html' title='Terry Oldfield &amp; Soraya Saraswati - Healing Sound Journey'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-7yHSB_AVx0Y/TzzQXUtU0iI/AAAAAAAAAy0/gkxXZiN4MpI/s72-c/Healing+Sound+Journey.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-9096732679722749827</id><published>2012-02-15T22:00:00.000+01:00</published><updated>2012-02-15T22:00:22.135+01:00</updated><title type='text'>Karlheinz Stockhausen – Helikopter-Quartett</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-mNUKLgC5TlQ/Tzvo0SqTAoI/AAAAAAAAAys/K9KQmg70iy0/s1600/Karlheinz+Stockhausen++-+Helikopter-Streichquartett.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="312" src="http://2.bp.blogspot.com/-mNUKLgC5TlQ/Tzvo0SqTAoI/AAAAAAAAAys/K9KQmg70iy0/s320/Karlheinz+Stockhausen++-+Helikopter-Streichquartett.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Karlheinz Stockhausen, znany niemiecki awangardowy kompozytor, wdrożył w 1996 r. w życie dziwny muzyczny projekt. Połączył w sobie brzmienie kwartetu smyczkowego i dźwięków wydobywanych przez cztery helikoptery. Trwający blisko 32 minuty utwór został przez wykonany przez członków Arditti Quartet umieszczonych osobno w wyżej wspomnianych maszynach. Ideą tego przedsięwzięcia była gra na żywo przekazywana z wnętrza podniebnych pojazdów do słuchaczy znajdujących się na murawie za pośrednictwem zestawu wzmacniaczy i kolumn. Pomysł dość spektakularny, według reakcji osób oglądających fragmenty spektaklu na Youtube, ma tyle samo zwolenników co i przeciwników. Zastanawiam się nad tym, jaki cel prócz stworzenia multimedialnego widowiska, miała ta prezentacja. Dźwięki wydobywane przez muzyków na wysokości, równie dobrze można było zagrać&amp;nbsp; z mniejszym dla muzyków stresem na ziemi. No i dużo taniej. Materiał końcowy i tak robi wrażenie poprawianego przez autora w studio. Karlheinz często budził kontrowersje. W swoim dążeniu do&amp;nbsp; układania nowych struktur i kolaży pokonał wiele barier. Płyta&amp;nbsp; &lt;b&gt;Helikopter-Quartett&lt;/b&gt; nie jest długa i każdy średnio wytrzymały meloman da radę posłuchać jej do końca. Co jakiś czas autor pełnym tryumfu głosem deklamuje po niemiecku cyfry początkowe. Być może jest to przeciwwaga do mechanicznych efektów obracających się skrzydeł? Miłośnicy tego typu twórczości mają bardzo wyrafinowane słownictwo na poparcie takowych działań. Dla mnie ta muzyka jest po prostu kolejną ciekawostką ze świata brzmień niepospolitych.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/13D1YY_BvWU" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-9096732679722749827?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/9096732679722749827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/karlheinz-stockhausen-helikopter.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/9096732679722749827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/9096732679722749827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/karlheinz-stockhausen-helikopter.html' title='Karlheinz Stockhausen – Helikopter-Quartett'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-mNUKLgC5TlQ/Tzvo0SqTAoI/AAAAAAAAAys/K9KQmg70iy0/s72-c/Karlheinz+Stockhausen++-+Helikopter-Streichquartett.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-8964260615565224721</id><published>2012-02-14T18:34:00.004+01:00</published><updated>2012-02-14T21:55:56.978+01:00</updated><title type='text'>Pierre Schaeffer - L'Œuvre Musicale</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-2sL37D_24d0/TzphiTb8GNI/AAAAAAAAAyc/sSocgfl2aqY/s1600/Pierre+Schaeffer+-+L%27%C5%92uvre+Musicale.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="272" src="http://2.bp.blogspot.com/-2sL37D_24d0/TzphiTb8GNI/AAAAAAAAAyc/sSocgfl2aqY/s320/Pierre+Schaeffer+-+L%27%C5%92uvre+Musicale.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Pierre Schaeffer jest znanym francuskim kompozytorem i twórcą muzyki konkretnej. Według konceptu autora, ta twórczość jest efektem innego spojrzenia na podejście do emitowania muzyki. Zazwyczaj artysta ma najpierw pomysł na muzykę, który potem zapisuje i wykonuje na instrumentach. Nowe podejście Francuza polega na montowaniu już istniejącego materiału, szmeru, dźwięku w sposób eksperymentalny nie posługując się przy tym klasycznym zapisem nutowym. Czyli od konkretu do abstrakcji. Filozofia ta, skutkująca powstawaniem bardzo dziwnych dźwiękowych kolaży, znalazła swoich zwolenników na całym świecie. Próżno szukać w niej całej melodii, podziału na refreny i zwrotki,&amp;nbsp; za to dużo jest tu przypadkowych zjawisk muzycznych. Dźwięków otaczającej przyrody, industrialnych hałasów, odgłosów dochodzących z ulicy i właściwie wszystkiego, co przyszło do głowy kompozytorowi.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; "L'oeuvre Musicale" to muzyka nowoczesna i eksperymentalna. Ukazało się kilka wersji tego albumu. Trzy płytowa składanka której słucham, zawiera różne utwory z lat 1948 -1988. Na drugiej płycie część utworów sygnowana jest nazwiskiem współtwórcy gatunku Pierre Henry. To niełatwa w odbiorze twórczość. Ludziom przyzwyczajonym do harmonii, uporządkowanych form muzycznych, efekty jakie zapisali Francuzi mogą wydać się często irytujące. Kaskady przypadkowych akustycznych zdarzeń nie zawsze brzmią w uszach pozytywnie.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ale to nie powinno zniechęcać poszukiwaczy nowego, ludzi zadających sobie pytanie: "co by było gdyby...?". Tym bardziej że mimo terminologii przypadku i rządów chaosu, słychać czasami podświadome dążenie wykonawców do ujarzmienia bezładnej formy. Elektroakustyczna mikstura może też pobudzać wyobraźnię. Pamiętam jak walcząc z klaustrofobią podczas zabiegu rezonansu magnetycznego wsłuchiwałem się w towarzyszące temu efekty dźwiękowe.&amp;nbsp; Zauważyłem że już je wszystkie słyszałem wcześniej w muzyce. I w wykonaniu Pierre'a również czasami je wychwytuję.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Ciekawe, że choć Pierre Schaeffer deklaruje niezależność formy, to w opisie, tytułach i terminologii utworów nawiązuje do muzyki klasycznej. Czy jest to forma swoistej nobilitacji tej muzyki? Możliwe. Czasami jej autorzy popadają w skrajność. John Cage nagrał 4 minutowy utwór "4' 33" zawierający tylko odgłosy widowni. Wielu ludzi nie uważa więc tego typu produkcji za muzykę.&amp;nbsp; Jednak dopóty na świecie rządzi różnorodność, każda forma znajdzie swoich zwolenników i przeciwników.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rEBcGdqk6FQ/Tzpj9HTlvEI/AAAAAAAAAyk/gap1XnadVic/s1600/Pierre+Schaeffer+ty%C5%82.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&amp;nbsp;&lt;img border="0" height="248" src="http://1.bp.blogspot.com/-rEBcGdqk6FQ/Tzpj9HTlvEI/AAAAAAAAAyk/gap1XnadVic/s320/Pierre+Schaeffer+ty%C5%82.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/N9pOq8u6-bA" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-8964260615565224721?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/8964260615565224721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/pierre-schaeffer-luvre-musicale.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8964260615565224721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8964260615565224721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/pierre-schaeffer-luvre-musicale.html' title='Pierre Schaeffer - L&apos;Œuvre Musicale'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-2sL37D_24d0/TzphiTb8GNI/AAAAAAAAAyc/sSocgfl2aqY/s72-c/Pierre+Schaeffer+-+L%27%C5%92uvre+Musicale.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-882144213987569799</id><published>2012-02-10T22:51:00.002+01:00</published><updated>2012-02-16T22:25:17.812+01:00</updated><title type='text'>Klaus Krüger – Collection</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4SuITHs7IUs/TzUjyFKzHrI/AAAAAAAAAyA/u3uXNxAfgXc/s1600/collection.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="302" src="http://4.bp.blogspot.com/-4SuITHs7IUs/TzUjyFKzHrI/AAAAAAAAAyA/u3uXNxAfgXc/s320/collection.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wszyscy miłośnicy Tangerine Dream i Edgara Froese dobrze kojarzą płyty "Cyclone", "Force Majeure", "Ages". Na perkusji grał tam niejaki Klaus Krüger (jego nazwisko przewijało się na winylach w różnych odmianach: Claus Crieger, Klaus Krüger-Hahn, Klaus Krieger, Klaus Krueger). Mniej osób pewnie kojarzy jego dwie solowe płyty: "One Is One" z 1981 i "Zwischenmischung" z 1982 roku. Próżno szukać ich osobno na CD, ale w 1989 szefowie Innovative Communication zlitowali się nad fanami, lub jak kto woli - postanowili trochę zarobić.&amp;nbsp; Nie wiem czy to drugie się udało, niemniej, ku radości wytrwałych koneserów, pojawił się składankowy krążek CD: &lt;b&gt;Klaus Krüger – Collection&lt;/b&gt;. Zawiera on obie wspomniane wyżej płyty, a niektóre&amp;nbsp; utwory umieszczone są w trochę innej kolejności niż na czarnych plackach. Gdy dotarł do mnie tez zapis, ożyły wspomnienia, a serce zaczęło bić szybciej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Pierwsze siedem nagrań z "One Is One" którym swojego czasu patronował sam Klaus Schulze, to ambitne elektroakustyczne eksperymenty. Pełno na nich trudnych do zidentyfikowania efektów, bulgotów, dzwonków. Ciekawe są improwizacje na saksofonie altowym Bobby Sommera i trochę psychodeliczne, wielokrotnie powtarzane monologi artysty. Wtóruje mu w tym żona Christine Hahn. Klaus operuje również różnorodnym instrumentarium perkusyjnym jak i elektronicznym. Zwichrowana, abstrakcyjna muzyka robi czasami wrażenie zrobionej w garażu. Te niepokojące chwilami dźwięki dawkowane są z wyczuciem i nie słychać żadnej monotonni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Płyty Zwischenmischung szukałem dobrych kilkanaście lat. Pamiętałem z radiowej prezentacji Jerzego Kordowicza że zawierała serię dziwnych, ale fascynujących krótkich utworów,  na których okazjonalnie wspierał autora na gitarze Manuel Göttsching. Tak długo oczekiwane ponowne odkrycie ulubionej niegdyś muzyki, należy do najprzyjemniejszych momentów w życiu.  Rzeczywiście,  te dźwięki powodują wzrost poziomu endorfiny w mojej krwi i wywołują stan bliski euforii. Ciekawe że przyczynia się do tego muzyka dość uboga w warstwie instrumentalnej. Maniera umiarkowanego wykorzystania przestrzeni może kojarzyć się z niektórymi  bardziej przystępnymi płytami Cluster z lat 70 np. Sowiesoso.&amp;nbsp; Ma to swoje dobre strony, bo wyraźnie słychać każdy instrument, a  ich dosłowność nadaje utworom indywidualne piętno. Na tej płycie do  pomocy instrumentach perkusyjnych zaprosił Michaela Wintera a na syntezatorach gra prócz lidera ponownie żona Christine Hahn. Te nietypowe rozwiązania rytmiczne są jedną z wyróżniających te nagrań cech. Wspomniany wcześniej Manuel najlepiej słyszalny jest w kompozycji&amp;nbsp; "Deutschland" gdzie szarpie struny w charakterystyczny dla siebie sposób. Wszystkie utwory są "zakręcone" i trudno mi wskazać na jakiś słabszy. Zwolennikom płyty "Sorcerer" podobać się może podobny w klimacie eksperymentujący "Finale".&amp;nbsp; W sumie ciekawa, oryginalna twórczość. Wielka szkoda że nie było więcej solowych płytek tak pomysłowego wykonawcy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dihYyImXKl8/TzUkMrSAHnI/AAAAAAAAAyI/0vooDUlSSc8/s1600/coll+tyl.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="246" src="http://3.bp.blogspot.com/-dihYyImXKl8/TzUkMrSAHnI/AAAAAAAAAyI/0vooDUlSSc8/s320/coll+tyl.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qZ4pR3Vxko0/TzUk7pvu7hI/AAAAAAAAAyQ/qJ9ZotOB9Ls/s1600/one+is+one.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-qZ4pR3Vxko0/TzUk7pvu7hI/AAAAAAAAAyQ/qJ9ZotOB9Ls/s320/one+is+one.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/okdsBoRlh84" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/vtYHJdpEYfM" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-882144213987569799?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/882144213987569799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/klaus-kruger-collection.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/882144213987569799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/882144213987569799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/klaus-kruger-collection.html' title='Klaus Krüger – Collection'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4SuITHs7IUs/TzUjyFKzHrI/AAAAAAAAAyA/u3uXNxAfgXc/s72-c/collection.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-6488499993781775353</id><published>2012-02-08T22:04:00.003+01:00</published><updated>2012-02-18T05:48:38.086+01:00</updated><title type='text'>Jakub Fijak - Cały czas poszukuję nowych inspiracji</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vBcu4qhSsQw/TzLYTztYJjI/AAAAAAAAAxw/evy760DZv30/s1600/jakub.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-vBcu4qhSsQw/TzLYTztYJjI/AAAAAAAAAxw/evy760DZv30/s400/jakub.jpg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;Jakub Fijak - młody muzyk ze Szklarskiej Poręby, chętnie&amp;nbsp; podzielił się ze mną kilkoma swoimi przemyśleniami:&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;1. Powiedz kilka słów o sobie które można bezpiecznie opublikować :)&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/i&gt;Jestem pasjonatem muzyki, który uwielbia poznawać nowe dźwięki. Stale poszukuję nowych płyt i wykonawców, którzy dostarczą mi wielu wewnętrznych wrażeń. Tworzenie muzyki jest dla mnie formą wyładowania emocji, sposobem na powiedzenie czegoś, czego nie chcę lub nie potrafię przekazać werbalnie. Na co dzień jestem raczej kameralnym chłopakiem, który nie wyróżnia się niczym spośród tłumu, zwyczajnym człowiekiem z gór, z natury raczej samotnikiem. Lubię obserwować ludzi, czerpać z nich inspirację. Staram się odnajdować niezwykłość w zjawiskach lub przedmiotach, które dla wielu z nas są czymś oczywistym i nie wartym chwili zastanowienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;2. To podobnie jak ja. Jakie było Twoje pierwsze spotkanie z muzyką elektroniczną, czy pamiętasz płyty lub wykonawców którzy zrobili na Tobie szczególne wrażenie?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/i&gt;Od zawsze bliskie memu sercu były klimaty new age, ethno czy world music, więc muzykę elektroniczną sensu stricto poznałem dosyć późno, a było to w momencie kiedy zacząłem udzielać się w EL-Stacji. Wprawdzie próbowałem słuchać&amp;nbsp; J.M.Jarre'a czy Klausa Schulze, jednak wtedy nie udało mi się złapać elektronicznego bakcyla. Patrząc z perspektywy czasu musiałem nauczyć się słuchać takiej muzyki, zdobyć umiejętność jej kontemplacji, więc tak naprawdę moje pierwsze wrażenia el-muzyczne były sprawką polskich wykonawców el-muzyki, szczególnie myślę tu o płycie Marka Bilińskiego “Wolne Loty”, czy też “Romantic-On” Tomasza Ostrowskiego.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;3. A jak jest teraz? Czytałem Twoją recenzję płyty Rudzia i Komendarka...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &lt;/i&gt;Dzisiaj jest trochę inaczej. Na pewno bardziej otworzyłem swój umysł na nowe doznania&amp;nbsp; dźwiękowe nie ograniczając się tylko do elektroniki czy też&amp;nbsp; moich niezmiennych zamiłowań do new age. Obecnie więcej słucham muzyki filmowej i rocka progresywnego. Co do płyty “Unexplored Secrets Of REM Sleep” - myślę, że recenzja to za duże słowo, nazwałbym to raczej zbiorem odczuć i refleksji jakie mi towarzyszyły podczas odsłuchiwania i kontemplacji tego materiału. W dobie nihilizmu jaki obecnie panuje w el-muzyce ten nietuzinkowy duet pokazuje nam, że warto próbować tworzyć coś dźwiękowo indywidualnego, bo jak się okazuje nie jest to niemożliwe – wystarczy otworzyć umysł i nie bać się dewastować kanonów powszechnie panujących w el-muzyce. To może oczywiście skutkować okrzyknięciem kompozytora mianem “antychrysta syntezatorów” co koniec końców może być tylko i wyłącznie preludium do elektronicznej rewolucji.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;4. Fajnie że słuchasz progresywnego rocka. Jak trafiłeś do Mogilna i El- Stacji, sam szukałeś kontaktu czy zostałeś "odkryty"?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cóż, nie wiem czy mogę mówić o jakimś odkryciu ponieważ był to w zasadzie jeden z efektów współpracy z Maciejem Braciszewskim. W prawdzie o EL-Stacji słyszałem już dużo wcześniej, ale nie sadziłem, że enigmo-pochodne klimaty jakie dominują w moich utworach przyjmą się w radiu nastawionym na określony gatunek muzyczny, więc jeśli mam być szczery, nie próbowałem nawet zapytać o emisję swoich nagrań u Marqsa. Jak się później okazało mogileńskie radio przyjęło mnie z otwartymi ramionami i cały czas chętnie publikuję tam swoje prace. Jeśli zaś chodzi o mój debiut sceniczny to organizatorzy Elektronicznego Weekendu zdecydowali się postawić na młodych i początkujących twórców el-muzyki, w związku z tym dostałem szansę pokazania się. Wraz ze mną otrzymali ją między innymi Aleksander Lasocki ze Szczecina i Piotr Lewandowski z Warszawy.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;5. Ten koncert&amp;nbsp; z &lt;span class="hascaption"&gt;Elektronicznego Weekendu Mogilno 2011. Co Ci dała obecność na nim, jakie pozostawił za sobą wrażenia, przyjaźnie i plany?&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&amp;nbsp; Tamten weekend spędzony w Mogilnie był dla mnie bardzo szczególny. Przede wszystkim dlatego, że mogłem po raz pierwszy zaprezentować na dużej scenie to, co przeszło 3 lata powstawało w domowym zaciszu mojego pokoju. Miałem okazję poznać wielu życzliwych ludzi skupionych przy EL-Stacji, jak również związanych z el-muzyką. Niesamowitym przeżyciem było zagranie na jednej scenie wraz z żywą legendą -&amp;nbsp; Robertem Kanaanem. Był to dla mnie wielki zaszczyt. Jeśli zaś chodzi o plany to myślę, że cały czas są stałe i niezmienne. Trzeba&amp;nbsp; patrzeć w przód i myśleć o tym ile jeszcze można zrobić, niż bazować na tym co już zostało zrobione.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;6. Też lubię muzykę Roberta Kanaana. Szczególnie tę starszą.&amp;nbsp; Tworzysz muzykę ciepłą, rozrywkową, taką która ma sprawiać radość i przyjemność&amp;nbsp; słuchaczom. Tak na razie zostanie czy planujesz się rozszerzać w różne strony?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&amp;nbsp; Słyszałem wiele różnych opinii na temat mojej muzyki. Jedni twierdzą, że jest pozytywna, inni zaś określają ją mianem dekadenckiej i pesymistycznej. Sam nie potrafię ocenić jaka jest tak naprawdę, tę kwestię pozostawiam słuchaczom. Ciężko mi również powiedzieć czy tak zostanie czy się zmieni. Muzyka jest dla mnie idealnym sposobem komunikacji ze światem, więc sądzę, że w zależności od tego, co w danym momencie będę chciał wyrazić i opowiedzieć, tak też będzie ewoluować moja muzyka. Cały czas poszukuję nowych inspiracji i rozwiązań. Nie robię raczej nic nowatorskiego, zwyczajnie próbuję sił w różnych konwencjach i stylach muzycznych. Staram się jednoczenie mierzyć zamiary na siły i nie podejmować się rzeczy, których nie będę w stanie wykonać. Nie jest również moim celem aby na siłę udowadniać światu swoja oryginalność, pasąc przy tym swoje ego. Liczy się tylko muzyka, bo dzięki niej mogę mówić, często nawet w sposób jasny o rzeczach oczywistych.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;7. Z Twoich ośmiu płyt&amp;nbsp; znam na razie tylko 3. Czy zawartość pozostałych jest podobna?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&amp;nbsp; Na pewno moja muzyka ma w sobie cechy wspólne, lecz każda następna produkcja w mniejszym lub większym stopniu różni się od poprzednich. Lubię powracać co jakiś czas do danej konwencji, o czym może świadczyć ostatnie wydanie pt. “Expedition”. Chyba najbardziej wyróżniającym się albumem jest “Soldiers Of Heaven”. Po koncercie w Mogilnie, gdzie prezentowałem materiał właśnie z tej płyty podszedł do mnie Darek Długołęcki. Przyznał wtedy, że nie spodziewał się czegoś co brzmi jego zdaniem podobnie do “Fire” Marka Bilińskiego.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;8. Jakiego sprzętu i wyposażenia używasz przy realizacji nagrań?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&amp;nbsp; Pracuję na syntezatorze Roland Juno-D. Jeśli zaś chodzi o oprogramowanie to korzystam głównie z produktów Cakewalk by Roland (Z3TA+1, Dimension LE, Sonar X1 Le).&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;9. Kto jest dla Ciebie największym wsparciem?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&amp;nbsp; Zdecydowanie jest to osoba Macieja Braciszewskiego, mojego przyjaciela i opiekuna muzycznego. Bardzo wiele się od niego nauczyłem, a dzięki jego pomocy w moim odczuciu wiele osiągnąłem. Są także inne życzliwe mi osoby, które wierzą we mnie i cały czas mnie dopingują [ czasem nawet chcą mi nakopać :-) ] i za to serdecznie im dziękuję!&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;10. Jak reagują na Twoją muzykę Twoi znajomi z rodzinnego miasta?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt; To jest dobre pytanie, też chciałbym to wiedzieć! Prawda jest taka, że niewiele osób z moich rodzinnych stron wie o tym co robię w wolnych chwilach, natomiast Ci którzy wiedzą, reagują raczej pozytywnie choć nie traktują tego nazbyt poważnie&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;11. Zdarza Ci się wziąć odtwarzacz na jakieś wzniesienie poza miastem i tam przeżywać muzykę, albo odwrotnie wracasz i coś nagrywasz bo akurat Cię "natchnęło"?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &lt;/b&gt;Idąc w góry szukam spokoju, chwili refleksji, chcę odpocząć. W związku z tym wolę słuchać muzyki lasu, szmerów strumieni i w takiej atmosferze poszukiwać natchnienia. Doskonale więc rozumiem Mr Smoka, który na każdym kroku podkreśla wspaniałość dźwięków natury.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;12. Mr.Smok jest rzeczywiście oryginalnym i wrażliwym człowiekiem. Co Cię pasjonuje poza muzyką, o ile masz na to jeszcze czas...&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&amp;nbsp;Moją wielką pasją jest ratownictwo medyczne, któremu teraz poświęcam większość swojego czasu. Oprócz tego zdarza mi się czasem pisać opowiadania, wiersze, a nawet swoje quasi-filozoficzne rozważania. Sprawia mi to dużą frajdę.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;13. Czy widzisz sens wydawania płyt na CD czy wystarczy ci Internet?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/i&gt; Jak każdy twórca marzę o zmaterializowaniu swojej pracy w postać muzycznego krążka, jednak nie jest to takie proste, więc siłą rzeczy Internet musi mi wystarczyć. Nie mniej jednak, jako środek masowego przekazu jest na pewno znakomity dla ludzi takich jak ja, którzy dzięki niemu mogą pokazać swoje produkcje szerszej rzeszy odbiorców, a w innym przypadku mogliby nie mieć takiej szansy. Mam tylko nadzieję, że z czasem wydania digital download nie wyprą całkowicie z rynku materialnych nośników.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;14. Twoje plany i marzenia na najbliższe miesiące, czy może żyjesz bardziej z prądem?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &lt;/b&gt;Nie jestem zwolennikiem dalekosiężnych planów. Życie jest zbyt dynamicznym procesem i w zasadzie nigdy nie wiadomo w jakim momencie i czym nas zaskoczy. Na chwilę obecną mogę powiedzieć tylko tyle, że nadal chciałbym rozwijać swoje pasje.&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="Standard"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;To prawda... Życzę Ci więc pomyślnej samorealizacji!&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/MXQqcuOR75M" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-6488499993781775353?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/6488499993781775353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/jakub-fijak-cay-czas-poszukuje-nowych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6488499993781775353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6488499993781775353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/jakub-fijak-cay-czas-poszukuje-nowych.html' title='Jakub Fijak - Cały czas poszukuję nowych inspiracji'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-vBcu4qhSsQw/TzLYTztYJjI/AAAAAAAAAxw/evy760DZv30/s72-c/jakub.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-8565841781878713471</id><published>2012-02-08T15:13:00.018+01:00</published><updated>2012-02-08T15:56:42.987+01:00</updated><title type='text'>Klaus Schulze &amp; Günter Schickert - Home Session 1975.09.26 Hamburg</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lSnP3IIdAcA/TzJkPhdMAeI/AAAAAAAAAxo/4mwuPiieVw0/s1600/Klaus+Schulze+Home+session+26.09.1975+back.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="250" src="http://2.bp.blogspot.com/-lSnP3IIdAcA/TzJkPhdMAeI/AAAAAAAAAxo/4mwuPiieVw0/s320/Klaus+Schulze+Home+session+26.09.1975+back.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Lubię  pisać o muzyce z połowy lat 70. To według mnie i wielu innych melomanów,  najlepszy okres w historii sekwencyjnej elektroniki.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Zarówno brzmienia analogowych instrumentów, jak i zawartość nagrywanych ówcześnie utworów, są prawdziwym balsamem dla uszu. Podobnie jest z nieoficjalnym zapisem pt. &lt;b&gt;Klaus Schulze &amp;amp; Günter Schickert - Home Session 1975&lt;/b&gt;,&lt;b&gt; &lt;/b&gt;nagraniem nigdy nie opublikowanym oficjalnie, a będącym długim, 44 minutowym fragmentem spotkania dwóch muzyków które  odbyło się podobno w studiu Klausa Schulze. Podobno, bo w przypadku takich dziwnych efemeryd, nie można być do końca pewnym niczego. Dlatego, gdy nie zna się wszystkich faktów towarzyszących nagraniom, lepiej ograniczyć się o pisania o muzyce. A ta jest wspaniała. Każdy kto zna znakomitą płytę &lt;b&gt;Timewind&lt;/b&gt;, jej fascynującą okładkę autorstwa&amp;nbsp; Urs Ammana, trafnie domyśli się co może zawierać inna sesja z tego roku.&amp;nbsp; Klaus wykorzystywał w tamtym czasie piękne brzmienia syntezatorów ARP 2600, Odyssee, ELKA-String, Farfisa Organ oraz Farfisa Piano Professional. A Günter Schickert - według opisu na zdjęciu, wyemitował trochę modyfikowanych głosów i grał na gitarach. Powstało nagranie będące kolejną mutacją "Timewind", ze wszystkimi jej najlepszymi elementami. Są tu nieodzowne harmoniczne wznoszenia,&amp;nbsp; transowe przebiegi i dźwięki poddawane nieustannej modulacji. Galopujące łagodne sekwencje i ten niesamowity klimat jaki do dziś przyciąga rzesze starych, jak i nowych fanów. Jest to trochę inaczej zmiksowana, alternatywna do oficjalnego krążka wersja, która wielbicielom takich brzmień i nastrojów dostarczy kolejnych&amp;nbsp; niebanalnych wzruszeń. Świetnie słucha się tej minorowej muzyki wieczorem ze słuchawkami na uszach.&amp;nbsp; Trudno wtedy zachować dystans i obiektywizm do czegoś, co trafia głęboko w trzewia. Czasami podoba się coś irracjonalnie, bez udziału rozumu. I tak jest z tą twórczością. Ktoś być może powie: nie ma tym żadnej magii, to po prostu umiejętne kręcenie gałami. I dobrze, bo nie lubię magii :).&amp;nbsp; Jakiś czas temu zacząłem grać na symulatorze wspomnianego&amp;nbsp; wyżej ARP -a 2600 i Minimooga. To bardzo fascynujące zajęcie i przyjemnie spędzone godziny ale już wiem, że drugim Klausem raczej nie zostanę (smile). Nie wystarczy posiadać instrument, trzeba jeszcze&amp;nbsp; umieć na nim zagrać i mieć dar łączenia nachodzących na siebie dźwięków. A wykorzystanie takowego na tym nagraniu wyraźnie słychać.&amp;nbsp; Polecam tę sesję wszystkim miłośnikom starszej muzyki Klausa Schulze i wykorzystanie programu Free YouTube Download 3, póki plik jest powszechnie dostępny.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/5HYovTmsyXk" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-8565841781878713471?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/8565841781878713471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/klaus-schulze-gunter-schickert-home.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8565841781878713471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8565841781878713471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/klaus-schulze-gunter-schickert-home.html' title='Klaus Schulze &amp; Günter Schickert - Home Session 1975.09.26 Hamburg'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-lSnP3IIdAcA/TzJkPhdMAeI/AAAAAAAAAxo/4mwuPiieVw0/s72-c/Klaus+Schulze+Home+session+26.09.1975+back.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-1313527863528456402</id><published>2012-02-07T13:46:00.003+01:00</published><updated>2012-02-07T16:23:21.246+01:00</updated><title type='text'>Jakub Fijak - The Lost World</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-wdU7duCIxO4/TzEJIX-KZWI/AAAAAAAAAxg/WvwbkxNav7E/s1600/Cover.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-wdU7duCIxO4/TzEJIX-KZWI/AAAAAAAAAxg/WvwbkxNav7E/s320/Cover.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Podczas gdy Kuba dociera poprzez El-Stację do fanów ze swoją najnowszą płytą "Expedition", ja dla porównania i zaspokojenia ciekawości słucham&amp;nbsp; jego wcześniejszej płyty &lt;b&gt;The Lost World&lt;/b&gt;. Ten młody elektronik ze Szklarskiej Poręby udostępnia swoją muzykę przez Jamendo, a podczas ubiegłorocznego "Elektronicznego Weekendu" w Mogilnie zagrał swoje utwory przed obecną tam publicznością. Ma zatem za sobą występy&amp;nbsp; i dostępne w Internecie co najmniej trzy albumy&amp;nbsp; (polecam recenzję &lt;b&gt;"Soldiers of heaven" &lt;/b&gt;napisaną przez mojego kamrata Mariusza Wójcika). A jak ujawnił mi autor, gotowych jest w sumie 8 płyt! Można więc na temat muzyki Fijaka wyrobić sobie już jakiś pogląd. Sam kompozytor określa swoje dokonania terminami: electronic, chillout, worldmusic, new age. Faktycznie, jego nagrania to urozmaicony i dynamiczny El-pop, muzyka która dobrze nadaje do relaksacji,&amp;nbsp; jako tło przy czytaniu książek, gry w karty, do jazdy samochodem, czy innych tego typu zajęć. Chociaż nie jest to na razie szczególnie odkrywcza czy oryginalna twórczość (w erze samplingu to bardzo trudne być&amp;nbsp; w 100% oryginalnym), pozytywne emocje jakie z niej biją, powodują że da się lubić. Potencjał i energia którą dysponuje Jakub, pewnie nie raz znajdzie jeszcze swoje ujście. Na "The Lost World" poszczególne ścieżki układają się w zgrabną całość, a szczerość przekazu ma dużą siłę przekonywania. Być może jest to częściową zasługą inspiracji przyrodą, górzystymi terenami pośród których mieszka autor? Zgodnie ze znanym powiedzeniem "stawiaj na młodość" będę czekał na nowe dokonania Jakuba z nadzieją że czasem wyklaruje się jego indywidualny, rozpoznawalny styl. Ale o tym więcej w wywiadzie z Jakubem jaki niedługo się ukaże.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;h3 class="post-title entry-title"&gt;&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/4hibrNF5OI0" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-1313527863528456402?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/1313527863528456402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/jakub-fijak-lost-world.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1313527863528456402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1313527863528456402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/jakub-fijak-lost-world.html' title='Jakub Fijak - The Lost World'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-wdU7duCIxO4/TzEJIX-KZWI/AAAAAAAAAxg/WvwbkxNav7E/s72-c/Cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2148861805814756516</id><published>2012-02-06T21:42:00.004+01:00</published><updated>2012-02-06T22:55:16.003+01:00</updated><title type='text'>Maciej Braciszewski A.D.1000</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5OipmPZfgUo/TzAgd3_Qs2I/AAAAAAAAAxY/0efRRj0AHGE/s1600/A.D.1000.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-5OipmPZfgUo/TzAgd3_Qs2I/AAAAAAAAAxY/0efRRj0AHGE/s320/A.D.1000.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Macieja Braciszewskiego usłyszałem po raz pierwszy na V Elektronicznych Pejzażach Muzycznych w Olsztynie 2009, dlatego nie znając utworów z &lt;b&gt;"A.D.1000"&lt;/b&gt;, mogłem z grubsza trafnie domyślać się ich treści. Oczywiście nie mam zamiaru w żadnym stopniu deprecjonować tu wysiłków autora jakie włożył on w nagranie tej sympatycznej płyty. Po prostu &lt;b&gt;Maciej Braciszewski - "A.D.1000"&amp;nbsp;&lt;/b&gt; to wierność pewnej narzuconej konwencji. Jeżeli ktoś zamierza opisać językiem dźwięków pewien okres historyczny - wiadomo jakich elementów można się spodziewać. Ma to swoje dobre i... mniej dobre strony (smile). Dobre, bo muzyka trafia w określone gusta i szybko odnajduje swoich słuchaczy, ale jednocześnie ogranicza twórcę do trzymania się kanonu chociażby w tytułach. Niemniej Maciej nie bał się tego ryzyka. Mieszkając w pierwszej stolicy Polski, na pewno od dziecka&amp;nbsp; przesiąknięty był historią rodzącego się państwa, rodu Piastów i zjazdu jaki odbył się w Gnieźnie ok. 1000 roku. Te bez wątpienia silne inspiracje skonwertował do muzycznej postaci. Płyta&amp;nbsp; &lt;b&gt;"A.D.1000" &lt;/b&gt;to jedenaście krótkich utworów które mieszczą się w ramach przystępnej muzyki elektronicznej. Dynamiczne, wyraziste, łatwo wpadają w ucho. Optymistyczne, czasami pompatyczne, chyba dobrze odzwierciedlają proste życie jakie ludzie prowadzili tysiąc lat temu. Dociekliwi słuchacze być może zastanawiać się będą czy do ścieżki pt. "Otton III" pasuje słodki motyw przewodni, albo czy kompozycja "Bolesław Chrobry" jest wystarczająco wyrazista, ale te rozważania nie powinny psuć odbioru. Ten koncepcyjny album jest wystarczająco zmyślnie ułożony by zainteresować większość fanów el-popu. Chociaż rycerska tematyka nie leży w centrum&amp;nbsp; moich zainteresowań i wolę dłuższe, bardziej refleksyjne nagrania, to i tak jest dla mnie jasne że Maćkowi udało się skupić uwagę słuchaczy na sobie na dłużej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/uxtur6GDe_4" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2148861805814756516?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2148861805814756516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/maciej-braciszewski-ad1000.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2148861805814756516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2148861805814756516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/maciej-braciszewski-ad1000.html' title='Maciej Braciszewski A.D.1000'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5OipmPZfgUo/TzAgd3_Qs2I/AAAAAAAAAxY/0efRRj0AHGE/s72-c/A.D.1000.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-78701694393104556</id><published>2012-02-05T20:31:00.001+01:00</published><updated>2012-02-05T20:33:04.176+01:00</updated><title type='text'>Brian Eno - Making Space</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-aEp3zGYhjm4/Ty1-InYk3lI/AAAAAAAAAxI/Ta295AhbITM/s1600/Brian+Eno+10+cov.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="268" src="http://4.bp.blogspot.com/-aEp3zGYhjm4/Ty1-InYk3lI/AAAAAAAAAxI/Ta295AhbITM/s320/Brian+Eno+10+cov.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gvbDbnLI52Q/Ty7XYb2ISEI/AAAAAAAAAxQ/AaKmzKd05VU/s1600/eno2.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="264" src="http://1.bp.blogspot.com/-gvbDbnLI52Q/Ty7XYb2ISEI/AAAAAAAAAxQ/AaKmzKd05VU/s320/eno2.jpeg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Brian Eno jest ciągle aktywnym i pełnym&amp;nbsp; wigoru kompozytorem. W 2006 roku wydał znakomitą płytę &lt;b&gt;Making Space. &lt;/b&gt;Potwierdza ona nie tylko dobrą formę uznanego prekursora gatunku ambient, ale jest świetnym argumentem na jego korzyść dla tych słuchaczy, którym widzi się Eno jako producent i autor serii nudnej muzyki. Urozmaicona zawartość opisywanego krążka różni się od jego wczesnych płyt. Zamiast mało wyraźnych plam dźwiękowych, ledwo wybijających się ponad poziom ciszy, słuchacz otrzymuje dziewięć dość krótkich, ale energetycznych&amp;nbsp; utworów. Nie znaczy to że Brian nagrał coś popowego czy komercyjnego, po prostu zarejestrowane ścieżki są pełne wewnętrznej mocy. Rezygnacja&amp;nbsp; z długiego budowania nastroju nie zaszkodziła treści. Mamy tu jakby pakiet reprezentujący bogactwo pomysłów, techniczną sprawność i dbałość o&amp;nbsp; atrakcyjne wypełnienie stereofonicznego obszaru doznań w wykonaniu doświadczonego Anglika. Mistrza w... tworzeniu przestrzeni.&amp;nbsp; To są dalej w większości ambientowe perełki, subtelne pasaże i zwiewne struktury, ale podane wyjątkowo przystępnie. Do współpracy w trzech utworach Brian Eno zaprosił gitarzystów Tima Harriesa i Leo Abrahamsa. Oczywiście, gitary nie grają rytmicznie (smile). Czuć że ta muzyka nie powstała "na siłę", tylko z wewnętrznej potrzeby. Szczególne wrażenie (a podobają mi się wszystkie części płyty) zrobiły na mnie pełne ekspresji, dostojne quasi organowe frazy w kończącym całość "Delightful Universe (seen from above)". Mocny akcent! Faktycznie, Wszechświat widziany z góry na pewno jest zachwycający.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/JiWB2h5vWBE" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-78701694393104556?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/78701694393104556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/brian-eno-making-space.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/78701694393104556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/78701694393104556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/brian-eno-making-space.html' title='Brian Eno - Making Space'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-aEp3zGYhjm4/Ty1-InYk3lI/AAAAAAAAAxI/Ta295AhbITM/s72-c/Brian+Eno+10+cov.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2873606671875615504</id><published>2012-02-04T10:52:00.003+01:00</published><updated>2012-02-07T17:22:51.399+01:00</updated><title type='text'>Daniel Bloom - Wszystko co kocham O.S.T.</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-lipYEkcyeio/TyzhYDVhziI/AAAAAAAAAwg/nRkT4L4a88Y/s1600/Daniel+Bloom+-+Wszystko+co+kocham+%282010%29.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://3.bp.blogspot.com/-lipYEkcyeio/TyzhYDVhziI/AAAAAAAAAwg/nRkT4L4a88Y/s320/Daniel+Bloom+-+Wszystko+co+kocham+%282010%29.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Myślę że się nie pomylę jeśli powiem że &lt;b&gt;Daniel Bloom&lt;/b&gt; (a właściwie &lt;b&gt;Daniel Tomasz Borcuch)&lt;/b&gt;, jest jednym z niewielu polskich muzyków grających na syntezatorach, któremu zdecydowanie udało się zrobić karierę. Przynajmniej w obrębie naszego kraju. Pamiętam jego ekstrawaganckie popisy na "parapetach" i dynamiczne spektakle jakie można było oglądać ponad 10 lat temu na licznych koncertach w których brał udział. Fani byli zachwyceni! Porównywano go do Klausa Schulze, a niektórzy twierdzili nawet że i z wyglądu przypomina niemieckiego wirtuoza. Uważam jednak że Daniel jest podobny przede wszystkim do samego siebie, i tego typu porównania nie są właściwe. Wróćmy jednak do meritum. Tak,&amp;nbsp; Danielowa biegłość i opanowanie klawiatur szybko stały się legendarne, a wysokie umiejętności i techniczna perfekcja były tematem gorących dyskusji. Wszyscy się cieszyliśmy, że oto mamy kolejnego polskiego muzyka który swą grą nie ustępuje światowym gwiazdom elektroniki. Przez pewien czas bawiło Blooma wierne&amp;nbsp; odtwarzanie atmosfery koncertów tytanów elektroniki lat 70. Ta muzyka "live", jak i pierwsza płyta "Thorn" z 1995 krążyła po Polsce w wielu kopiach CD-r. Potem Daniel na 5 lat zniknął. Być może skupił się&amp;nbsp; na poszukiwaniu swojej własnej muzycznej tożsamości? Nie wiem. Między rokiem 2000 a 2005 ukazuje się sześć tytułów, w tym dwa sygnowane jako "Physical Love" i "Paralogic" i dwa soundtracki do filmów&amp;nbsp; w reżyserii swojego brata Jacka Borcucha. Omawiana dziś muzyka też pochodzi z obyczajowego filmu Jacka nakręconego w 2010 r. pod sporo mówiącym tytułem "&lt;b&gt;Wszystko co kocham&lt;/b&gt;".&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Filmu jeszcze nie oglądałem, przeczytałem dostępne precyzyjne opisy&amp;nbsp; w internecie, wywiad z reżyserem i fragmenty na YouTube. Muzyka natomiast jest mi już dobrze znana. To siedemnaście krótkich utworów, z czego nasz bohater wykonuje pierwszych jedenaście. Są one wyraźnie podporządkowane treści filmu i mam wrażenie że zgodnie z tytułami opisują dane fragmenty obrazu.&amp;nbsp; Utrzymane w podobnym klimacie, refleksyjne, stanowią duży kontrast w zestawieniu do żywiołowych, bonusowych piosenek zespołów WCK i Dezerter. Bloom często wykorzystuje tu swoje umiejętności gry na fortepianie, w końcu skończył szkołę muzyczną w tej klasie. I to słychać, bo gra faktycznie z uczuciem, delikatnie i subtelnie jak chyba nigdy dotąd*. Te impresje są podszyte nostalgią i swoistym ciepłem. Między poszczególnymi uderzeniami palców w klawisze tworzą się krótkie przerwy. Taki sposób grania tworzy niejako dużo przestrzeni złaknionej dźwięków niczym suche pole deszczu. Syntezatory odgrywają swoją rolę, choć jest ona bardziej służebna, a najlepiej słychać je w pierwszym utworze "Ten Czas" i czwartym pt. "Idę spać". Kapitalny jest też krótki, siódmy fragment "Niezłomni". Romantyczność tej muzyki, podkreślana czasami delikatnym brzmieniem gitary, robi duże wrażenie. Takiego Blooma jeszcze nie znałem. Konwencja i wymogi sztuki filmowej nie sprowadziły tej muzyki do pułapu nieznośnego, miałkiego i anonimowego symfonicznego podkładu jaki standardowo towarzyszy zachodnim kinowym produkcjom. Bloom, mimo iż schował tu swój młodzieńczy pazur, daje się poznać jako kompozytor dojrzały, umiejący dostosować się do okoliczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Witaj Damian. Dzięki za fajną recenzję, ale muszę sprostować Twój  tekst, otóż na fortepianie, podobnie jak w Tulipanach grał Leszek  Możdżer [:)]&lt;br /&gt;Pozdrawiam serdecznie, Daniel &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/_O-rn7rWvs4" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2873606671875615504?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2873606671875615504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/daniel-bloom-wszystko-co-kocham.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2873606671875615504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2873606671875615504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/daniel-bloom-wszystko-co-kocham.html' title='Daniel Bloom - Wszystko co kocham O.S.T.'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-lipYEkcyeio/TyzhYDVhziI/AAAAAAAAAwg/nRkT4L4a88Y/s72-c/Daniel+Bloom+-+Wszystko+co+kocham+%282010%29.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-613746558721878683</id><published>2012-02-03T22:34:00.007+01:00</published><updated>2012-02-04T06:42:55.380+01:00</updated><title type='text'>Przemysław Rudź - Cerulean Legacy</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-KYs2ricZ0E8/Tyv3mdc3HKI/AAAAAAAAAwY/09yYT3lo6uE/s1600/legacy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-KYs2ricZ0E8/Tyv3mdc3HKI/AAAAAAAAAwY/09yYT3lo6uE/s1600/legacy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;b&gt;Cerulean Legacy -&lt;/b&gt; długi czas nie mogłem strawić tej płyty Przemka Rudzia, ale ponieważ uwielbiam takie wyzwania, co jakiś czas próbowałem ją... "przegryźć" i sobie przyswoić. Jest to zdecydowanie odmienna od pozostałych jego wydawnictw muzyka, ukazuje jakby inne oblicze kompozytora. Mniej tu wirtuozerskich popisów, czy epatowania mnogością dodatków.&amp;nbsp; Pierwszy 20 minutowy fragment odtwarzanej muzyki nie ma w sobie nawet konkretnego rytmu. Co prawda, pojawia się zwiewna sekwencja&amp;nbsp; na drugim planie,&amp;nbsp; nie jest ona jednak elementem dominującym, a jej czystość w jednym momencie jest zagłuszona przez odgłosy dość pospolitego śmiechu. Nie przeszkadzają one w swobodnym oddawaniu się marzeniom i rozmyślaniu, które prowokowane są przez słyszane dźwięki. &lt;b&gt;Cerulean Legacy&lt;/b&gt; świetnie nadaje się do takich wędrówek umysłu. A fani progresywnej muzyki elektronicznej bardzo je lubią.&amp;nbsp; Przy słuchaniu długo brzmiących fraz samoistnie się narzuca penetrowanie zakamarków swojej wyobraźni. Pozbawiona akustycznych ekscesów, nastawiona na&amp;nbsp; wrażliwego odbiorcę twórczość czasami skręca w nie do końca zbadane i  trochę mroczne miejsca.&amp;nbsp; Jest to zgodne z treścią okładki na której widnieje postać autora kontemplująca ruiny starożytnej budowli. Otaczające ją chmury nadają obrazowi rys nierealności.&amp;nbsp; Bardzo ciekawy pomysł. Odgłosy kruków na tle tak skonstruowanej muzyki z pogranicza jawy, snu, fantazji czy też halucynacji, przydają jej odrobiny&amp;nbsp; niesamowitości. Przemek Rudź rezygnując z wyrazistości i dosłowności przekazu postawił sobie poprzeczkę wysoko. Kieruje swoje dokonania w stronę bardziej wybrednych słuchaczy, którzy szukać będą wyrafinowanych niuansów w jego somnambulicznych pejzażach.&amp;nbsp; Pewnym wyłamaniem się z tej tymczasowej konwencji jest kończący płytę &lt;span class="label"&gt;"The Power Of Mind (A Tribute To Prof. Stephen Hawking)" wypełniony w dużej mierze słowami profesora Hawkinga.&amp;nbsp; Trochę jak z innej bajki. Te nagrania są dowodem na to, że Rudź nie boi się zmieniać podejścia do tego co nagrywa i wykazuje godną podziwu inwencję. Gdy piszę te słowa, w lutym 2012 r. wiem że autor tej muzyki ma gotowy materiał na nowe trzy albumy w tym zmyślny, 15 minutowy cover do pewnego klasycznego thrillera SF. Czekamy więc na nowe doznania z jego przepastnej skarbnicy pomysłów. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/9MNEMDqVTqU" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/fml74yyAcjg" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-613746558721878683?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/613746558721878683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/przemysaw-rudz-cerulean-legacy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/613746558721878683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/613746558721878683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/przemysaw-rudz-cerulean-legacy.html' title='Przemysław Rudź - Cerulean Legacy'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-KYs2ricZ0E8/Tyv3mdc3HKI/AAAAAAAAAwY/09yYT3lo6uE/s72-c/legacy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-18257009667916197</id><published>2012-02-02T13:54:00.000+01:00</published><updated>2012-02-02T13:54:43.644+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream - Firestarter</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-uHLehJOBqvw/Typ51sBhcHI/AAAAAAAAAwQ/buNXdJmUPeg/s1600/firestarter.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="308" src="http://4.bp.blogspot.com/-uHLehJOBqvw/Typ51sBhcHI/AAAAAAAAAwQ/buNXdJmUPeg/s320/firestarter.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tangerine Dream - Firestarter&lt;/b&gt;&amp;nbsp; z 1984 r. to wyjątkowo udane wydawnictwo. Od czasów Sorcerera zespół nie nagrał chyba równie atrakcyjnego filmowego podkładu.&amp;nbsp; Śmiało można powiedzieć że te nastrojowe utwory doskonale egzystują bez obrazu Marka Lestera - choć ten był nawet ciekawy, jak na w sumie nędzny gatunek zwany horrorem, czy też thrillerem z elementami SF. Historia o dziewczynce obdarzonej nadnaturalnymi zdolnościami&amp;nbsp; telepatii i telekinezy, zainspirowała grupę do stworzenia krótkich, ale bardzo klimatycznych kompozycji. Muzycy rezygnują tu z dynamicznych akcentów, rozgrywając tematy w&amp;nbsp; serii stonowanych, czasami niespokojnych impresji. Te delikatne podejście do montażu i misterna obróbka muzycznego tworzywa poskutkowały muzyką na długo zapadającą w pamięć. Trochę flegmatyczne potraktowanie zadania, niejako ujawniło po raz kolejny piękno używanych instrumentów i pastelowe barwy jakie z nich wydobyto. Jednocześnie Edgar Froese&amp;nbsp; zachował idealne proporcje pomiędzy poszczególnymi tematami owiniętymi w eteryczne ozdobniki.  Ciepłe dźwięki które trzej przyjaciele wydobywają ze swoich  instrumentów zdobyły im wielu nowych fanów. Z chirurgiczną precyzją odmierzane  są dawki brzmień sentymentalnych, trochę mrocznych i tajemniczych. I  czas wrócić do rzeczywistości Słuchanie tej muzyki przypomina trochę spacer po nieznanym, pięknym zakątku ziemi. Znakomicie rozpala wyobraźnię. Skierowana do wrażliwych&amp;nbsp; na niuanse słuchaczy muzyka trwa niestety tylko 41 minut. Jak to bywa z bardzo dobrą twórczością - pozostawia uczucie niedosytu... Dlatego pewnie niedługo znów do niej wrócę. &amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/RnAmS-Wr5O8" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-18257009667916197?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/18257009667916197/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/tangerine-dream-firestarter.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/18257009667916197'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/18257009667916197'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/tangerine-dream-firestarter.html' title='Tangerine Dream - Firestarter'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-uHLehJOBqvw/Typ51sBhcHI/AAAAAAAAAwQ/buNXdJmUPeg/s72-c/firestarter.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-1766510640682907387</id><published>2012-02-02T10:34:00.002+01:00</published><updated>2012-02-02T12:00:32.742+01:00</updated><title type='text'>Günter Schickert - Samtovogel</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-d9yP4fR847o/TypFva6vh_I/AAAAAAAAAv4/KFE7L0xvWrs/s1600/Samtvogel.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-d9yP4fR847o/TypFva6vh_I/AAAAAAAAAv4/KFE7L0xvWrs/s320/Samtvogel.jpg" width="304" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Günter Schickert&lt;/b&gt; to mało znany, ale bardzo ciekawy niemiecki gitarzysta. Dociekliwi fani mogą kojarzyć jego nieopublikowaną oficjalnie, a dostępną na CD-r i YouTube "Home Session" z Klausem Schulze z 1975 r.&amp;nbsp;Wziął on też udział w nagraniu płyty "Contrasts Vol. I" Bernda Kistenmachera w 1998 r. Pamiętam jak przez mgłę, jak w tamtych latach wsparł Bernda na jego jednorazowym polskim występie ZEF w Piszu. Ciekawy był ten koncert na którym muzykom zepsuła się maszyna do produkcji dymu, oraz gdy musieli walczyć z dużym przydźwiękiem. Mimo to dali z siebie wszystko. Chociaż trochę w cieniu wielkich nazwisk, sam Günter Schickert jest autorem trzech niebanalnych autorskich płyt. Pierwszą z nich - &lt;b&gt;Samtovogel - &lt;/b&gt;nagrał w 1974 roku i samodzielnie wydał w ograniczonym nakładzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-umg6UagGUII/TypND9VzqqI/AAAAAAAAAwA/-hyPWUD9XTc/s1600/sam.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-umg6UagGUII/TypND9VzqqI/AAAAAAAAAwA/-hyPWUD9XTc/s320/sam.jpg" width="318" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ciekawe, że według noty na okładce, cała muzyka stworzona została tylko przy pomocy elektrycznej gitary, efektów i ludzkiego głosu. A jednak odbiera się ją znakomicie, w odróżnieniu od wielu współczesnych mdłych płyt innych wykonawców, gdzie&amp;nbsp; nawet ciężko usłyszeć dobre stereo. Ubogie instrumentarium na płycie &lt;b&gt;Samtovogel&lt;/b&gt;&amp;nbsp; zostało zrekompensowane znakomitą techniką gry na gitarze, oraz&amp;nbsp; rzadko spotykanymi rozwiązaniami brzmieniowymi, jakich chyba próżno obecnie szukać wśród&amp;nbsp; dostępnych sampli. Całość jest trochę somnambuliczna, mimo wszystko nie nuży. Trzy kompozycje z których dwie to dłuższe suity, charakteryzują się pewnym minimalizmem. Autorowi zależało bardziej na stworzeniu odpowiedniego klimatu niż epatowaniu mnogością barw. Z drugiej strony przychodzi refleksja: ile intrygujących dźwięków można wydobyć z gitary i towarzyszących jej przetworników.&amp;nbsp; Te senne, czasami lekko psychodeliczne wizje, po 38 latach zachowały swój&amp;nbsp; urok.&amp;nbsp; Lektura obowiązkowa dla miłośników krautrocka!&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/s2Ey7btYito" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VV9nYBvjSJ8/TypWUza8zwI/AAAAAAAAAwI/lCc-1vd9knc/s1600/gunter.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-VV9nYBvjSJ8/TypWUza8zwI/AAAAAAAAAwI/lCc-1vd9knc/s200/gunter.jpg" width="143" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Vn4Ffbk4kP0" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-1766510640682907387?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/1766510640682907387/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/gunter-schickert-samtovogel.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1766510640682907387'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1766510640682907387'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/02/gunter-schickert-samtovogel.html' title='Günter Schickert - Samtovogel'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-d9yP4fR847o/TypFva6vh_I/AAAAAAAAAv4/KFE7L0xvWrs/s72-c/Samtvogel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-9092132465941733777</id><published>2012-01-30T00:36:00.004+01:00</published><updated>2012-01-30T11:08:26.841+01:00</updated><title type='text'>Edward Artemiev - A Book of Impressions</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-II12UiSIYms/TyWljGiDonI/AAAAAAAAAvw/36WUHp2mLdg/s1600/abook.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="318" src="http://2.bp.blogspot.com/-II12UiSIYms/TyWljGiDonI/AAAAAAAAAvw/36WUHp2mLdg/s320/abook.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; Zagłębianie się w&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&amp;nbsp; mrokach niepoznawalnego - jest pierwszym zdaniem jakie przychodzi mi na myśl po przesłuchaniu płyty &lt;b&gt;A Book of Impressions by Edward Artemiev&lt;/b&gt;. To składanka dziesięciu nagrań z lat 1975-96. Zawiera ona zestaw utworów które zebrane w jednym miejscu może nie są jednolite, ale dają pojęcie o wszechstronności rosyjskiego artysty. Powszechnie znany ze swoich soundtracków które z założenia przemawiają do widzów swą przystępnością (choć wiadomo że nie wszystkie), widzi mi się tu Artemiev jako kompozytor niezależny, awangardowy i ze wszech miar twórczy. Na początku proponuję ostrożnie ustawić potencjometr głośności bo "Out There, Where" swoją dynamiką i pompą może uszkodzić zestawy głośnikowe. Dużo się w nim przez pięć minut dzieje, mnogość barw zachwyca, a kontrasty zbijają trochę z tropu. "I'd Like to Return" może kojarzyć się z muzyką elektroakustyczną, miejscami mroczną, wymagającą pewnego oswojenia się z brakiem harmonii. Jedenaście minut różnych eksperymentów, momentów gdzie cisza też jest składnikiem muzyki... choć nie do końca.&amp;nbsp; Ostatnie trzy minuty to typowy, "ciepły"&amp;nbsp; Artemiev. Utwór "Ritual" jest ponurą impresją, groza bije z każdej frazy i może pozbawić słuchacza pozytywnego nastawienia. Nie trwa jednak on długo i oto uszy wręcz atakuje kolejny fragment "Three Regards on the Revolution".&amp;nbsp; Przelewa się z kanału na kanał masa różnych efektów, nawet całych pakietów brzmień które czasami brzmią futurystycznie, niczym oprawa widowiskowego filmu SF.&amp;nbsp; Ta kakofonia dziwnych odgłosów po kilku minutach aż prosi się o łagodny zgon, lub uproszczenie&amp;nbsp; formy, jednak autor hamując przebieg wydarzeń nie rezygnuje z ambitnego kształtu dzieła. Podobnie jest z krótkim  "Touch to the Mystery" który już bez szaleństw poprzednika utrzymuje melancholijno-minorowy ton.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Trochę inaczej skonstruowany jest "In the Nets of Time" z głębokim basem i podróżami od ucha do ucha niepokojących, co raz nasilających się dźwięków. Niesamowite zagęszczenie grozy, porównywalne z niektórymi utworami Petera &lt;span class="long_text" id="result_box" lang="pl"&gt;&lt;span title="The ten tracks reveal a range of parallels, from the Ligeti of &amp;quot;Lux Aeterna&amp;quot; and &amp;quot;Requiem&amp;quot; (&amp;quot;Noosphere&amp;quot;) through to the Frohmader of &amp;quot;Medusa&amp;quot; and &amp;quot;Homonculus&amp;quot; (&amp;quot;Ritual&amp;quot;, &amp;quot;Intangible&amp;quot;)."&gt; Frohmadera &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;z "Necropolis" jest również namacalne w "Noosphere".&amp;nbsp; Te dwa ostatnie utwory to muzyka dla ludzi o mocnych nerwach. Ciekawe, że w Noosphere słychać drobne trzaski i "pyknięcia" niczym ze starego analoga. Uff... Mam&amp;nbsp; wrażenie że dotknąłem jądra ciemności. Łatwiej mi teraz zrozumieć, dlaczego Artemiy, syn sławnego kompozytora, poszedł później podobną drogą.&amp;nbsp; Po tak intensywnych doznaniach fragment pt."Mirage" z 1976 wydaje się być całkiem przystępną impresją. "Intangible" jest próbą opisania chaosu w bardziej czytelnej i klasycznej manierze, głębokie penetracje dolnych rejestrów, czytelne i wyraziste, na pewno robią wrażenie. Ostatnia impresja na płycie to 17 minutowa suita "Peregrini" z 1975 roku. Imponujące wstawki perkusyjne, zniekształcone dialogi, i sporo elementów... makabrycznych. Ale Edward nie byłby sobą zostawiając&amp;nbsp; słuchacza w stanie pomieszania emocji. Dlatego ostatnie minuty są zbudowane z lubianych i akceptowanych powszechnie wśród fanów składników. Atrakcyjne basowe ostinato i zmiękczający kobiecy vocal wprowadzają nastrój jak najbardziej pozytywny, choć daleki od komercji.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; Efektem tych zabiegów jest łagodnie płynąca&amp;nbsp; z głośników nostalgia i świadomość uciekającego czasu. Bardzo ładne zakończenie.&amp;nbsp; Muzyka&amp;nbsp; dość różnorodna, choć ukierunkowana w stronę mniej popularnych motywów. Fragmentów zdecydowanie ciemnych, słuchacie Państwo na własne ryzyko.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/M0cQMzeiUC0" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-9092132465941733777?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/9092132465941733777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/edward-artemiev-book-of-impressions.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/9092132465941733777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/9092132465941733777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/edward-artemiev-book-of-impressions.html' title='Edward Artemiev - A Book of Impressions'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-II12UiSIYms/TyWljGiDonI/AAAAAAAAAvw/36WUHp2mLdg/s72-c/abook.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-4030821615662606926</id><published>2012-01-28T08:42:00.004+01:00</published><updated>2012-01-30T11:08:57.867+01:00</updated><title type='text'>Tomasz Pauszek (Odyssey) Trzeba oczyścić umysł i duszę</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ACADL9ERsMs/TyQwK27F1RI/AAAAAAAAAvc/ZeSyDhPGJ_g/s1600/tomek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="276" src="http://4.bp.blogspot.com/-ACADL9ERsMs/TyQwK27F1RI/AAAAAAAAAvc/ZeSyDhPGJ_g/s400/tomek.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0cMpK93fUME/TyOlTxaGCHI/AAAAAAAAAvU/iJGlo5lD0-U/s1600/tomasz+pauszek1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tomasz Pauszek, dyplomowany dyrygent, urodził się w 1978 roku w Bydgoszczy. Znany jest ze swojej muzyki elektronicznej wydawanej pod pseudonimem Odyssey, oraz współorganizowania serii koncertów SYNTH ART FESTIVAL. &lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;1) Minęło już 10 lat istnienia twego projektu "Odyssey".&amp;nbsp; Jak doszło do tego że dyplomowany dyrygent Akademii Bydgoskiej postanawia grać muzykę elektroniczną?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Muzyka elektroniczna towarzyszyła mi prawie od zawsze. Pamiętam, że gdzieś tak od szóstego roku życia, bardzo mocno zacząłem interesować się muzyką Jean`a Michela Jarre`a. Z czasem oczywiście rozszerzałem swoje zainteresowania na innych wykonawców tego nurtu. Słucham ich nadal i nowych. I przez tyle lat mi się nie znudziło... Sam zacząłem tworzyć już w szkole średniej, długo przed studiami. Oczywiście, to były początki, poznawanie harmonii, struktur brzmieniowych, dźwięków, szukanie nowych, no i zgłębianie tajników syntezatorów. Takie pierwsze prace, eksperymenty. Już wtedy zainspirowany światem dźwięków, ich nieskończonością, bezkresem oraz dziełami Arthura C. Clarke`a, postanowiłem, że moja muzyka będzie czerpała z tych dwóch zagadnień: nieskończoności brzmień, dźwięków i głębi, bezkresu kosmosu. Chodziło mi jednak bardziej o charakter ludzki tych zagadnień, wpływ muzyki, brzmień na wyobraźnię i nasz wewnętrzny „kosmos”. Świat odległy a zarazem bliski, głębia, pustka i samotność kosmosu, który każdy ma w sobie i od czasu do czasu to czuje. Stąd też nazwa projektu, taka podróż, odyseja muzyczna poprzez wewnętrzny świat, emocje, nastroje, uczucia... I tu dochodzimy do pierwszej oficjalnie wydanej płyty, pt. SYNTHARSIS, wydanej w 2001 roku, a skomponowanej już na studiach w ówczesnej Akademii Bydgoskiej.&amp;nbsp; Ten tytuł bardzo dobrze obrazował to wszystko, o co mi chodziło i o czym wspominałem wcześniej. Ta płyta to miało być takie katharsis poprzez muzykę syntezatorową. Może to i banalne, ale dość myślę, że muzyka elektroniczna jest specyficzną formą wyrazu, gdzie, żeby dotrzeć do sedna kompozycji lub tego, co autor chciał przekazać, trzeba oczyścić umysł i duszę, trzeba podążać za emocjami, za dźwiękami, koncentrować się, a jednocześnie relaksować i odpływać w swój wewnętrzny kosmos. I tak to się zaczęło. Dyplom dyrygenta otrzymałem dopiero rok później, w 2002 roku.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;2) Pod tym szyldem wydałeś kilka płyt, wzbogaconych reedycji. Jak oceniasz ten okres?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Te ponad dziesięć lat, to piękny okres, pełen poszukiwań, nauki, poznawania instrumentów, gatunków, otwierania się na nowości, dojrzewania. Na moich płytach mocno słychać te procesy. Od poszukiwań ambientowych, przez fascynację brzmieniami lo-fi czy rytmiczną elektronikę w stylu Jarre`a, aż do techno czy gatunków nowoczesnych jak lounge czy dance. Człowiek to jedna wielka emocja i często te emocje i fascynacje determinują nasze działania. Stąd tyle stylów na rożnych moich albumach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;3) Odyssey Studio Poland. Co kryje się pod tą nazwą?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Odyssey Studio Poland, to w gruncie rzeczy moje prywatne studio nagrań, w który, nagrywam przede wszystkim swoje utwory, miksuję ślady czy przygotowuję już całe płyty. No i oczywiście trzymam tam wszystkie moje ulubione syntezatory analogowe. Zdarza się także, że wykonuję mastering zaprzyjaźnionym artystom czy tworzę muzykę do gier komputerowych. Czasami też udzielam się jako producent muzyczny, współpracując z innymi, np. z Waxfood. Wykorzystuję to studio dość intensywnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;4) Jesteś nie tylko muzykiem, ale również animatorem El-muzyki. Współrealizowałeś kilka edycji SYNTH ART FESTIVAL. Poznałeś nowych przyjaciół z którymi zdecydowałeś się na wspólne nagrania, rejestrowałeś swoje kolaboracje m.in. z&amp;nbsp; Remote Spaces, Pawlakiem... Czy zapamiętałeś jakieś szczególne przygody z tamtych lat?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Nazbierało się tego przez kilka lat... No cóż, fakt organizowałem SYNTH ART FESTIVAL przez wszystkie jego edycje. To był czas ciężkiej pracy i walki z przeciwnościami losu. Organizacja plenerowego widowiska dla kilku lub kilkunastu tysięcy widzów, z nowościami technicznymi, laserami, fajerwerkami i tancerzami, jest zajęciem dość wyczerpującym. Ale jakoś daliśmy radę i wyszło to całkiem nieźle. Jestem z tego zadowolony. Bardzo dobrze wspominam ostatnią edycję, która miała miejsce około północy z 30 kwietnia na 1 maja 2004 roku, podczas obchodów wejścia Polski do Unii Europejskiej. Niestety formuła tego festiwalu się wyczerpała i obecnie już on nie istnieje. Bardzo fajne wspomnienia mam ze współpracy z Remote Spaces nad płytą Ypsilon Project. Nagrywaliśmy ją wyjątkowo u mnie w mieszkaniu w Bydgoszczy. To było dzikie jam-session trwające tydzień. Były rozmowy, zabawa, tworzenie, granie i cudowny klimat, który wspominam do dziś. Pamiętam, że chłopacy spali sofie i na podłodze, w pokoju, w którym nagrywaliśmy, zaraz obok syntezatorów i komputerów. To był czysty rock and roll... Spotkaliśmy się potem jeszcze raz, na kolejnym jam-session, które też było fajne, ale odbywało się już w studiu i miało bardziej profesjonalny przebieg. Bardzo dobrze to wspominam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;5) Na Twoim profilu na Facebooku zauważyłem zdjęcia z wielu podróży oraz fotkę z J.M.Jarrem. Fajna, jak go znalazłeś?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Staram się dużo jeździć po świecie, bo fascynują mnie różne kultury i miejsca, stąd te zdjęcia. Co do spotkania z Jarre`m, to doszło do niego dość spontanicznie. To było w Gdańsku w 2006 roku, gdzie Jarre przyleciał na zaproszenie prezydenta tego miasta odebrać nagrodę za koncert w Stoczni. Byłem jednym z gości na konferencji prasowej, która oczywiście miała przebieg oficjalny. Potem zaproszono nas wszystkich na bankiet. Tam właśnie miałem okazję porozmawiać z Jarre`m dłuższą chwilę. To bardzo miły, serdeczny i radosny człowiek. Dużo można się od niego nauczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;6) Sprzedajesz swoją twórczość poprzez różne sklepy internetowe w formie elektronicznej np: iTunes, Amazon.com, Fnac.com, Junodownload, Bandcamp, Virgin Mega Store, Simfy, Również label Generator wydał Twoje 3 płyty. Jak do tego doszło?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Powiem szczerze, że długo szukałem wydawcy. Zwłaszcza, że postawiłem sobie za cel wydawać tłoczone CD, a nie jak robi wiele wydawnictw muzyki elektronicznej, na CDr. Niestety rozmowy z trzema wcześniejszymi firmami, jedną polską, drugą holenderską, a trzecią norweską, skończyły się fiaskiem. Te dość długie rozmowy i negocjacje zraziły mnie do wydawców, ale postanowiłem spróbować jeszcze raz. Znałem wydawnictwo Ziemowita Poniatowskiego już dłuższy czas i to był strzał w dziesiątkę. &lt;br /&gt;Spodobała mu się moja muzyka, a że chwilę wcześniej zaczął, oprócz dystrybucji, zajmować się także wydawaniem płyt pod szyldem Generator.pl, to rozpoczęliśmy satysfakcjonującą współpracę, która trwa do dziś. &lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;7) Obecnie sam, jak to wcześniej bywało, projektujesz okładki swoich płyt, wysłałeś ponad 20 krótkich filmów na YouTube promujących Twoją muzykę. Robisz to, bo lubisz, czy to życiowa konieczność?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Od czasu do czasu bawię się w projektowanie okładek, zwłaszcza gdy mam pomysł i wiem, że mogę go sam wykonać. Lubię to. Podobnie jest z filmami na YouTube. Zrobiłem je amatorsko, ale mają moim zdaniem klimat. To takie zajęcie poboczne. Natomiast, okładki do płyt, które ukazały się w Generator.pl projektował bardzo zdolny grafik Michał Karcz. Jedną z moich płyt ozdobił swoją grafiką również znany bydgoski malarz Waldemar Kakareko, a okładkę i grafiki do utworów i filmów z płyty Early Works Net stworzył Łukasz Pawlak, z którym współpracę też wspominam bardzo dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;8) Twoja muzyka przechodzi różne metamorfozy. Grałeś już klasyczną elektronikę a'la Jarre, elpop,&amp;nbsp; chillout, ambientowe plumkania... Czy to wynik konkretnych fascynacji inną muzyką, a może ludźmi czy&lt;br /&gt;miejscami?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Jak wspominałem, na muzykę i tworzenie mają wpływ przede wszystkim emocje, miejsca i ludzie, którzy te emocje wywołują. Nieraz zainspirujesz się czymś błahym, a czasami są to przemyślenia filozoficzne. Trzeba też wspomnieć, że żyjemy w takich czasach, gdzie nie da się nie słuchać muzyki i czasami pewne elementy „wchodzą do głowy”, stąd też zwroty w kierunku nowoczesnej muzyki w moich utworach.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;9) W 2006 roku ukazuje się płyta RND - Distracted. Jest to Twoje nowe oblicze, efekt innego rodzaju poszukiwań i kolejnych wyzwań. Skąd wziął się ten pomysł i co oznacza ten skrót?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: RND to kolejny eksperyment już dość radykalny, stworzony dość spontanicznie, w ramach zabawy, sprawdzenia się i poszukiwań. Ja uwielbiam eksperymentować, szukać, mieszać gatunki, sprawdzać jak ludzie zareagują na daną mieszankę dźwiękową. To mnie fascynuje. Taki projekt chodził mi po głowie już od 2004 roku, kiedy to przygotowywałem płytę Odyssey`a – Early Works Net, pełną trzasków, szumów i dźwiękowego brudu. To mnie zafascynowało. Zacząłem eksperymentować, tworzyć dziwne struktury. Ale ta twórczość nie pasowała stylistycznie do łagodnego brzmienia Odyssey`a, więc postanowiłem stworzyć nowy projekt pod nazwą RND. Co do samej nazwy, to odnosi się ona do samej idei eksperymentu, który stał się kanwą dla tego projektu. Chodzi o to, że eksperymentując, np. z dźwiękami, nie wiemy do końca dokąd nas ten eksperyment zaprowadzi, że wyniki mogą być różne, czasami zaskakujące. I że często nie da się powtórzyć tego samego kilka razy, za każdym razem mogą wyjść lub wychodzą inne wyniki, różne brzmienia, dźwięki, zrandomizowane struktury. Stąd nazwa RND od RANDOM. To tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;10) Czy to prawda że Odyssey schodzi ze sceny, a zostaje RND?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P: Tak. W 2012 roku Odyssey schodzi ze sceny, projekt kończy swoją działalność.&lt;br /&gt;Koniec miał nastąpić już w 2011 roku, żeby po dziesięciu latach na scenie zamknąć to ładnie klamrą i skończyć tę muzyczną podróż, ale postanowiłem przedłużyć działalność do tego roku i wydać jeszcze dwie płyty. Na początku 2012 roku Generator.pl wyda ostatnią studyjną płytę Odyssey`a pt. MUSIC FOR SUBWAY – SYMPHONY FOR ANALOGUES, która będzie dwupłytową podróżą metrem do świata muzyki elektronicznej lat 70. Album nagrany został całkowicie na starych syntezatorach i maszynach rytmicznych z lat 70. XX wieku. Myślę, ze będzie to gratka dla miłośników starszych brzmień i sekwencji. To też było moje marzenie, żeby nagrać płytę tylko przy wykorzystaniu starych, często zniszczonych syntezatorów analogowych, nie posiłkując się żadnymi klonami programowymi. Druga płyta, będzie to album podsumowujący 11 lat projektu Odyssey, z najważniejszymi utworami z wszystkich płyt. Album ukaże się w formie elektronicznej we wszystkich większych sklepach internetowych, takich jak iTunes, Amazon, Fnac, Virgin i inn&lt;span class="st"&gt;e&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="st"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za wywiad.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.P.: Ja również bardzo dziękuję. &lt;br /&gt;Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do zapoznania się z najnowszą płytą.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/VCkcVSjkhvE" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-4030821615662606926?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/4030821615662606926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tomasz-pauszek-odyssey-trzeba-oczyscic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4030821615662606926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4030821615662606926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tomasz-pauszek-odyssey-trzeba-oczyscic.html' title='Tomasz Pauszek (Odyssey) Trzeba oczyścić umysł i duszę'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ACADL9ERsMs/TyQwK27F1RI/AAAAAAAAAvc/ZeSyDhPGJ_g/s72-c/tomek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-3634850497141081504</id><published>2012-01-27T23:23:00.011+01:00</published><updated>2012-01-28T07:52:42.245+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream - Encore (Live)</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pWxRhUOJwgA/TyLqktZkHFI/AAAAAAAAAvM/JgW_23HT134/s1600/encore.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-pWxRhUOJwgA/TyLqktZkHFI/AAAAAAAAAvM/JgW_23HT134/s320/encore.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Koncerty zespołu &lt;b&gt;Tangerine Dream&lt;/b&gt; od lat wzbudzają niemałe emocje. Szczególnie te starsze, gdy trio poszukiwało nowych form artystycznego wyrazu i każda kolejna płyta była krokiem naprzód w historii muzyki elektronicznej. Utwory jakie znalazły się na płycie &lt;b&gt;Encore&lt;/b&gt; to w założeniu fragmenty trasy koncertowej grupy po USA z 1977r. Teoretycznie, bo zamiłowanie do poprawiania rzeczywistości jakie przejawia Edgar Froese i na tym albumie znalazło swój wyraz. Za prawdziwy występ "na żywo", od początku do końca, uważana jest jedynie suita "Monolight", radiowa transmisja z Waszyngtonu.  Z dużym poziomem szumów, monofoniczna, a jednak okazuje się być&amp;nbsp; zróżnicowana i atrakcyjna.&amp;nbsp; Stereofoniczne można uznać na niej dosłownie dwie chwile, 2-3 efekty  przesunięcia się po głowicy taśmy matki, oraz falujące pod koniec  odgłosy publiczności. Reszta kompozycji wydanych na płycie, w mniejszym lub większym stopniu została jeśli nie  została nagrana ponownie w studio, to na pewno dość mocno w nim "poprawiona". Dlatego, gdy słychać oklaski czy jęki euforii dobiegające z audytorium, można się się zastanowić czy faktycznie tak wtedy reagowano. Przeważająca większość materiału z "Encore" jest mroczna. Taka jest "Cherokee Lane" zaczynająca się z długimi fragmentami stojących brzmień i mellotronowymi zawodzeniami. Na tym tle słychać sekwencję wijącą się niczym wąż, lekko zanikającą, to znów wybijającą na pierwszy plan. Gdy wreszcie w pierwszym poważniejszym przesileniu kształtuje się coś na kształt melodii, dochodzi do tego cudownego mieszania ze sobą solówek i basowych sekwencyjnych podkładów Chrisa Franke. Zwielokrotnił je przez opóźniające linie,&lt;span class="postbody"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 11pt; line-height: 115%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; możliwe więc że publiczność słuchając tego naprawdę wyła z zachwytu. W&amp;nbsp; każdym bądź razie, w tym cudownym, pełnym grozy zamieszaniu, wprawne ucho usłyszy we fragmentach motywy z płyty "Sorcerer" a orgia analogowych barw wypełni resztę minut utworu i pozwoli zapomnieć o porównywaniu do siebie różnych płyt (smile). Niesamowite! I ta końcówka tak zagrana, jakby sprzęt się zaciął i muzycy próbowali go doprowadzić do porządku. Później, wspomniany wcześniej "Monolight", który sprawia wrażenie utrwalonego na nagranej taśmie z innym, nie usuniętym wcześniej zapisem. A może tak słychać efekty radiowe?&amp;nbsp; Grupa po serii dziwnych dźwięków (te akustyczne zawołania usłyszeć można wiele lat później na solowych płytach Chrisa i Petera), wprowadza co najmniej dwie dość komercyjne melodie. Pierwszą na tle prostego rytmu, a drugą wyłaniającą się z pozornego chaosu i powtarzaną niczym refren. Obie przedzielone dynamicznym ostinato rodem z prawie równolegle nagrywanej, wcześniej wspomnianej  muzyki filmowej. I ta suita kończy się dość dramatycznie, poszczególne syntezatory wygasają w szumach. Najdłużej słychać frazę perkusyjną a jako podsumowanie mamy dość sentymentalną muzykę na fortepianie.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "Coldwater Canyon" - trochę byłem zdziwiony tą energią jaka rozpierała muzyków, gdzie&amp;nbsp; Edgar Froese zawzięcie "pastwi się" nad gitarą, wyciskając z niej nietypowe dźwięki. Wszystko jest tu dynamiczne, a podkłady rytmiczne i solówki rządzą. Ale nie nachalnie, bo wyraźnie słuchać&amp;nbsp; przygotowane wcześniej, lekko schizofreniczne efekty.&amp;nbsp; W końcu ten pociąg (tak może się kojarzyć rytm pod koniec utworu), osiąga swoją&amp;nbsp; docelową stację, a gitarowe przemyślenia znajdują swoje spełnienie.&amp;nbsp; Zwraca uwagę doskonałe nadążanie pozostałych instrumentów za rockowo grającym liderem. Cały album kończy niesamowity "Desert Dream" przypisywany często Baumannowi. Zachwycają hojnie użyte barwy mellotronów, którymi dysponowali wszyscy muzycy.&amp;nbsp; Ten refleksyjny fragment jest dobrym odpoczynkiem po ekstrawaganckich popisach z poprzedniej ścieżki. Minimalizm i oszczędność środków wyrazu podbija znaczenie każdej nutki. Po wstępie, basowa sekwencja podkreśla ponury klimat utworu, nasączając go odpowiednią dawką tajemnicy, a smutna melodia podtrzymuje niejasne przesłanie. Przypomina to nocną podróż po ciemnym lesie, lub niepewne błąkanie na powierzchni obcej planety. Bez rytmu, dużo dodatkowych efektów, aż wreszcie wyłania się motyw niczym z żołnierskiej elegii. Jest to bardzo smutne - a jednocześnie piękne. Ale i ta harmonia zostaje przerwana kolejną warstwą umiejętnie budowanej grozy,&amp;nbsp; z której wybija się ostatnia,&amp;nbsp; ostra pętla. Niczym potwór z głębin który ukazuje się na chwilę i znika. Niewiarygodne, jak w niespełna minucie można zawładnąć wyobraźnią słuchającego. Czy to się musi tak szybko kończyć? Myślę że te uczucie niedosytu i niedopowiedzenia pozostawiono melomanom celowo. Po wysłuchaniu całości widać jak przemyślnie ułożono całą zawartość "Encore". Ta muzyka jest świadectwem dużej inwencji supergrupy, czasów gdy spektakle&amp;nbsp; muzyczne połączone z pokazami laserów byłby czymś nowym, świeżym, a trzech przyjaciół żegnało się ze sobą w najlepszej formie - tworząc niepospolite, do dziś atrakcyjne dźwięki.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/tTUn2paI-cI" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/r8IISK0fum4" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-3634850497141081504?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/3634850497141081504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-encore-live.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3634850497141081504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3634850497141081504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-encore-live.html' title='Tangerine Dream - Encore (Live)'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pWxRhUOJwgA/TyLqktZkHFI/AAAAAAAAAvM/JgW_23HT134/s72-c/encore.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2788318843440874687</id><published>2012-01-23T19:03:00.006+01:00</published><updated>2012-01-23T19:29:22.990+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream – Finnegans Wake (James Joyce)</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gAimQ-yA7L4/Tx2LPY2w-lI/AAAAAAAAAvA/zHoNcs2vESQ/s1600/R-3304108-1326010409.jpeg.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-gAimQ-yA7L4/Tx2LPY2w-lI/AAAAAAAAAvA/zHoNcs2vESQ/s320/R-3304108-1326010409.jpeg.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Słuchając albumu Tangerine Dream – Finnegans Wake (James Joyce) 2011, nareszcie się pozytywnie zdziwiłem. Po wielu wydanych gniotach, ta muzyka jest o tyle lepsza, że ma w sobie trochę więcej ikry niż kilka wcześniejszych płyt razem wziętych. Pierwsze&amp;nbsp; dwa utwory wyróżniają ekspresyjne motywy przewodnie, a trzeci "Resurrection By The Spirit" to odważna wariacja na temat starej płyty Ricochet. Zmiksowano leciwy materiał łącząc go z nowymi motywami czasami jakby na ślepo, z efektem klejonej taśmy odtwarzanej niejako losowo. Może to być sporą niespodzianką, albo przynajmniej ciekawostką dla starych fanów zespołu. Zamiast bowiem jak do tej pory bywało, osłodzić maksymalnie i zepsuć co się da, Edgar rezygnuje z&amp;nbsp; tej utartej metody, poddając się sile żywiołu. Ponownie się zdziwiłem, gdy kolejny fragment "Mother Of All Sources" zostaje w drugiej minucie poddany zabiegowi który przypomina efekt wyłączenia prądu. Muzyka się rozsypuje niczym domek z kart, po czym na nowo rusza w podróż, już bardziej tradycyjną, ale dalej strawną. To tak jeszcze można panie Froese? Gratuluję zdecydowania w złamaniu zwietrzałych konwencji! Nawet jeśli rozbija się je w niewielkim stopniu. Następny kawałek "The Warring Forces Of The Twins" jest równie dynamiczny co poprzednie. Na pewno już gdzieś to słyszałem, hmm... Ale mimo to czuć, że najwyraźniej te granie sprawia muzykom radość.&amp;nbsp; Dynamiczna maszyna rusza dalej. "Three Quarks For Muster Mark" ma również tę dawkę pozytywnego myślenia i fajne rockowe solo na gitarze. Koniec płyty pachnie tradycją ostatnich lat: "Everling's Mythical Letter" i "Hermaphrodite" bronią się głównie dzięki ekspresyjnej gitarze, bo podkłady to mają już chyba wieki ;).&amp;nbsp; W ogóle mam wrażenie, że zespół cofnął się wiele zim do epoki Melrose Years, zapominając o koszmarkach później wymyślanych. Tangerine Dream zaprasza:&amp;nbsp; "Give yourself a try and dive into a world of sensuous impressions – let Joyce’s story flow through your ears!" Zanurzyć się w świat zmysłowych wrażeń? No&amp;nbsp; można, choć akurat z dziełami Jamesa Joyce'a słabo mi się to kojarzy. Podsumowując:&amp;nbsp; Ta jaskółka rewolucji nie czyni, ale jest we fragmentach jakby świeżym oddechem w rzadko wietrzonej jamie artystycznej niemożności lidera.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/h7Fke0xKDIk" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2788318843440874687?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2788318843440874687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-finnegans-wake-james.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2788318843440874687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2788318843440874687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-finnegans-wake-james.html' title='Tangerine Dream – Finnegans Wake (James Joyce)'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-gAimQ-yA7L4/Tx2LPY2w-lI/AAAAAAAAAvA/zHoNcs2vESQ/s72-c/R-3304108-1326010409.jpeg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-6285790097922133947</id><published>2012-01-22T18:29:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T08:04:08.338+01:00</updated><title type='text'>Robert Schroeder - Esthétique</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-b0XgVodWF-M/Txwk8wEshVI/AAAAAAAAAu4/GbhMMthPsmE/s1600/Robert+Schroeder+Esthetique.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-b0XgVodWF-M/Txwk8wEshVI/AAAAAAAAAu4/GbhMMthPsmE/s320/Robert+Schroeder+Esthetique.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Estetyka (gr. aisthetikos - dosł. 'dotyczący poznania zmysłowego', ale też 'wrażliwy') – dziedzina filozofii, zajmująca się pięknem i innymi wartościami estetycznymi. Tyle definicji z Wikipedii. &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jeżeli coś może&amp;nbsp; Panu pomóc odzyskać równowagę ducha, to na pewno będzie to płyta&amp;nbsp; "Esthétique" którą Robert Schroeder nagrał w 2011 roku. Takie zdanie może wygłosić niejeden psychoterapeuta, który wierzy w dobroczynną moc muzyki. Nie wiem&amp;nbsp; jak się czuł Robert&amp;nbsp; tworząc tę muzykę, wiem za to jak ja się dobrze czuję w trakcie jej słuchania. To prawdziwa muzykoterapia. Lekkość i swoboda z jaką ta muzyka wydobywa się z moich słuchawek jest nadzwyczajna! Warta nie tylko kronikarskiego zapisu, co po prostu zwyczajnie polubienia. Konieczność propagowania tej muzyki wynika też z faktu, że oto ponownie wysokiej klasy profesjonalista, wrażliwy artysta wydaje płytę grającą na wyższych odczuciach odbiorcy. Wzniosłe harmonie, wyrafinowane perkusyjne figury... Jak listy od przyjaciela. Może Robert Schroeder wziął sobie dostarczanie swoim fanom takich ekstremalnie przyjemnych wrażeń za punkt honoru? Fajnie by było... Muzyka oniryczna, kosmiczna i lekko hipnotyczna. Jeśli ktoś powie: "Eee... to po prostu &lt;span class="" id="result_box" lang="pl"&gt;&lt;span title="And yet, these epic chill-out tracks simply keep on playing where others would cut them off, leading their audience to places none of the music seemed to suggest at first - almost certainly the result of hour-long nocturnal sessions in the studio, which"&gt; chill-out i lounge" i nada temu ton lekceważenia, to rzeknę: być może, ale jeśli tak, to jest najlepszy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="" id="result_box" lang="pl"&gt;&lt;span title="And yet, these epic chill-out tracks simply keep on playing where others would cut them off, leading their audience to places none of the music seemed to suggest at first - almost certainly the result of hour-long nocturnal sessions in the studio, which"&gt;chill-out i&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="" id="result_box" lang="pl"&gt;&lt;span title="And yet, these epic chill-out tracks simply keep on playing where others would cut them off, leading their audience to places none of the music seemed to suggest at first - almost certainly the result of hour-long nocturnal sessions in the studio, which"&gt; lounge, jaki słyszałem! Roberta Schroedera badanie piękna jest samo w sobie... piękne. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/clHzLUjkaFk" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xBs_NCY_rLo/TxwkXqtx3MI/AAAAAAAAAuw/F1p2DXfkJ2I/s1600/Robert+Schroeder+-+Esth" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="323" src="http://4.bp.blogspot.com/-xBs_NCY_rLo/TxwkXqtx3MI/AAAAAAAAAuw/F1p2DXfkJ2I/s640/Robert+Schroeder+-+Esth" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-6285790097922133947?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/6285790097922133947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/robert-schroeder-esthetique.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6285790097922133947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6285790097922133947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/robert-schroeder-esthetique.html' title='Robert Schroeder - Esthétique'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-b0XgVodWF-M/Txwk8wEshVI/AAAAAAAAAu4/GbhMMthPsmE/s72-c/Robert+Schroeder+Esthetique.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-4602417483333153557</id><published>2012-01-22T01:18:00.039+01:00</published><updated>2012-01-22T12:56:12.552+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream w Polsce 1983, 1997</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ji9DPRCAgAE/TxtNxYpq6SI/AAAAAAAAAug/CJOm9NRCdzA/s1600/dreaming+front.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="316px" src="http://4.bp.blogspot.com/-ji9DPRCAgAE/TxtNxYpq6SI/AAAAAAAAAug/CJOm9NRCdzA/s320/dreaming+front.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;b&gt;Edgar Froese&lt;/b&gt; przez wiele lat otrzymywał dużo życzliwych listów od polskich fanów. Zespół &lt;b&gt;Tangerine Dream&lt;/b&gt; zdawał sobie sprawę że w Polsce, kraju leżącym na wschód od granicy DDR, jest bardzo lubiany i popularny. 13 grudnia 1981 roku wprowadzono w tym trochę egzotycznym dla zachodnich Niemiec państwie stan wojenny. Jednak latem 1983 roku przyszła odwilż i zniesiono go całkowicie. Żelazna kurtyna komunizmu osłabła na tyle, że można było przyjechać tam na koncert. Tym bardziej, że właśnie sam Klaus Schulze zakończył w te lato swą trasę koncertową po Polsce i... wrócił bezpiecznie do Berlina (smile). Tak, tysiące melomanów oczekiwało tej chwili, gdy spełnią się ich marzenia. Momentu, gdy ujrzą ukochany zespół grający na scenie w otoczeniu niesamowitych urządzeń zwanych potocznie syntezatorami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/0qNWotIhS6s" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Damian Koczkodon:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Miałem wtedy 19 lat i z prawdziwą przyjemnością skorzystałem z widowiska jakie przygotowała ta legendarna grupa. Pamiętam siarczyste mrozy jakie panowały wtedy w stolicy i długie kolejki po bilety. Zimowe spotkanie 10 grudnia 1983 roku na hali warszawskiego Torwaru z zespołem warte było jednak zniesienia wszelakich niedogodności. Po porannym zwiedzaniu miasta, zakupie kasetowego decka który potem targałem ze sobą po hali, udało mi się kupić bilet na pierwszy koncert zespołu który miał odbyć się o 18.00. Nie pamiętam już czy zaczął się on punktualnie. Z głośników popłynęła dość długa, nagrana na taśmę zapowiedź Jerzego Kordowicza który w tym czasie przebywał w Skandynawii. Po jej zakończeniu powietrze poddało się potężnej dawce dźwięków wygenerowanej przez sprzęt tria. Kiedy po latach obejrzałem specyfikację instrumentarium jakim dysponował wtedy zespół przestałem się temu dziwić. Ponad 30 urządzeń prawie wszystkich uznanych w branży marek!&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="color: red;"&gt; &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Poland_%28album%29#Equipment" target="_blank"&gt;Equipment&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt; To musiało zrobić wrażenie! Agresywne akordy pierwszej kompozycji znanej potem jako "Poland" zabrzmiały niczym przemarsz zwycięskich wojsk. Od pierwszej sekundy było wiadomo że to historyczne dla&amp;nbsp; publiczności jak i samego zespołu chwile. Dynamiczna muzyka bez pardonu zaczęła rządzić w przestrzeni, wypełniając również wnętrza zafascynowanych słuchaczy. Ze specjalistycznych urządzeń wydobywały się dymy, nadając występom szczególnego charakteru. Po niespełna 12 minutach awaria prądu trochę zburzyła tę prawie niebiańską atmosferę. Konsternacja była widoczna na wszystkich twarzach. Zespół nie poddał się jednak i wznowił spektakl. Przedstawił wielobarwną muzykę, pełną kontrastów, ale i ciepła jakie grupa umiała wydobyć ze swoich instrumentów. Grano fragmenty przebojowe jak i mocno kontemplacyjne. Nowe, jak na tamte czasy, modele cyfrowych syntezatorów zachwycały swoją barwą. Grupa potrafiła zagrać z pazurem, ostro, rockowo, co być może było zasługą najmłodszego Johannesa.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Mimo iż muzyków oddzielały od słuchaczy metalowe bariery, przez blisko dwie godziny Froese, Franke i Schmoelling utrzymywali w pozytywnym oszołomieniu, wręcz błogostanie, kilka tysięcy ludzi. Muzyce towarzyszył pokaz slajdów rzucany na złożony z dwóch części trójkątny ekran. Często widać było na nim białego ptaka w locie. Kształtem przypominał jako żywo gołębia, ale te animowane ruchy skrzydeł zdecydowanie przypominały orła; co być może było gestem zespołu w stronę polskiego godła - również okładki niedawno wydanej płyty pod tym tytułem. Jej fragment był zresztą grany na tym koncercie. Podobnie jak "Exit" czy "Hyperboera". Dużą cześć przedstawianych obrazów stanowiły zabytki architektury i piękne miejsca na naszej planecie. W pewnym momencie technicy wypuścili w górę partię balonów, które zostały rozszarpane przez słuchaczy pragnących mieć swoistą pamiątkę. Sam miałem taki przez kilka lat.. no ale to tylko kawałek gumy;). Oczywiście uczciwość nakazuje mi zanotować również,&amp;nbsp; że na Torwar niektórzy fani przyszli głównie&amp;nbsp; w celach towarzyskich i nawet w najciekawszych muzycznych momentach ciągle ktoś chodził pod sceną. Nie tak było pół roku wcześniej podczas koncertów Klausa i Rainera. Schulze i Bloss potrafili skutecznie i dosłownie posadzić publiczność na deskach i całkowicie skupić ich uwagę na sobie.&amp;nbsp; Nie wszystkie zagrane utwory były równie udane. Pamiętam występ polskiej aktorki recytującej "Kiev Mission". Niestety, to była totalna porażka. Kobieta zbyt mocno akcentowała zdania przerysowując je w sposób wręcz karykaturalny. Nie jest to wina zespołu, Edgar miał dobry pomysł, skąd jednak mógł wiedzieć że kobieta ataksją języka do muzyki "położy" ten fragment? To, co mile się słuchało w języku rosyjskim na płycie "Exit", niekoniecznie musiało być dobrze wykonane w polskim. Nie potrafię też potwierdzić legendy, czy muzycy grali w cienkich rękawiczkach, muzyka zbyt fascynowała oczy i uszy, aby zwracać uwagę na takie szczegóły. No i nie widać było tego na filmie Pawła Karpińskiego. Nie czułem też gazów łzawiących, ani nie zarejestrowałem wzrokiem brutalnych ochroniarzy, o których aktach przemocy krążą legendy... Niezależnie od drobnych potknięć, występy należy uznać za bardzo udane. Wracałem więc pełen radości piechotą na Dworzec Centralny,&amp;nbsp; mając za drogowskaz widoczny z daleka Pałac Kultury. To były czasy gdy PKP miało przepełnione wagony, a zagraniczne samochody na ulicach były rzadkością. W uszach grała mi jeszcze muzyka,&amp;nbsp; a w sercu przekonanie o dobrze spędzonym, pełnym niezwykłych wrażeń dniu.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zespół po powrocie do domu postanowił wydać płytę z zapisem tych koncertów. Ukazał się dwupłytowy album "Poland – The Warsaw Concert". Doskonałe brzmienie będące zasługą studyjnej, mozolnej obróbki materiału dokonanej przez Chrisa Franke i Johannesa Schmoellinga jest jednym z powodów niesamowitej popularności tej płyty. Choć nie jednym. Odświętna atmosfera happeningu i prawdziwa radość fanów jaka płynęła z&amp;nbsp; widowni w stronę estrady miały również swój wpływ na muzyków. A zespół był w doskonałej, szczytowej formie, na jaką nie wzniósł się chyba już nigdy więcej. Ale to co słychać na płycie „Poland”, nie do końca pokrywa się z prawdziwą&amp;nbsp; muzyczną treścią wypełniającą w 1983 halę Torwaru. Ingerencja Chrisa Franke w oryginalny zapis daleko przekroczyła granice lekkich modyfikacji. Nie zdziwiłbym się gdyby prawdą okazało się przypuszczenie, że niektóre fragmenty nagrano ponownie i podłączono do reszty. Wspominam o tym, ponieważ w 2000 roku powstał projekt rekonstrukcji taśm rejestrujących muzykę z audytorium. Pewien bardzo zdolny dźwiękowiec, człowiek kryjący się pod pseudonimem 3N (pozdrawiam!), postanowił wskrzesić i uszlachetnić zawartość swoich starych kaset magnetofonowych. Z&amp;nbsp; nich to właśnie i dostarczonych dodatkowych materiałów&amp;nbsp; zrekonstruował co się dało z posiadanych zasobów. Powstał&amp;nbsp; tak zwany ‘fan-release”, dwupłytowy dokument pozwalający zapoznać się z prawdziwym brzmieniem i treścią obu warszawskich koncertów z tego grudniowego wieczoru. Oprócz nagrań znanych z oficjalnego wydawnictwa zawiera on kilka unikalnych utworów z których zrezygnowano w legalnej wersji.&amp;nbsp; Choćby z tego powodu prawdziwy fan powinien go poszukać. I na tym albumie wydanym pod tytułem: "Dreaming on Ice Stadium Evening" można wyraźnie usłyszeć że np. początkowy "Poland" był jednak&amp;nbsp; trochę inaczej grany na obu koncertach. Ostre frazy zostały w studio złagodzone. Ten rarytas jest obecnie nieosiągalny w swojej pierwotnej formie. Dlatego też cieszę się że mój egzemplarz nr 3 jest jeszcze „na chodzie”. Pięknie jest cofnąć się w czasie o prawie 30 lat i posłuchać zespołu który był kiedyś wyznacznikiem dobrej odkrywczej muzyki, tego co najlepsze w gatunku zwanym czasami rockiem elektronicznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-tGJmdJfVcNA/TxtOVqwVUPI/AAAAAAAAAuo/YaNZhzpi62w/s1600/Tournado-Live-Remastered_Tangerine-Dream%252Cimages_big%252C3%252C4011222326454.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="292px" src="http://2.bp.blogspot.com/-tGJmdJfVcNA/TxtOVqwVUPI/AAAAAAAAAuo/YaNZhzpi62w/s320/Tournado-Live-Remastered_Tangerine-Dream%252Cimages_big%252C3%252C4011222326454.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mariusz Wójcik:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Mój mandarynkowy sen, miał się spełnić 23 kwietnia 1997 roku w dalekim od mojego miejsca zamieszkania&amp;nbsp; Zabrzu. Mój kolega podał mi numer telefonu, gdzie można było zamówić bilet na koncert&amp;nbsp; &lt;b&gt;Tangerine Dream.&lt;/b&gt; Bardzo sceptycznie podszedłem do realizacji spełnienia mojego marzenia, bo życie czasami&amp;nbsp; weryfikuje takie plany. Ja od zawsze jestem uparty, jeśli widzę choćby iskierkę nadziei, a takową widziałem w tamtym czasie - choć z perspektywy czasu ten wyjazd był dość problemowym planem, bo przecież ja pracowałem w trybie trzyzmianowym i do tego cały czas&amp;nbsp; w rozjazdach. Kiedy dostałem potwierdzenie&amp;nbsp; od kolegi Aleksandra Zaranka,&amp;nbsp; który był wielkim fanem TD (on&amp;nbsp; również opisał swoją relacje z tego koncertu w Generator News 1997 rok&amp;nbsp;-&amp;nbsp;fanzin muzyki elektronicznej wydawany przez Ziemowita Poniatowskiego, obecnie&amp;nbsp;Generator.pl), wówczas już na poważnie wyobrażałem sobie mój koncert marzeń. Do dalekiej Ustki służbowo wyjechałem z myślą, że jednak po przyjeździe do domu dosłownie wskoczę do samochodu mojego kolegi Aleksandra i jego żony, by spod Piły wyruszyć na mój koncert marzeń. Tak się też stało - po nieprzespanej nocy wróciłem do domu i w trybie natychmiastowym pożegnałem się z żoną i półtoraroczną wtedy&amp;nbsp; córką. Przyznam się, że po ciężkiej&amp;nbsp; nocy jazda autem do Zabrza była&amp;nbsp; dość uciążliwa ale odsłuchiwanie w aucie kaset&amp;nbsp; z muzyką Tangerine Dream&amp;nbsp; ładowało mi akumulator. Kiedy dojechaliśmy pod Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu, w ekspresowym tempie odebraliśmy z kasy zamówione bilety, tak naprawdę to wtedy byłem rzeczywiście&amp;nbsp; w 100 % pewien, że&amp;nbsp; będę na&amp;nbsp; wymarzonym koncercie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tłum fanów gromadzący się pod Domem Muzyki i Tańca imponował mi, bo nie sądziłem że tylu fanów z naszego kraju oraz z zagranicy będzie uczestniczyło w tym&amp;nbsp; mandarynkowym święcie. Jak wiadomo, mieliśmy powody do świętowania, bo ostatnia trasa&amp;nbsp; TD w Polsce to zupełnie odlegle czasy&amp;nbsp; -&amp;nbsp; grudzień 1983 rok :).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Napięcie oczekiwania rosło z minuty na minutę, czułem w sobie narastające podniecenie, które potęgowało rozmowami z El fanami. Przed wejściem do Domu Muzyki i Tańca spotkaliśmy Ziemowita Poniatowskiego&amp;nbsp; (Generator.pl), który&amp;nbsp; prosił nas&amp;nbsp; by jego sprzęt fotograficzny na czas koncertu przechować w naszym aucie. Niestety, nie dostał pozwolenia na wykonywanie&amp;nbsp; zdjęć, trzeba było posiadać specjalną&amp;nbsp; akredytacje. Przed samym wejściem&amp;nbsp; miałem okazje przywitać się z animatorem muzyki elektronicznej w Polsce Arturem Lasoniem, z którym na przerwie koncertu zażarcie dyskutowaliśmy&amp;nbsp; :) (ale o tym później). Po wejściu na sale DMiT do dziś pamiętam dziwne uczucie narastającego napięcia, migające lampki klawiatur Edgara Froese i kolegów oraz krzątającej się ekipy technicznej TD. Bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie frekwencja fanów, jak się później dowiedziałem, zdecydowanie więcej fanów pojawiło się na tym Zabrzańskim koncercie, niż&amp;nbsp; dwa miesiące później w Sali Kongresowej,&amp;nbsp; na który niestety nie udało mi&amp;nbsp; się dotrzeć. Pamiętam jak z kolegą i jego żoną siedzieliśmy blisko sceny&amp;nbsp; a wokół nas pojawiła się grupa inwalidów na wózkach, naprawdę robiło się tłoczno - ale to dobrze, podskórnie wyczuwałem, że będę świadkiem historycznego koncertu TD.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kiedy światła wygasały nastąpiła dziwna cisza, zauważyłem muzyków, którzy już byli gotowi do odegrania swojego El muzycznego spektaklu. Edgar po lewej stronie ze swoim&amp;nbsp; zestawem syntezatorów. Jerome po środku i po prawej&amp;nbsp; Zlatco Perica, którego energia rozsadzała wręcz, oczywiście to nie cały skład TD.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przyznam, że dość sceptycznie podchodziłem do set listy gdyż promowany album "Goblin club"&amp;nbsp;&amp;nbsp; nie przekonywał mnie i liczyłem na zdecydowanie starsze kompozycje TD i... absolutnie dostałem olśnienia kiedy to o czym skrycie marzyłem, stało się faktem już w po pierwszym zresztą znakomitym utworze&amp;nbsp; "Waterborn"&amp;nbsp; z albumu "Oasis", który&amp;nbsp; przepięknie wybrzmiał wtedy w Zabrzu! Cudowna sekwencja&amp;nbsp; okraszona spontaniczną partia gitary Zlatco Pericy. Później było&amp;nbsp; jeszcze ciekawiej, bo&amp;nbsp; fragment utworu "Poland"&amp;nbsp; oraz "Siliver scale" , "Exit",&amp;nbsp; "Stratosfear"&amp;nbsp; czy też&amp;nbsp; fantastyczny&amp;nbsp;&amp;nbsp; fragment&amp;nbsp; z albumu "Underwater sunlight"&amp;nbsp; -&amp;nbsp;&amp;nbsp; wywołały u mnie dreszcze podniecenia&amp;nbsp; a przy ”Silver scale"&amp;nbsp; pamiętam, wstałem z łzami w oczach i biłem&amp;nbsp; gromkie oklaski! Zresztą ta pierwsza cześć koncertu to&amp;nbsp; była swoista set lista&amp;nbsp; moich marzeń, aczkolwiek zabrakło wielu pięknych tematów z dekady lat 70. czy 80.,&amp;nbsp; to i tak byłem usatysfakcjonowany tą mandarynkową muzyką. Koniec części pierwszej dobiega&amp;nbsp; końca i chwila na ostudzenie&amp;nbsp; emocji, już po kilku minutach spotykają się fani TD by relacjonować na gorąco ta pierwszą część. Mile wspominam tą piękną, przyjacielską atmosferę entuzjastycznych dyskusji. Jak pamiętam, udało mi się zdobyć piękny plakat promujący tournée TD&amp;nbsp; "Goblins Club", przyznam zakup był&amp;nbsp; perfidnie przemyślany, bowiem sądziłem, że uda mi się zdobyć autograf Edgara Froese - tak jednak się nie stało.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Muszę dodać, że w gronie dyskutantów obok wspomnianego Artura Lasonia (szefa klubu Miłośników Muzyki Elektronicznej i Medytacyjnej&amp;nbsp; - współpracownika&amp;nbsp; Polskie Radio PR II oraz Polskie Radio PR III (biografie Tangerine Dream i Klausa Schulze końcówka lat 80) oraz jednego z największych animatorów wówczas El muzyki w Polsce. Był również Ziemowit Poniatowski&amp;nbsp;&amp;nbsp; wówczas fanzin Generator news oraz szef Fanklubu&amp;nbsp; Tangerine Dream&amp;nbsp; Tangram&amp;nbsp; - Sławomir Więckowski itd., itd. Tak więc pamiętam, to było swoiste spotkanie na szczycie kochających nie tylko TD ale w ogóle muzykę elektroniczną. Moja&amp;nbsp; dyskusja z Arturem Lasoniem była na tyle intensywna, iż spóźniliśmy się kilka minut na drugą część, a konkretnie na tą perkusyjną cześć, &amp;nbsp; cała druga część w większości składała się z wydanego w tym czasie albumu „Goblin Clubs".&amp;nbsp; Zresztą&amp;nbsp;&amp;nbsp; o dziwo, znakomicie wypadły wersje&amp;nbsp; ze studyjnego albumu&amp;nbsp; "Rockoon",&amp;nbsp; gdzie&amp;nbsp; Zlatco Perica popisywał się żarliwymi solówkami gitarowymi, wręcz eksplodował&amp;nbsp; metalową furią za co otrzymał gromkie brawa. Bardzo ciekawie w drugiej części koncertu wypadły projekcje wideo, w tle można było obejrzeć&amp;nbsp; fragment filmu "Canyon Dreams"&amp;nbsp; -&amp;nbsp; naprawdę zrobiło się bardzo refleksyjnie, muzyka niezwykle działała na wyobraźnie&amp;nbsp; fanów, zrobiło się nostalgicznie i jakaś nieodgadniona fala utraty każdej upływającej minuty z legendą El muzyki kazała nam absorbować wszystkie zmysły&amp;nbsp; aby zostało to na długie lata. Kiedy się zaczynały bisy a w Zabrzu&amp;nbsp; a były trzy, wiedzieliśmy, że jesteśmy świadkami&amp;nbsp; wyjątkowego spektaklu, który został powtórzony&amp;nbsp; dwa miesiące później tj, 13 czerwca 1997 roku w Warszawskiej Sali Kongresowej&amp;nbsp; i jak doniósł mi kolega później -&amp;nbsp; to ten z&amp;nbsp; którym wybrałem się do Zabrza a który przybył na drugi koncert TD w Warszawie&amp;nbsp; –&amp;nbsp; atmosfera&amp;nbsp; i&amp;nbsp; frekwencja zdecydowanie&amp;nbsp; różniła się od tej z Zabrza, a mimo to bardzo żałowałem gdyż wtedy Edgar Froese spotkał się z fanami i był zdecydowanie bardziej rozmowny niż w Zabrzu. Kiedy po dwóch bisach zbliżaliśmy się do definitywnego końca tego mandarynkowego show, wielkie brawa i w ogóle bardzo entuzjastyczne przyjęcie fanów spowodowały kolejny bis chociaż myślę, że Edgar Froese z góry set listę miał przygotowaną, ale to szczegół bo na sam koniec przyznam zostałem mile zaskoczony fantastyczną wersją geniusza gitary Jimiego Hendrixa! Utwór „Purple Haze" wręcz&amp;nbsp; eksplodował feerią intensywnych świateł oraz fenomenalną partią Zlatco Pericy&amp;nbsp; -&amp;nbsp; przez chwile miałem wrażenie uczestnictwa bardziej w koncercie...&amp;nbsp; Deep Purple&amp;nbsp; ;), niż legendy muzyki elektronicznej ;). Na sam koniec Edgar podziękował polskiej publiczności za ciepłe przyjęcie&amp;nbsp; ale troszkę był zły na nie ogrzewaną sale DMi T&amp;nbsp; jakby ze złości wymachiwał ręką, zresztą dość sarkastycznie to ujął … przybywam do WAS ... i znowu zimno ;). Tak, Edgar miał rację, bo 23 kwietnia sala Domu Muzyki i Tańca rzeczywiście nie była ogrzewana, choć przyznam szczerze, że od niesamowitych emocji było przynajmniej w moim przypadku bardzo gorąco ;).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Czekaliśmy uparcie dalej na Edgara, niestety menadżer TD wyszedł i oznajmia nam, że maestro Froese przeprasza nas ale nie może wyjść, no cóż pamiętam moją reakcję – bierzcie ze sobą plakaty i biegiem pod busa, gdzie muzycy TD odpoczywali po koncercie. Podbiegliśmy, ale&amp;nbsp; okazało się iż Edgar, wyszedł do nas&amp;nbsp; dosłownie na chwile, zresztą faktycznie zmęczony i przeprosił ale nie będzie rozmawiał,&amp;nbsp; dopiero po kilku minutach wyszedł z busa Jerome Froese i chętnie z nami porozmawiał itd. Wtedy też stojąc przy drzwiach autokaru pierwszy i ostatni raz miałem okazje zobaczyć Monikę Froese. Drzwi się zamykają, ciepłe i serdeczne pożegnanie i… kończy się moja przygoda&amp;nbsp; z mandarynkową legendą.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Kiedy pakowaliśmy się do auta, było już naprawdę zimno, księżyc w pełni… i  naszły mnie dziwne myśli… to już naprawdę koniec??... Smutek  spełnionego   marzenia. Po nieprzespanej nocy, oraz po trudach jazdy do Zabrza, oraz po  koncercie TD   o dziwo… Nie mogłem zasnąć w aucie. To były tak wielkie emocje,  że  nie pozwoliły mi na spokojny sen, do dziś kiedy słucham  "&lt;b&gt;Tournado"  &lt;/b&gt;czyli album TD z rejestracją tego Zabrzańskiego koncertu  -   zawsze  wracają  wspomnienia z... mandarynkowego snu AD 1997.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Q31c1hjXE94" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Zespół Edgara Froese nagrywa i koncertuje do dziś, z jakim skutkiem - oceńcie sami, ale nam te stare widowiska zapadły głęboko do serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US" style="font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 11pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/haPeHBMnPyw" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-4602417483333153557?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/4602417483333153557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-w-polsce-1983-1997.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4602417483333153557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4602417483333153557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-w-polsce-1983-1997.html' title='Tangerine Dream w Polsce 1983, 1997'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ji9DPRCAgAE/TxtNxYpq6SI/AAAAAAAAAug/CJOm9NRCdzA/s72-c/dreaming+front.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-535483402607203633</id><published>2012-01-21T20:29:00.004+01:00</published><updated>2012-01-21T20:48:11.599+01:00</updated><title type='text'>Alpha Flight - Ring of Worlds</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SN7KYybfp1w/Txqh34p3tNI/AAAAAAAAAuQ/Gbrhbjh2jwg/s1600/Alpha+Flight+-+Ring+Of+Worlds+-+FRONT.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-SN7KYybfp1w/Txqh34p3tNI/AAAAAAAAAuQ/Gbrhbjh2jwg/s320/Alpha+Flight+-+Ring+Of+Worlds+-+FRONT.jpg" width="315" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "Alpha Flight - Ring of Worlds" to płyta utrzymana w konwencji tradycyjnej muzyki elektronicznej. Autor Chris Höppner tę senną impresję nagrał w 1994 r. W remiksowaniu projektu pomagał mu sam Peter Mergener. Ale fakt ten nie zdominował zawartości opublikowanego materiału. Słychać że kompozytor miał konkretną wizję, którą konsekwentnie zrealizował. Zawartość można określić jako dość zróżnicowaną muzykę medytacyjną, space music czy fragmentami strawny, ciepły ambient. Dobrze się tego słucha leżąc z zamkniętymi oczami, chłonąc leciwą, spokojną treść... Można nawet zapaść w stan półsnu i wtedy dźwięki krążą swobodnie gdzieś w trzewiach jestestwa... Jest w tym melancholia, zaduma i jakaś głębsza, znana tylko Chrisowi tajemnica. Z wyczuciem dodał ozdobniki i subtelne sekwencje (World of Caves). Trochę odgłosów otoczenia - niby nic nowego - ale ładnie podane, z wyobraźnią. Poszczególne światy jakie słuchacz będzie zwiedzał dzięki inwencji autora, pociągają ciepłymi barwami, pastelowymi pejzażami. Sporadycznie usłyszeć można nieprzyjemne dla ucha efekty (World of Liquid Metal). Budowanie klimatu jest jedną z największych zalet tej edycji. Chrzęst liści pod nogami (World of Endless Forests) rozpoczyna i co jakiś czas wznawia somnambuliczny spacer po bezkresnych puszczach. Gdzieś tam skrzeczą dziwne stwory... Długie, stojące frazy, towarzyszą przedzieraniu się przez "The Space Between Worlds". Potem trochę mroczny, pięknie rozwijający się "World of Crystals" (ciekawie zrobione efekty rozsypujących się kryształków pod koniec utworu). Całość kończy popisowy, zmienny w klimatach i pełen wewnętrznej energii "Lost World - Epilog". Po przesłuchaniu całości zostają bardzo miłe wrażenia. Sporo przebiegów, zmyślne ostinato prawie w każdej ścieżce, dla każdego coś dobrego. We wkładce płyty odniesienia do paru znanych każdemu nazwisk. Muzyka dla romantyków, szukających wytchnienia od udziwnień i eksperymentów.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ymrVwOQA21s/TxsMDjODcaI/AAAAAAAAAuY/j9LK3gV84WI/s1600/Alpha+Flight+-+Ring+Of+Worlds+-+BOOKLET.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-ymrVwOQA21s/TxsMDjODcaI/AAAAAAAAAuY/j9LK3gV84WI/s400/Alpha+Flight+-+Ring+Of+Worlds+-+BOOKLET.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/FhETYzKEKvA" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-535483402607203633?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/535483402607203633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/alpha-flight-ring-of-worlds.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/535483402607203633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/535483402607203633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/alpha-flight-ring-of-worlds.html' title='Alpha Flight - Ring of Worlds'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SN7KYybfp1w/Txqh34p3tNI/AAAAAAAAAuQ/Gbrhbjh2jwg/s72-c/Alpha+Flight+-+Ring+Of+Worlds+-+FRONT.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-6338634296940856168</id><published>2012-01-19T01:20:00.001+01:00</published><updated>2012-01-19T01:58:33.984+01:00</updated><title type='text'>Richard Pinhas  Rhizosphere</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-CmsoosUVk-Y/Txc9ZDAbBoI/AAAAAAAAAuA/XF1P4GUNjz0/s1600/Rhizosphere.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="316" src="http://1.bp.blogspot.com/-CmsoosUVk-Y/Txc9ZDAbBoI/AAAAAAAAAuA/XF1P4GUNjz0/s320/Rhizosphere.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W roku 1977, gdy płyta "Oxygene" J.M.Jarre'a już na dobre podbijała świat i tą szczególną lekkością oraz prostotą przekazu przynosiła sławę swojemu pomysłodawcy, pewien dyplomowany profesor Sorbony realizował całkiem odmienną wizję komponowania. Nie wiem jeszcze czy Richard Pinhas zdawał sobie sprawę nagrywając pierwszą solową płytę "Rhizosphere" że również tworzy historię francuskiej muzyki elektronicznej. Ale udało mu się udowodnić, że jego wyrafinowane, dźwiękowe produkcje naprawdę silnie działają&amp;nbsp; - tyle że na inny, bardziej wymagający typ słuchacza.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Od początku słychać że Pinhasa rozpiera energia.&amp;nbsp; Muzyka zawiera bowiem&amp;nbsp; wiele dynamicznych fragmentów. "Rhizosphere Sequent" niczym rozpędzający się pociąg, pomyka przed siebie skrząc się wielobarwnością wątków, zmiennością sekwencji i mnogością efektów. Biegają one po stereofonicznej przestrzeni w jakiejś niezwykłej, hipnotycznej determinacji. &amp;nbsp;Spokojniejszy utwór "A Piece For Duncan" brzmi jak kosmiczna wędrówka przesycona niepokojem i ciekawością astronautów. Richard eksploruje tu możliwości jakie daje Moog 55 i Arp 2600. Kręci rozkosznie gałkami oscylatorów. Dalej, obsesyjnie powtarzane motywy zdominują klimat kilkuminutowej ścieżki "Claire P.". Nic dziwnego, skoro utwór dedykowany jest postaci Philipa Glassa.&amp;nbsp; Solo brzmi czysto i bardzo wyraźne.&amp;nbsp; W "Trapeze/Interference" muzyka toczy się dość leniwie,&amp;nbsp; jest trochę mroczną impresją - jakby dla wyciszenia przez tytułową, zakręconą suitą. "Rhizosphere" rozkręca się powoli, przy znacznym udziale perkusisty Françoisa Augera. Ładnie to brzmi na słuchawkach. I tu, jak na początku wydawnictwa, słychać tę nieustępliwość - choć jakby bardziej kontrolowaną.&amp;nbsp; Przypomina mi ona mozolną wspinaczkę po górskim stoku coraz wyżej i wyżej. W końcu całość przyspiesza tempo, jakby muzykom zaczęło się gdzieś spieszyć (smile). Zmienne przebiegi podkręcają napięcie, można odnieść wrażenie że to nieskończona pętla... Po wyciszeniu, jako track 6, na minutę ponownie wchodzą same efekty... Dziwne to trochę, ale chyba taki podział utworów wyszedł dopiero na wersji CD. Bardzo dobra muzyka, w której słuchacz znajdzie wiele odniesień do tamtych złotych lat EM i pięknego brzmienia analogów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ciekawe że ta płyta byłą jedną z pierwszych elektronicznych perełek które wysłuchałem w radio około 1979 roku i nagrałem na monofoniczny magnetofon. I bardzo dobrze, bo nic nie straciła ze swojego uroku. A prekursor progresywnej elektroniki był w świetnej formie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/_NW9sX1LGXA" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-6338634296940856168?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/6338634296940856168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/richard-pinhas-rhizosphere.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6338634296940856168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6338634296940856168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/richard-pinhas-rhizosphere.html' title='Richard Pinhas  Rhizosphere'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-CmsoosUVk-Y/Txc9ZDAbBoI/AAAAAAAAAuA/XF1P4GUNjz0/s72-c/Rhizosphere.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-8377741117330993311</id><published>2012-01-16T20:41:00.004+01:00</published><updated>2012-01-17T23:19:30.329+01:00</updated><title type='text'>Polaris &amp; Krzysztof Horn Collision</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-CBu2ErQqSq8/TxR4wU2CKRI/AAAAAAAAAt0/rJ3kxAczVCo/s1600/collision.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="285" src="http://4.bp.blogspot.com/-CBu2ErQqSq8/TxR4wU2CKRI/AAAAAAAAAt0/rJ3kxAczVCo/s320/collision.jpeg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="st"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ricochet Gathering oznacza wyjątkowe wydarzenie dla fanów muzyki &lt;/span&gt;&lt;span class="st"&gt;elektronicznej&lt;/span&gt;&lt;span class="st"&gt;. To koncerty &lt;/span&gt;często &lt;span class="st"&gt;w unikalnych lokalizacjach, w międzynarodowej obsadzie muzyków. Ostatni odbył się Berlinie w 2011 roku i miał swój polski akcent. Nie po raz pierwszy zresztą. Zagrali na nim wspólnie &lt;/span&gt; Jakub Kmieć znany bardziej jako Polaris, oraz Krzysztof &lt;span class="st"&gt;Rzeźnicki który woli sceniczne nazwisko Horn. Owocem tej przyjacielskiej sesji jest płyta &lt;/span&gt;"Collision" - muzyka będąca wypadkową zetknięcia się dwóch niebanalnych muzycznych indywidualności. Jednocześnie zadziałał efekt spontaniczności i swobody w podejściu do realizowanego materiału. Muzycy zrezygnowali ze szczegółowo opracowanego planu działania i w dużej mierze zdali się na swoją intuicję. Pierwsza, tytułowa kompozycja "Collision"&amp;nbsp; to bardzo stonowana muzyka. Aby wychwycić wszelkie niuanse potrzeba skupienia, warunków w których nikt nie rozproszy zbytnio uwagi. Słychać trochę różnych efektów, dość skomplikowany, połamany beat i smutne solo. Mocno odrealniona twórczość z pogranicza delikatnego, ciepłego ambientu. Po tym okresie "dopasowywania się" kolejne kompozycje wydają się być bardziej wyraziste. Więcej pomysłów, barw i energii. W "Mal Du Siecle" usłyszeć można próbki jakby orientalnych instrumentów oraz ludzkich głosów. Wprawne ucho usłyszy też motywy grane w stylu wielkiego Greka oraz rytmiczne rozwiązania charakterystyczne dla amerykańskiej muzyki obrazującej życie pustyni. Ciekawy kolaż. Im dalej tym przytulniej. "Octahedron Moon" w porównaniu do poprzednich utworów można śmiało nazwać "przebojowym". Ale to oczywiście żart z mojej strony. Mam wrażenie że słyszę brzmienie symulatora Eminent, któremu towarzyszą akcenty orientalne. Prawdziwe tygrysy polujące na perełki el-muzyki na pewno polubią ten utwór. "The Parent of All Others" jest krótkim dwuminutowym pośrednikiem między dwoma ciepłymi impresjami. Obecna syntetyczna gitara i trzaski niczym z analogowej płyty pozwalają na określone skojarzenia. "Berolina Train" sięga jeszcze głębiej do klasyki muzyki elektronicznej i w szczególny sposób czaruje słuchacza licznymi modyfikacjami dźwięków. Przez piętnaście minut można jak w transie poddać się pozytywnej energii która płynie z głośników. Ta moim zdaniem najciekawsza na płycie kompozycja, ma w sobie wszelakie cechy dynamicznej relaksacji. I być może jest najbardziej dopracowanym, przygotowanym wcześniej fragmentem materiału. Powinna się spodobać wszystkim fanom. Pozornie beztroskie granie co jakiś czas urozmaica kobiecy głos naśladujący styl dworcowych komunikatów. Rozpędzona kaskada przyjaznych uszom barw w końcu ulega degradacji. &lt;span class="st"&gt;Wagon typu "Berolina"&amp;nbsp; zatrzymuje się u swego celu.&lt;/span&gt; Szkoda. No, ale niektórzy mówią że nic nie trwa wiecznie.&lt;span class="st"&gt;&amp;nbsp; Pewną pociechę stanowi fakt, że kończący płytę "Subconscious Choice" utrzymany jest w podobnej konwencji. Z trochę inaczej ustawionym rytmem zachował ten szczególny optymizm poprzednika. Cóż, być może był to podświadomy wybór ;). Płyta kończy się zasłużonymi oklaskami. Kris Horn i Polaris pokazali swoją klasę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="st"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nic dziwnego że płytę oprócz &lt;/span&gt; labelu The Ricochet Dream wydał również nasz Generator. Polecam!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ghaTWU2uxsI" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-8377741117330993311?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/8377741117330993311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/polaris-krzysztof-horn-collision.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8377741117330993311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8377741117330993311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/polaris-krzysztof-horn-collision.html' title='Polaris &amp; Krzysztof Horn Collision'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-CBu2ErQqSq8/TxR4wU2CKRI/AAAAAAAAAt0/rJ3kxAczVCo/s72-c/collision.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-4039042561500015062</id><published>2012-01-14T23:55:00.003+01:00</published><updated>2012-01-17T23:19:15.528+01:00</updated><title type='text'>Biosphere  Patashnik</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jR9XUcwUHng/TxH0Usrz_aI/AAAAAAAAAtk/CKMsIdcedrM/s1600/patash.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-jR9XUcwUHng/TxH0Usrz_aI/AAAAAAAAAtk/CKMsIdcedrM/s1600/patash.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Geir Jenssen jest mistrzem samplingu, intuicyjnego montażu i błyskotliwym realizatorem swoich pomysłów. Ten Norweg mieszkający od jakiegoś czasu w Krakowie, najbardziej znany jest z doskonałej płyty "Substrata". Ale zanim ją stworzył, wydał kilka innych znakomitych albumów. Moim ulubionym jest Patashnik z 1994 - pełen inwencji twór zawierający masę zmiksowanych fragmentów filmów, kosmicznych dźwięków i tylko Geir raczy wiedzieć jeszcze czego. Jego umiejętność stapiania w całość różnych wątków jest tu, na "Patashniku" szczególnie wyczuwalna. I choć poszczególne ścieżki dają się słuchać osobno, razem stanowią integralną całość. W Internecie można znaleźć szczegółowy spis obrazów z jakich Jenssen wyłuskał fragmenty do swoich potrzeb (Scanners, Roxanne czy Village of Damned), mi szczególnie spodobały się rozmowy radzieckich kosmonautów z "Odysei Kosmicznej 2010". Podobnych filmowych odniesień na tej płycie jest więcej i radość sprawia ich odnajdywanie. Miła jest również dla uszu spora ilość misternie i wyczuciem zapisanych rytmów, dzięki którym niekiedy przykleja się Biosphere termin prekursora techno-ambientu. Przyjemnie się tego słucha, mimo iż część utworów jest mroczna jak głębia kosmosu. Najkrótsze podsumowanie tej muzyki to: intelektualna zabawa dźwiękami na wysokim poziomie.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wydano do tej pory 13 różnych edycji tego albumu, co świadczy o dużym zapotrzebowaniu na ten rodzaj rozrywki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/aBW_bklt4Po" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-4039042561500015062?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/4039042561500015062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/biosphere-patashnik.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4039042561500015062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4039042561500015062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/biosphere-patashnik.html' title='Biosphere  Patashnik'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-jR9XUcwUHng/TxH0Usrz_aI/AAAAAAAAAtk/CKMsIdcedrM/s72-c/patash.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-1588941179688382924</id><published>2012-01-12T01:00:00.004+01:00</published><updated>2012-01-17T23:18:58.741+01:00</updated><title type='text'>Insomnia Shadows and Mists</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-emihslobBUo/Tw4BS-OegKI/AAAAAAAAAsE/gnaJ4FHKpb0/s1600/insomnia-shadows-and-mists.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-emihslobBUo/Tw4BS-OegKI/AAAAAAAAAsE/gnaJ4FHKpb0/s320/insomnia-shadows-and-mists.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cienie i mgły to zjawiska tajemnicze i ulotne. Trudne do kontrolowania, wymykające się logice i wyraźnej definicji. Dokonanie konwersji wyobrażeń powyższych procesów na język muzyki będzie zawsze działaniem&amp;nbsp; w jakimś stopniu subiektywnym. Niedawno autorzy nagrań z płyty "Shadows and Mists" - Adam Mańkowski i Łukasz Modrzejewski czyli duet "Insomnia" udzielili mi wywiadu. Wspominają w nim o fascynacji mistrzami kina niemego. To źródło inspiracji posłużyło im do stworzenia utworów będących ich własną propozycją ilustracji czarno-białych filmów. Zastanawiałem się jaki to może mieć wpływ na wartość samej muzyki. I doszedłem do wniosku że jeśli już ma, to pozytywny. Bo płyta świetnie broni się bez dodatkowej ideologii. Sześć ścieżek utrzymanych w klimacie stonowanej, ale zazwyczaj lekko uwypuklonej rytmicznie elektroniki, wytrzymuje wiele odtworzeń. Kompozytorzy wiedzą co chcą grać i potrafią to zrealizować. Muzyka jest momentami zwiewna, enigmatyczna, ale jednocześnie jakaś... swojska. Może to skutek subtelnych bitów, które jakby z drugiego planu dodają całości kolorytu? Wydaje mi się, że łódzcy artyści nie tyle chcą zaimponować słuchaczom opanowaniem warsztatu, co pragną stworzyć pewien klimat. Nastrój nie do końca mroczny, nie całkiem też jasny. Ciąg inteligentnie proponowanych skojarzeń, bynajmniej nie trywialnych. Produkt dla słuchacza już trochę wyrobionego, wrażliwego na akustyczne niuanse. Lub propozycja dla całkiem nowych rzesz przyszłych fanów, tych specyficznych barw jakie można wydobyć z elektronicznych samplerów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Płyta została wydana w grudniu 2011 przez własny, niezależny label zespołu - Larch Records. Ciekaw jestem, co będzie na ich kolejnych krążkach.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Linki do stron związanych z zespołem: &lt;br /&gt;http://soundcloud.com/insomnia-pl&lt;br /&gt;http://shadowsandmists.wordpress.com/&lt;br /&gt;http://www.facebook.com/insomniapl&lt;br /&gt;http://insomnia-pl.bandcamp.com/ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/4Nv7E-_1xLQ" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-1588941179688382924?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/1588941179688382924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/insomnia-shadows-and-mists.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1588941179688382924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1588941179688382924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/insomnia-shadows-and-mists.html' title='Insomnia Shadows and Mists'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-emihslobBUo/Tw4BS-OegKI/AAAAAAAAAsE/gnaJ4FHKpb0/s72-c/insomnia-shadows-and-mists.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-7680814366823836655</id><published>2012-01-11T00:58:00.019+01:00</published><updated>2012-01-16T23:43:26.035+01:00</updated><title type='text'>Insomnia - Można czasem złamać schematy</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2ywj2GRFHpA/TwzQgIs5nnI/AAAAAAAAAr0/WUM2kvNiMVc/s1600/03.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-2ywj2GRFHpA/TwzQgIs5nnI/AAAAAAAAAr0/WUM2kvNiMVc/s400/03.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;1) "Insomnia" to dwóch przyjaciół z Łodzi: Adam Mańkowski i Łukasz Modrzejewski. W 2005 roku postanowiliście dać upust swojej kompozytorskiej pasji tworząc muzyczny duet. Nad czytaniem, słuchaniem i oglądaniem wzięła górę chęć tworzenia swoich projekcji&amp;nbsp; otaczającego świata.&amp;nbsp; Jak do tego doszło?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Gdy wspominam rok 2005, to odnoszę wrażenie, że narodziny Insomnii były bardzo naturalnym procesem - ilość muzyki, którą odkrywaliśmy w tamtym czasie, była naprawdę ogromna. Pamiętam, że kilka miesięcy wcześniej poznałem solowy, poboczny projekt lidera Porcupine Tree – Bass Communion. Ambientowe pejzaże zawarte na albumach Stevena Wilsona tak bardzo mnie oczarowały, że postanowiłem sam spróbować swoich sił w tworzeniu mrocznych, długich konstrukcji dźwiękowych. Tak właśnie wyglądała nasza muzyka na początku, właściwie pozbawiona rytmu czy jakichkolwiek beatów, była po prostu muzyką tła.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Ł: Dodajmy, że na początku dość dziwnie patrzyłeś na moje fascynacje na przykład „Ghosts on Magnetic Tape” (śmiech). Znamy się i tak znacznie dłużej, słuchaliśmy podobnej muzyki, w niektórych kwestiach mamy bardzo podobne gusta, choć w innych radykalnie się różnimy. Dla mnie muzyka, w ogóle dźwięk był od dziecka czymś najważniejszym. Zawsze miałem też dość zróżnicowany gust i choć lubię, cenię artystów z różnych muzycznych półek, to twórczo chciałem tworzyć coś z pogranicza takich grup, jak Nurse With Wound, Hafler Trio czy Throbbing Gristle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2&lt;i&gt;) Nazwa projektu "Insomnia". Czy inspirowaliście się książką Lema, Kinga, lub tytułem filmu Christophera Nolana? A może to po prostu wyraz niepokoju jaki towarzyszy zaburzeniom snu?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ł: Insomnia, znaczy „bezsenność”. Generalnie, niczym wprost się nie inspirowaliśmy, przynajmniej w sposób jawny, świadomy. Niemniej bardzo lubimy książki Kinga czy Lema, podobnie jak filmy Nolana. Chociaż jego „Bezsenność” widziałem dopiero dwa albo trzy lata temu. Bardzo podobała mi się jego „Incepcja”.&lt;br /&gt;A: Zazwyczaj nazwy muzycznych projektów powstają dość przypadkowo i spontanicznie, w naszym przypadku też nie było inaczej. W bardzo upalny, czerwcowy dzień 2005 roku pracowaliśmy nad muzyką i zdecydowaliśmy, że w końcu wypadałoby jakoś sformalizować nasze poczynania. Wybrać nazwę, założyć stronę internetową itd. Nazwa nie jest szczególnie oryginalna czy też unikatowa, nie była też zaczerpnięta z konkretnej książki czy filmu (chyba, że podświadomie). Chcieliśmy aby zawierała w sobie ludzki pierwiastek, aby kojarzyła się bądź opisywała ludzkie zachowania, procesy życiowe, a że obaj prowadziliśmy i do dziś raczej preferujemy nocny tryb życia, to bezsenność okazała się najbardziej trafna. Z jednej strony jest źródłem cierpienia i jednym z objawów depresji, a z drugiej strony nocna bezsenność może być twórczym okresem w pracy nad muzyką – tak właśnie często jest w naszym przypadku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;3) Wydaliście do tej pory dwie płyty: „Places” w 2010 i " Shadows and Mists" w 2011. Czy przez poprzednie klika lat szlifowaliście warsztat, szukaliście swojej formy wyrazu?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Tak, de facto to płyt bądź też kompilacji powstało już znacznie więcej, jednak dopiero od „Places” postanowiliśmy wyjść z naszą muzyką do szerszego grona odbiorców. Praca nad dźwiękami stanowi dla nas ogromną radość i początkowo zgrywaliśmy kompozycje jedynie dla siebie i grona najbliższych przyjaciół. Spływające do nas pozytywne sygnały i reakcje na muzykę Insomnii zachęciły nas do tego, aby zainwestować i własnym nakładem przygotować trochę płyt w wersji fizycznej. Po raz pierwszy zrobiliśmy tak przy okazji naszego innego projektu, Extreme Agony – „Grains” w lutym 2010 roku, później przy okazji „Places”, a teraz krążków „Shadows and Mists” było już znacznie więcej i - co jest bardzo miłe - większość już się rozeszła.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Ł: W okresie przed „Places” Insomnia była projektem bardziej Adama. Można powiedzieć, że byłem kimś na zasadzie patrona czy ojca chrzestnego projektu. W 2006 roku założyłem niezależny label Larch Records, w którym wydajemy swoje albumy, do większości z nich robiłem także projekty graficzne. Dopiero przy okazji wspomnianego „Grains” rozpoczęliśmy muzyczną współpracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;4) Waszą muzykę można różnie określić: elektronika, trochę ambientu, minimalizm, szczypta popu.&amp;nbsp; Ale domyślam się, że bardziej niż poddawanie się definicjom interesuje Was kreowanie pewnych wizji...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Tak, masz absolutną rację. Nasza muzyka ewoluowała przez lata i ocierała się zarówno o ambient, chłodniejsze dronowe brzmienia czy też przeróżne formy elektronicznego wyrazu. Dużo zależy od tego, co akurat w danym momencie nas inspiruje muzycznie, a ostatnio także filmowo, czego wyrazem jest właśnie „Shadows and Mists”. Te inspiracje często są zawiłe i zupełnie nie interpretowalne wprost, są po prostu naszym specyficznym systemem odbierania emocji i ich przetwarzania.&lt;br /&gt;Ł: Bo my bardzo nie lubimy definicji, zawsze miałem z tym problem. Z jednej strony wszelkie gatunki to w dużej mierze wymysł krytyków. Z drugiej strony można powiedzieć, że przecież pewne rzeczy musiałyby zostać jakoś semantycznie określone. Jakby nie patrzeć, my skupiamy się na muzyce, jej słuchaniu, tworzeniu, poznawaniu, a nie na dopasowywaniu się do jakiegoś konkretnego gatunku.&lt;br /&gt;A: Nie każdy wyraziłby nieme kino właśnie w taki sposób, jak my. Uważamy, że nie wszystko należy zamykać w ścisłych ramach, a wręcz przeciwnie - można czasem złamać schematy i zachęcić słuchaczy bądź też widzów do poszerzenia horyzontów odbioru. Być może właśnie takie podejście i te dźwięki będą inspiracją dla kogoś innego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;5) Słuchając "Shadows and Mists", płyty ciekawej i przemyślanej, odnoszę wrażenie, że jest tam&amp;nbsp; gradacja: pierwsze utwory mają w sobie odrobinę optymizmu, im dalej, tym więcej chłodnych klimatów. Jakby zanurzyć się&amp;nbsp; jeszcze bardziej we mgle...&amp;nbsp; Czy był to zamierzony efekt?&amp;nbsp; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Utwory na ten album powstawały w długim okresie czasu i zanim jeszcze przystąpiliśmy do wybierania i składania tracklisty wydawało mi się, że każdy z nich to odrębna, skończona forma. Na pewno jest w tym trochę racji i można o tej płycie powiedzieć, że jest mniej spójna niż poprzedniczka. Gdy zdecydowaliśmy się już na 6 kompozycji i ułożyliśmy je w całość, wówczas zacząłem odbierać tę muzykę trochę inaczej i faktycznie jest w tym coś z procesu, w którym zachodzą stopniowe zmiany. W utworze „Empire” jest dużo przestrzeni - motyw przewodni snuje się delikatnie w tle, a kompozycja kończąca to wręcz swoisty epilog swą formą skłaniający do przemyśleń i podsumowań. Określenie epilog nie jest przerysowane, bo tę kompozycję dograliśmy w ostatnim etapie prac nad „Shadows and Mists”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;6) W Waszej muzyce podoba mi się jej "drugie dno", czyli taka konstrukcja, która pozwala na wielokrotne słuchanie i odkrywanie&amp;nbsp; jej dodatkowych atrybutów. Macie zamiar trzymać się takiego podejścia do materiału?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: To bardzo miłe spostrzeżenie, które daje wiele sił do dalszej pracy, bo jeśli słuchacze przy kolejnych odsłuchach potrafią odczytać w naszej muzyce inne, nowe emocje, to oznacza to, że struktura tych kompozycji nie jest jedno-linijna. Docierają do nas różne opinie i recenzje, ale wiem też, że każdy odbiera dźwięki subiektywnie, dla jednego będzie to jedynie zbiór kilku niezwiązanych ze sobą elektronicznych dźwięków, a dla kogoś innego te trzy kwadranse będą oznaczać interesującą muzyczną opowieść, być może dźwiękową ilustrację filmowych obrazów albo coś jeszcze innego. Jako słuchacz, poznając nowe płyty, zawsze doszukuję się w nich kilku płaszczyzn, im jest ich więcej, tym lepiej. To samo odczucie staram się przelać na dźwięki powstające pod szyldem Insomnia.&lt;br /&gt;Ł: Widzisz, to w muzyce jest najpiękniejsze, że niczego słuchaczowi nie podpowiada, każdy interpretuje ją na swój sposób. Jeśli odkrywasz drugie, trzecie dno, to tym lepiej. My na co dzień też słuchamy dużo muzyki innych artystów i w bardzo podobny sposób ją postrzegamy. Każdy odbiera dźwięki na swój subiektywny sposób, a im bardziej coś mnie zaskoczy, tym lepiej. To chyba najlepszy komplement dla artysty, więc dziękujemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;7) Na Waszej stronie internetowej dajecie wyraz fascynacji geniuszami czarnobiałego kina. Ja również lubię czasami do tego wracać. To ciekawe, że ta - patrząc okiem współczesnego odbiorcy - prymitywna technika potrafi do siebie przyciągnąć. Co jest w niej takiego intrygującego Waszym zdaniem?&amp;nbsp; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ł: Nie zgadzam się, że kino nieme cechowało się prymitywną techniką. Niektóre rozwiązania i dzisiaj wydają się bardzo nowatorskie. Wystarczy spojrzeć na przykład na „Metropolis” Langa, „Pancernik Potiomkin” czy dokumentalne filmy Wiertowa, Audena, Griersona. Z krótszych form warto wspomnieć o rewelacyjnym, surrealistycznym „Psie andaluzyjskim” Luisa Buñuela i Salvadora Dali. Z rzeczy fabularnych, ale mniej znanych, bardzo lubię „Nietolerancję”. Filmy te są interesujące także od strony emocji. Widzisz, dzisiaj często, choć na szczęście nie zawsze efekty, estetyka idą w parze z emocjami, jakie powinien przekazywać film. Często dostajemy bardzo ładny obraz i na tym się kończy, bo fabuła jest tak płytka, że zmieściłaby się w dwóch, trzech zdaniach.&lt;br /&gt;A: Należałoby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rozwój technicznych możliwości jest wyznacznikiem dobrego kina? Moim zdaniem absolutnie nie, najcenniejszą wartością jest pomysł sam w sobie, sposób w jaki ukazane są sceny, emocje. Z łatwością można wskazać współczesne, wykorzystujące najwspanialsze efekty specjalne i techniczne rozwiązania - obrazy, które jednak nie zachwycają, ponieważ ich przekaz emocjonalny jest zatarty. Stare, w szczególności nieme kino jest urzekające, bo, choć pozbawione możliwości wyrazu za pomocą dialogów, wielokrotnie przyprawia mnie o dreszcze i podwyższony puls – tak silne są w swym wyrazie te sceny. Myślę, że już na stałe pozostanie mi sentyment do kultowego obrazu Murnau’a i scen ukazujących przerażenie w oczach Grety Schröder, czy też spojrzenie owładniętego głodem krwi wampira.&lt;br /&gt;Ł: Oczywiście to nie znaczy, że obecnie nie kręci się dobrych, przesiąkniętych emocjami filmów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;8) Koniecznie zapytam o instrumenty. Czy preferujecie symulatory, laptopy czy korzystacie&amp;nbsp; również z tradycyjnego sprzętu?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ł: Owszem, aczkolwiek na najnowszej płycie nie ma tradycyjnych instrumentów, za to na „Places” były na przykład klawisze. Natomiast pierwszy album Extreme Agony opiera się w dużej mierze na dźwiękach przetworzonych gitar, klawiszy oraz krzyków, szeptów, przeróżnych modyfikacjach mojego głosu.&lt;br /&gt;A: Na chwilę obecną korzystamy z dwóch laptopów, samplera, kilku różnorodnych generatorów brzmieniowych i klawiatury sterującej. A z tradycyjnego instrumentarium, tak jak Łukasz wspomniał – wykorzystujemy czasami&amp;nbsp; gitarę akustyczną i elektryczną – wciąż szlifujemy warsztat w tym kierunku i być może z czasem brzmienie żywych instrumentów stanie się stałym elementem na naszych płytach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;9) Mając tak zwarty i dobrze przygotowany materiał realizujecie się na koncertach?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Do koncertów przygotowujemy się intensywnie od jakiegoś czasu. Wciąż jeszcze nie mamy pełnego kompletu sprzętu, aby móc zagrać naszą muzykę na żywo bez uciekania się do odgrywania pewnych fragmentów z gotowych plików. Tu ograniczeniem są niestety finanse, ale całą energię wkładamy teraz w to, aby tę sytuację zmienić i mamy nadzieję, że latem bądź jesienią tego roku uda się stanąć na scenie i zaprezentować „Shadows and Mists” w wersji live.&lt;br /&gt;Ł: Przygotowanie koncertu nie jest wcale takie łatwe. Poza tymi wszystkimi kwestiami ekonomicznymi i technicznymi, graniem fragmentów z pada, co w przypadku elektroniki w mniejszym lub większym stopniu jest nieuniknione, zostaje jeszcze problem miejsca. Jeśli znajdzie się jakiś klub i organizator to jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;10) Muzyk ma w sobie wenę, która go napędza do ciągłej kreacji. Domyślam się, że pracujecie nad trzecią płytą?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Mamy już pewne pomysły na to, co dalej. Temat starych filmów wciąż pozostanie na pierwszym planie, a nawet zostanie potraktowany znacznie poważniej. Chcemy przygotować ścieżkę dźwiękową do pełnometrażowego niemego filmu. Nie podjęliśmy jeszcze ostatecznej decyzji, ale chcemy wybrać ważny dla nas obraz, taki, który nie doczekał się dotychczas dźwiękowej ilustracji.&lt;br /&gt;Ł: Chcemy znaleźć też coś w miarę oryginalnego. Poza tym aktualnie pracujemy, a raczej dopracowujemy drugi album naszego projektu Extreme Agony. Adam ma jeszcze inne projekty, więc będzie też pochłonięty nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Życzę zatem sukcesów i dziękuję za wywiad!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do stron związanych z zespołem:&lt;br /&gt;http://soundcloud.com/insomnia-pl&lt;br /&gt;http://shadowsandmists.wordpress.com/&lt;br /&gt;http://www.facebook.com/insomniapl&lt;br /&gt;http://insomnia-pl.bandcamp.com/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-h6kWCCs9ad4/Tw8jYXSfeGI/AAAAAAAAAs0/_ahTfvY_17w/s1600/Adam.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/-h6kWCCs9ad4/Tw8jYXSfeGI/AAAAAAAAAs0/_ahTfvY_17w/s400/Adam.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zp04U2LxWrk/Tw8jgmKgwUI/AAAAAAAAAs8/WAY5nlz3eVk/s1600/%25C5%2581ukasz.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-zp04U2LxWrk/Tw8jgmKgwUI/AAAAAAAAAs8/WAY5nlz3eVk/s400/%25C5%2581ukasz.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/4Nv7E-_1xLQ" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-7680814366823836655?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/7680814366823836655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/insomnia-mozna-czasem-zamac-schematy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7680814366823836655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7680814366823836655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/insomnia-mozna-czasem-zamac-schematy.html' title='Insomnia - Można czasem złamać schematy'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-2ywj2GRFHpA/TwzQgIs5nnI/AAAAAAAAAr0/WUM2kvNiMVc/s72-c/03.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-4525626927882941483</id><published>2012-01-08T18:19:00.005+01:00</published><updated>2012-01-17T23:18:28.726+01:00</updated><title type='text'>Johannes Schmoelling Time and Tide</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-eqTy-JJ2zFI/TwlsZUu-PvI/AAAAAAAAArM/QH--bnPmfnM/s1600/schmoelling_time_and_tide.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="313" src="http://1.bp.blogspot.com/-eqTy-JJ2zFI/TwlsZUu-PvI/AAAAAAAAArM/QH--bnPmfnM/s320/schmoelling_time_and_tide.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Każda kolejna płyta jaką nagrywa Johannes Schmoelling cieszy się dużym zainteresowaniem. Nic dziwnego, zważywszy na jego udział w legendarnym zespole Tangerine Dream, oraz kilka solowych płyt z których może być dumny. Pamiętam też jego energiczny sceniczny image, jaki pokazał na polskich koncertach T.D. w Warszawie zimą 1983r. Ale o tym szerzej napiszę innym razem. Najnowsza płyta "Time and Tide" reprezentuje dobry, profesjonalny poziom. Nie tylko pod względem opanowania instrumentów czy warsztatu, bo to logiczne przy jego wieloletnim doświadczeniu. Istotny jest fakt że Schmoelling dalej jest pomysłowy. W pewnym momencie każdemu artyście ciężko jest przeskoczyć samego siebie i zaoferować coś nowego, atrakcyjnego. Jednak w przypadku ambitnego Niemca tak nie jest - wena mu dopisuje. Słuchając nagrań z "Time and Tide" odnoszę wrażenie że komponowanie przychodzi mu lekko. Poszczególne fragmenty płyty zawierają w sobie zarówno pozytywne emocje jak i refleksję. Johannes umiejętnie rozkłada akcenty, nie nużąc ciągle tymi sami pomysłami. Muzyka ma często charakter ilustracyjny i jest zróżnicowana (Splendid Isolation, The Gift). Niesie ze sobą dużo energii i spontaniczności (Lone Warrior). Spodobać się może solo na fortepianie w "The Answer".&amp;nbsp; Dalej, w "Zero Gravity" Johannes ładnie wyeksponował poszczególne motywy, przestrzeń i stereofonię. "Beacon Of Hope" faktycznie jest optymistyczny i przyjemny, a pełen napięcia "Life In The Dark" nadaje się na tło filmu akcji. Całość kończy wielowątkowy "Genetic Diversity" i tytułowy "Time and Tide". Zresztą, jedną z cech charakterystycznych tej muzyki jest różnorodność i złożoność. W ciągu kilku minut trwania utworów zmienia się parę razy tempo i nastrój. Tez zabieg może nie pozwala na bardzo głębokie doznania, ale chroni przed nudą.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Johannes Schmoelling ponownie o to dla nas zadbał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/d7WZ4eAmm2E" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-4525626927882941483?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/4525626927882941483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/johannes-schmoelling-time-and-tide.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4525626927882941483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4525626927882941483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/johannes-schmoelling-time-and-tide.html' title='Johannes Schmoelling Time and Tide'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-eqTy-JJ2zFI/TwlsZUu-PvI/AAAAAAAAArM/QH--bnPmfnM/s72-c/schmoelling_time_and_tide.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-3330234380221427108</id><published>2012-01-07T11:31:00.002+01:00</published><updated>2012-01-17T23:18:05.018+01:00</updated><title type='text'>Marek Biliński  Mały Książę</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YVNWjgn3k_s/TwcQtF1B70I/AAAAAAAAArE/JAdihw8rkfg/s1600/ma%25C5%2582y+ksi%25C4%2585%25C5%25BC%25C4%2599.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-YVNWjgn3k_s/TwcQtF1B70I/AAAAAAAAArE/JAdihw8rkfg/s320/ma%25C5%2582y+ksi%25C4%2585%25C5%25BC%25C4%2599.jpg" width="317" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Marek Biliński jest jednym z niewielu krajowych muzyków którzy nagrywając programową muzykę elektroniczną osiągnęli medialny sukces. W latach 80. ubiegłego stulecia stał się bardzo znany i do dziś obok Józefa Skrzeka i Niemena jest najszybciej kojarzony z taką twórczością. Pamiętam jeszcze konkurs na tytuły utworów do pierwszej jego płyty "Ogród króla świtu". Ogłosił go Jerzy Kordowicz w PR III Polskiego Radia. I pamiętam też tę satysfakcję że i u nas w kraju mamy tak uzdolnionych kompozytorów. Faktycznie, już od debiutanckiego albumu udało się Markowi wylansować autentyczny przebój: "Fontanna radości" a później niesamowity "Dom w Dolinie Mgieł". Na pewno w ugruntowaniu renomy pomógł mu też teledysk "Ucieczka z tropiku". Marek koncertował i nagrywał kolejne płyty popularyzując skutecznie muzykę elektroniczną w kraju i za granicą. Po czterech latach spędzonych w Kuwejcie, czterech albumach z lat 80. były widowiskowe występy w latach 90 i wysokie miejsca w rankingach popularności. W międzyczasie twórczość teatralna, baletowa, filmowa i oprawy programów telewizyjnych. Ale muzyki na płytach ukazało się później niewiele. Po trochę kontrowersyjnej "Fire" z 2008r, dwa lata później - miła niespodzianka. Marek Biliński wraca z bardzo dobrą, retrospektywną płytą "Mały Książę". Ta przestrzenna muzyka, ideowo oparta na kilku wcześniejszych pomysłach, fragmentach nagranych na Polymoogu z lat 80., poddana została nowej aranżacji. Ale klimat starych analogowych syntezatorów pozostał. I to jest piękne! Czternaście krótkich utworów zainspirowanych książką Antoine'a de Saint-Exupéry'ego tworzy przyjemną w odbiorze mieszankę różnorodnych tematów. Czasami są to fragmenty ciepłe i sentymentalne (Miłość), a czasami dynamiczne, przebojowe, w których Marek ujawnia swoją wysoką manualną sprawność. Tematy Małego Księcia i Róży przeplatają się wzajemnie, dając artyście pretekst do zagrania kilku krótkich, ale ekstrawaganckich solówek (Róża, Pożegnanie Róży). Na tej płycie usłyszeć można również dużo akcentów kosmicznych (Katastrofa) i wstawek niemal transowych (Na Ziemi), tak popularnych w muzyce Bilińskiego blisko trzy dekady wcześniej. "Mały Książę" to dobra muzyka.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Być może niektórzy będą mieli za złe powtarzalność głównych motywów, ale ja słucham tych dokonań z prawdziwą przyjemnością, doceniając starania kompozytora. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Mh0AsS4d5og" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/gB0nV52bW9M" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-3330234380221427108?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/3330234380221427108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/marek-bilinski-may-ksiaze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3330234380221427108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3330234380221427108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/marek-bilinski-may-ksiaze.html' title='Marek Biliński  Mały Książę'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-YVNWjgn3k_s/TwcQtF1B70I/AAAAAAAAArE/JAdihw8rkfg/s72-c/ma%25C5%2582y+ksi%25C4%2585%25C5%25BC%25C4%2599.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-7331717580514915567</id><published>2012-01-06T14:20:00.005+01:00</published><updated>2012-01-17T23:17:47.066+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream - Mona Da Vinci</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-WqaRj0p_19k/TwbdYcjyLqI/AAAAAAAAAq0/WjcxPtDNFvU/s1600/mona.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-WqaRj0p_19k/TwbdYcjyLqI/AAAAAAAAAq0/WjcxPtDNFvU/s320/mona.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cieszę się że nie piszę recenzji dla jakiegoś sklepu muzycznego aby im podnieść poziom sprzedaży. Możliwość wyrażania tego co się naprawdę myśli jest przyjemnym aspektem wolności. Każdy był kiedyś w dyskoncie i widział te same produkty mleczne stojące w szeregu. Również w fabryce samochodów, rzędy lśniących egzemplarzy tego samego modelu gotowe do zejścia z taśmy. Coś podobnego przychodzi mi na myśl gdy słucham nowych płyt Tangerine Dream. Przypominają one artykuły do masowej konsumpcji. Bardzo podobne do siebie kompozycje z płyty "Mona Da Vinci" wydanego jako CUPDISC (EP)  z 2011r, są pozbawione cech wybitnych. Nie zapadają w pamięć, nie są oryginalne. Papka serwowana przez Edgara Froese obnaża jego artystyczny marazm. Nie potrafi uwolnić się od brzmień jakie kiedyś znalazł i uznał za warte publikacji. Jednak to, co zachwycało na "Stuntmanie", "Hypeborei" czy "Poland", przetrawione po raz tysięczny jest po prostu mdłe. Wielka szkoda że Tangerine Dream - kiedyś marka znakomitej muzyki, symbolu żmudnych artystycznych poszukiwań, jest dzisiaj pretekstem do głównie handlowych działań. Być może nie jest to wina Edgara Froese, tylko taki jest otaczający nasz, zły świat? Teraz wartości ulegają spłyceniu, a liczy się być kimś i dużo mieć... Wracając do muzyki. Z tej fali nijakości zalegających "Mona Da Vinci" wyróżniłbym jednak kompozycję "Phantoms And Oracles" - wykonane z zapałem przez Zlatko Perica solo na gitarze  odrobinę odróżnia je od reszty, oraz ostatnią - "Hunting For Illusions" utwór mający w sobie pazur, dramatyzm i odpowiednią dynamikę. Choć to oczywiście nic nowego pod słońcem. Przeczytałem swoje wcześniejsze recenzje nowych płyt Tangerine Dream. I zauważyłem z przykrością, że też się powtarzam w używaniu określeń i przymiotników mających oddać istotę tego "problemu".&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ale trudno znaleźć poezję na półkach spożywczego marketu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/tHchS5PCHQc" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/H1xBK3VNZfY" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-7331717580514915567?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/7331717580514915567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-mona-da-vinci.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7331717580514915567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7331717580514915567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/tangerine-dream-mona-da-vinci.html' title='Tangerine Dream - Mona Da Vinci'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-WqaRj0p_19k/TwbdYcjyLqI/AAAAAAAAAq0/WjcxPtDNFvU/s72-c/mona.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-6256247731484301876</id><published>2012-01-05T20:43:00.004+01:00</published><updated>2012-01-17T23:17:04.612+01:00</updated><title type='text'>Remote Spaces Silos</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Mar-YHpuggY/TwXBrm_RgJI/AAAAAAAAAqg/cWq4lr9xUEU/s1600/silos.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-Mar-YHpuggY/TwXBrm_RgJI/AAAAAAAAAqg/cWq4lr9xUEU/s320/silos.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ta płyta to już historia polskiej muzyki elektronicznej. Dwóch zdolnych kompozytorów:  Krzysztof Horn i Konrad Jakrzewski stworzyło dość ambitny projekt w ciekawych klimatach starych mistrzów gatunku. Album "Silos" został nagrany około 2000/2001 roku, a wydany przez Requiem Records w roku 2004. Bardzo ciekawa okładka zaprojektowana przez Łukasza Pawlaka z silosem sfotografowanym przez  Daniela Robaszewskiego zapowiada treść cokolwiek tajemniczą. Faktycznie muzyka jest spokojna, fragmentami melancholijna, a jednocześnie intrygująca. Jak na klasyk przystało, sporo o niej można przeczytać w Internecie. Dodać od siebie pragnę, że muzycy wykorzystując wzajemne oddziaływanie, chemię jaka bez wątpienia przez kilka lat między nimi istniała, nagrali delikatną, wielobarwną, nadającą się do częstego odsłuchu muzykę. Choć składa się ona z popularnych kiedyś składników, nadali swemu dziełu wysoką jakość. Próby odtworzenia klimatu kosmicznych przestrzeni zapisywane przez wielu zdolnych przedstawicieli Szkoły Berlińskiej, w wykonaniu Remote Spaces są wyjątkowo udane. Celebrowanie nastroju, powolne rozgrywanie pomysłów tak, aby na końcu ubrać je w przystępniejszą formę, to jeden z atutów i sposobów duetu na realizację. Najbardziej "przebojowa" i tchnąca szczególnym ciepłem jest &lt;span class="track_title"&gt;"Arpematik Part 2".&lt;/span&gt; Korzystając z okazji, poprosiłem Krzysia Horna o wyłuskanie paru nieznanych szerzej szczegółów dotyczących realizacji:&lt;br /&gt;"Płyta miała się nazywać "Infrared" - podczerwień w pierwotnych założeniach, ale zmieniły się one właśnie po koncercie na Mooszelce. Materiał był podwójnie miksowany. To co dostałem od Jerzyka 3N zremiksowałem ponownie. Gdzieś jest on jeszcze w stanie surowym, przed moim ostatecznym miksem. Myślę, ze ma go Maciek "Juma" Gozdek. Wiele osób pyta o nazwę "Arpematik".To skrót od mathematic arpeggiator - arpe-matic: matematyczny pasaż. Przebiegi w tym kawałku (mam na myśli drugą część) były zaprogramowane na podstawie funkcji matematycznej. Pierwsza część z kolei powstała pod wpływem "Aqua" Froese'go. "Silos" - tytułowy kawałek to oczywiście ukłon w stronę Schulze, a "Świt" to Mandarynki lat 80-tych. Więc generalnie każdy utwór powstał pod wpływem czyjejś muzyki, dwa pierwsze Infraredy nagrał Konrad, znając jego upodobania pewnie wzorował się na TD. Jeszcze dodam, ze sam Arpematik miał być osobnym materiałem, po jakimś czasie dograłem 3 część, ale mam tylko skopaną wersję z koncertu w Jeleniej Górze na Ricochet Gathering. Na Jamendo skleciłem to do kupy: http://www.jamendo.com/pl/album/95880. Arpe2 powstał pod wpływem klubowej składanki drum'n'bassowej [smile]. Miałem w tamtych czasach kumpli DJ-ów, którzy podrzucali mi inne klimaty, żebym jak on twierdzili - zaczął grać normalną muzykę [smile]".&lt;br /&gt;Tyle współautor nagrań Krzysztof Horn. Cóż jeszcze można dodać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Uważam że dobrej muzyki powinno się przede wszystkim słuchać, a dopiero później o niej&amp;nbsp; dyskutować, zapraszam więc tych których jeszcze nie znają tego zapisu do premierowego dla nich odsłuchu na Jamendo: http://www.jamendo.com/es/album/95712.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/JEDTzdDn6rU" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-6256247731484301876?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/6256247731484301876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/remote-spaces-silos.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6256247731484301876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6256247731484301876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/remote-spaces-silos.html' title='Remote Spaces Silos'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Mar-YHpuggY/TwXBrm_RgJI/AAAAAAAAAqg/cWq4lr9xUEU/s72-c/silos.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-7852946891506064624</id><published>2012-01-04T21:32:00.018+01:00</published><updated>2012-01-17T23:16:38.986+01:00</updated><title type='text'>Ultravox Rage in Eden</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-poDUsyH7fYs/TwXOpHs_w7I/AAAAAAAAAqs/WArPRz4U81I/s1600/rage-in-eden-cd.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" rea="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-poDUsyH7fYs/TwXOpHs_w7I/AAAAAAAAAqs/WArPRz4U81I/s320/rage-in-eden-cd.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ultravox "Rage in Eden" z 1981r. to moja ulubiona płyta tego zespołu. Grupa uwolniła się wreszcie od grania w manierze Kraftwerk, odczuwalnej na albumie "Vienna" i wydała znakomity materiał będący kwintesencją ich własnych przemyśleń. Dynamiczne kompozycje, ułożone w dopasowany logicznie ciąg, przez wiele lat porywały mi nogi do wybijania rytmu, a rękę w celu wzmocnienia potencjometru głośności sprzętu, do granicy tolerowanej przez uszy sąsiadów. Pomijając pierwszą, trochę komercyjną w warstwie muzycznej piosenkę "The Voice", pozostałe nagrania są rewelacyjne. Prawdziwa uczta dla młodego człowieka, który ma wysokie zapotrzebowanie na "inteligentny hałas". Ale i teraz, po 30 latach, dobrze mi się tego słucha. Tak więc "We Stand Alone" po dziwnej wstawce syntezatora, szybko wciąga swoim rytmem. Gdy Midge Ure zastanawia się - &lt;span id="result_box" lang="pl"&gt;&lt;span class="hps"&gt;"Być może&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;poszliśmy&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;za daleko" - ekspresyjna perkusja wspaniale współgra z basową frazą. Rytmiczna gitara i wyraziste solo syntezatora idealnie uzupełniają resztę spektrum. Tytułowy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;"Rage in Eden" jest spokojniejszy. Lepiej słychać towarzyszące chórki, a muzyka nabiera psychodelicznego charakteru. Więcej pogłosów, dźwięki to zanikają, to wracają niczym z rozregulowanego odbiornika radiowego. W "I Remember (Death in the Afternoon)" Midge Ure śpiewa o piciu dużych ilości alkoholu i rozpamiętywaniu ekstremalnych zdarzeń. Choć muzyka jest znów żywiołowa, nie sposób nazwać ją popową. Delikatnie zmodyfikowana, świetna konstrukcja rytmiczna basu i perkusji wprowadza w "The Thin Wall". Dziwna poezja i znów mroczne teksty w stylu &lt;span id="result_box" lang="pl"&gt;&lt;span class="hps"&gt;"A ci, którzy&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;szydzą&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;znikną&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;i umrą". Zespół nagrał do tej piosenki ciekawy klip który bez trudu znajdziecie na YouTube i pod tą recenzją&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Obsesyjnie wygrywanej kadencji ciąg dalszy słychać w utworach: Accent on Youth - The Ascent. Napięcie uzyskane w kilku powtarzanych taktach pięknie urozmaica tu smyczkowy instrument. Rytmiczna kaskada wygasa w spektakularny sposób w łączniku z kończącym album&amp;nbsp; utworem "Your Name". Te "przejście" tak bardzo spodobało się redaktorom PR III Polskiego Radia, że chyba do dziś jest tam odtwarzane... Smutny koniec i retrospektywne wizje jakie ma wokalista, być może nie nastrajają pozytywnie, ale trafiają do takich słuchaczy, który nie lubią cukierkowatych zakończeń. Ta bardzo zaangażowana muzyka doczekała się 42 wydawniczych wersji (kilku na kasetach), w tym poszerzonej, dwupłytowej edycji CD z 2008r. Zawiera ona na dodatkowym krążku przeważnie koncertowe nagrania z &lt;span class="track_title"&gt;Crystal Palace i &lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;Hammersmith Odeon, zarejestrowane również w 1981r. Nie są to więc jakieś kombinacje z materiałem studyjnym, tylko autentyczne wersje "live".&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="track_title"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Prawdziwy rarytas dla fanów ambitnego synth-popu.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-l_f86zNz4PQ/TwSvcGygWPI/AAAAAAAAAp4/KSHqW89Sy5I/s1600/Rage-In-Eden-+2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="319px" src="http://1.bp.blogspot.com/-l_f86zNz4PQ/TwSvcGygWPI/AAAAAAAAAp4/KSHqW89Sy5I/s320/Rage-In-Eden-+2.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-jtv33iatJyg/TwSxuRQEpII/AAAAAAAAAqE/y8_yZh23ZWk/s1600/RAGE+3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300px" src="http://1.bp.blogspot.com/-jtv33iatJyg/TwSxuRQEpII/AAAAAAAAAqE/y8_yZh23ZWk/s320/RAGE+3.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-mnYOg-SexRc/TwS1a3ZZHZI/AAAAAAAAAqQ/EoDWh4BNo5M/s1600/ultravox_rage_in_eden.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://4.bp.blogspot.com/-mnYOg-SexRc/TwS1a3ZZHZI/AAAAAAAAAqQ/EoDWh4BNo5M/s320/ultravox_rage_in_eden.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/DoTmCvx3H7I" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-7852946891506064624?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/7852946891506064624/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/ultravox-rage-in-eden.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7852946891506064624'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7852946891506064624'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/ultravox-rage-in-eden.html' title='Ultravox Rage in Eden'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-poDUsyH7fYs/TwXOpHs_w7I/AAAAAAAAAqs/WArPRz4U81I/s72-c/rage-in-eden-cd.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5754473390541419664</id><published>2012-01-03T22:42:00.003+01:00</published><updated>2012-01-17T23:16:19.839+01:00</updated><title type='text'>Kitaro Kojiki</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ITUlRNl2tl4/TwNGV71CmQI/AAAAAAAAApg/oLUoSLBVW38/s1600/Kitaro+-+Kojiki.jpeg.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-ITUlRNl2tl4/TwNGV71CmQI/AAAAAAAAApg/oLUoSLBVW38/s320/Kitaro+-+Kojiki.jpeg.jpg" width="316" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kitaro jest bardzo płodnym japońskim kompozytorem łagodnej muzyki elektronicznej i filmowej. Od 1978 roku do chwili obecnej (01.2012) wydał ponad 50 albumów. Do moich ulubionych należą między innymi: "Astral Trip", "From the Full Moon Story", "Kojiki" i "Dream". Na tych dwóch ostatnich, Kitaro jest już doświadczonym profesjonalistą, wręcz weteranem. W życiu każdego artysty przychodzi moment kiedy jest u szczytu formy i pełen wiedzy którą umie przekuć na dzieło swojego życia. Potem często, choć nie zawsze, występuje tendencja schyłkowa. Dla Kitaro takim doniosłym momentem było nagranie w 1990r. płyty "Kojiki". Dobrze wykorzystał na niej swoje atuty: umiejętność tworzenia nastroju, precyzyjne budowanie monumentalnych struktur rozsypujących się w imponujących chwilach ich spełnienia, wrażliwość i delikatność w obróbce muzycznej tkanki, oraz inteligencję widoczną w programowaniu całości. Legenda o stworzeniu i historii Japonii okazała się dobrą inspiracją. Tak jak towarzystwo muzyków z The Skywalker Symphony Orchestra. Użycie ludowych instrumentów rytmicznych, obecność kilku rockowych akcesoriów i syntezatorów Yasuo Ogaty dało kapitalny efekt końcowy. Nie wiem co bardziej podziwiać: grozę "Hajimari" słodycz "Sozo", zwiewność i romantyzm "Koi", czy mocne akcenty orientalne w "Orochi"? Ten ostatni z wymienionych utworów to amalgamat form i stylów kontrolowany przez prawdziwego wizjonera. Zresztą, na pozostałych utworach i całej płycie pięknie przeplatają się smyczki, harfy, flety, bębny i syntezatory. Jak nigdy dotąd udało się Japończykowi zachować idealne proporcje między harmonią a chaosem, dosłownością przekazu i patosem, który niejednokrotnie wcześniej Masanori Takahashi serwował z dużą przesadą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jednak "Kojiki" - jego opus vitae - jest nie tylko idealnym połączeniem tradycji z nowoczesnością (piękne solówki na gitarze elektrycznej Hiroshi Araki), ale również świadectwem dobrego wykorzystania talentu, kompozytorskich umiejętności i zarządzania ludzkim zespołem.  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/eCHexPbDhDU" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5754473390541419664?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5754473390541419664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/kitaro-kojiki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5754473390541419664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5754473390541419664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/kitaro-kojiki.html' title='Kitaro Kojiki'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ITUlRNl2tl4/TwNGV71CmQI/AAAAAAAAApg/oLUoSLBVW38/s72-c/Kitaro+-+Kojiki.jpeg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2183861169067419429</id><published>2012-01-02T23:44:00.003+01:00</published><updated>2012-01-17T23:15:58.205+01:00</updated><title type='text'>Vangelis Soil Festivities</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-XlgpYS3CAvs/TwIhbzJFSoI/AAAAAAAAApU/gzZdVq2CsIg/s1600/soli+festivites.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-XlgpYS3CAvs/TwIhbzJFSoI/AAAAAAAAApU/gzZdVq2CsIg/s320/soli+festivites.jpg" width="320" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Vangelisa znają i lubią melomani na całym świecie. Wirtuozom syntezatorów ta sztuczka nie zawsze się udaje. Co jest więc do tego potrzebne? Zastanawiając się nad tym fenomenem doszedłem do wniosku, że to wynik pewnego uniwersalnego spojrzenia na muzykę jakie ma ten artysta. Sposób tworzenia: intuicyjny, spontaniczny a jednocześnie wizjonerski. Na pewno też oryginalność przekazu. Jakby nie było, Vangelisowi udało się przebić wszelkie bariery ludzkiej ignorancji i jest rozpoznawalny pod każdą szerokością geograficzną. W 1984r wydaje płytę "&lt;b&gt;Soil Festivities&lt;/b&gt;". Co ciekawe, nie zawiera ona żadnego przeboju, choćby na miarę tego tytułowego z "Chariots of Fire". Autor wspomina w jednym z wywiadów, że z tego powodu wydawcy nastawieni na komercyjny sukces byli niepocieszeni. Ale Vangelis nie nagrywał dla kasy, tylko z potrzeby serca. Dlatego wyszła mu spod ręki piękna muzyka. Pięć części "Movement" naprawdę może się podobać! Muzyka jest delikatna i subtelna jak na mało której jego płycie, a przecież jest to z natury bardzo wrażliwy muzyk. Fascynacja przyrodą i ruchem niewielkich stworzeń które obserwował artysta w dzieciństwie, zaowocowała minimalistyczną, trochę romantyczną kompozycją. Nareszcie Vangelis rozsądnie zredukował wszechobecne wcześniej akcenty pompatyczne i górnolotne zacięcia. Nie ma tu też chórów, ani zbyt dynamicznej perkusji. Właściwie tę muzykę można śmiało podciągnąć pod termin ambient. Odgłosy burzy na samym początku trafnie zapowiadają klimat całości. Bez pośpiechu i zbędnych emocji obrazuje procesy zachodzące na powierzchni Ziemi. 48 minut upływa błyskawicznie. Nagrywając tę muzykę przede wszystkim dla siebie, zdolny Grek sprawił przyjemność wielu fanom.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Proponuję przed słuchaniem wygodnie się położyć, zgasić światło i odpłynąć przy tych eterycznych dźwiękach. Polecam!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/UYj2QIg5rFs" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2183861169067419429?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2183861169067419429/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/vangelis-soil-festivities.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2183861169067419429'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2183861169067419429'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/vangelis-soil-festivities.html' title='Vangelis Soil Festivities'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-XlgpYS3CAvs/TwIhbzJFSoI/AAAAAAAAApU/gzZdVq2CsIg/s72-c/soli+festivites.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-8264301014400215796</id><published>2012-01-01T21:47:00.003+01:00</published><updated>2012-01-12T19:10:31.827+01:00</updated><title type='text'>C. R. Guerra - Synth Faction: Synthesizers are an amazing world</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zD3V4ojdzgs/TwCy7FMdFPI/AAAAAAAAAms/e2hAYD4o_p4/s1600/carlos.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-zD3V4ojdzgs/TwCy7FMdFPI/AAAAAAAAAms/e2hAYD4o_p4/s400/carlos.jpg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div class="almost_half_cell" id="gt-res-content"&gt;&lt;div dir="ltr" style="zoom: 1;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr"&gt;&lt;span class="short_text" id="result_box" lang="en"&gt;&lt;span class="hps"&gt;English version&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;below&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Carlos Rodrigues Guerra, pochodzący z Portugalii prowadzi sprzedaż syntezatorów, które są jego życiową pasję. Poprosiłem go aby opowiedział o tej fascynacji kilka słów.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;1) Carlos, masz wspaniałą pasję: zbierasz syntezatory i stworzyłeś ich małe muzeum. Grasz na nich wszystkich?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.: Syntezatory to cały oddzielny zdumiewający świat, nieograniczony. Myślę  że ci z czytelników którzy tak jak ja są entuzjastami klawiszy  zrozumieją co mam na myśli. Istnieje wręcz zagrożenie że gdy tak  zbierasz i zbierasz, to w końcu staje się to frustrujące - bo nigdy nie ma  końca. Ja zdecydowałem po kilku latach zatrzymać tylko te na których  często gram. Ostatnio odkryłem Circuit Bending, to moja równoległa  pasja. Zdumiewające jak możesz tworzyć własne instrumenty w dość  chaotyczny sposób.&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;2) Jaki był twój pierwszy syntezator?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;C.R.G.: Zacząłem się zajmować syntezatorami gdy ukazał się model Access Virus,  to był mój pierwszy syntezator, ale fascynacja sięga znacznie dalej w  przeszłość, były zespoły Kraftwerk, Throbbing Gristle, Front 242.  &amp;nbsp;Potem zanurzyłem się w syntezatory analogowe.&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-K1tIT1I-Oao/Tw8iDeCCb9I/AAAAAAAAAss/PFidRz0FBeA/s1600/carlosroom.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-K1tIT1I-Oao/Tw8iDeCCb9I/AAAAAAAAAss/PFidRz0FBeA/s400/carlosroom.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-FMpkmm-C8Sw/TwC43LD9smI/AAAAAAAAAm4/Y2jIhskEFzg/s1600/carlosroom.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;3) Jacy są twoi ulubieni wykonawcy na polu el?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;C.R.G.: Trochę już odpowiedziałem w poprzednim pytaniu. Lubię głównie EBM, Techno/Electro, Industrial, Noise, Experimental, Ambient, nieco Krautrocka i brzmień lat 80. A także  muzykę robioną na 8-bitowcach! Słucham Combichrist, Nitzer Ebb,  Merzbow, Human League, Depeche Mode, Accessory, Assemblage 23, i wielu  innych, kocham muzykę.&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;4) Czy zdarzyło ci się sprzedać instrument znanym na scenie muzykom, których znasz na Facebooku?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.: Nie, myślę że takie znane osoby wolą kupować anonimowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-LQfB5WqDpNE/TwC4_3wHDzI/AAAAAAAAAnE/xQ8mP77JLCY/s1600/carlosroom2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-LQfB5WqDpNE/TwC4_3wHDzI/AAAAAAAAAnE/xQ8mP77JLCY/s400/carlosroom2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;5) Czy potrafisz rozpoznawać słuchem poszczególne modele syntezatorów?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.: Chyba nie, pewnie zależy od konkretnego syntezatora. Nie znam ich  wszystkich niestety. Mimo że grałem na wielu, takie rozpoznawanie jest  niełatwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;6) Na twojej stronie jest wiele opisów syntezatorów, i ich specyfikacji. Skąd zdobywasz te informacje?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OuX2e2gg1Ww/TwC5Gj7A7cI/AAAAAAAAAnQ/Z-Z9mcsSmM4/s1600/carlosroom3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-OuX2e2gg1Ww/TwC5Gj7A7cI/AAAAAAAAAnQ/Z-Z9mcsSmM4/s400/carlosroom3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.:&amp;nbsp; Przez lata zbierania syntezatorów zgromadziłem też wiele książek,  ogłoszeń, opisów, skanów itd. Stąd to wszystko wziąłem. Pomaga też  szukanie w sieci oraz wiele osób które spotykam w swojej pasji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;7) Pomagasz też ludziom kupować syntezatory. Wspierasz poszukiwania konkretnego modelu?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie jestem zawodowym sprzedawcą syntezatorów, raczej entuzjastą któremu  wiele osób ufa że pomogę im sprzedać ich instrumenty. Lubię zawsze  postępować uczciwie i profesjonalnie, dlatego mam bardzo dobrą historię  sprzedaży i każdy z moich znajomych który coś ode mnie kupił, jest  zadowolony. To naprawdę miłe uczucie wiedzieć że sprzęt trafia do osób  które będą go używać z radością, zwłaszcza gdy sprzedaję instrument  który dla mnie nie był przydatny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;8) Czy rodzina podziela Twą pasję?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.:&amp;nbsp; Żona zawsze była bardzo pomocna w tej pasji, podobnie córka która  również lubi syntezatory, ich gałki i efekty. W tym roku Mikołaj  przyniósł jej pierwszy syntezator, mały Korg Monotron, oraz oczywiście  lalkę!&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-hhjgNqntbFs/TwC5OBxWI-I/AAAAAAAAAnc/Ls3g7YtBygg/s1600/carlosroom4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-hhjgNqntbFs/TwC5OBxWI-I/AAAAAAAAAnc/Ls3g7YtBygg/s400/carlosroom4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;9) Pochodzisz z Hiszpanii? Może znasz Michela Huygena?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.: Tak naprawdę jestem z Portugalii, ale znam Europę i mieszkałem w różnych krajach. Michela nie znam. Bardzo dziękuję za zaproszenie do tego wywiadu, nieoczekiwana i miła  niespodzianka. Wszystkiego dobrego i jestem do usług w razie potrzeby. Carlos Rodrigues Guerra @ Synth Faction http://www.synthfaction.com/&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/iNUWuhdznWs" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;I wish you success in further developing the passion and thank you for the interview.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-N9gDzc6z1_M/TwC5VLm_tPI/AAAAAAAAAno/cQLvxAhh_4M/s1600/carlosroom5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-N9gDzc6z1_M/TwC5VLm_tPI/AAAAAAAAAno/cQLvxAhh_4M/s400/carlosroom5.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;1) Carlos, you have a beautiful passion: collect synthesizers, created a small museum of these instruments. Placed them all run and play on&lt;/i&gt;&lt;i&gt; them?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.:&amp;nbsp; Synthesizers are an amazing world to get into, endless really, I am sure most people that will read this and are synthesizer enthusiasts will know what I mean, there is a danger however when you collect to over collect and for the passion to become a little frustrating at times, I have been collecting for a few years and learnt to keep only what I use so what I have gets played often...Lately I discovered Circuit Bending, which is something running parallel to the synthesizer passion, but also very interesting, it is amazing to be able to create your own instrument in a sort of chaotic way.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;2) What was your first synthesizer when he was born, and your fascination?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-AWHYSBh_zpA/TwC5alMtmkI/AAAAAAAAAn0/kFy9M3QdReY/s1600/carlosroom6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-AWHYSBh_zpA/TwC5alMtmkI/AAAAAAAAAn0/kFy9M3QdReY/s400/carlosroom6.jpg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;C.R.G.:&amp;nbsp; I got into synthesizers when the Access Virus came out, and that was the first synthesizer I owned, my fascination with synthesis however comes well before that from listening to electronic bands like Kraftwerk, Throbbing Gristle, Front 242 to name a few.. I got really into Analog synths later on.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;3) If you love synthesizers, and it's probably listening to electronic music. Who is your favorite musicians?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.:&amp;nbsp; Althought my answer above partly answers this one, when it comes to electronic music. I like mostly EBM, Techno/Electro, Industrial, Noise, Experimental, Ambient some Krautrock and 80s stuff..Got quite into 8-bit tunes lately for some reason!!Bands are many, but the ones mentioned before and bands like Combichrist, Nitzer Ebb, Merzbow, Human League, Depeche Mode, Accessory, Assemblage 23, too many to mention, I love music!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;4) It happened that the synthesizer sold to some famous musician whom you have so much in your contacts on Facebook? &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.: Not that I know of, most people would prefer to buy anonymously if they were famous, I am guessing..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-N1XwNfuuf5Q/TwC5hidzS-I/AAAAAAAAAoA/GRLfrd-9SpA/s1600/carlosroom7.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-N1XwNfuuf5Q/TwC5hidzS-I/AAAAAAAAAoA/GRLfrd-9SpA/s400/carlosroom7.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;5) Can you play by ear to recognize a model synthesizer?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&amp;nbsp;C.R.G.: Not sure, I guess it would depend on the synthesizer?I dont know all of them, unfortunately.. Although have played with a fair amount of them it can be a tricky thing to do that type of guessing...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;6) Want your website where you place a systematic description of these instruments, their capabilities and specifications. Where do you get this knowledge, service manuals and similar information?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_nTKxkx2L78/TwDFS4JPcII/AAAAAAAAAo8/UAbK419cao8/s1600/carlosroom8.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/-_nTKxkx2L78/TwDFS4JPcII/AAAAAAAAAo8/UAbK419cao8/s400/carlosroom8.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C.R.G.:&amp;nbsp; Years of collecting Synthesizer related ads, books, manuals, scans etc, you get through a few synths as a collector!! The World wide web also helps sometimes and of course the various people you meet along the line...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;7) In addition to driving sales presentation synthesizers. Does the client may also ask you for help in finding a particular model?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C.R.G.: I am not a synth seller in such a professional way, I am an enthusiast with  way too much stuff and one who some people trust their gear when they  wish to sell it, so more of an enthusiast than a professional seller, I do like to , as in all of my business relationships, act honeslty, correctly and professionally at all time, hence my good track record at selling, and the numerous(every single one of them in fact) happy fellow synthesizer enthusiasts that bought gear from me, it really makes me happy that the gear goes to people that will use it and love it, especially when I am selling something that particularly didnt work for me..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;8) Does your family share your passion?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;C.R.G.: My wife has always been very supportive of my passion which is great, my daughter, really likes synthesizers and has been around them since birth, very keen on lots of faders and knobs, Santa Claus this here will bring her, her first ever synth in the shape of the little Korg Monotron, that and a doll of course!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;9) You come from Spain? This may Michel Huygen know?&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;C. R.G.: I am Actually from Portugal, but have been around and lived in Europe. &amp;nbsp;I do not Know Michael!&amp;nbsp; Many thanks for inviting me to do this interview, very unexpected and heart warming, all the best with your ventures and we are at your&amp;nbsp; service should you ever need!  All the very best  Carlos Rodrigues Guerra @ Synth Faction  &amp;nbsp;Here is a link to a video I have on youtube:&amp;nbsp; &lt;a href="http://youtu.be/iNUWuhdznWs" target="_blank"&gt;http://youtu.be/iNUWuhdznWs&lt;/a&gt; and&amp;nbsp; http://www.synthfaction.com/&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;.... &lt;/div&gt;&lt;div&gt;I wish you success in further developing the passion and thank you for the interview.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt; &lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-p_w7MWp6zOo/TwC6FSFPejI/AAAAAAAAAow/NSDGpbx67Y4/s400/carlosroom9.jpg" width="300" /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/iNUWuhdznWs" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-8264301014400215796?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/8264301014400215796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/c-r-guerra-synth-faction-synthesizers.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8264301014400215796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/8264301014400215796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/c-r-guerra-synth-faction-synthesizers.html' title='C. R. Guerra - Synth Faction: Synthesizers are an amazing world'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zD3V4ojdzgs/TwCy7FMdFPI/AAAAAAAAAms/e2hAYD4o_p4/s72-c/carlos.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-1488040490580896168</id><published>2012-01-01T02:02:00.005+01:00</published><updated>2012-01-17T23:15:40.954+01:00</updated><title type='text'>Kraftwerk Radioactivity</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZMkHSfOjU8k/Tv7pG81Mn0I/AAAAAAAAAmU/kbgCgv5Pic0/s1600/kraftwerk-radio-activity.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZMkHSfOjU8k/Tv7pG81Mn0I/AAAAAAAAAmU/kbgCgv5Pic0/s320/kraftwerk-radio-activity.jpg" width="318" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kraftwerk Radioactivity&lt;/b&gt;, a właściwie "Radioaktivität". Prawie wszystko co jest związane z tą płytą i muzyką na niej zawartą ciepło mi się kojarzy. Nagrano ją w dobrym dla muzyki elektronicznej 1975 roku, kiedy jednocześnie pojawiło się kilka innych, znaczących dla gatunku płyt równie ambitnych zespołów. Grupa nagrywała w najlepszym, stabilnym i pełnym twórczej inwencji składzie: Schneider, Hütter, Flür i Bartos. Udało się im osiągnąć równowagę między odkrywczą muzyką a jej przystępnością. Cała płyta to krótkie, ale atrakcyjne w swoim brzmieniu utwory, które w odróżnieniu od wcześniejszych i późniejszych nagrań, nie nużą i nie nudzą się zbyt szybko. Nowatorstwo słychać od samego początku. Pierwszy, minutowy wstęp wypełniony coraz szybszymi odgłosami pracy licznika Geigera (domyślnie wzrasta poziom promieniowania) płynnie przechodzi w przeplatany alfabetem Morse’a, rytmiczny utwór tytułowy. Industrialny charakter nadają mu zarówno odgłosy jak i beznamiętny głos Ralfa Hüttera opowiadający o skażeniu radioaktywnym i zjawisku promieniotwórczości odkrytym przez Madame Curie. Leniwy, prosty rytm, jest umiejętnie zagłuszany przez modulowane komunikaty. Pojawia się kolejna piosenka „Radioland” inspirowana tym razem odgłosami wydawanymi przez radio. Ponownie słychać flegmatyczny, stonowany głos na przemian z najróżniejszymi dźwiękami które mogą pojawić się podczas kręcenia gałką radiowej częstotliwości. Tych dodatków jest sporo i umiejętnie wpleciono je w konstrukcję utworu. Po leniwie snujących się pierwszych nagraniach słychać najsłabszą, dynamiczną i przebojową „Airwaves” przypominającą inne późniejsze hity zespołu. Kolejne trzy utwory trwają łącznie niecałe trzy minuty. Są to właściwie same różnorakie efekty: głosy nakładające się na siebie, odgłosy, zimne deklamacje... Pozostałe kompozycje są dalszą tego rodzaju mieszanką akustycznych pogłosów i komercyjnej melodii (Antenne) z przewagą dźwiękowych sztuczek. Dwukrotnie jeszcze niemieccy muzycy wzbudzają mój podziw: stworzeniem niesamowitego klimatu zagrożenia w "Radio Star" i "Uran", oraz przyjemną końcową piosenką "Ohm sweet ohm". Ta powolna kołysanka i uboga, choć przystępna melodia, rozkręca się w  pozytywny w wydźwięku utwór. Tempo rośnie, rytmiczne  maszyny coraz bardziej przyspieszają, aż do końca, jak na karuzeli. Fascynacja muzyką generowaną przez bezduszne instrumenty odcisnęła na Radioactivity swoje piętno. Ta dopracowana, koncepcyjna płyta jest jakby trochę niedoceniania, na korzyść bardziej przebojowych płyt - a szkoda. Warto pamiętać że Kraftwerk publikując swoje niesamowite pomysły inspirował dziesiątki innych wykonawców muzyki rockowej, synth-popowej, industrialnej i awangardowej.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dziś Radioactivity (ukazały się 63 różne wydania !) to lektura obowiązkowa dla każdego keyboardzisty i fana elektronicznych brzmień. &lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-vY1XbOvcsIU/Tv7qLaUo7PI/AAAAAAAAAmg/MKKnd9qF5Po/s1600/RA.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="285" src="http://4.bp.blogspot.com/-vY1XbOvcsIU/Tv7qLaUo7PI/AAAAAAAAAmg/MKKnd9qF5Po/s320/RA.jpeg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/eH2dbMw9mjM" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-1488040490580896168?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/1488040490580896168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/kraftwerk-radioactivity.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1488040490580896168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1488040490580896168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2012/01/kraftwerk-radioactivity.html' title='Kraftwerk Radioactivity'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ZMkHSfOjU8k/Tv7pG81Mn0I/AAAAAAAAAmU/kbgCgv5Pic0/s72-c/kraftwerk-radio-activity.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-3765014719582245337</id><published>2011-12-29T17:45:00.007+01:00</published><updated>2011-12-29T21:24:37.126+01:00</updated><title type='text'>Wojciech Kania - Muzyka którą tworzę, wymaga wsłuchania się w jej treść</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="links"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="photo"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cbY62gO_zzA/TvuOY8eKKdI/AAAAAAAAAmI/4OEDwkrLT94/s1600/Wojtek..jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="241" src="http://3.bp.blogspot.com/-cbY62gO_zzA/TvuOY8eKKdI/AAAAAAAAAmI/4OEDwkrLT94/s400/Wojtek..jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="card"&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Wojciech Kania urodził się&amp;nbsp; 25.11.1995r w Kamiennej Górze. Po raz pierwszy usiadł przy keyboardzie, kiedy miał zaledwie pół roku. Od tamtej pory zaczął fascynować się różnymi dźwiękami. Spędzał przy instrumencie bardzo wiele czasu i nigdy nie był tym znudzony.&amp;nbsp; I właściwie do dziś to się nie zmieniło.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;1) W Twojej biografii można przeczytać że bardzo szybko okazałeś zainteresowanie muzyką i instrumentami klawiszowymi. Jakie masz najwcześniejsze wspomnienia z tego okresu?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Wiem od rodziców oraz z różnych zdjęć&amp;nbsp; jednak nie pamiętam tego, że już jako małe dziecko interesowałem się wszelkimi odgłosami, dźwiękami i muzyką. Jeszcze kiedy dobrze nie potrafiłem chodzić, już siedziałem przy instrumencie i próbowałem&amp;nbsp; „grać”. Pierwsze zdarzenie, które dobrze zapamiętałem to moment kiedy dostałem mój pierwszy instrument (Korg is-40), później&amp;nbsp; rodzice kupili mi jeszcze 2 keyboardy (Ketron SD1 oraz Gem Solton SG1) i to na nich stworzyłem moje pierwsze, własne utwory. Było to 4 lata temu gdy&amp;nbsp; pewnego dnia przeczytałem&amp;nbsp; komentarz na YouTube z prośbą, że mógłbym stworzyć swój własny kawałek. Szczerze mówiąc byłem wtedy trochę niechętny, bo nie wierzyłem, że dam radę(wcześniej robiłem tylko covery), ale mimo to, udało się. Mój pierwszy utwór stworzyłem w grudniu 2007 roku, który po upływie kilku miesięcy umieściłem w mojej pierwszej serii Loofersnone. Później powstały&amp;nbsp; takie albumy jak Big Mountains, Technologie, Dreams i Supernova, więc trochę się w to „wkręciłem". Były to albumy, dzięki którym rozwinąłem nieco swoje umiejętności.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Skoro Wojtek siłą rzeczy nie mógł pamiętać swoich pierwszych kroków w przygodzie z muzyką, poprosiłem tatę Wojtka, Pana Stefana o kilka wspomnień:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;S.K.: "Wojtek zaskoczył mnie, kiedy miał kilka miesięcy, nie mógł zasnąć i płakał nie wiadomo z jakiego powodu. Nosiliśmy go z żoną na zmianę a on płakał bez końca. żona już nie miała siły więc ja go wziąłem na ręce i nosiłem. Po jakimś czasie już nie wiedziałem co zrobić beczał i beczał. Nogi mnie zaczęły boleć, więc usiadłem sobie koło wieży i puściłem cichutko Ennio Morricone, i wtedy Wojtek przestał oddychać oczy wybałuszył a ja myślałem że on umarł. Przestraszyłem się wtedy strasznie, a on po prostu słuchał muzyki. Kiedy stanął na nogach, potrafił godzinami stać przy wersalce na której leżał mój keyboard i wydobywać różne dźwięki. Kiedy miał dwa latka, zabrałem go do poprzedniej mojej pracy, gdzie były różnorodne rytmy maszyn. Najbardziej zainteresowała Wojtka maszyna pakująca, ale nie jej wygląd tylko rytm w jakim pracowała. Dowiedziałem się o tym fakcie, jak po około dwóch latach słuchał czegoś i powiedział: Tato ten rytm jest jak u Ciebie w pracy! Rzeczywiście, rytm był identyczny jak moja maszyna pakująca. Wtedy byłem przekonany że Wojtek jest w tym kierunku uzdolniony. Do kościoła oczywiście chciał tylko chodzić na górę, ale nie dla tego, bo fajnie się patrzy z góry tylko aby patrzeć na organistę. Po powrocie do domu brał keyboard i odstawiał nam drugą mszę. Kiedy poszedł do szkoły wysłaliśmy go do kółka muzycznego, aby się nauczył nut. Żona również tam pracuje, ale swoje dzieci się źle uczy. Nauczyciel był bardzo z Wojtka zadowolony mówił o nim: Łapie w lot. Wojtkowi by się długo udawało być dobrym uczniem, niestety raz zapomniał otworzyć nuty na odpowiedniej stronie i wydało się że Wojtek wszystko grał ze słuchu. Nauczyciel powiedział nam że on nie wie w takim razie jak ma go uczyć. Ma niewątpliwie doskonały słuch, ale nuty zna słabo. Na początku grał covery, ale internauci pisali aby spróbował coś własnego i tak w zasadzie się zaczęło. Później zmiana keyboardów na syntezatory, bo Wojtek powiedział że nie będzie grał na czyiś gotowcach. Wojtek może ma też trochę szczęście że ma możliwość mieć taki sprzęt, ale jeśli on nie zarasta kurzem to nie żałuje wydanych pieniążków".&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;2) Wojtku, Twoim mistrzem jest J.M.Jarre (ale pewnie nie tylko on), za co go cenisz?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Oczywiście moim mistrzem i w pewnym sensie wzorem do naśladowania jest Jean Michel Jarre, ponieważ dzięki niemu zainteresowałem się muzyką elektroniczną.&amp;nbsp; Moimi&amp;nbsp; ulubionymi&amp;nbsp; wykonawcami&amp;nbsp; są też Vangelis&amp;nbsp; i Marek Biliński.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;3) Porozmawiajmy o procesie tworzenia: czy włączasz instrumenty z nakreślonym planem w głowie i go przelewasz na dźwięki, czy po prostu siadasz i szukasz inspiracji w dźwiękach?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Zazwyczaj jest tak, że siadam przy instrumentach i próbuję stworzyć jakąś interesującą sekwencję, więc robię to z reguły bez żadnych przygotowań. Oczywiście na 100 prób kilka brzmi sensownie. Więc nie każdy utwór stworzony przeze mnie jest nagrywany. Większość utworów, które mi&amp;nbsp; „nie wyszły" zostaje w instrumencie i tylko nieliczne nagrywam na komputer i wrzucam do Internetu. Proces tworzenia jakiś czas temu trwał od 2 do 4 godzin. Teraz przywiązuję dużo więcej uwagi barwie dźwięków oraz staram się stworzyć utwór tak, żeby było to znośne dla ucha - więc tworzę dłużej (od 10 do 30 godzin - włączając nagrywanie, mastering w komputerze oraz korygowanie niedociągnięć). Moimi&amp;nbsp; zaplanowanymi albumami są Universe (już skończony) oraz Mystique 2012, który planuję skończyć na styczeń/luty 2012.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;4) Skąd bierzesz pomysły? Czy szukasz natchnienia w muzyce i tworzysz pod wpływem fascynacji na podobieństwo, czy raczej układasz kompozycje będące konsekwencją pozamuzycznych zdarzeń?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Inspiracją dla mnie jest zazwyczaj wszechświat, pogoda, natura oraz wiele innych rzeczy. Często pomysły przychodzą także pod wpływem doznanych przeze mnie dobrych przeżyć i zdarzeń. Złe zdarzenia, uczucia etc. blokują moją&amp;nbsp; wenę&amp;nbsp; i oczywiste jest, że nic wtedy dobrego nie tworzę. Więc takie rzeczy jak odpoczynek od szkoły - teraz w czasie przerwy świątecznej, dobrze wpłyną na komponowanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;5) Który instrument jest Twoim ulubionym? Czy masz jeden, który jest podstawą, a reszta dopełnieniem, czy ich wykorzystanie i upodobanie jest zrównoważone?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Moje dwa ulubione instrumenty to:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Yamaha Motif XS6, która służy mi jako workstation. To na tym instrumencie robię wszystkie podkłady oraz jest&amp;nbsp; to moja baza w komponowaniu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Access Virus TI2, który służy mi jako moduł barw granych przeze mnie na żywo, też jako linia główna, ale również do wzbogacania utworów naprawdę głębokimi i pełnymi dźwiękami oraz&amp;nbsp; rozległymi efektami np. przy przejściu z utworu do utworu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Inne instrumenty (keyboardy), w chwili obecnej są mi bardzo mało przydatne.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;6) Myślisz czasami o tym aby sięgnąć do innego rodzaju muzyki, poeksperymentować ze stylami?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Interesuje mnie także muzyka filmowa, ale uświadomiłem sobie, że potrzeba do tego nie tylko 2 syntezatorów i 3 keyboardów ale także dużych umiejętności zapisywania partytur dla orkiestry. Więc jest to na chwilę obecną dla mnie niemożliwe. Oczywiście da się dzięki moim syntezatorom imitować dźwięki symfoniczne ale nic nie odda prawdziwego brzmienia skrzypiec, trąbki czy też innych instrumentów, których brzmienie jest nie do podrobienia.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;7) Nie często zdarza się być kompozytorem w młodym wieku. Jak Twoja pasja jest odbierana przez rówieśników?&amp;nbsp; Jak dzielisz czas miedzy szkolę i muzykę?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Zazwyczaj szkoła jest szkołą, a muzyka muzyką... W szkole ważne jest tylko wkuwanie formułek i umiejętności ogólne i generalnie nikt nie interesuje się moim komponowaniem, nawet moi koledzy. Tym bardziej, że jest to muzyka elektroniczna a nie np. pop, w którym wszystko jest&amp;nbsp; „podane na tacy". Muzyka, którą tworzę jest muzyką, która wymaga wsłuchania się w jej treść i zrozumienie sensu oraz domyślenie się intencji autora, dlatego, szczerze mówiąc, podziwiam ludzi którzy naprawdę tego słuchają. Niestety moi koledzy nie widzą w tym nic interesującego oraz wpatrzeni są tylko w muzykę&amp;nbsp; Hip-Hop, Rap itp.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;8) Na pewno dużo pomogli Ci rodzice, a potem zmobilizowały nagrody i wyróżnienia otrzymane na konkursach...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Moi rodzice naprawdę mi w tym pomogli – stworzyli mi warunki do nauki, wyposażyli mnie w potrzebny sprzęt. Zachęcają&amp;nbsp; mnie do udziału w różnych konkursach, dopingują cały czas. Nagrody i wyróżnienia&amp;nbsp; są miłe ale bardziej cenię&amp;nbsp; spotkania z ciekawymi ludźmi i ich uwagi, rady oraz słuchanie na żywo muzyki&amp;nbsp; innych twórców.&amp;nbsp; Mobilizuje mnie natomiast pragnienie bycia kompozytorem zawodowo i to daje mi tego „kopa".&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;9) Podoba mi się szczególnie Twoja spokojna muzyka, cykl Dream czy Sound of Space.. Zamieściłeś już ponad 100 utworów na YouTube. Imponująca liczba. Na Jamendo albumy: Technologie, Supernowa..Loofersnone, Big Mounains i inne.. Inwencji i pomysłów Ci nie brak.&amp;nbsp; I dostajesz pozytywne oceny od słuchaczy, to musi być miłe!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Rzeczywiście dostawanie pozytywnych komentarzy jest miłe, ale czasem się już nudzą powtarzające się opinie typu wow, thumbs up, super etc. Wolałbym czasami, żeby każdy napisał, co mu nie pasuje w danym utworze. Z pewnością pomogło by to w komponowaniu nowych kawałków.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;10) Chciałbyś nawiązać współpracę z innymi muzykami poznanymi na przeglądach, czy raczej wolisz zostać solistą?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Na razie zostanę solistą, lecz być może w przyszłości nawiążę jakąś współpracę. Nawet byłoby to wskazane, ponieważ chciałbym jak najwięcej pokazywać na żywo (perkusja grana przez perkusistę na żywo etc.), a nie tylko dogrywać na Accessie linię do wcześniej stworzonego&amp;nbsp; podkładu. Ale na razie jest to poza moim zasięgiem, ponieważ wszyscy muzycy, których osobiście znam interesują się raczej muzyką rockową, a nie elektroniczną.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;11) Jakie masz plany, czy wiążesz przyszłość z muzyką, czy chcesz być zawodowym muzykiem?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W.K.: Moim największym marzeniem jest to, aby zostać zawodowo twórcą muzyki elektronicznej i filmowej. Byłoby to coś wspaniałego, ponieważ robiłbym to, co naprawdę kocham. Połączenie pasji z pracą zawodową byłoby najlepszą możliwą mieszanką&amp;nbsp; jaka mogłaby&amp;nbsp; spotkać mnie w życiu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;I tego Ci Wojtku życzę! Dziękuję za wywiad.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/mSZuhDa1NF4" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/_Kkw1BEcC1g" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-3765014719582245337?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/3765014719582245337/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/wojciech-kania-muzyka-ktora-tworze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3765014719582245337'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3765014719582245337'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/wojciech-kania-muzyka-ktora-tworze.html' title='Wojciech Kania - Muzyka którą tworzę, wymaga wsłuchania się w jej treść'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-cbY62gO_zzA/TvuOY8eKKdI/AAAAAAAAAmI/4OEDwkrLT94/s72-c/Wojtek..jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5477847699779909031</id><published>2011-12-28T21:39:00.005+01:00</published><updated>2012-01-17T23:15:09.850+01:00</updated><title type='text'>Przemysław Rudź - Cosmological Tales</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-rhSICCA8Rn4/TvtJ-G558NI/AAAAAAAAAl8/QSJ3n1ReR44/s1600/cosmo.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-rhSICCA8Rn4/TvtJ-G558NI/AAAAAAAAAl8/QSJ3n1ReR44/s320/cosmo.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Według niektórych teorii Wszechświat istnieje od niespełna 14 miliardów lat. Jak jednak doszło do jego powstania i rozwoju? Jaka przyszłość czeka ludzkość? Takie pytania zadawał sobie Przemysław Rudź podczas komponowania płyty "&lt;b&gt;Cosmological Tales&lt;/b&gt;". Jest to druga część tryptyku poświęconego naszej planecie, Człowiekowi, wytworom cywilizacji, postępowi, wiedzy i pułapkom jakie stoją przed ludzkością. "&lt;b&gt;Through The Planck Era&lt;/b&gt;" zaczyna się mocnym akcentem. Nic dziwnego skoro początek tego utworu obrazuje moment Wielkiego Wybuchu. Jest to snop natężonych dźwięków które niczym iskry rozsypują się w przestrzeni (niestety mój kot nie chciał rozkoszować się akustycznymi efektami Big Bangu, więc musiałem założyć słuchawki). Dużo się tu dzieje we wszystkich rejestrach, a solo grane w pierwszych i ostatnich fragmentach utworu bardziej kojarzy mi się z rockiem progresywnym niż typową elektroniką. Te rozważania o grawitacji i czasoprzestrzeni wyrażane w dynamicznych eksplozjach i implozjach trwają osiem minut. The "&lt;b&gt;God Particle's Dance&lt;/b&gt;" z kolei, jest prawdziwą relaksacją, która stopniowo nabiera energii i wlewa du uszu słuchacza sporo optymizmu. W końcu jest to "taniec boskiej cząstki", gdzie materia stopniowo nabiera swojej masy. Szybko upływa niespełna sześć minut i rozpoczyna się chyba najbardziej spektakularna na płycie kompozycja "&lt;b&gt;Let There Be Light&lt;/b&gt;". Długi wstęp jest przygotowaniem do czegoś wyjątkowego. I faktycznie, "kiedy staje się Światło", pędzi ono z prędkością 299 792 458 m/s, co muzyka przedstawia wyjątkowo obrazowo. Rudź zilustrował to efektem narastających talerzy puszczonych od tyłu, nałożonych rytmicznie na basowe ostinato wydobywające się z legendarnego Oberheima. Niesamowite, jak przekonywujący jest ten trick! Już do końca utworu światło będzie żwawo przemierzać Wszechświat... w rytm transowych, elektronicznych sampli perkusyjnych. &lt;b&gt;"Islands Of The Universe&lt;/b&gt;" - najdłuższa,&amp;nbsp; 21-minutowa suita, podczas której wyobrazić można sobie powstawanie galaktyk - tych ogromnych wysp Wszechświata. Przemek świadomie czy nie, wpisuje się tu w nurt muzyki abstrakcyjnej, kontynuując poszukiwania pionierów niemieckiej muzyki elektronicznej z lat 70. Ale robi to już na swój sposób: w cyfrowej, nowoczesnej szacie. "&lt;b&gt;We Live Here&lt;/b&gt;" jest krótką fortepianową impresją, swoistym hymnem o powstaniu Układu Słonecznego i Ziemi. Autor rezygnuje tu z feerii elektronicznych dodatków na rzecz ciepłej fortepianowej melodii granej na tle burzy i padającego deszczu. Niejako mówi: tu jest nasz dom, szanujmy go! Tę koncepcyjną płytę kończy "&lt;b&gt;Disputable Future&lt;/b&gt;", różnorodny, o zmiennych klimatach utwór. Te różne nastroje wyrażają troskę o przyszłość ludzkości i naszej planety. Wtóruje temu znakomita gitara Jarka Figury. Płyta zdaje się kończyć optymistycznie, ale pytanie pozostaje otwarte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ciekawa płyta z wyraźnie zarysowanym pomysłem, doskonałą realizacją i barwną muzyką.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/wg22_ezKxe4" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/pJyDOUcA7k0" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5477847699779909031?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5477847699779909031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/przemysaw-rudz-cosmological-tales.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5477847699779909031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5477847699779909031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/przemysaw-rudz-cosmological-tales.html' title='Przemysław Rudź - Cosmological Tales'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-rhSICCA8Rn4/TvtJ-G558NI/AAAAAAAAAl8/QSJ3n1ReR44/s72-c/cosmo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-4490999818935405962</id><published>2011-12-27T11:09:00.003+01:00</published><updated>2012-01-17T23:14:49.137+01:00</updated><title type='text'>Jean-Michel Jarre Oxygene</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7lUJxBYE6Nk/Tvl8lLGaOII/AAAAAAAAAlw/dd3i3LqykwM/s1600/Jean-Michel-Jarre-Oxygene-306735.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="305" src="http://3.bp.blogspot.com/-7lUJxBYE6Nk/Tvl8lLGaOII/AAAAAAAAAlw/dd3i3LqykwM/s320/Jean-Michel-Jarre-Oxygene-306735.jpg" width="320" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ukazanie się na rynku muzycznym płyty &lt;b&gt;Oxygene&lt;/b&gt; Jean-Michela&amp;nbsp; Jarre'a&amp;nbsp; w 1976r. było wydarzeniem spektakularnym, przełomowym i znamiennym. Pamiętam artykuły prasowe z lat 80. w których krytycy zarzucali francuskiemu artyście schlebianie populistycznym gustom, efekciarstwo i komercjalizację. A jednak ponad 70 wydań tej płyty sprzedane w nakładzie 10 milionów egzemplarzy jest dowodem na to, że ta muzyka ma niezwykłą siłę oddziaływania, a wizja artysty wartość uniwersalną. Jarre osiągnął wielki sukces, przedstawił światu świeży sposób pojmowania muzyki, powielany z zapałem do dziś przez rzesze jego entuzjastów. Jako jedyny obok Vangelisa, jest natychmiast rozpoznawalnym symbolem popularnej muzyki elektronicznej na całym świecie. Przy pomocy ciepło brzmiących organów Eminent 310 Unique i &lt;span class="role"&gt;Farfisa,&lt;/span&gt; syntezatorów &lt;span class="role"&gt;A.R.P., A.K.S. i V.C.S.3., tworzy nowy wzorzec budowania kompozycji. Co słychać na tej płycie? Kosmiczną przestrzeń,&lt;/span&gt;&lt;span class="role"&gt; d&lt;/span&gt;ominujący współczynnik harmoniczny, klarowne komponenty &lt;span class="role"&gt;łagodnie wlewające się do uszu słuchacza, efekty powstałe podczas kręcenia gałkami oscylatorów. T&lt;/span&gt;&lt;span class="role"&gt;e atrybuty zadecydowały też o użytkowej przydatności płyty &lt;b&gt;Oxygene&lt;/b&gt;. Okazało się, że jest ona świetnym tłem do filmów dokumentalnych I wszelakich animacji obrazów. Wyjątkowo melodyjne fragmenty stanowiły atut w odniesieniu do&amp;nbsp; elitarnej i trudnej w odbiorze muzyki niemieckich elektroników pierwszej połowy lat 70. Czy muzyka JMJ jest komercyjna? Gdy słucham pierwszych trzech części suity utrzymanych w melancholijnym tonie nie odnoszę takiego wrażenia. A czyż&amp;nbsp; "Oxygene part 6" nie jest po prostu piękną melodią na tle falującego morza i kwilących ptaków? Wbrew sugestiom recenzentów, twórczość Jarre'a i jego kolejne dokonania spopularyzowały samą muzykę elektroniczną oraz syntezatory w sposób do tej pory niespotykany, a jego koncerty przez lata biły rekordy frekwencji. Jean-Michel Jarre szybko stał się gwiazdą wydając kolejne znaczące dla gatunku płyty.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="role"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Mija 35 latach i frapująca muzyka Francuza dalej stanowi źródło inspiracji dla nowych pokoleń kompozytorów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/vhduMeywNrU" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/TSWQb5aQ_LI" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-4490999818935405962?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/4490999818935405962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/jean-michel-jarre-oxygene.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4490999818935405962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4490999818935405962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/jean-michel-jarre-oxygene.html' title='Jean-Michel Jarre Oxygene'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-7lUJxBYE6Nk/Tvl8lLGaOII/AAAAAAAAAlw/dd3i3LqykwM/s72-c/Jean-Michel-Jarre-Oxygene-306735.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-6904093464593347</id><published>2011-12-25T21:07:00.003+01:00</published><updated>2011-12-25T21:57:45.559+01:00</updated><title type='text'>konkurs BlogRoku 2011</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span style="color: #1f497d; font-size: 11pt;"&gt;&lt;a href="http://www.blogroku.pl/kategorie/elmuzyka,gwk80,blog.html" target="_blank"&gt;Ten blog bierze udział w konkursie BlogRoku 2011 w kategorii Moje zainteresowania i pasje&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wIhrB8rdqHs/TveOEpOUbII/AAAAAAAAAlk/9YN2YgHM2To/s1600/moja_zaunteresowania_i_pasje.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="35" src="http://4.bp.blogspot.com/-wIhrB8rdqHs/TveOEpOUbII/AAAAAAAAAlk/9YN2YgHM2To/s320/moja_zaunteresowania_i_pasje.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: #1f497d; font-size: 11pt;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Numer&amp;nbsp; bloga to H00390&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-6904093464593347?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/6904093464593347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/konkurs-blogroku-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6904093464593347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/6904093464593347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/konkurs-blogroku-2011.html' title='konkurs BlogRoku 2011'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-wIhrB8rdqHs/TveOEpOUbII/AAAAAAAAAlk/9YN2YgHM2To/s72-c/moja_zaunteresowania_i_pasje.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-7739069289871565487</id><published>2011-12-25T17:16:00.003+01:00</published><updated>2012-01-17T23:14:13.741+01:00</updated><title type='text'>Godfrey Reggio, Philip Glass: Koyaanisqatsi - film &amp; muzyka</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-EuexUKxrC5E/TvcuUu9Hr-I/AAAAAAAAAk0/eXNSPZJFxso/s1600/220px-Koyaanisqatsi_album1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pEu7NF1NQLg/TvdELnUQRNI/AAAAAAAAAlA/oaN1Z8UH-3g/s1600/Koyaanisqatsi_poster.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-pEu7NF1NQLg/TvdELnUQRNI/AAAAAAAAAlA/oaN1Z8UH-3g/s400/Koyaanisqatsi_poster.png" width="260" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Człowiek zawsze miał pragnienie opisywania świata jaki wokół siebie widział. Technika filmowa XX wieku umożliwiła podniesienie procesu oglądania do rangi sztuki - czegoś, co pobudza wyobraźnię, jest nowatorskie i niebanalne w przesłaniu. Taki efekt osiągnęli twórcy projektu "Koyaanisqatsi" - filmu i muzyki mu towarzyszącej. Znakomicie zintegrowane obrazy Godfreya Reggio z muzyką Philipa Glassa nikogo nie pozostawią obojętnym. Pewnie każdy kto słyszał coś o tym filmie już wie, że tytuł nawiązuje do języka Indian Hopi i oznacza między innymi życie pozbawione równowagi. Rzeczywiście, w prawie półtora godzinnym ciągu obrazów taki wniosek co do działań ludzkich łatwo się nasuwa. Historia zaczyna się (po krótkiej sekwencji malowideł naskalnych) startem statku kosmicznego i kończy fragmentem jego katastrofy. Pierwsze 11 minut to różne ujęcia amerykańskich gór i płaskowyżów najczęściej filmowane z lotu ptaka. Towarzyszącą temu delikatna&amp;nbsp; muzyka jest pełna wyczekiwania, napięcia, jakby oglądany wschód słońca miał być już ostatni. Piękne jest te dostojeństwo i majestat oszałamiających krajobrazów. Chór męskich głosów powtarza monotonnie słowo Koyaanisqatsi. Muzyka lekko nabiera mocy, a kamery filmują piękne sekwencje chmur, wodospadów i morza. Jakże wspaniałe i potężne to żywioły! W szesnastej minucie, muzyka będąca do tej pory po prostu dobrze dopasowanym tłem, wyraźnie się ożywia. Dzieje się tak dlatego, że kamera mocno przyspiesza swój bieg nad polami kolorowych upraw. Jeszcze kilka monumentalnych skał i dla kontrastu przed oczami widza pojawiają się efekty działania człowieka. Kontrolowane wybuchy, potężne maszyny, dzieła rąk ludzkich. Dramatyczna muzyka sugeruje że te wielkie przedsięwzięcia są niczym skaza na pięknym ziemskim diamencie.&amp;nbsp; Słupy dymu z kominów, potężne zapory wodne i olbrzymie urządzenia kruszące kamienie. Człowiek bezwzględnie podporządkowuje sobie przyrodę. Ale czy robi to mądrze? Widać unoszące się grzyby bomb atomowych... Muzyka obsesyjnie powtarza wybrane motywy. Plaża koło fabryki - czy to ma sens?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ludzie podziwiają swoje wysokie szklane domy. Wielkie stalowe ptaki i sznury samochodów spieszące się po autostradzie lub setkami czekające na parkingach. Gdyby tylko to! Widać mnogość czołgów, śmiertelnie groźne wojskowe samoloty wielozadaniowe. Kosmiczne rakiety, monstrualne bomby i zuchwałe lotniskowce. Ogień i zniszczenie. Po tych złowieszczych obrazach i równie szalonej, zakręconej muzyce wszystko cichnie... Operator filmuje opustoszałe, martwe bloki wśród których kręcą się ludzie. Z lotu ptaka widać 11 długich, zdewastowanych budynków Pruitt-Igoe - osiedla mieszkaniowego w St. Louis, które po 17 latach od chwili zbudowania zostaje wyburzone. Co za marnotrawstwo! Padają też mosty, dźwigi i wieżowce w innych miastach. No cóż, widocznie człowiek w swojej pysze doszedł do wniosku że stać go i na to. Po 40. minutach filmu akcja przenosi się do żyjących, zapełnionych miast. Masy ludzkie przemierzające ulice podczas swoich codziennych rutynowych czynności. Trochę dziwnych ujęć portretowych i nad miastem zapada noc. Przyspieszone zdjęcia pokazują rzekę pojazdów, szybko wędrujący księżyc. Ludzki trud nie ustaje i w nocy i w dzień. Zmieniające się obrazy ukazują monotonną pracę krawcowych, sprzedawców czy produkcję wyrobów mięsnych. Gry na automatach, sale kinowe i galerie handlowe. Pakowaczki różnych wyrobów żywnościowych, ludzie składający podzespoły samochodowe. Mocno zaangażowana muzyka&amp;nbsp; jest w tym momencie dość nachalna i przez swą powtarzalność chyba mniej strawna. Być może jest to celowy zabieg, mający pokreślić marność ludzkiej gonitwy. Jeżeli tak - to uzyskano zamierzony efekt. Szereg obrazów ukazujących specyfikę amerykańskich miast końca lat 70. przebiega przed oczami jak w jakimś obłąkańczym transie. W końcu reżyser Godfrey Reggio lituje się i zmienia się zarówno muzyka jak i obrazy. Ziemia widziana z kosmosu, pokazywana na zmianę z rzutami na układy scalone i seria portretów ludzkich - tym razem zazwyczaj w zwolnionym tempie. Przygnębione, zmęczone twarze, policja zabierająca bezdomnego, inny poobijany biedak przeliczający centy na ręku ... W tle muzyka pełna żałości i&amp;nbsp; melancholii. Czy ludzkie życie ma sens? W tej formie raczej nie, zdają się mówić autorzy pokazując w ostatnich minutach katastrofę kosmicznej maszyny. Jej odłamek leci i leci spalając się w atmosferze. Film, choć ma blisko 30 lat niewiele się zestarzał.&amp;nbsp; Mimo iż teraz technika pozwala na więcej, obraz Reggio ma w sobie tę szczególną wrażliwość i umiejętność zatrzymania chwili. Praca nad nim trwała około siedmiu lat, ale było warto. Płyta z muzyką miała wiele wydań i co najmniej dwie reedycje, na których stopniowo dodawano ilość utworów.&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przy pomocy klasycznej orkiestry i Michaela Hoeniga udało się Glassowi skomponować oprawę która wraz z obrazem tworzy wartość wybitną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-GF7TI3TrLsQ/TvdETjME5PI/AAAAAAAAAlM/L0EhQ89u9Xc/s1600/220px-Koyaanisqatsi_album1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="316" src="http://2.bp.blogspot.com/-GF7TI3TrLsQ/TvdETjME5PI/AAAAAAAAAlM/L0EhQ89u9Xc/s320/220px-Koyaanisqatsi_album1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jRxNxCDZRwE/TvdG4XLiuFI/AAAAAAAAAlY/Ya7esGMIgwA/s1600/220px-Koyaanisqatsi_album2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="283" src="http://3.bp.blogspot.com/-jRxNxCDZRwE/TvdG4XLiuFI/AAAAAAAAAlY/Ya7esGMIgwA/s320/220px-Koyaanisqatsi_album2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/LFBijDU8PpE" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-7739069289871565487?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/7739069289871565487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/godfrey-reggio-philip-glass.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7739069289871565487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7739069289871565487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/godfrey-reggio-philip-glass.html' title='Godfrey Reggio, Philip Glass: Koyaanisqatsi - film &amp; muzyka'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pEu7NF1NQLg/TvdELnUQRNI/AAAAAAAAAlA/oaN1Z8UH-3g/s72-c/Koyaanisqatsi_poster.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-4351202116884112972</id><published>2011-12-23T23:43:00.010+01:00</published><updated>2012-01-12T19:03:40.639+01:00</updated><title type='text'>Roksana Vikaluk: Eksperymentujemy, zaskakujemy samych siebie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-yjKhzGmH-pQ/TvUCNFJRgpI/AAAAAAAAAkY/DuJrxe9YG_w/s1600/roksana.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" src="http://4.bp.blogspot.com/-yjKhzGmH-pQ/TvUCNFJRgpI/AAAAAAAAAkY/DuJrxe9YG_w/s400/roksana.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="mso-margin-bottom-alt: auto; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Urodzona w Ternopolu (Ukraina) śpiewająca aktorka,&amp;nbsp; od 1994r nagrywająca i koncertująca w Polsce. Otwarta na eksperymenty wokalno-instrumentalne, ostatnio współpracuje z Wolframem Der Spyrą.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;1) Już kilkanaście lat sprawiasz radość melomanom śpiewając swoim pięknym, "białym" głosem. W Internecie można przeczytać o Twojej jazzowej pasji, ludowej muzyce ukraińskiej i żydowskiej którą tak chętnie wykonujesz. Mnie bardzo interesuje Twoje otwarcie na łączenie gatunków, na eksperymenty i obecność w Twoim muzycznym życiu takich postaci jak np. Józef Skrzek czy... ale o tym za chwilę. Józef sam zadzwonił do Ciebie z propozycją współpracy. Co dała Ci przyjaźń ze śląskim wirtuozem syntezatorów?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: Przede wszystkim, jeśli chodzi o śpiew, zaczynałam od Jazzu... i poświęciłam temu ponad 10 lat. A śpiew ludowy odkryłam dla siebie (w sobie?) stosunkowo nie tak dawno. Co do śpiewu białego, zostałam wtajemniczona w jego technikę i filozofię dopiero około trzech lat temu. Pragnienie eksperymentu, zwłaszcza w łączeniu gatunków towarzyszyło mi od zawsze, a ostatnio wręcz nasiliło się cudownie :).&amp;nbsp; Z pewnością sprzyjał temu cały klimat, w którym rosłam i dojrzewałam: jazz i muzyka klasyczna, która najpierw była słuchana i grana w domu rodzinnym, pieśni ukraińskie i żydowskie, których uczyli mnie dziadek z babcią... brzmienie mojego kraju... Wszystko to, co działo się w sztuce w latach 70-80 i co samo „wlewało“ się w duszę – wszystko to ma ciągły wpływ na muzykę, którą czuję i która wyłania się ze mnie, aż do teraz. Przyjaźń z Józefem Skrzekiem przyniosła ze sobą wielkie odkrycie zupełnie nowego świata brzmień oraz myślenia twórczego. Józef i jego muzyka pozostaje dla mnie wielką inspiracją do dziś...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;2) W filmach umieszczonych na YouTube często widać jak podczas wykonywania tych oszałamiających wokalnych ewolucji grasz na Kurzweilu. To prawdziwa rzadkość widzieć kobietę grającą na syntezatorze. Czy to zasługa Twojego "muzycznego ojca" Józefa Skrzeka, czy już wcześniej miałaś takie zainteresowania?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: Z pewnością, jest to rezultat wielkiego muzycznego odkrycia siebie innej, którego doświadczyłam współpracując z Józefem Skrzekiem. Józef był pierwszy, który uwierzył i powiedział kiedyś: “Spróbuj...“. I spróbowałam. I zagrałam, akompaniując sobie, odkrywając przestrzenie brzmień elektronicznych... I tak trwa do dziś :).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;3) W pewnym wywiadzie wspominasz o znajomości muzyki Klausa Schulze i ogólnie "Szkoły Berlińskiej". To też ciekawostka, bo oprócz mojej żony, mało znam kobiet które mogą z upodobaniem słuchać takiej muzyki. Masz jakieś swoje ulubione tytuły płyt nagrane przez tych elektroników?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: Jeśli mówić ogólnie o inspiracji muzyki elektronicznej w moim życiu, to na samym początku, w dzieciństwie był to Jean Michel Jarre... Był również taki zespół w Związku Radzieckim, „Zodiak“ (Łotwa), który zaczął działać w latach 80’ i był ponoć pierwszym zespołem, grającym el-muzykę w Sowietach. Bardzo go lubiłam. Pod koniec 80’ zaczęłam się zachwycać twórczością Alexeya Rybnikova, do dziś ubóstwiam jego dzieło p.t. „Junona i Avos“. Jednak, jak już wspominałam, w domu rodzinnym słuchaliśmy przede wszystkim dużo jazzu, tak zwanego: akustycznego. Ale z czasem zaczęłam interesować się el-jazzem. Otóż, zaczęłam zwracać coraz większą uwagę na Chick Corea El-band, el-muzykę, tworzoną przez Milesa Davisa, Tomasza Stańkę, np. „Freelectronic“... Czesława Niemena odkrywam przez cały czas... zarówno jak i twórczość Władysława Komendarka. Nagrania solo Roberta Frippa, zwłaszcza „Radiophonics“, dalej – pięknie zrealizowany projekt międzynarodowy Boris Feoktistov &amp;amp; Bill Laswell – Russian Chants «Parastas»; eksperymenty Walter, a później jako Wendy Carlos, Isao Tomita, zwłaszcza jego el-wizja „Obrazków z wystawy“ Modesta Musorgskiego... To tak ogółem, jestem ciągle w drodze odkrywania i zgłębiania muzyki elektronicznej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Teraz o Szkole Berlińskiej. Klaus Schulze. Niełatwo mi wyróżnić konkretnie któreś z jego dzieł, można by wymienić nagrania pochodzące z płyt „Cyborg“, która porusza mnie do głębi, „Moondown“,&amp;nbsp; „Mirage“, „Miditerranean Pads“ .... Inspiruje mnie przede wszystkim jego muzyka z lat 70-80 oraz niektóre z 90’... Podobnie jest w przypadku Tangerine Dream, z tym że najpierw zwróciłam uwagę na późniejsze nagrania, z lat 80-90, a z wcześniejszych to „Alpha Centauri“, dalej „Rubycon“, „Encore“ ... I ciągle odkrywam, i wsłuchuję się w tę magię brzmień... I długa jeszcze droga przede mną ;).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;4) Wolfram Spyra, poszukiwacz i eksperymentator, jest od jakiegoś czasu Twoim przyjacielem. Jak doszło do Waszego spotkania? Opowiedz trochę o Waszej znajomości i pomyśle na wspólne granie Moon &amp;amp; Melody.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: W 2004-2005 roku pewien wydawca z Warszawy wydał płyty każdego z nas z osobna. I właśnie w tamtym czasie zwróciłam uwagę na wyjątkową postać twórczą - Wolframa DER Spyrę.... A do osobistego spotkania pomiędzy nami doszło w 2009 roku podczas festiwalu el-muzyki „Schody do nieba“ na Śląsku, w Chorzowie. Zostaliśmy zaproszeni przez Józefa Skrzeka, który ten festiwal organizował. Wystąpiliśmy z odrębnymi projektami, Wolfram przedstawiał Niemcy, ja – Ukrainę. Wtedy poczuliśmy, że pragniemy stworzyć coś razem. No i tak się stało! :-). Eksperymentujemy, zaskakujemy samych siebie, inspirujemy się, odkrywamy się nawzajem… Melodie ludowe - rosyjskie, żydowskie, lecz z przewagą ukraińskich, dźwięki ulicy, przyrody, pulsujące rytmy, śpiew biały, połączenie wyjątkowego instrumentarium akustycznego z elektronicznym, efekty dźwiękowe – wszystko to można określić jako styl Folk – Electronic - Progressive, w ramach którego tworzymy. Nam, dwóm absolutnie samodzielnym muzykom, wypadło wielkie szczęście w postaci możliwości tworzenia czegoś “trzeciego”...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;I to właśnie nazywamy “Moon &amp;amp; Melody”! :).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;5) Wolf do gry używa specyficznego instrumentu Stell Cello skonstruowanego przez Boba Rutmana. Można przeczytać o tym w sieci. Ale Ty miałaś możliwość poznania Boba osobiście w Berlinie. Możesz powiedzieć kilka słów o tym spotkaniu i ciekawym człowieku?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: Bob Rutman... niesamowita postać, pełna światła i pomysłów, o bardzo ciekawym i trudnym losie. Jest to artysta wszechstronny – wynalazca, plastyk, autor rzeźb... Mam wielką przyjemność bywać w jego domu, w Berlinie. Jest to człowiek, który poświęcił się sztuce całkowicie. Koncertuje, odkrywa i tworzy po dziś dzień.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;6) Wiem że podobnie jak ja, bardzo kochasz koty, czy praca i koncerty śpiewającej aktorki pozwalają na posiadanie swojego stworzenia?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: Zdecydowanie nie. Kot potrzebuje twojej regularnej obecności, a w moim przypadku jest to niemożliwe, przynajmniej teraz, kiedy cały czas podróżuję. Oczywiście, były pomysły, by zabierać zwierzątko ze sobą... albo oddawać na czas mojej nieobecności znajomym... Ale tak by się działo zbyt często, kocie było by ciągle zestresowane... Bardzo chcę kota. Ale nie mam moralnego prawa.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;7) Płyty: "Barwy", "Jaskółka" i "Drzewo światów" to twoja autorska muzyka. Dużo w niej brzmień elektronicznych, celebracji, barw podniosłych czy klimatów ambientowych. Ciekawa mieszanka tradycji z nowoczesnością, ludowości ze współczesną technologią. Możesz przybliżyć proces powstawania tej muzyki?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: Jeszcze dodam, że na początku była płyta „Mizrah“ (2002) – płyta w charakterze multi-kulti ludowym, o brzmieniu zdecydowanie jazzującym, nagrana w typowo jazzowym składzie. Tak szczęśliwie się złożyło, że z moim zespołem zostaliśmy laureatami konkursu „Nowa Tradycja“ (2002, Warszawa), a przewodniczącym komisji wówczas był Czesław Niemen. No i zadecydował, byśmy dostali nagrodę w postaci nagrania płyty. I tak powstał album „Mizrah“.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;„Barwy“ (2005) – nagranie mojego pierwszego koncertu solo. Bazowałam głównie na ukraińskich ludowych melodiach. Tu też słychać wpływy jazzu, ale wtedy już zaczęłam eksperymentować z brzmieniami elektronicznymi, wykorzystując sampler Akai S-2300 XL.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;„Jaskółka“ - zawiera muzykę teatralną. Jest to muzyka stworzona przeze mnie do spektaklu “Jaskółka” (2008) reż. Ż. Gierasimowa) na podstawie pieśni starosłowiańskich, rosyjskich, białoruskich - głównie obrzędowych. Tu po raz pierwszy jako wykonawczyni zetknęłam się z folkiem rosyjskim, białoruskim – czyli znanym mi, ale teraz odkrywanym w zupełnie innym wymiarze. W trakcie tworzenia tej muzyki, zdobywając nową wiedzę, odkrywałam inne, nieznane dotąd obszary siebie, własnych możliwości. Zostałam wtajemniczona w technikę białego śpiewu.&amp;nbsp; A spektakl “Jaskółka” gramy w Teatrze Rampa, w Warszawie. Zapraszam!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;„Drzewo światów. Opowieść czterech szamanów” – jest to wspaniały zbiór baśni, głównie ludów Syberii (pomysł i opracowanie – Maciej Panabażys).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Projekt został wydany w formie książki z płytą CD z muzyką mojego autorstwa, ilustrującą treść opowieści szamańskich, zawartych w książce. Tutaj spotkałam się z bardzo mało znaną mi kulturą. Proces komponowania muzyki polegał przede wszystkim na wczytywaniu się, wsłuchiwaniu się w historię szamanizmu, zwłaszcza syberyjskiego, na poznawaniu, zrozumieniu i głębokim wewnętrznym przetworzeniu kolorystyki brzmienia tamtego dalekiego świata, by później ująć to po swojemu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Można jeszcze dodać, że w przypadku “Jaskółki” I “Drzewa Światów”, królują głębokie, ambientowe brzmienia elektroniczne&amp;nbsp; jak również wykorzystywanie tzw. map dźwiękowych. Eksperyment. Śpiew. A stworzone zostały w ulubiony mój sposób, czyli w formie suity.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;8) Podobnie jak Der Spyra chętnie badasz nowe obszary dźwiękowych przestrzeni dodając do niej swoją energię, pomysły i niebanalny trzy oktawowy głos. Czego zwolennicy Twojego talentu mogą spodziewać się w przyszłości?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;R.V.: Sama nie wiem, czego po sobie w twórczym planie spodziewać się. Więc niewykluczone, że będziemy zaskoczeni wszyscy ;-). I ja też. I jeszcze – mam taki pomysł, by nagrać płytę “Barwy 2”. Teraz pojawiła się płyta, „Moon &amp;amp; Melody. Overture”.&amp;nbsp; A właściwie – jest to zapowiedź płyty, którą planujemy wydać z Wolframem Spyrą niebawem. Krążek zawiera fragmenty naszych najnowszych wspólnych odkryć form brzmieniowych...&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dziękuję za udzielenie mi wywiadu.&lt;br /&gt;R.V.: Mnie również było bardzo miło podzielić się tym, co czuję... Życzę wszelkich pomyślności Tobie oraz wszystkim czytelnikom! &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Więcej informacji można znaleźć tu:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;a href="http://listn.to/MoonMelody"&gt;&lt;span lang="DE" style="color: #314982; text-decoration: none;"&gt;http://listn.to/MoonMelody&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=QL-3J-NMNNk&amp;amp;feature=grec_index"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=QL-3J-NMNNk&amp;amp;feature=grec_index&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;a href="http://www.roksana.com.pl/"&gt;www.roksana.com.pl&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US" style="color: black;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;a href="http://www.derspyra.de/"&gt;www.derspyra.de&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;a href="http://jasnastrona.pl/"&gt;http://jasnastrona.pl&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/MEgYGtqVADo" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/nnO4spf_mls" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/QL-3J-NMNNk" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-4351202116884112972?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/4351202116884112972/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/roksana-vikaluk-eksperymentujemy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4351202116884112972'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4351202116884112972'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/roksana-vikaluk-eksperymentujemy.html' title='Roksana Vikaluk: Eksperymentujemy, zaskakujemy samych siebie'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-yjKhzGmH-pQ/TvUCNFJRgpI/AAAAAAAAAkY/DuJrxe9YG_w/s72-c/roksana.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-186012072579774317</id><published>2011-12-22T20:54:00.005+01:00</published><updated>2012-01-17T23:13:23.379+01:00</updated><title type='text'>Edgar Froese Macula Transfer</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-QV_rrQJXmck/TvQiBYxRMBI/AAAAAAAAAkA/krmZaj5q-ds/s1600/macula.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-QV_rrQJXmck/TvQiBYxRMBI/AAAAAAAAAkA/krmZaj5q-ds/s1600/macula.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Trzecia solowa płyta Edgara potrafi pobudzić wyobraźnię. Jestem ciekaw czy Froese wydając ją na czarnym winylu, miał tego świadomość. Podobno nagranie materiału zajęło mu tylko dwa tygodnie czerwca 1976 roku. Album "Macula Transfer" stworzony tak spontanicznie, jest jednym z najciekawszych osiągnięć muzyka. Kiedy trochę wcześniej latał różnymi liniami lotniczymi, prawdopodobnie było to dla niego samego ekscytującym przeżyciem, skoro zapamiętał nazwy kolejnych lotów i nazwał nimi wszystkie utwory (ewentualnie kolekcjonował bilety). Jakby nie było, pięciu muzycznych podróży zapisanych na Maculi słucha się doskonale. Już od pierwszych minut w "&lt;span class="track_title"&gt;Os 452" jako tła używa Edgar długich fraz wyciskanych z mellotronu i popisuje się grą na gitarze. Nie robi tego w klasyczny sposób, instrument służy mu raczej do generowania rożnych efektów. Froese silnie szarpie struny, wydawane przez nie dźwięki odbijają się dużym echem tak, że czasami trudno powiedzieć skąd pochodzą pogłosy. Utwór ma swoją dramaturgię i momenty przesileń. W atrakcyjnym stereo efekty spacerują z różną prędkością po kanałach, co nadaje muzyce dużą przestrzenność. Ale ta kompozycja nie kojarzy się bynajmniej z sielanką, to opis spektakularnych i widowiskowych historii. Przez osiem minut więcej się dzieje niż na niejednej całej płycie. &lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;"Af 765" jest moim ulubionym utworem z tego krążka. Dużo to elementów psychodelicznych, Edgar wydobywa z&amp;nbsp; gardła różne dziwne szepty, które oczywiście są sztucznie modyfikowane. Pełne ekspresji gitarowe solówki, zakręcone w niemożliwy do opowiedzenia sposób. Totalny odjazd na tle monumentalnych organowych ozdobników. Dźwięki podlegają ciekawej degradacji, to muzyka wręcz buntownicza i rewolucyjna w swojej formie, o dość dramatycznej końcówce. Szkoda że autor nie powrócił już do takich pomysłów w przyszłości. "&lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;Pa 701" przynosi zmianę nastroju, ukojenie. Pojawiająca się sekwencja wije się niczym pustynny wąż.&amp;nbsp; Czas upływa szybko i przyjemnie. "&lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;Quantas 611" jest krótką, mroczną impresją znakomicie nadającą się jako tło do filmu grozy. Dla kontrastu ostatni&amp;nbsp;&lt;/span&gt;                               &lt;span class="track_title"&gt;"If 81" zaczyna się optymistycznie, niczym z amerykańskiego westernu, zapowiada kierunek jaki będzie Edgar eksploatował do znudzenia w późniejszych latach. Ale tu - w odpowiednich proporcjach, bez zbędnęgo słodzenia - jest doskonałym przykładem na niesamowitą inwencję lidera Tangerine Dream. Aż chciałoby się więcej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="track_title"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Płyta nie miała szczęścia do kompaktowych wydań i jest do dziś kolekcjonerskim rarytasem. Legendarnym świadectwem najlepszego okresu muzyki elektronicznej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="track_title"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Pol0q3Zyzoo" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/bfqkjFXnyvQ" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-186012072579774317?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/186012072579774317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/edgar-froese-macula-transfer.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/186012072579774317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/186012072579774317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/edgar-froese-macula-transfer.html' title='Edgar Froese Macula Transfer'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-QV_rrQJXmck/TvQiBYxRMBI/AAAAAAAAAkA/krmZaj5q-ds/s72-c/macula.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-3004869883781390248</id><published>2011-12-20T22:45:00.006+01:00</published><updated>2012-01-17T23:12:59.185+01:00</updated><title type='text'>Pink Floyd Ummagumma</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-RPdzhm8E2wo/Tus7ljr8EUI/AAAAAAAAAig/3C5lgsIIPnU/s1600/UMMA.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-RPdzhm8E2wo/Tus7ljr8EUI/AAAAAAAAAig/3C5lgsIIPnU/s320/UMMA.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dla niektórych popularna muzyka elektroniczna zaczęła się od tej płyty. Eksperymenty jakie zarejestrowali muzycy z zespołu &lt;b&gt;Pink Floyd&lt;/b&gt; na płycie &lt;b&gt;Ummagumma&lt;/b&gt; w 1969r. dziś niektórym słuchaczom mogą wydać się lekko archaiczne. Ale taka opinia byłaby dla grupy krzywdząca. Legendarny kwartet Brytyjczyków zawsze wydawał znakomicie brzmiące albumy ustanawiając wysoki poziom jakości utworów, do dziś warty naśladowania. Pierwsza płyta wypełniona jest koncertowymi wersjami wcześniejszych nagrań, rozbudowanymi do mini suit o kosmicznym zabarwieniu. Elementy progresji, brawurowej gry na perkusji i akcenty psychodeliczne tworzą atrakcyjną, aczkolwiek wybuchową mieszankę. Długie improwizacje mieszczą się jednak w skali rozsądku. Niezwykły klimat jaki się wytwarza podczas słuchania tych nagrań na długo pozostaje w pamięci. Za niemniej udaną uważam drugą studyjna płytę. Choć niektórzy krytycy zarzucają jej niespójność i pretensjonalność, myślę że po prostu materiał swoją wagą przerósł oczekiwania recenzentów. Przygotowane przez artystów nagrania w większości są awangardą przeznaczoną dla wybrednych koneserów.&amp;nbsp; Pierwsza część to 4 częściowa suita Richarda Wrighta "Sysyphus" podobno inspirowana mitem o Syzyfie. Bogata w efekty perkusyjne, patetyczna, miejscami (rozchwiane wstawki fortepianowe) straszna, kakofoniczna, mroczna i trochę zwariowana. "Grantchester Meadows"&amp;nbsp; Watersa brzmią po niej faktycznie wręcz jak relaks. Odgłosy ptaków, łabędzi zrywających się do lotu, natrętnego owada, są tu obecne na długo przed zdefiniowaniem terminu ambient. "Several Species of Small Furry Animals Gathered Together in a Cave and Grooving with a Pict" jest psychodelicznym żartem, pełnym efektów przypominających odgłosy gryzoni, a stworzonymi podobno z nagrań głosu Watersa. Nie sprawdzałem czy we fragmencie końcowym jest zamieszczony ukryty przekaz. I bez tego słucha się tej muzyki z "otwartymi ustami".&amp;nbsp; Trzy częściowy "The Narrow Way" w swojej pierwszej części: "Baby Blue Shuffle in D major" wydaje się być najsłabszym pomysłem na płycie, ale potem David Gilmour "łapie oddech". W "The Grand Vizier's Garden Party" słychać świetny flet Lindy Mason dodający uroku tej kompozycji, a końcowe perkusyjne eksperymenty Masona znakomicie pasują do postępowego charakteru całej muzyki. Po tym ciepło przyjętym albumie były kolejne znakomite płyty Pink Floyd, ale to wydawnictwo &lt;b&gt;Ummagumma&lt;/b&gt; było bardzo odważnym krokiem&amp;nbsp; naprzód w muzyce i stało się inspiracją dla wielu późniejszych, młodszych muzyków.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Lektura obowiązkowa dla każdego kto lubi rock progresywny, psychodeliczny i ciekawe eksperymenty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/fZrT_VXC794" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-3004869883781390248?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/3004869883781390248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/pink-floyd-ummagumma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3004869883781390248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3004869883781390248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/pink-floyd-ummagumma.html' title='Pink Floyd Ummagumma'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-RPdzhm8E2wo/Tus7ljr8EUI/AAAAAAAAAig/3C5lgsIIPnU/s72-c/UMMA.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5867311756928999439</id><published>2011-12-18T23:51:00.012+01:00</published><updated>2012-01-17T23:12:30.371+01:00</updated><title type='text'>Robert Schroeder - New Frequencies Vol.1</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-N-hEBN2ZDEs/Tu5iSlSuWEI/AAAAAAAAAis/d1Sz_GpFV9M/s1600/new+fr.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-N-hEBN2ZDEs/Tu5iSlSuWEI/AAAAAAAAAis/d1Sz_GpFV9M/s1600/new+fr.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Trudno nie lubić muzyki Roberta Schroedera. Kiedyś okrzyknięty następcą Klausa Schulze, okazał się nie tylko wrażliwym muzykiem, ale i uniwersalnym kompozytorem. Może jest tak dlatego że zaczynał od gitary, która taką szczególną ekspresję pozwala w sobie odnaleźć? W odróżnieniu od swojego o osiem lat starszego kolegi i mentora, komponuje muzykę wymykającą się sztywnym szablonom i kanonom nazewnictwa, a jednocześnie taką, która jest wartościowym materiałem i autor nie musi się jej wstydzić. Taka oceniam płytę "New Frequencies Vol.1" z 2010r. To urocze połączenie wielu gatunków współczesnej muzyki rozrywkowej, daje się słuchać lekko i sprawia uszom przyjemność. Jednocześnie nie ociera się o kicz. Jedenaście utworów z których kilka mogłoby stać się radiowymi przebojami. Gdyby pojawił się oczywiście chętny do ich promocji prezenter. Wnikliwi słuchacze odnajdą w niej chillout, odrobinę ambientu czy down beat. Robert umie się odnaleźć pośród obecnych trendów, dodając do nich porcję swoich pomysłów. Brzmią one świeżo i atrakcyjnie. Siłą swojego talentu nadaje charakterystyczny dla siebie kształt muzycznemu tworzywu. I chociaż emocje na tej płycie nie są tak głębokie jak na jego najbardziej znanych albumach, jest to dalej inteligentna muzyka. Jej przyswajalność jest raczej atutem niż słabością. Zamiast rozwlekłych suit mamy około sześciu minutowe utwory które ładnie ułożone, sprawdzą się zarówno w samochodzie, jak i na dużych domowych głośnikach. Jako tło do czytania książki i gry w karty.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Lekka elektronika, czysta i pozbawiona negatywnych emocji.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/53UJUNnJ67c" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5867311756928999439?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5867311756928999439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/robert-schroeder-new-frequencies-vol1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5867311756928999439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5867311756928999439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/robert-schroeder-new-frequencies-vol1.html' title='Robert Schroeder - New Frequencies Vol.1'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-N-hEBN2ZDEs/Tu5iSlSuWEI/AAAAAAAAAis/d1Sz_GpFV9M/s72-c/new+fr.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-1913272898180776968</id><published>2011-12-15T23:31:00.015+01:00</published><updated>2012-01-17T23:12:06.670+01:00</updated><title type='text'>Radio Massacre International  'City 21'</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-QzHP_FQ-LsU/Tuj7QglztNI/AAAAAAAAAiY/8UDlbU6IsMM/s1600/city21.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-QzHP_FQ-LsU/Tuj7QglztNI/AAAAAAAAAiY/8UDlbU6IsMM/s320/city21.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W maju 2011r ukazuje się pierwsza filmowa płyta zespołu Radio Massacre International. Bardzo byłem ciekaw jak grupa poradzi sobie z nowym wyzwaniem. Z wywiadu jakiego udzielił mi kilka miesięcy wcześniej Steve Dinsdale &lt;span style="color: #1f497d;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/%20target="&gt;interview&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; dowiedzieć się można że praca w studio nad wcześniej przygotowanym materiałem zajęła im trzy dni. Ktoś może pomyśleć: jaką wartość może mieć muzyka nagrana w tak krótkim czasie? Pamiętać jednak należy, że trio RMI to profesjonaliści grający od około 30 lat. Był o tym przekonany dyrektor artystyczny Chris Zelov gdy słuchał ich koncertu w 2007r. W lutym 2008r zespół komponuje 12 utworów z których kilka trwa zaledwie minutę a najdłuższy blisko 13 minut. Jest to oczywiste, skoro są tłem pod konkretne filmowe obrazy. W tym przypadku inspiracją były dokumentalne sceny omawiające historię powstawania miast i perspektywy kształtowania przyszłości urbanistycznej. Jak również polemiki na temat ich planowania oraz designu. Kompozycje są więc różnorodne. Już pierwsza&amp;nbsp; Intro/Hawes (11.40) na pewno spodoba się miłośnikom muzyki elektronicznej.&amp;nbsp; Na początku mamy trochę minimalizmu aż stopniowo dołączane instrumentarium wypełni fakturę, a perkusja toczy zmagania z gitarą. Tworzy się ciekawa kakofonia dźwięków, która dość wyraźnie mi się kojarzy z muzyką pewnego kompozytorem z Berlina ... Dynamiczny "City Plans" (1.40) będący popisem perkusyjnej inwencji, mógłby ilustrować równie dobrze sceny akcji, nie tylko miejskie plany. "Interlude 1" (1.04) jest króciutkim, miłym dla ucha graniem na gitarze, przygotowaniem pod dłuższy, równie ciepły w odbiorze "Earthrise" (3.37). To piękna rozmarzona impresja, aż szkoda że tak krótka. "Lighthouse" (3.02) z wyeksponowanym fortepianem, trochę nostalgiczny fragment na chwilę schładza atmosferę. Kolejne "Green Futures" (1.37),&amp;nbsp; Open City (3.50), mają dość wyraźny, romantyczny charakter. Łagodne niczym owieczki na łące. Najdłuższy - Damanhur (12.56) można śmiało odebrać jako samodzielną formę nie będącą podparciem dla obrazów. Celebrowanie nastroju przy pomocy fortepianowych wstawek i tradycyjna sekwencja poddawana różnych modulacjom, czyli to co większość fanów muzyki elektronicznej lubi najbardziej. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość muzykom, że w ich wykonaniu brzmi to dalej świeżo i dobrze. "Iceland" (6.08) - nie widziałem tego filmu, ale jeśli rzeczywiście ukazuje on fragmenty Islandii, to zimny i anemiczny utwór trafnie oddaje charakterystyczne cechy tej krainy. "Interlude 2" (1.23) ponownie ładny, krótki przerywnik, który poprzedzi równie sentymentalny "Findhorn" (8.14). Osiem minut kapitalnej relaksacyjnej muzyki, która snuje się i owija niczym długi, ciepły szal. Kawałek pięknego ambientu. Kończący album "End Titles" (9.05) to powtórzony motyw manierycznej perkusji która w drugiej części utworu z kilku dźwiękowych warstw wysuwa się na plan pierwszy. Im bliżej końca, tym więcej niepokoju w tej muzyce, ale taki widocznie był zamiar artystów. Dziwnie zmiksowane instrumenty, brzmią jak dusiły się w przestrzeni.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bardzo dobra płyta, inteligentnie zrobiona i sprawnie zagrana. Podoba mi się szczególnie kilka fragmentów o sentymentalnym zabarwieniu których do tej pory nie było za dużo w muzyce tej grupy. Utwory czy długie czy krótkie, tworzą logiczną całość, strawną nawet dla osoby nie obytej z kanonem gatunku.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/_5QdB_mvr1U" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-1913272898180776968?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/1913272898180776968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/radio-massacre-international-city-21.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1913272898180776968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1913272898180776968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/radio-massacre-international-city-21.html' title='Radio Massacre International  &apos;City 21&apos;'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-QzHP_FQ-LsU/Tuj7QglztNI/AAAAAAAAAiY/8UDlbU6IsMM/s72-c/city21.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-5565861410026728964</id><published>2011-12-13T22:43:00.004+01:00</published><updated>2012-01-17T23:11:45.154+01:00</updated><title type='text'>Komendarek &amp; Rudź - Unexplored Secrets Of REM Sleep</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-tj3tBN2r4Rw/TudtyspjT-I/AAAAAAAAAiQ/LchSIOsIALE/s1600/front_cover.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="316" src="http://2.bp.blogspot.com/-tj3tBN2r4Rw/TudtyspjT-I/AAAAAAAAAiQ/LchSIOsIALE/s320/front_cover.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="im"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W niewielkim środowisku polskich fanów i twórców muzyki elektronicznej wieści roznoszą się szybko. Informacja o wspólnym nagrywaniu płyty przez Komendarka i Rudzia wywołała skrajne emocje. Po publikacji fragmentów zwolennicy z radością i niecierpliwością czekali na cały materiał, a ludzie zawistni dali upust swojej małostkowości. Ale to chyba dobrze, bo najgorsza byłaby obojętność, a muzyka - jeśli jest wartościowa - obroni się sama. Wreszcie płyta się ukazała i można poddać ją ocenie. "Unexplored Secrets Of REM Sleep" to pięć różnych impresji będących efektem wymiany mnóstwa e-maili, sugestii i konfrontacji wizji obu kompozytorów. Ilustrowanie muzyką odmiennego stanu świadomości jakim jest ludzki sen, jest tu nie tylko wyrazem poszukiwań artystów, ale również pretekstem do prezencji potencjału i pomysłowości obu przyjaciół. Najkrótsza, pierwsza ścieżka "Standing On The Shoulders Of Giants" jest swoistym intro poprzedzającym trzy ponad 15-minutowe suity. Ten wstęp do długiej podróży jednoznacznie określić można jako przyjazny odbiorcy, gęsty i patetyczny. Pełne ekspresji solo Komendarka na syntezatorze Nord Wave kończy tę relaksację. Tytułowy "Unexplored Secrets Of REM Sleep" zaczyna się krokami. Te doskonałe technicznie nagranie ma tak szeroką bazę stereo, że nawet na laptopie ma się wrażenie, że ktoś chodzi dwa metry od lewej do prawej i przechodzi przez głowę. Po odgłosach stąpania, oddychania, kosmicznych efektach, słychać przetworzony elektronicznie głos Władka Komendarka. Zagęszcza się atmosfera i zaczyna odjazd w krainę odbioru - jakby podświadomego. Słychać równomierne uderzenia automatu perkusyjnego wokół którego pląsają elektroniczne ozdobniki, zakręcone solówki... Wybitnie transowy charakter kompozycji nie jest może awangardowy w swojej formie, ale jakże skuteczny w oddziaływaniu! "Reminiscences From Beyond Infinity" - najdłuższy 24-minutowy utwór składający się z czterech części, rozpoczynają skrzypce Dominika Chmurskiego. Przejmująco smutne, dodają muzyce ten rodzaj kolorytu który jest nieosiągalny przez cyfrowe przetworniki. Stopniowo jednak elektronika opanowuje dźwiękową scenę. Ponownie, ale w innej konfiguracji niż w tytułowej części płyty, wszechogarniająca rytmiczna struktura wypełnia rejestry. Tworzy się ściana brzmień może i kontrolowanych, ale niespokojnych niczym stado dzikich koni wyczuwających węchem obcego człowieka. Trwa to kilka minut, aż rytm cichnie i ponownie do głosu dochodzą bardziej subtelne dźwięki. Nie jest to jednak sielanka, a dość mroczna i refleksyjna prezentacja. Znów sztucznie zmodyfikowany głos Komendarka cedzi sobie znane formuły, kojarząc mi się z zadumanym filozofem z ubolewaniem komentującym losy ludzkiego gatunku. Koniec utworu brzmi jednak optymistycznie, a instrumenty walczące o prymat z powracającym beatem przypominają barwy syntezatorów z lat 80-tych. "Lonely Spirits Over The Post-megalopolis Badland" swój piękny początek zawdzięcza gitarze Fendera, na której delikatnie gra Jarek Figura. Przeplata się ona z subtelnymi pasażami syntezatora i cichą, prawie poetycką deklamacją głosu Władka przepuszczonego przez vocoder. Atmosfera jaka jest generowana z głośników przez pierwsze osiem minut to wręcz muzykoterapia. Dla urozmaicenia ożywia ją rytmiczna sekwencja, aby szybko ustąpić gitarze Jarka grającej elektronicznie zmodyfikowaną wariację w stylu hiszpańskiego flamenco. To chyba najbardziej nowatorski fragment płyty. Ostatni utwór "Interrupted Stream Of Consciousness" ma ciekawie zbudowaną linię rytmiczną, dość lekką w odbiorze, której jednak dla kontrastu dodano masę nie zawsze przyjemnych efektów przestrzennych. Na początku rozwijają się dwie niezależne linie basu (lekko rozrzucone po kanałach stereo), które po kulminacyjnym crescendo przechodzą w jedną, pulsującą ostinatową partię. To zasługa Maćka Wardy obsługującego gitarę basową. Tworzy się coś w rodzaju progresywnej elektronicznej psychodelii. Urywa się ona dość gwałtownie, aby dać miejsce ekscentrycznym popisom Władka Komendarka. To również wyraz szacunku Przemka Rudzia dla starszego kolegi, który kończy dzieło. "Unexplored Secrets Of REM Sleep" jest eklektyczną płytą, na której artyści starali się umieścić to co nowoczesne, ważne i atrakcyjne dla ucha.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Stworzyli projekt, który łączy świetne rzemiosło i doświadczenie z wybuchami nieokiełznanej wyobraźni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/JVw2CKX82h0" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/sU7gaW2V_r4" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-5565861410026728964?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/5565861410026728964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/komendarek-rudz-unexplored-secrets-of.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5565861410026728964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/5565861410026728964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/komendarek-rudz-unexplored-secrets-of.html' title='Komendarek &amp; Rudź - Unexplored Secrets Of REM Sleep'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-tj3tBN2r4Rw/TudtyspjT-I/AAAAAAAAAiQ/LchSIOsIALE/s72-c/front_cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-4031808471199054396</id><published>2011-12-13T12:34:00.014+01:00</published><updated>2011-12-13T15:09:01.036+01:00</updated><title type='text'>Tim Blake - There is always light at the end of tunnels</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-fcTpPzvHKdI/TucyTo414mI/AAAAAAAAAg4/JT5YYnXN0Ns/s1600/tim+blake.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="390" src="http://1.bp.blogspot.com/-fcTpPzvHKdI/TucyTo414mI/AAAAAAAAAg4/JT5YYnXN0Ns/s400/tim+blake.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="short_text" id="result_box" lang="en"&gt;&lt;span class="hps"&gt;English version&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;below.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tim Blake, urodzony w Londynie muzyk legendarnych formacji Gong, Hawkwind. Jako pierwszy wprowadził laserowe oświetlenie na koncertach. Znany również z ciekawych solowych płyt z muzyką elektroniczną, przede wszystkim "Crystal Machine". Od 40 lat mieszka we Francji.&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;1) Zanim zacząłeś grać, kogo wcześniej słuchałeś? Jakich muzyków?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;T.B.: Do czynienia z muzyką miałem od całkiem młodego wieku. Nie było to zainteresowanie jakimś konkretnym gatunkiem, lecz bardziej ogólne. Swojego rodzaju pierwszy trening miałem w wieku 8 lat, jako chórzysta. Dzięki temu zapoznałem się z prostym zapisem nutowym i nauczyłem podstaw pracy na nutach. Muzyka kościelna także miała spory wpływ na muzykę zachodnią (zapewne z powodu tego, że to właśnie władze kościelne przez dłuższy czas były najlepszymi klientami dla kompozytorów, głównie w epoce Baroku). W związku z powyższym miałem okazję zapoznać się z utworami Bacha, Haendela, Purcela i wielu innych, w tym angielskich kompozytorów którzy tworzyli scenę muzyczną na początku XX wieku – Elgara, Vaughan-Williamsa, itd. W szkole z własnej chęci zacząłem uczyć się gry na trąbce. Był tam świetny wydział muzyczny. Mogłem pobierać lekcje u tak inspirujących nauczycieli jak Derek Bourgeois, który był kompozytorem i późniejszym dyrektorem Narodowej Orkiestry Młodzieżowej Wielkiej Brytanii. Uczył mnie także Jared Armstrong, który później zajmował się edukacją muzyczną w szkole Charterhouse, gdzie sięgają początki Genesis. Naprawdę inspirujący człowiek.&lt;span lang="EN-US"&gt; &lt;/span&gt;Dorastając w latach 60. szybko poznałem Rhythm &amp;amp; Blues, Rock’n Roll, zaś później muzykę pop i inne gatunki. Myślę że największy wpływ, swoisty skarb mojej muzycznej edukacji, miał otwarty umysł na fakt, że istnieje tak wiele form muzyki i muzycznej ekspresji. Dało mi to solidne podstawy jak grać, jak zrozumieć podstawy Harmonii i kompozycji, podobnie jak granie i występowanie. Miałem też szczęście, że objął mnie plan nauki Nuffield, w którym stawia się bardziej na praktykę niż teorię. Dzięki temu w wieku 16 lat miałem podstawową wiedzę z zakresu elektryki, fal dźwiękowych, itp., którą mogłem wykorzystać jako muzyk i inżynier dźwięku. Mając te 16 lat moja wiedza z zakresu muzyki poszerzyła się o Rock: The Who, Hendrix, Cream, The Blues (uwielbiałem grać na ustnej harmonijce, kiedy byłem mały), The Beatles, itd. Poznałem także „Muzykę konkretną” – zwłaszcza chodzi mi o Delię Derbushire i Pierre’a Henry’ego – oraz muzykę elektroniczną w wykonaniu Berio. W 1969 roku zacząłem pracować jako inżynier dźwięku, z własnym wyobrażeniem dość „obszernej” muzyki, łączącej znane przeze mnie elementy. W tamtym czasie w grę wchodziło inspirowanie się twórczością Simona House’a (grającego w High Tide), Soft Machine, Kelvin Awers (znajomości dzięki którym poznałem Gonga) i wiele innych.&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt; W 1969 roku miały miejsce dwa ważne wydarzenia:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;- usłyszałem „Switched on Bach” Waltera Carlosa;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;- podczas prac nad moim systemem dźwiękowym na potrzeby koncertu High Tide podeszło do mnie kilku muzyków informując, że zakładają grupę. Zapytali, czy mogą zagrać i… tamtego wieczora narodził się Hawkwind. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;2) Wziąłeś udział w nagraniu pierwszej solowej płyty Steve Hillage - Fish Rising. Czy jest możliwa jeszcze współpraca z tym bardzo ciekawym muzykiem?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;T.B.: Czas jaki spędziłem z Gongiem był dla mnie inspirujący z wielu powodów. Dostarczył niestety także wielu rozczarowań! Jednak najważniejszy w tym wszystkim jest „flow”, który wyrabia się współpracując z innymi twórcami. Przykładowo Didier Malherbe jest jednym z najwspanialszych muzyków jakich kiedykolwiek słyszałem, nie licząc tych z którymi grałem! Poznaliśmy Steve’a poprzez naszego znajomego, Kevina Ayersa. Steve brał udział w odtworzeniu Gonga po tym, jak zespół Daevida Allena rozpadł się w trakcie nagrań Flying Teapot. Wydaje się, że wtedy wydarzyło się coś magicznego i miejsce miała wspaniała muzyczna fuzja między naszą dwójką. Chciałem kontynuować tę współpracę, ale sprawy nie potoczyły się po mojej myśli. Co prawda było po drodze Fish Rising, ale wydaje mi się, że gdyby Steve włożył więcej pracy w kolejne nagrania po You, sprawy wyglądałyby zupełnie inaczej. Nagranie Steve’a Hillage’a w którym czuć największą inspirację moją twórczością jest Green, w którym nie brałem udziału, ale dzięki pracy Nicka Masona w roli producenta odczuwamy tę iskierkę twórczości Steve’a, a początek tego można datować na erę Hillage’Blake. Od prawdziwego rozpadu „GONG” w 1975 roku zawsze czekało wolne miejsce na Steve’a w moich projektach, a niedługo z mojej strony pobrać będzie można nagranie z sesji na żywo dla francuskiego radia. Miałem nadzieję, że będziemy współpracować ze Steve’em na zasadzie kontynuowania okresu pracy Gong z roku 73, kiedy to zreformowaliśmy tworzenie muzyki bez swojego rodzaju retrogradacji wpływu Daevida lub jako coś zupełnie innego. Taki w sumie był plan kiedy żegnałem się z Gongiem, ale nic z tego nie wyszło. Mimo wszystko cieszę się, że miałem możliwość pokazania twórczości Steve’a światu syntezatorów i muzyki elektronicznej – moich znaków towarowych. Przez ostatnie 35 lat Steve włożył mnóstwo wysiłku w nauczenie swojej dziewczyny, Miquette Giraudy, grania na syntezatorach. W efekcie chyba nawet ja stałem się już za stary by uczestniczyć w jego planach. Podobała mi się współpraca ze Steve’em nad projektem Gong 2006, ale przerażał mnie jego/ich pomysł, aby pozostać wiernym formie z przeszłości. Mam wrażenie, że każdy potrzebuje iść naprzód, co nie jest łatwe gdy pracujemy z kimś, z kim współpracowało się przed czterdziestu laty! Zauważyłem, że Steve oraz Miquette w wywiadach udzielanych obecnie wskazują mnie jako źródło ich zainteresowania muzyką elektroniczną. To pierwszy projekt od 36 lat, nigdy nic nie wiadomo! Planuję stworzyć wyjątkowe widowisko, aby uczcić moje 60. urodziny. Oboje są na nie oczywiście zaproszeni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-niPRfGJlmmk/TucybAGrpeI/AAAAAAAAAhA/kj8X6pVvemQ/s1600/tim+blake2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-niPRfGJlmmk/TucybAGrpeI/AAAAAAAAAhA/kj8X6pVvemQ/s400/tim+blake2.jpg" width="343" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;i&gt;3) Crystal Machine - ta płyta podoba mi się do dziś. Czy ludzie często ci o tym piszą? Że jest wyjątkowym dziełem? Last Ride Of The Boogie Child - skąd pomysł na taki tytuł utworu?&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Tak, Crystal Machine najwidoczniej miało spory wpływ na wiele osób, poza tym, że nie było to coś udoskonalonego. W sumie to różne fragmenty spontanicznych i improwizowanych bitów, uchwycone „przy okazji”. Muzycy próbują stworzyć coś kompletnego, dającego do myślenia, ja zauważyłem, że najlepsze są te chwile najczystszej kreacji! Crystal Machine sprzedaje się po dziś dzień i wciąż jest komentowane.&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; &lt;/span&gt;Last Ride? To kawałek improwizowany, zagrany na żywo, kiedy mikrofon był włączony! W pewnym momencie zacząłem śpiewać „Ride, Ride on, Boogie Child”. Tytuł powstał w ten sposób.&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;4) Nie masz gdzieś w archiwum starych solowych koncertów, które warto byłoby opublikować?&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;T.B.: Zacznijmy od Waterfalls ze Space recordings – razem z Jean-Philippem stworzyliśmy go na przełomie lat 78/79. Można pobrać go w dwóch częściach stąd: &lt;a href="http://moonweed.free.fr/store.htm" target="_blank"&gt;http://moonweed.free.fr/store.htm&lt;/a&gt; Spotkałem Jean-Philippe’a kiedy miał 12 lat, a przyprowadził go do mnie jego ojciec. Był obecny w wielu ważnych dla mojej kariery solowej momentach. W 2006 roku nagraliśmy “Waterfalls – New Jerusalem”, które także graliśmy na żywo. Można ten album pobrać z sieci…&lt;span lang="EN-US"&gt; &lt;/span&gt;Jak być może wiesz lub nie, moje życie zmieniło się w 2004 roku w wyniku wypadku. Przez jakiś czas byłem sparaliżowany i zacząłem tworzyć nowe, zremasterowane wersje moich starych nagrań. Jest ich dużo – przynajmniej 14 albumów, niestety w związku ze zmianami w moim życiu spowodowanymi wypadkiem zaufałem komuś, kto nadużył mojego zaufania i zagrabił moje archiwa! Sprawę bada obecnie francuska policja.  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;5) Blake's New Jerusalem nagrałeś wiosną podczas pełni księżyca na Ridge Farm. To było jakieś szczególne miejsce? Podobnie Magic. Masz w nocy lepsze natchnienie, inspirację?&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;i&gt;&lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;/i&gt;&lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;T.B.: “New Jerusalem” powstawało w Ridge Farm, później zaś w Barclay Studios w Paryżu, „Między pełniami księżyca wiosną i latem” – to pokazuje w jakich warunkach powstawał album! Ridge Farm było wyjątkowym miejscem, na pewno. Było to miejsce, gdzie przeprowadzano próby i miałem szczęście, że mogłem tam wybudować swoje studio, ale sprzęt wynajmowałem, np. nowiutki magnetofon Amper 24 Mike’a Oldfielda. Później stworzono tam studio, gdzie nagrywało wiele osób zainspirowanych moimi działaniami. Z pewnością wiele z tych nagrań miało miejsce w nocy. Co było tego powodem? Większość kawałków Crystal Machine stworzono, aby były grane w ciemnościach. Patrice Warrenem stworzył świetne oświetlenie, doskonale współgrające z muzyką! Będąc młodszym uważałem, że za dnia mogły powstać pewne „zaburzenia”, bowiem w nocy człowiek o wiele lepiej słyszy. A może po prostu młodsi twórcy wiodą nocne życie? Jeśli posłucha się Crystal Island, z albumu Tide of the Century, to na początku słychać dźwięki nocy, świerszczy nagranych w studio Windmill, na końcu zaś słyszymy poranny śpiew ptaków. &lt;span lang="EN-US"&gt;Jak we śnie!&lt;/span&gt; Dla kontrastu muszę wspomnieć o nagrywaniu „Caldea”. Musiałem skończyć to bardzo szybko, przez co wstawałem o 4:30 każdego dnia i pracowałem do południa – nagrania odbywały się od świtu do południa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oE_n7e5EJUQ/TucylqanHDI/AAAAAAAAAhI/UdoIlBykSWc/s1600/tim+blake3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="297" src="http://3.bp.blogspot.com/-oE_n7e5EJUQ/TucylqanHDI/AAAAAAAAAhI/UdoIlBykSWc/s400/tim+blake3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; 6) Magic została nagrana &amp;nbsp;bez żadnych dogrywek. Gratuluję, to nie lada sztuka! Inni muzycy często miesiącami poprawiają nagranie i nie osiągają tak dobrych efektów.&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;T.B.: Jak wspomniałem przy okazji Crystal Machine, czasami oczekiwania artysty i odbiorców różnią się. Słuchacze preferują spontaniczność, zaś artyści wolą dopracowane utwory. Ale takie doszlifowywanie trwa! Dave Brock z Hawkwind także preferuje pierwsze wersje, przepełnione często oryginalną energią, niż późniejsze, poprawiane wersje.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Jeśli chodzi o wyjątkowość “Magick”, to w grę wchodzi fakt, że po wielu miesiącach nagrań wszystko w obroty bierze komputer. Przy tym albumie pracowałem na ATARI, na pro-24 przy minimalnej konfiguracji midi. To było dość śmiałe ze strony Robina Aylinga, który stanął kiedyś w progu mojego domu z rejestratorem DAT. Ustawiliśmy mikrofon, włączyliśmy sekwencer, zaś ja zagrałem wszystkie solówki i improwizacje. Niczym się to nie różniło od występów w trakcie koncertów. Największym osiągnięciem był głos, polifonia i odpowiednie zarządzanie, które pozwoliło mi nagrać wszystko na dwubarwowym sprzęcie. Dwukrotnie miałem okazję grać w ten sposób podczas trasy w USA. Instalacja wykorzystana w latach 70. przy Crystal Machine była ogromnych rozmiarów, przez co później miałem obsesję na punkcie „małe jest piękne”. Teraz, współpracując z Hawkwindem wszystko zminimalizowaliśmy, ale co ciekawe, możliwe, że jest to moja najpotężniejsza instalacja!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;i&gt;7) Na UK ELECTRONICA grałeś z Chrisem Franke, utrzymujecie kontakt do dziś? Byłby z was ciekawy duet, myślałeś kiedyś o tym?&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;T.B.: Nasza znajomość z Tangerine Dream oraz Klausem Schulze sięga początku lat 70., - jako Gong jeździliśmy będąc supportem dla Tangerine, Klausa i Agitation Free. Później, wraz z&amp;nbsp; początkami Virgin Record, mogłem ich zareklamować jako śmietankę europejskiej sceny muzyki elektronicznej. Pamiętam występ z Gongiem w Berlinie, kiedy Klaus przysłuchiwał się próbom, z kolei Chris powiedział w Londynie: „Tim, to właśnie definicja stwierdzenia &amp;gt;minęło kopę lat!&amp;lt;”. Nie jesteśmy w stałym kontakcie, ale wszyscy kontaktujemy się z francuska siecią „Cosmic Cagibi” Oliviera Beague, gdzie dbamy o naszą przyjaźń.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Gel5D4Td5iE/Tucy-NU6U6I/AAAAAAAAAhQ/2ecUUWWoo8o/s1600/tim+blake4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-Gel5D4Td5iE/Tucy-NU6U6I/AAAAAAAAAhQ/2ecUUWWoo8o/s400/tim+blake4.jpg" width="271" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; &lt;i&gt;8) Jakiego używasz teraz instrumentarium?&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;T.B.: Obecnie używam najmniejszego, najbardziej praktycznego systemu jaki stworzyłem. Kręci się on wokół dwóch głównych elementów – kontrolerów podpiętych do komputera oraz źródłach dźwięku. Kontrolerami są dwa keyboardy, oczywiście AX, na którym gram w Hawkwind, oraz główny keyboard, przy czym oba są marki Roland. Jest też Theremin, którego używam od 2006 roku, korzystający z kontrolerów Midi, dzięki interfejsowi Sonuus 12m Musicport. Nie ma co prawda „pokręteł i guzików”, więc eksperymentuję z kontrolerem nożnym „Soft Step” od Kevina Mckillena. Pozwala mi to poznać zewnętrzne kontrolery używane w oprogramowaniu z którego korzystam. Mam nadzieję, że w 2012 roku będę miał okazję wrócić do starszego sprzętu, mam tu na myśli Creamware Midi-Max jako kontroler, co jednak będzie wymagało sporo przeprogramowywania. Dopiero zaczynam się w tym wszystkim orientować. Opieram się na doświadczeniu z Soft Stepem i tym, jakie możliwości daje to wszechstronne urządzenie.&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Jest sporo plug-inów często dostarczanych przez twórców oprogramowania sekwencerów, ale mam swoje sprawdzone, bez których nie wyobrażam sobie pracy. Zamieniłem na nie sprzęt z lat 70., Modular Moog, Mini Moog od G-force MiniMonstah – gdybym je miał w postaci prawdziwych urządzeń, byłby to znaczny postęp w kwestii mojego mini „D”. Co ważniejsze, jest jeszcze syntezator XILS, bez porównania lepszy od mojego starego, podwójnego zestawu EMS. Oczywiście taki zestaw ma swoje plusy i minusy, ale te pierwsze – możliwość własnego programowania dźwięków i sekwencji a przede wszystkim tuning na którym naprawdę można polegać – przeważają szalę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Są spore problemy z synchronizacją Midi na systemach bazujących na komputerach. Nawet w kwestii Live wydaje się niemożliwym odpowiednia korekta bitów, mimo wielu plug-inów w komputerze 4 G0, ponieważ jest ścisły związek między taktowaniem audio i midi, co niezbyt odpowiada systemowi działającemu jako „slave”. Weźmy na przykład wspomniane Live, gdzie pojawia się drobna niedogodność gdy puszcza się pliki audio, ale kiedy skorzystamy z plug-inów podczas improwizacji i małego „podkręcania”, ustawienia jako „slave” gryzą się z obecnie używaną przez nas technologią. Nie jest to jednak dużym problemem, jak na przykład w Hawkwind, gdzie sekwencjowaniem zajmuje się Nial Hone, a ja pilnuję taktowania midi. W Crystal Machine jestem odpowiedzialny za główny zegar, co stanowi drobny problem który chciałbym wyeliminować, ponieważ moje doświadczenie nadaje się idealnie do partii improwizowanych, a nie chcę używać synchronizowania sprzętowego. Czas (i zapewne pieniądze) pokaże.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;9) Czy zdajesz sobie sprawę z tego że miałeś wpływ na innych francuskich  muzyków?&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;T.B.: No cóż, nie zwracałem na to uwagi, ale skoro mieszkałem i pracowałem we Francji – przez 40 lat – to pewnie nieuniknione. Wygląda na to, że miałem wpływ na muzyków z całego świata, ale najczęściej spotykam muzyków właśnie z Francji! Byłem także pierwszą osobą która grała na syntezatorze w tym kraju, przez co mogłem właśnie tam mieć największy wpływ na innych niż gdziekolwiek indziej. Jak już wcześniej wspomniałem, za młodu słuchałem sporo utworów Pierre Henry’ego, jeszcze w Wielkiej Brytanii, a dzięki byciu blisko z Michelle Tcou-Seignuret, tancerką partnerującą Bejartowi w większości sztuk baletowych Henry’ego, miałem wiele okazji do rozmów z nim, kiedy miałem jakieś 19 lat. Chociaż mało w tamtym czasie miałem do czynienia z praktyczną częścią muzyki, może poza Crystal Presence. Mam wrażenie, że Henry miał większy wpływ na generację „samplującą” oraz „DJów” (zaczynał od płyt, nim przerzucił się na taśmy!) niż na osoby grające na syntezatorach. We Francji było jednak coś, co pozwoliło rozwinąć się muzyce elektronicznej – była to ojczyzna wielu pionierów, jak na przykład Xanakis, Boulez – otworzył państwowy IRCAM w Beaubourg, Schaeffer i Henry prowadzili GRM [&lt;i&gt;Groupe de Recherche Musicale&lt;/i&gt; – przyp. tłumacza] w państwowym radiu. Muzyka elektroniczna – czy też ogólnie wiele rzeczy związanych z elektroniką, np. oświetlenie – dawały we Francji ogrom możliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-41b048-gKnQ/TuczHSmxZvI/AAAAAAAAAhY/jplSSwoUx7s/s1600/tim+blake5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-41b048-gKnQ/TuczHSmxZvI/AAAAAAAAAhY/jplSSwoUx7s/s400/tim+blake5.jpg" width="267" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;10) Miałeś kiedyś okazję poznać interesujących Polaków?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;T.B.: Nie miałem okazji być w Polsce, poza wizytą na krakowskim lotnisku w 2008 roku, kiedy to byłem w drodze do Czech razem z Hawkwindem. Co ciekawe, Jean-Philippe Rykiel oraz Bernard Sazjner (który uczył się podstaw laserowej technologii i pracy z syntezatorami podczas pracy nad Crystal Machine) mają polsko-żydowskie korzenie, tak mi się wydaje, tak samo jak Kristoff Kovax, kolejny francuski muzyk grający na syntezatorze, wielki fan Gonga.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;i&gt;11) Twoje &amp;nbsp;dwie ostatnie płyty wydają mi się mieć pozytywne przesłanie, czy to wyraz szczęścia, zadowolenia z życia, jednym słowem, czy jesteś optymistą?&lt;/i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;i&gt;&lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;/i&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Oczywiście, że jestem optymistą, chociaż niekoniecznie zawsze zadowolonym czy usatysfakcjonowanym! Jednak zawsze na końcu tunelu znajduje się światełko, nawet w tak ponurych czasach finansowego kryzysu, gdy kapitalizm, w którym przyszło mi żyć wiele lat, lega w gruzach, wciąż widzę jakąś przyszłość. To jeden z powodów dla których usunąłem swoją twórczość z rynku, umożliwiając jej ściąganie przez moją stronę i sklep internetowy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-jHe1P0O0W0A/TuczT1pvXRI/AAAAAAAAAhg/KaeAr4gPE80/s1600/tim+blake6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="253" src="http://1.bp.blogspot.com/-jHe1P0O0W0A/TuczT1pvXRI/AAAAAAAAAhg/KaeAr4gPE80/s400/tim+blake6.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;span lang="EN-US"&gt;12)&lt;/span&gt; Planujesz kiedyś wydać nową płytę?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; &lt;br style="mso-special-character: line-break;" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Po wypadku w 2004 roku wiele aspektów mojego życia uległo pogorszeniu. Wylądowałem na wózku, ciało do połowy sparaliżowane, poważne kłopoty z pamięcią z powodu silnego uderzenia w głowę. Zarówno moje życie jak i kreatywność mogły na tym ucierpieć. Próbowałem najlepiej jak potrafiłem wrócić do aktywności kiedy tylko stanąłem na nogi. Zagrałem koncerty w 2005 i 2006 roku, wraz z Patrice Warren wziąłem udział w Light Work. Dave Brock poprosił mnie o ponowne dołączenie do Hawkwind w 2007 roku. Była to jakaś pociecha dla mnie, w końcu moja osoba ma korzenie w brytyjskim rocku, zaś dzięki trudnym zadaniom jakie zostały mi postawione mogłem odzyskać sprawność jak i pamięć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;W 2012 roku stuknie mi 60 lat, będzie też 43-lecie mojej twórczości artystycznej – mam nadzieję, że uda mi się stworzyć nowe kawałki, ale raczej nie będzie to nic na płytach, ponieważ przekonałem się do bezpośredniej sprzedaży poprzez moją stronę internetową. Znowu piszę, po wypadku, który spowodował sporą przerwę w moim życiu. Mam także nadzieję, że więcej czasu spędzę w przyszłym roku w moim domu we Francji, tworząc więcej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Dziękuję za wywiad!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;---------------------&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--Mc5aRraIEc/TuczfAhMnQI/AAAAAAAAAho/_rAvM6ZyQGY/s1600/tim+blake7.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="323" src="http://3.bp.blogspot.com/--Mc5aRraIEc/TuczfAhMnQI/AAAAAAAAAho/_rAvM6ZyQGY/s400/tim+blake7.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt; 1) Who did you listen to before you start to play? Could you give the names of these musicians?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I have enjoyed a fairly long-term relationship with music, since I was quite young. Quite an open-minded relationship too, as I started out being interested in music in general, and not any particular kind.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My first formal training of any kind, started as being a chorister at the age of about 8 years ! This had the advantage of introducing me to the first elements of reading &amp;nbsp;simple one-staved music, and understanding some of the basic notions of musical notation.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Church music, too has had a really deep influence on all of western music ( probably because the religious authorities were, for many hundreds of years, the very best clients for early composers - in particular during the 'Baroque" period). As a result,I got as good an introduction to the music of Bach, Haendel, Purcel, and so many more, including the UK composers who sculpted the English musical scene of the start of the 20th century - Elgar , Vaughan-Williams etc....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My own path &amp;nbsp;led me on to learning to play the trumpet at school. My school had a truly wonderful music department, and I was able to study with very inspiring musical teachers indeed, including Derek Bourgeois, the composer and later director of the National Youth Orchestra of Great Britain, and under the direction of Jared Armstrong, who later went on to direct music teaching at Charter-house ... school from where the beginnings of Genesis came from. Very inspiring men indeed...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Of course, &amp;nbsp;growing up and becoming a Teenager in the 60's, &amp;nbsp;One became immediately aware of the existence of Rhythm &amp;amp; Blues, Rock 'n Roll, and then, &amp;nbsp;the incredible advances in pop-music and more..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I think, more than the rudiments of playing an instrument, and understand the base of Harmony and composition, as well as playing and performing in ensembles, the largest treasure of the musical part of my education &amp;nbsp;was simply to open my mind to the fact there were so many different forms of music and musical expression. I was lucky enough, also, to receive my basic science teaching from the Nuffield teaching plan, where practical experience preceded the theory, and as a result, by the time I was 16, I had most of the basic skills in electricity, knowledge of sound waves in electronics, etc, that I was was to use later, in my own practical life as a musician and sound engineer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By the time I was 16, my classical musical education had expanded to include Rock, including the Who, Hendrix, Cream, etc, the Blues ( I very much enjoyed playing blues harmonica very young, ) The Beatles at their most experimental, etc . I also had knowledge of "Music Concrete" - Delia Derbyshire and Pierre Henry especially, and Berio's electronics .. &amp;nbsp;By 1969, I had started to work as a sound engineer, with my own dreams of a very "spacey" music that would join up all the elements I knew of. It was, of course at this time I started to frequent all the musicians and styles that would have an influence and a practicle effet on my own music-making , Simon House and High Tide, Soft Machine, Kevin Ayers &amp;nbsp;(Friendships that would introduce me to Gong ), and more ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Of course, 2 other important things happened to me musicaly in 1969:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) I heard Walter Carlos's "Switched on Bach" and&lt;br /&gt;2) - While setting up my Sound System for a High Tide concert, &amp;nbsp;I was approached by some musicians who told me they were forming a group and asked if they could play ... and Hawkwind was born that night.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;2)  You took a part in the recording of Steve Hillage first solo album -  Fish Rising. Do you think that there is still possible a cooperation  with this very interesting musician?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My time with Gong was very inspiring for so many reasons, and disapointing for so many other ones ! &amp;nbsp;But really- it is the creative flow one develops with certain other musicians that makes it so worthwhile. Didier Malherbe, for instance is once of the most amazing musicians I have seen or heard, quite appart from having played with!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We met Steve through our friend Kevin Ayers, and, as chance would have it, Steve took part in the re-creation of Gong, after Daevid Allen's band had fallen to pieces during the recording of Flying Teapot. It seems something magic happened then, at that point in time, and there was an enormous musical fusion between the two of us. I would have liked to continue that relationship over and above You from Gong, but that was not the way things went. Yes, there was Fish Rising, but I think most of that would have been Steve's input into the next record after You, had things turned out differently. Actually, I think the Steve Hillage record where you hear most of my influence, is Green, a recording I took no part in at all, but - certainly thanks to the work of Nick Mason as producer, seems to get back to the essential spark of Steve's Music at that time, and that essential spark seems to have come from the Hillage-Blake era. Since the "real" break-up of GONG in 1975, I always held a place open for Steve on most of the things I have done, and there is even a live improvisation session, recorded for French Radio, that will be coming up in my download shop very soon. I had always imagined that Steve and I would continue our music making, either as a continuation of the '73 Gong period, when we reformed and restyled the music of Gong without the rectrograde influence of Daevid, or as something else completely different - that was , in fact, the plan when I split with Gong, but it was not to be . What ever, I'm incredibly proud to have been able to introduce Steve to the world of synths, electronics - timed echos, and all my little trade-marks!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Of course a lot of Steve's energy over the last 35 years has been in teaching his long-term girl-friend, Miquette Giraudy, to play the synths. As a result, I think I myself become obselete in his creative plans. I greatly enjoyed working with Steve on the Gong 2006 project, but I was a little dismayed by his/their desire &amp;nbsp;to remain inside the form of all our past work - I tend to feel that one needs to go forward, something that's not easy when working with musicians with whom you share a repetoire going back 40 years!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I noticed that, in recent interviews, both Steve and Miquette cited me as being the source of their interest in electronic music making. This is a first over the least 36 years , so - You never know ! .. I am hoping to make a very special show to celebrate my 60th birthday, and they will both be invited!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;3) Crystal Machine - I like this record to this day. Do people often write  to you about this, for example, that this work is unique? Last Ride Of  The Boogie Child - where'd you get the idea for a song title?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yes, Crystal Machine seems to have been a major influence to many people - despite not being very refined in it's creation. It's mostly different pieces of highly spontaneous and improvised bits of electronic stuff, captured by eventual recorders that happened to be on at the time. While us musicians are more looking to make more refined and reflected pieces of music, I notice that it's these moments of pure creation that are most pleasing to others ! &amp;nbsp; Crystal Machine continues to sell and draw comment to this day .....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Last Ride? - well it's improvised, recorded live, and with a mike on! - At one point I just came out singing 'Ride, Ride on, Boogie Child', so, I suppose the title just created itself.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7nYhPvc8WFo/TucznqdiAiI/AAAAAAAAAhw/H-aBAw46tDY/s1600/tim+blake8.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-7nYhPvc8WFo/TucznqdiAiI/AAAAAAAAAhw/H-aBAw46tDY/s400/tim+blake8.jpg" width="256" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;4) Do you have somewhere in your archives some solo gigs which would be worthy of publication?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Well for a start, there is the Waterfalls in Space recordings &amp;nbsp;- Jean-Philippe and I in late 1978-early 1979 - these are available in two parts on my download site - here&lt;a href="http://moonweed.free.fr/store.htm" target="_blank"&gt; http://moonweed.free.fr/store.&lt;wbr&gt;&lt;/wbr&gt;htm&lt;/a&gt; I think, to complete your 2nd question, that the role of Jean-Philippe Rykiel on my music making must be underlined here! I met Jean-Philippe when he was 12 - his father bought him to meet me .. and he has been present on all the key moments to my solo music.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;In 2006 we recorded the whole - " Waterfalls - New Jerusalem" set live in concert too - You can get that as a download too ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;As You may or may not know, my entire life was incredibly mixed up in 2004 when I survived a fatal car crash - I was imobilised for quite some time , and started to produce a digital re-mastering of my archives - they are enormous and there is at least 14 albums of materiel there &amp;nbsp;- unfortunately, in the huge amount of &amp;nbsp;changes that occured in my life because of this accident, I allowed my self to be infiltrated by someone who seemed to be a perfect confident - I was wrong, and this person has sequestered all my archives ! - They are currently under investigation by French Police.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;5) Blake's New Jerusalem you recorded in the spring during the full moon on  the Ridge Farm. Was it a special place? Similar situation is in  Magic.Have you got a better inspiration during the night?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Well - firstly - most, but not all, of New Jerusalem was recorded at Ridge Farm, and then Barclay Studios , in Paris, "Between the Spring and Summer Full Moons" - that just gives you the scope of the 3 month period of this recording ! It's sure - Ridge Farm was a very special place! - It was a rehearsal facility, and I was lucky to be able to build my own studio in there - renting Desk, Monitoring etc, and borrowing Mike Oldfield's brand new Ampex 24 track recorder. I beleive they built a studio there afterwards, and many of those that inspire themselves with doing things my way, have recorded there!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;It's sure - a lot of these recordings were made during the night!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Now is there a reason for this ? Possibly quite a few ... Most Crystal Machine music was designed to be played in the dark, with Patrice Warrener creating highly precise, ordered Lighting, made to best suit the music! Then again, as a younger man, I always thought the huge photonic pressure of daylight could, eventually create interferences with sound waves, and was convinced one could hear better in the dark, or is it simply the life-style of younger musicians that make them highly nocturne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;It's true also, if you listen to Crystal Island, from the Tide of the Century album, it starts with the sound of night and Crickets recorded at my Windmill studio, and finishes with the dawn birdsong ! - It's Just a Dream!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;In starck contrast, I must mention the Caldea recordings ... for simply practicle reasons , I needed to complete this very fast. As a result, I got up at 4:30 every morning and worked 'till midday, so the entire recording is made between dawn and midday !&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;6) Magic was recorded without any amendments. Congratulations, it's  awesome! Other musicians often for months improve recording and do not  achieve such good results.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.B.: As I said with Crystal Machine, sometimes artists and audience are not looking for the same things - Possibly the audiences prefer the spontaneous, and the artists the more "polished" - but yes , polishing takes time! Dave Brock, from Hawkwind always gives a huge preference to the first drafts, too - often more fuller of the original energy than later more perfected versions.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Magick is very special, in as much it's the computer and midi sequencing that takes over from months of recording and correcting. The album features my second computer-system an atari running pro-24, and a highly minimal midi set-up &amp;nbsp;- it was a bit of a "dare" from Robin Ayling of voice print, who came to my house one evening with a DAT recorder. We set up a vocal mike, ran the sequencer and I played "through" all the solos and improvised parts ! - It's no way different from what musicians do at every concert ! - I think the real technical achievement was voice, polyphony and partial management that allowed me to do the whole thing on a really cheap poly-timbral rack. I went on to tour the USA twice with this configuration.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;After the huge size and weight of the Crystal Machine set-up from the 70's, I have become obsessed by "Small is Beautiful"! &amp;nbsp;In my current work with Hawkwind, we have slashed every thing down to a minimal size - but curiously, it's possibley my most powerful set-up!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;7) The UK ELECTRONICA played with Chris Franke, still keep in touch? It would be interesting duet with you, ever thought about that?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.B.: Yes, well my friendship with Tangerine Dream and Klaus Schulze dates back to a very long time ago, the very early 70's when, as Gong, we did a lot of touring with Tangerine, Klaus and Agitation Free as support. Later on, at the beginning of Virgin Records, I was able to recommend them to our record company as representing the cream of European Electronic Music too...&lt;br /&gt;I remember playing with Gong in Berlin, and finding Klaus listening in at soundcheck, and I remember Chris in London saying "Wow Tim, this is the definition of "it's been a long Time!' " We don't keep up regular personal contact, but we are all in contact with Olivier Begue's French "Cosmic Cagibi" network, and that's were we exchange our friendship mostly these days!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;8) What kind of instruments you use now?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.B.: Right at the moment, I am using the lightest, smallest, and most practicle system I have ever built, based mostly around using a computer with Plug in instruments. Such a system is based around two major elements , on each side of the computer - the Controllers .. and the sound sources....&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;As Controllers, I use 2 keyboards, the AX, of course, that I am seen playing almost exclusively in my role in Hawkwind, and a sit down master keyboard - both are made by Roland, and of course the Theremin that I have been using since 2006, and that I know use as a Midi Controller too, thanks to the Sonuus 12m Musicport interface. This still lacks a "knobs and buttons" interface, so I am currently experimenting with a "Soft Step" foot controller from Kevin Mckillen. This is teaching me a lot about external controllers used inside the software I run, and I hope that in 2012 I will have time to use some of my older gear, and I'm thinking here of my Creamware Midi-Max, in a role as a simple control surface, but this requires a huge amount of pre-programming that I am only just beginning to get my head around - mostly inspired by the way I use the Soft Step - that is in itself, an&lt;br /&gt;amazingly versitile control surfuce, capable of commanding nearly all the functions one requires.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;There are so many plug-ins, of course, often supplied by the makers of sequencing software, but I have a few particuliar ones I just wouldn't be able to do without . I have replaced all my '70's Hardware by Plug-ins ... the Modular Moog, &amp;nbsp;my Mini Moog by the G-force MiniMonstah - a hardware version of this would be a real advance on my old mini "D", and most importantly, the XILS synth, a far reaching advance on my old double EMS set up.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obviously, there is a "profit and loss" situation with such a set-up, but I think the gains - pre-programming of sounds and sequences, and more importantly, tuning one can rely upon, over-run the losses.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;There seems to be a major problem with Midi- syncing on computer based systems, though. Even with Live, beat correct slaving seems impossible with a large array of plug-ins on a 4 G0 computer, as there is a clear relation ship between audio and midi clocking, that upsetsthe system when run as a slave. With, for instance, Live, this is of little nuisance when running audio files, but when running plug-ins in a live "tweakable" and improvisational situation, "Slaving" seems impossible with the current technology we are using. There is not really a problem with this for us though, as, in Hawkwind, Nial hone takes care of most of the sequencing, and I only run midi clock in to keep echoes etc in time, and in Crystal Machine, I am always running the master clock, but it's a problem I'd like to iron out, because I'd like to be able to use my very long experience in such things (Clocked Synths) in the improvisational parts, with out the use of Hardware synths. Time - (and possibly money) will tell!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--3t6BG24Pns/TuczvnRGhLI/AAAAAAAAAh4/pZGzZ8yBr40/s1600/blake.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="296" src="http://2.bp.blogspot.com/--3t6BG24Pns/TuczvnRGhLI/AAAAAAAAAh4/pZGzZ8yBr40/s400/blake.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;9) Do  you realize that you had an influence on other French musicians?&amp;nbsp; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Well I'm not aware that I do, but having lived and worked from France for 40 years, it's inevitable. It seems I have influenced musicians from all over the world, but clearly, I'm more likely to meet musicians from France ! I was, also , the first synthesiseur player to live in France, and as a result, I may have made more of an impact there than elsewhere. As I said earlier, I had heard a lot of Pierre Henry's work whilst still a young man in the UK, and, as a result of sharing some time in my early of my life with Michelle Tcou-Seignuret, the dancer who partenered Bejart in most of Henry's early Ballet work, I was able to meet and discuss things with him when I was about 19, but I have had little to do with music concrete techniques myself, apart from perhaps "Crystal Presence", and I think Henry has been more influential over the "Sampling" generation, and DJ generation (his early recording media was disc, manipulating them and more, before he came to cutting-up tape !) than over actual Synth players. But there has always been an attitude in France that made electronic creation possible - France was home to many pionneers, Xenakis, others, - Boulez opened up the state-run IRCAM at Beaubourg, Scheaffer and Henry run the GRM inside the the state radio organigrame - electronic music - in fact electronic creation in general - look at the light work, has always been an open oppourtunity in France.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt;10) Have you ever had the opportunity to meet interesting Poles?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T.B.: I have never, as yet, been to Poland - just a visit to Kracowitz airport on my way to Czech Republique in 2008 with Hawkwind! However, it is interesting to point out that both Jean-Philippe Rykiel and Bernard Sazjner (who learnt both his Laser technology, and his synthesiser technology working with early Crystal Machine) have Jewish-Pole roots, as I beleive, so does Kristoff Kovax, another French synth musician, and great fan of Gong, etc...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-8oEfgavFuUY/Tuc0fMf9qdI/AAAAAAAAAiA/JSyBg9Tae7c/s1600/tim+blake9.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://2.bp.blogspot.com/-8oEfgavFuUY/Tuc0fMf9qdI/AAAAAAAAAiA/JSyBg9Tae7c/s400/tim+blake9.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;11) Your last two discs seem to me to have a positive message. Is it an  expression of your happiness, life satisfaction? Are you an optimist?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;T.B.: Optimist - certainly, though not always a happy or satisfied one! But - there is always light at the end of tunnels, and even in the gloom of the current financial crisis, as the unreserved waves of capitalism that has goverened the world I was bought up in for so long, fall to the ground, I can still see a future way forward. I think this is one of the reasons I chose to remove all my works from the "market place, and currently make them available via my own website and download store ....&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;12) Are you planning to release a new album?&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;After my accident in 2004, many aspects of my life seemed compromised. I found myself in a wheel-chair, unable to walk, half my body paralized to touch, and a very serious memory problem, due to the incredible blow I received to the head. It could have been that both my life-style and creativity could become highly compromised. &amp;nbsp;I did my best to get back to activity as soon as I could stand again, playing concerts from the end of 2005 and 2006, and taking part in Light Work, with Patrice Warrener. I was very lucky when Dave Brock asked me to rejoign Hawkwind again in 2007. It has comforted my original roots in UK Rock music, as well as giving me some hard tasks to perform to get my mobility and my memory back together.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;In 2012, I will be 60, and celbrating 43 years of taking part in musical activities - I hope to be releasing some new music at this time, but possibly not on commercial discs, as I am more confident in selling music directly from my internet site. I am writing again, now, after the terrible blank-page my accident left me with, and I hope to spend quite a bit more of next year in my current French home, doing more.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="almost_half_cell" id="gt-res-content"&gt;&lt;div dir="ltr" style="zoom: 1;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="short_text" id="result_box" lang="en"&gt;&lt;span class="hps"&gt;Thank you&lt;/span&gt; &lt;span class="hps"&gt;for the interview!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Tłumaczył Marcin Siudak&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BXgv2Gk6vBA/Tuc0l3eX-1I/AAAAAAAAAiI/Fw53vP6TWuc/s1600/tim+blake9a.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="337" src="http://4.bp.blogspot.com/-BXgv2Gk6vBA/Tuc0l3eX-1I/AAAAAAAAAiI/Fw53vP6TWuc/s400/tim+blake9a.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Y5PRfpzhrBw" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-4031808471199054396?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/4031808471199054396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/tim-blake-urodzony-w-londynie-muzyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4031808471199054396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/4031808471199054396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/tim-blake-urodzony-w-londynie-muzyk.html' title='Tim Blake - There is always light at the end of tunnels'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-fcTpPzvHKdI/TucyTo414mI/AAAAAAAAAg4/JT5YYnXN0Ns/s72-c/tim+blake.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2755433454769074203</id><published>2011-12-12T23:03:00.002+01:00</published><updated>2012-01-17T23:11:11.521+01:00</updated><title type='text'>Robert Schröder - Harmonic Ascendant</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-sMQ7-3kKrNg/TuY6uK86KdI/AAAAAAAAAgw/6eI_H3esFp4/s1600/Schroeder+Harmonic+Ascendant+front.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-sMQ7-3kKrNg/TuY6uK86KdI/AAAAAAAAAgw/6eI_H3esFp4/s320/Schroeder+Harmonic+Ascendant+front.jpeg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "Jeżeli gdziekolwiek na świecie ktoś tworzy nowożytną muzykę elektroniczną, to jest to Robert Schroeder". Tak przy okazji wydania tej płyty wyraził się Klaus Schulze. I wiedział co mówi, jako współproducent i mikser debiutanckiego longplaya Roberta Schroedera (czasami pisanego jako Schröder). Kiedy słucham tej muzyki, to myślę że romantyzm zawsze jest w cenie. Zawartość albumu "Harmonic Ascendant" z1979r. jest ułożona i podana tak subtelnie, z tak dużą dozą delikatności, że właściwie mogłaby być nagrana przez kobietę. Ale trzech mężczyzn tu grających bynajmniej nie uważam za zniewieściałych, a wrażliwość nie jest domeną wyłącznie płci pięknej. Tytułowa suita "Harmonic Ascendant" zaczyna się zdecydowanym uderzeniem w fortepian, jednak całe 22 minuty są bardzo spokojnie rozgrywaną suitą w której zachwyca powyżej wspomniana delikatność. Treść utworu nie jest nowa w pomyśle, ale w doborze i pracy instrumentów. Gitara na której przebiera palcami Udo Mattusch i fortepianowy akompaniament świetnie ze sobą współgrają. Towarzyszy im ledwo słyszalna fraza syntezatora. Potem barwy fortepianu ustępują wiolonczeli Wolfganga Tiepolda i jest to również doskonale brzmiący tandem. Po kilkunastu minutach takich zmagań, zmian nasilenia gry poszczególnych instrumentów, ostatnie osiem minut suity wykonane jest bardziej dynamicznie. Ciepła sekwencja w dolnych, basowych rejestrach jakby wybudza ze snu. Improwizacje wiolonczeli są pełne inwencji i zapału. Robert stopniowo dodaje elektronicznych ozdobników, muzyka przechodzi metamorfozy i unosi się na coraz to wyższy poziom ekspresji. Wyzwala się z ograniczeń formuły i pływa, pływa ... schodząc równie subtelnie do momentu swojego końca. Po tej znamiennej podróży było do przewidzenia że pozostałe dwa utwory będą lekko stonowane (przynajmniej w pierwszych minutach). I tak się dzieje, emocje są odrobinę mniejsze, ale muzyka równie interesująca. W obu kompozycjach słychać głos przetworzony przez vocoder. &lt;span class="track_title"&gt;"Future Passing By" na początku jest wyciszona, bez spektakularnych harmonicznych uniesień pod same szczyty wyobraźni. Oczywiście i tu melodia kołysze się rozkosznie a stopniowo dochodzą nowe elementy układanki. &lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;"The Day After X" to muzyka jaka później zostanie doprowadzone przez Schroedera do perfekcji: soczyste sekwencje, wyraziste solówki, mocne i zdecydowane. Dobra elektronika. Na swojej pierwszej płycie Robert Schroeder utrwalił wiele pięknych momentów które są ciepło wspominane przez fanów. Podczas jej przeżywania olśniła mnie pewna myśl&amp;nbsp; a'la Freud. W elektronicznych suitach typu Harmonic Ascendant, mających swój początek, rozwinięcie i kulminację we wzniosłym finale, muzycy często nieświadomie naśladują przebieg akta miłosnego, jednego z najpiękniejszych darów Bożych. Mimowolnie starają się go odtworzyć i powtórzyć w innej, muzycznej formie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="track_title"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ale to oczywiście tylko teoria. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/osOY0dsGXIg" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/xso283AJM9M" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2755433454769074203?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2755433454769074203/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/robert-schroder-harmonic-ascendant.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2755433454769074203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2755433454769074203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/robert-schroder-harmonic-ascendant.html' title='Robert Schröder - Harmonic Ascendant'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-sMQ7-3kKrNg/TuY6uK86KdI/AAAAAAAAAgw/6eI_H3esFp4/s72-c/Schroeder+Harmonic+Ascendant+front.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-3556752595108891196</id><published>2011-12-11T23:37:00.007+01:00</published><updated>2012-02-14T11:36:16.088+01:00</updated><title type='text'>Rolf Trostel – Narrow Gate To Life</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-b5DDy59fd2k/TuR7Twnw2JI/AAAAAAAAAgo/9dOtXdApOYs/s1600/gate.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="316" src="http://3.bp.blogspot.com/-b5DDy59fd2k/TuR7Twnw2JI/AAAAAAAAAgo/9dOtXdApOYs/s320/gate.jpeg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-V6-Ghs4VsLw/TuR6LdivjLI/AAAAAAAAAgg/4TjNcZ0EL4g/s1600/327991_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Student teologii marzący o byciu pastorem, pod wpływem lektury Biblii tworzy wspaniałą muzykę. Jesienią 1983r  Rolf Trostel zagrał znaczący koncert w hiszpańskiej katedrze St. Pere de Galligants, w Geronie. Fragment końcowy tej 45. minutowej sesji obejrzeć można instalując umieszczony na płycie plik multimedialny oznaczony jako track 1. "Narrow Gate To Life" wydany na kompaktowym krążku w 1995r. do dziś nic nie traci ze swojego uroku. Pięcioczęściowa suita inspirowana biblijną księgą Hioba jest czymś więcej niż zapisem muzycznych emocji. To swoiste studium nad sensem ludzkiego życia, przeżywanego realnego cierpienia, wyrażone przy pomocy sztucznie generowanych, syntetycznych dźwięków. Tematyka bliska każdemu człowiekowi, bo któż obecnie jest wolny od bólu i egzystencjalnych rozterek? Rolf Trostel swoje teologiczno-muzyczne rozważania realizuje bardzo subtelnie. Blisko trzynastu minutowe intro jest niczym powolne zanurzanie w otchłani samotności. Muzyka oparta na wielokrotnie powtarzanych brzmieniach, krąży w mnogich odbiciach. Czasami nie wiadomo czy to jest skutkiem doskonałej akustyki katedry czy efektów płynących z syntezatora. Niesamowite są te dźwięki, będące efektem głębokich refleksji Rolfa. "Part 2 Hiobs Leiden" oparte jest na rozdziałach 6 i 7 skarg Hiobowych. "I oby tak Bóg zechciał mnie zmiażdżyć, oby uwolnił swą rękę i mnie odciął!" Udręka zgorzkniałego człowieka jest sugestywnie zobrazowana przez stonowane, długo brzmiące fale dźwiękowe. Stan poniżenia który trzeba cierpliwie znosić. Ale ulgę przynosi świadomość że jest jednak nadzieja na sprawiedliwość. Dlatego "&lt;span class="track_title"&gt;Part 3 Hoffnung Auf Gerechtigkeit" brzmi już bardziej optymistycznie. Hiob nabiera siły aby odpowiedzieć swoim adwersarzom: "Sami się bójcie z powodu miecza (...) abyście wiedzieli, że istnieje sędzia". W warstwie muzycznej pojawiają się dzwonki i melodia - która choć smutna, to niesie chwilową pociechę. Czas próby jednak trwa. W &lt;/span&gt;                               &lt;span class="track_title"&gt;"Part 4 Tore Der Finsterniss", ponownie przeważa przygnębienie. Hiob narzeka: "Wołam do ciebie o pomoc, lecz ty mi nie odpowiadasz". Boleść Hioba ciąży mu coraz bardziej, a mroczna muzyka doskonale to odzwierciedla. Jak przewlekła choroba, stojące akordy powracają w regularnych odstępach, niczym mgła która nie chce opaść. Treścią "P&lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;art 5 Gottes Gnade" &lt;/span&gt;jest tryumf wiary i pomnożone Boże błogosławieństwa. Ale muzyka nie odzwierciedla precyzyjnie treści 42. rozdziału Księgi Hioba. Jest minorowa i nawet delikatna sekwencja rozjaśniająca koniec cierpień, nie czyni tego dobitnie. Pozostaje przemożna melancholia i zaduma nad istotą bytu. Trostela interpretacja świętej księgi nie satysfakcjonuje więc mnie do końca. Wybiórczo traktuje istotne wątki, pomija pewne kluczowe zagadnienia. Po prostu: koncentrowanie się tylko na smutnej części ludzkiego życia i eksponowanie jego negatywnych fragmentów, jest półprawdą.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dlatego, owszem, płyta "Narrow Gate To Life" jest dla mnie wspaniałą muzyczną impresją, i wolę jej słuchać w oderwaniu od teologicznych dociekań i sugestii kompozytora.&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="2" cellspacing="0"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td align="right" valign="top" width="12"&gt;&lt;/td&gt; &lt;td valign="top"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="track_title"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/x-yUk1IzZPs" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-3556752595108891196?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/3556752595108891196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/rolf-trostel-narrow-gate-to-life.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3556752595108891196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/3556752595108891196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/rolf-trostel-narrow-gate-to-life.html' title='Rolf Trostel – Narrow Gate To Life'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-b5DDy59fd2k/TuR7Twnw2JI/AAAAAAAAAgo/9dOtXdApOYs/s72-c/gate.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-1132851679355712277</id><published>2011-12-10T19:31:00.005+01:00</published><updated>2011-12-10T20:52:21.631+01:00</updated><title type='text'>Dariusz Pielaciński aka Daro Hadar -Trzeba zrozumieć  istotę muzyki elektronicznej</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-FP6-auKLfaM/TuOezjxWV5I/AAAAAAAAAgY/tJOxXJNK7Mo/s1600/daro.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-FP6-auKLfaM/TuOezjxWV5I/AAAAAAAAAgY/tJOxXJNK7Mo/s400/daro.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dariusz Pielaciński aka Daro Hadar muzyk multi-elektroniczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Termin El-muzyka Ci nie leży, jak ją więc definiujesz?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Space music.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czy wśród muzyków grających space music przyjaźnisz się z kim szczególnie?&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;D. P.: Tak, szczególnie ze wszystkimi z którymi kiedykolwiek grałem na scenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czy utrzymujesz się z grania muzyki, a jeśli nie, jak godzisz te pasję z resztą spraw?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Dobre pytanie. I tak i nie, to kwestia zrozumienia czego  oczekujemy i co chcemy osiągnąć. Jestem na etapie poszukiwania pracy.  Muzyka z kolei, daje mi dodatkowy dochód do renty socjalnej, a renta  jest głodowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jednym wystarczy nagranie kilku  utworów, innym płyty, innym zorganizowanie koncertu. Jaka jest Twoja wizja?  Kiedyś chciałeś zrobić widowisko multimedialne w centrum Paryża.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Za darmo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- A tego to nie wiem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.:  No właśnie, to jest pasja i zawsze będzie pasja, niezależnie od tego czy będę na tym zarabiał czy nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ok. Jak ona determinuje Twoje życie, ile czasu Ci zabiera?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Jest taka przypowieść:&lt;br /&gt;Pewna dama podchodzi do Rubinsteina po koncercie i mówi:&lt;br /&gt;- Ach, oddałabym życie żeby grać na fortepianie tak jak Pan...&lt;br /&gt;Na to Rubinstein odpowiada:&lt;br /&gt;- Właśnie tak zrobiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli nie jesteś w stanie poświęcić życia swojej pasji, pozostaniesz tylko zwykłym rzemieślnikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Mieszkasz w stolicy, dużym mieście, gdzie jest paru innych kolegów  parających się El-muzyką. Spotykacie się na piwie, jammujecie,  planujecie jakieś koncerty, czy to nie ma znaczenia?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D. P.: Prędzej zagrasz koncert w małym mieście niż w stolicy.  El-muzyka, choć nie uznaje tej nazwy, ponieważ kojarzy się bardziej z  disco polo, muzyka elektroniczna przechodzi pewne ewolucje. Trzeba  zrozumieć istotę muzyki elektronicznej, a nie próbować na siłę ją  zaszufladkować, jak to zrobiono w Polsce. Nigdzie na świecie nie jest  znany gatunek muzyki określany jako El-muzyka, a takie metropolie jak  Warszawa nie lubią czegoś, co tak naprawdę nigdy nie istniało w  znaczeniu międzynarodowym, poza tym Warszawa lubi rock i zabawę. Jeżeli  elektronika - to musi być w najlepszym wykonaniu lub odpowiednie bity.  Jak powiem ze gram El-muzykę, to wszyscy robią kwaśne miny, albo mówią  ze to bardzo niszowe. Electro, downtempo, ambient, to już jest prędzej  przyswajalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czy po albumie "Future Eye" (2004) wydałeś coś  jeszcze, czy satysfakcjonuje Cię fakt że Twoja muzyka krąży po  Internecie i to wystarczy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Oczywiście ze nie,  ale od czegoś trzeba zacząć a inaczej nie ma możliwości dotarcia do  słuchacza w sposób bezpośredni jak przez Internet, tutaj masz możliwość  wyboru. W 2006 roku ukazała się "Magia życia" a dwa lata później "Intymność". "Intimacy" była puszczana w Holandii i w Anglii.&amp;nbsp; Jedną z moich płyt posiada J.M.Jarre i prezentował ją w swoim radio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- (Właśnie się dowiedziałem że J.M.Jarre ma swoją stację radiową). Interesujesz się filozofią, psychologią,  jak uważasz - w jakim kierunku zmierza muzyka.. Czy granie z laptopa  zastąpi klasyczne instrumenty, czy to przejściowa moda?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Nic nie zastąpi klasycznych instrumentów, przynajmniej strunowych, zbyt skomplikowany algorytm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czego słuchasz w wolnej chwili?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Klasyki i wszystkiego po trochu,  nie mam określonych preferencji, jak jest dobry metal to też posłucham.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Na czym teraz grasz?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Jeżeli chodzi o instrumentarium to Korg N5ex i laptop z całą  masą wtyczek VST i sterownik midi M-Audio, oraz czasem używam Wii od  Nitendo jako sterownika midi. Planuję zakup gitary, to jednak instrument  niezbędny w pracy kompozytora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Piszesz sztuki teatralne, ktoś już jakąś wystawił, czy to tylko do szuflady?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Nie, sztuki były wstawiane w kilku teatrach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jaka tematyka?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Ludzka, ukryte marzenia, pragnienia, troski, decyzje, to co nas otacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Powiedziałeś kiedyś że nie lubisz okazywania litości, dalej tak uważasz?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Tak, litość to pewna forma upokorzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Myślę że to zależy od kontekstu sprawy, ale OK. Podobno lubisz  poezję, czy zdarzyło Ci się skomponować muzykę pod wpływem jakiegoś  wiersza?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Owszem, nie tylko wierszy, ale całej  prozy i powieści, tak jak np. napisałem cala sztukę, łącznie z muzyką i  scenografią do własnego wiersza. Wiersz był tak skomplikowany w  deklamacji, że nie dało się jego przedstawić w żaden inny sposób.  Następnym krokiem było umuzycznienie prozy Stanisława Lema: Future Eye.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czy Twoja narzeczona Monika również podziela tę pasję?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D. P.: Tak, ma dużo wspólnego z muzyką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To miłe że muzyka łączy ludzi...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.:  I nie tylko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Piszesz wiersze, komponujesz muzykę, jesteś fanem prozy Lema.. co jeszcze warto o Tobie wiedzieć?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;D. P.: Jestem grafikiem i informatykiem.&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt; &lt;i&gt;&lt;br /&gt;- I znasz kilka języków. Nad czym teraz pracujesz?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D. P.: Ostatnio siedzę nad nowym materiałem, roboczy tytuł "Earth!". Tym razem podjąłem temat:  Ziemia, i jej istnienie, historia i życie, przyszłość, przeszłość i  teraźniejszość, będzie trochę downtempo, electro, ambientu i space.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ostatnie pytanie Darku: Co lubisz, co kochasz,  czego nienawidzisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Lubię gotować, kocham piękno Sztuki, nienawidzę głupoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję Ci za wywiad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D.P.: Ja również dziękuję.&lt;br /&gt;Link do strony artysty http://www.facebook.com/darohadar?sk=wall &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-1132851679355712277?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/1132851679355712277/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/dariusz-daro-pielacinski-trzeba.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1132851679355712277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/1132851679355712277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/dariusz-daro-pielacinski-trzeba.html' title='Dariusz Pielaciński aka Daro Hadar -Trzeba zrozumieć  istotę muzyki elektronicznej'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-FP6-auKLfaM/TuOezjxWV5I/AAAAAAAAAgY/tJOxXJNK7Mo/s72-c/daro.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-2094494450660945045</id><published>2011-12-10T18:21:00.002+01:00</published><updated>2012-01-17T23:10:16.429+01:00</updated><title type='text'>Klaus Schulze Dreams - deluxe edition</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-vrTAVYkEYGw/TmZ6j7p_hBI/AAAAAAAAARk/SGwR0wNnlPI/s1600/dreams.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Q1oHInwMdXY/TmZ-5mGlpJI/AAAAAAAAARo/D2SjEpiAApw/s1600/dreams.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="288" src="http://1.bp.blogspot.com/-Q1oHInwMdXY/TmZ-5mGlpJI/AAAAAAAAARo/D2SjEpiAApw/s320/dreams.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dziwna muzyka. Klaus Schulze nagrywając płytę "Dreams" w 1986 roku wyraźnie walczył z jakąś niemocą. Słychać to w pewnym stopniu we wszystkich kompozycjach. Już dynamiczny akord zaczynający krążek - &lt;span class="label"&gt;"A Classical Move",&lt;/span&gt; od trzech lat powtarzany na innych płytach, wskazuje że artysta nie znalazł dla siebie nowych środków wyrazu. Oczywiście, składanie dzieła z wielokrotnie eksploatowanych elementów nie musi być naganne, jest po prostu słyszalne i pobudza do różnych, nie zawsze optymistycznych refleksji. Tworząc te kilka nastrojowych utworów Schulze nie unika dalszych retrospektywnych podróży i auto zapożyczeń, jednak ich wymienianie nie byłoby dobrym pomysłem. Skupiając się na muzyce miejscami mrocznej, być może dekadenckiej, nie można odmówić Klausowi umiejętności tworzenia specyficznego, gęstego jak angielska mgła klimatu. &lt;span class="label"&gt;"Five to Four" delikatnie nawiązuje do orientalnej kultury Japonii. Dominują pozornie chaotyczne dialogi kilku elektronicznych instrumentów z fortepianem. Może podobać się tu biegłość z jaką muzyk porusza się po klawiaturze (być może jest to Andreas Grosser, wymieniony na okładce jako grający na tym instrumencie)&lt;/span&gt;&lt;span class="label"&gt;, niczym zaawansowany pianista na klasycznym koncercie. Tytułowy &lt;/span&gt;&lt;span class="label"&gt;"Dreams"&lt;/span&gt;&lt;span class="label"&gt; przywodzi mi ma myśl celebrowanie wydarzenia które nie nastąpi. Rytmiczna struktura budzi dalekie skojarzenia z utworem &lt;/span&gt;"Fyt" z pierwszej płyty "It'll End in Tears" zespołu This Mortal Coil. Monotonny pochód perkusyjny przy którym wspiera muzyka Ulli Schober, jest jednym z najbardziej zapadających w pamięć fragmentów tej płyty Klausa Schulze. Płynnie przechodzi w &lt;span class="label"&gt;"Flexible" - krótką impresję która brzmi jak odrzut z wcześniejszej płyty mistrza - Inter*Face. Konstrukcja jest prosta, przebojowo efektowna. Najdłuższa suita &lt;/span&gt;&lt;span class="label"&gt;"Klaustrophony" &lt;/span&gt;24:27,&lt;span class="label"&gt; kończąca pierwsze wydanie albumu jest&lt;/span&gt; poetyckim podsumowaniem wydawnictwa. Smutne rozważania nad sensem życia i miłości próbuje wyjaśnić bohaterowi utworu w sennym marzeniu mężczyzna z brodą. Jednak bardziej szczegółowe tłumaczenie angielskiej poezji miejscami kojarzącej mi się z objawieniami biblijnych proroków zostawiam lingwistom. Szybko można się przyzwyczaić do zawodzącego głosu Iana Wilkinsona, który zgrabnie trzyma się konwencji. Dodatek na deluxe edition z 2006r. to równie długa kompozycja "&lt;span class="label"&gt;Constellation Andromeda" &lt;/span&gt;&lt;span class="label"&gt;23:52.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span class="label"&gt;Typowe dla tego artysty: d&lt;/span&gt;&lt;span class="label"&gt;ługi wstęp, rozkołysane, pływające frazy i zdecydowanie bardziej pozytywne niż w poprzednich utworach klimaty przewijają się do końca. Bonus z 2003r. nie zaskakuje więc niczym nadzwyczajnym, ale trzyma równy poziom.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="label"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Płyta ta, wyjątkowo melancholijna, ma do dziś swoich wiernych słuchaczy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Szn3DzDax_4" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/IfhAJOVAsY8" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-2094494450660945045?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/2094494450660945045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/klaus-schulze-dreams-deluxe-edition.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2094494450660945045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/2094494450660945045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/klaus-schulze-dreams-deluxe-edition.html' title='Klaus Schulze Dreams - deluxe edition'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Q1oHInwMdXY/TmZ-5mGlpJI/AAAAAAAAARo/D2SjEpiAApw/s72-c/dreams.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-7860990515827096344</id><published>2011-12-08T21:19:00.010+01:00</published><updated>2012-01-17T23:09:40.753+01:00</updated><title type='text'>Tangerine Dream Phaedra</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-o2Qod0njqHk/TuCuVsSqaaI/AAAAAAAAAgQ/WYlA8IKe62Q/s1600/phaedra.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-o2Qod0njqHk/TuCuVsSqaaI/AAAAAAAAAgQ/WYlA8IKe62Q/s320/phaedra.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gdybym miał wybrać najlepszy album zespołu Tangerine Dream miałbym pewien problem, ale płyta Phaedra od lat jest w ścisłej czołówce moich faworytów do tego tytułu. O wyjątkowości tego dzieła (43 rożne wydania!) wspominał sam Edgar Froese mówiąc że to był pierwszy album zespołu przy nagraniu którego użyto sprzętowych sekwencerów. I ponoć pierwszy tego typu w muzyce rockowej. Łatwo się jednak mogły one rozstroić w trakcie grania co być może było kłopotliwe dla artystów, ale dodawało całości pewnego uroku. Zespół tworzący do tej pory kosmiczne abstrakcje o mało namacalnej formie i nieprzejrzystej fakturze, zwraca się w stronę wyrazistej, obrazowej i dynamicznej muzyki. Dobrym tego przykładem jest tytułowa suita. Już w jej drugiej minucie muzycy poddają pojawiającą się sekwencję dźwięków totalnej obróbce. W studio mieli między innymi 3 syntezatory VSC-3 z&amp;nbsp; trzema osobnymi oscylatorami każdy. Mogli do woli regulować częstotliwość i kształt ostinata. Kto by na ich miejscu oparł się pokusie tak zróżnicowanego modulowania dźwięku? Jego transformacji, opóźnianiu, dodawaniu pogłosu.... Być może czuli się artystycznie spełnieni kontrolując te dźwiękowe tworzywo, nadając mu co rusz zmienny kształt. Jakby nie było, suita Phaedra wręcz wciska w fotel rozmachem, wizją i intryguje atmosferą tajemniczości. Chyba dla odpoczynku umieszczono kolejny utwór: "&lt;span class="track_title"&gt;Mysterious Semblance At The Strand Of Nightmares".&lt;/span&gt; Łagodny i pastelowy, u&lt;span class="track_title"&gt;jmuje on delikatnością i piękną grą Froesego na mellotronie. Właściwie śmiało ten majstersztyk mógłby znaleźć się na jego pierwszej solowej płycie "Aqua". Równie intrygujący jest kolejny &lt;/span&gt;&lt;span class="track_title"&gt;"Movements Of A Visionary". Tu znów słychać arpeggia i wciągające pulsacje, tym razem w trochę egzotycznym tonie. Obrazowa,&amp;nbsp; działająca na refleksję kompozycja, kończy się trochę za szybko. &lt;/span&gt;                               &lt;span class="track_title"&gt;"Sequent C" trwająca dwie minuty jest wymyślonym przez Baumanna zakończeniem historii jakby niedokończonym, zostawiającym słuchacza w zawieszeniu i niepewności.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="track_title"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Podsumowując: zespół był u szczytu swojej formy, w pełni zintegrowany we wspólnym odkrywaniu nowych dla ówczesnej sztuki muzycznej szlaków. I taki na płycie "Phaedra" z 1974r. zostanie, niezależnie od nowych wersji płyty i interpretacji proponowanych ostatnio przez Tangerine Dream.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/qmbzYhtKXGE" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3779854309332791213-7860990515827096344?l=elmuzyka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elmuzyka.blogspot.com/feeds/7860990515827096344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/tangerine-dream-phaedra.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7860990515827096344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3779854309332791213/posts/default/7860990515827096344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/tangerine-dream-phaedra.html' title='Tangerine Dream Phaedra'/><author><name>Damian Koczkodon</name><uri>https://profiles.google.com/103299765259776128296</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-Z-7LqSwATsE/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAAAYE/0jW5Ag8Jv7s/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-o2Qod0njqHk/TuCuVsSqaaI/AAAAAAAAAgQ/WYlA8IKe62Q/s72-c/phaedra.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3779854309332791213.post-8757576749866946118</id><published>2011-12-08T11:23:00.002+01:00</published><updated>2012-01-17T23:09:11.960+01:00</updated><title type='text'>Alan Silvestri - Predator - Original Motion Picture Soundtrack</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5VNkpx6c-Do/Tt_hGu3r7hI/AAAAAAAAAfo/MWD3yQf-jRk/s1600/Predator.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-5VNkpx6c-Do/Tt_hGu3r7hI/AAAAAAAAAfo/MWD3yQf-jRk/s320/Predator.jpeg" width="317" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Alan Silvestri jest znanym i cenionym autorem wielu, blisko 80. filmowych soundtracków. Najwięcej inwencji i pomysłowości wykazał tworząc ścieżkę dźwiękową do filmu "Predator". Ten widowiskowy obraz z 1987r o zmaganiach komandosów z Obcym, kręcony w meksykańskiej dżungli, szybko zyskał status kultowego. Jest to zasługą nie tylko charyzmatycznego odtwórcy głównej roli Arnolda Schwarzeneggera, czy też ciekawego scenariusza, ale i sugestywnej, dopasowanej do scenerii muzyki amerykańskiego kompozytora. Wśród sporej orkiestry znalazło się miejsce dla ośmiu perkusistów oraz&amp;nbsp; pięciu muzyków grających na syntezatorach:&amp;nbsp; Douglasa Fischera, Ralpha Griersona, Randy Kerbera, Randy Waldmana, Richarda Marvina. W połączeniu z klasyczną orkiestrą ich gra dała ciekawy efekt końcowy: stworzenie klimatu zagrożenia, prawie namacalnej obecności czającego się potwora. Wykorzystanie do tego celu efektów akustycznych kojarzących się z gęstą i nieprzyjazną przyrodą zasługuje na&amp;nbsp; najwyższe uznanie. Alan dopracował do perfekcji motywy słyszalne śladowo w innych swoich filmach: wojskowe werble i pozostałe akcesoria perkusyjne na których muzycy grają z rozmachem a jednocześnie w sposób bardzo zdyscyplinowany. Znakomicie podkreśla to determinację bohaterów widzianych na ekranie, ich wolę zwycięstwa i chęć przetrwania. Pozostałe instrumenty, szczególnie głośny fortepian i sekcja dęta, idealnie grają w kluczowych scenach filmu.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Rzadko zdarza się usłyszeć tak zwartą i dopracowaną ścieżkę dźwiękową. Potwierdzeniem tego jest kilka wydań nieoficjalnych z tą muzyką, które funkcjonują wśród fanów obok późnego, oficjalnego wydania Varese Sarabande z 2003r.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-RF6h5QLTG-Y/TuCCad6mneI/AAAAAAAAAfw/ahwCz1MbNl8/s160
