piątek, 22 marca 2013

Arcane - A Tale Of Unease


 
  Pamiętam moment, kiedy do melomanów dotarły dwie bardzo ciekawe płyty: Future Wreck,  Gather Darkness (re-mastered) Albumy te wydano pod szyldem Arcane. Po jakimś czasie okazało się, że za tym projektem stoi Paul Lawler, utalentowany brytyjski multiinstrumentalista. Najbardziej fascynujące w tej muzyce było umiejętne wskrzeszenie klimatów i barw z niektórych najlepszych płyt Tangerine Dream. Oczywiście takich naśladowców jest sporo na świecie, ale Paul Lawler dokonał chyba niemożliwego: jako kopista zrobił to lepiej niż oryginalni, pozbawieni obecnie wenty twórczej prekursorzy gatunku, a konkretnie Edgar Froese. Ciekaw byłem, czy Paulowi uda się jeszcze później wycisnąć coś inspirującego z cudzej mandarynki :). Przez lata wydawał różne płyty, lepsze i gorsze, aż w 2012 roku pojawia się omawiane dziś dziełko: Arcane - A Tale Of Unease. Udana produkcja, ponownie nawiązująca do wybranych, frapujących motywów z dokonań T.D. jak i solowych nagrań Edgara. Znakomite rzemiosło jakim dysponuje Arcane i niezaprzeczalne umiejętności Lawlera w kreowaniu nastroju, powodują że muzyka z "A Tale Of Unease" dobrze brzmi w uszach i mimo pewnej zamierzonej wtórności - po prostu może się podobać. Dla miłośników długich suit - jest 20 minutowa celebracja, dla fanów brzmień mrocznych też się coś znajdzie ;). Słuchaczom zostawiam zabawę w szczegółowe skojarzenia, przyznaję jednak że z dużą przyjemnością wysłuchałem pewnych mellotronowych fraz, jak i reminiscencji z legendarnego już "Stuntmana". Warto więc zajrzeć po "Niepokojące opowieści" na stronę bancampa:  Arcane - A Tale Of Unease