środa, 2 października 2013

Klaus Schulze - Dune



  W świetle większości pojawiających się obecnie płyt z tradycyjną muzyką elektroniczną, album Klausa Schulze "Dune" zdaje się być bardzo ambitnym projektem. "Wydma", wydana pierwotnie w 1979 roku, zawierała po obu stronach czarnego, analogowego krążka, dwie kompozycje: refleksyjną, tytułową pół godzinną suitę, oraz bardziej dynamiczną propozycję: "Shadows Of Ignorance". W reedycji z 2005 roku dodano bonusowy track "Le Mans". W uszach wyrobionego muzycznie słuchacza i dziś, po 35 latach, "Dune" brzmi wybornie! Zainspirowany znaną książką SF Franka Herberta, Klaus Schulze przy wypełnianiu dźwiękowej przestrzeni daje próbkę swojej dużej wrażliwości. W suicie "Dune" aż roi się od wszelakich subtelności i niedomówień. Zaproszony do współpracy wiolonczelista Wolgang Tiepold swoją grą wprowadza do utworu akcenty melancholii, niepokoju, pewnego odrealnienia... Wspólne pasaże obu muzyków, podkręcanie emocji na coraz to bardziej wyrafinowane poziomy estetycznego patosu, to chyba najbardziej wartościowe fragmenty dzieła... Zadumana muzyka dla koneserów brzmień niespokojnych, aczkolwiek głębokich w zamyśle.  
   Kolejna suita "Shadows Of Ignorance" jest popisem trzech artystów, bo do powyższych dochodzi wokalista Artur Brown. Nie znam jego wcześniejszych nagrań, ale w otoczeniu syntezatorów Klausa Schulze bez wątpienia odnalazł swoje miejsce.  Nieskomplikowana poezja autorstwa Klausa którą przyszło deklamować Arturowi ma swój urok. Na tle monotonnego, ale fascynującego, transowego beatu, głos Artura jest pełen emocji, brzmi bardzo różnorodnie. Raz deklamuje kwestie niczym nawiedzony prorok, innym razem miękko śpiewa o miłości... Towarzysząca temu wiolonczela, kilka warstw instrumentów, masa efektów - to naprawdę może się podobać. Monumentalne i trochę ekstatycznie rozważania o życiu we frapującej, akustyczno-elektronicznej oprawie są idealne na długie, jesienne wieczory.
  Dodatkowy utwór "Le Mans" niestety odstaje od powyżej opisanych. Trafiono z czasem nagrania, bo to mniej więcej ten sam okres, ale jakość techniczna nie powala. Ot, słaba taśma koncertowa.. Również eksperymenty rytmiczne znane z płyty  ...Live... nie posiadają tej siły przebicia, co studyjne zapisy.  Po prostu fragment historii.  Nie umniejsza to jednak wartości całości. "Dune" to lektura obowiązkowa dla każdego, kto twierdzi że lubi klasyczną muzykę elektroniczną.