wtorek, 1 stycznia 2013

Aleksandra Przybylska - Kocham muzykę prawdziwą


  W swoich poszukiwaniach ciekawych ludzi, natrafiłem na pewną interesującą kobietę. To Aleksandra Przybylska  rocznik 1972  - administratywista KPSW Bydgoszcz, pracująca jako agent w obrocie nieruchomościami od 1995 roku.  Co administratywista (co za nazwa!) może mieć ciekawego do powiedzenia w takim miejscu jak mój blog? Za chwilę dowiecie się tego, czytając poniższy wywiad.  Ja, po kilku rozmowach telefonicznych, usłyszałem tak wiele pasji w jej głosie, tak wyraźnie bijący puls jej życia, ze postarałem się aby choć część tego żaru  przelać na papier. Posłuchajcie, jak pięknie Ola opowiada o sobie i tym co ją fascynuje.


Damian Koczkodon: Masz co najmniej dwie wielkie życiowe pasje: muzykę i fotografowanie - jak determinują one Twoje życie?

Aleksandra Przybylska: Wbrew pozorom, to co naprawdę determinuje moje życie, to moje dzieci i to,  jak funkcjonuje nasz dom. Nie mam  tu na myśli czterech ścian i pełnej lodówki...To istotne, ale najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa... poczucie przynależności...  To,  że jestem i zawsze  będę przy nich, wyciągnę potwora spod łóżka i rozprawię się ze smokiem w szafie. Czasem uciekam, potrzebuję czasu dla siebie... Potrzebuję się schować gdzieś przed prozą życia...  Zdarza mi się, że po prostu bukuję miejsce w hotelu, gdzieś w zupełnie nie znanym dla mnie miejscu... Nakładam słuchawki ze swoją ukochaną muzyką, biorę aparat do ręki i podziwiam świat ... Świat w detalu... Bez harmonogramu i programu zwiedzania... To czas dla mnie, to moja ucieczka...  Albo raczej stawienie czoła rzeczywistości i swoim własnym przemyśleniom. Odchodzę na chwilę... by potem móc powrócić do tych, których naprawdę kocham.

D.K.: Co jakiś decydujesz że bierzesz sobie wolne i wyjeżdżasz na różne koncerty i festiwale... Pamiętasz gdzie do tej pory byłaś?

A.P:  Wbrew pozorom nie jestem bardzo rozrywkowa. Kocham muzykę i jest to ważna część mojej egzystencji...  Zawsze jest przy mnie... Nawet w tej chwili gdzieś w kątku mruczy Pan Santaolalla... Unikam raczej koncertów… dużych koncertów.  Wolę te akustyczne, dla kilku zaledwie osób... Słuchanie muzyki ma w sobie coś bardzo intymnego, osobistego... Przynajmniej dla mnie. Byłam na zaledwie kilku koncertach...  A powodem zawsze była osoba artysty... Miałam przyjemność słuchać na żywo koncertu Franki de Mille, Daga Dana, Lebowski, Michała Urbaniaka i muzyków na E-Live Festival w Oirschot... nie bardzo więc jest się czym chwalić...

D.K.: Może z Twojego punktu widzenia, to tak wygląda, ale ja słyszałem też opinie o pięknej kobiecie z aparatem fotograficznym, którą w kuluarach interesują się inni słuchacze jak i sami muzycy.. Czy wrodzona skromność każe Ci zaprzeczyć?

A.P:  O gustach się nie dyskutuje... Więc nie zaprzeczam i nie potwierdzam... Ale tak... Bardzo interesują mnie ludzie, ich twarze,  reakcje na muzykę, detale, drobiazgi pozornie bez znaczenia... Ruch... szum... twarze muzyków w pełnym skupieniu na scenie...  Kiedy kolorowe światełka przepływają przez nie falami...  Mam wrażenie, że w takich momentach prawie mogę dotknąć ich dusz …. ich umysłów... I wręcz przeciwnie - te same twarze w kuluarach... roześmiane i figlarne ... często rubaszne... prawdziwe... Uwielbiam przyglądać się ludziom... kocham ludzi...

D.K.:  Czy dzielisz muzykę na rockową, elektroniczną, czy jeszcze w jakiś inny sposób, czy może po prostu na dobrą i złą?

A.P: Nie dzielę muzyki... Nie szufladkuję jej... Oczywiście są takie gatunki, których po prostu unikam... Ale właściwie słucham prawie wszystkiego... w zależności od okresu w moim życiu, to się zmienia... płynnie falami.... Czasami jestem obiektywnie w stanie uznać, że ktoś jest naprawdę dobry, utalentowany... Ale nie po drodze mi do tego co robi. Uznaję, że jest świetny, ale to nie znaczy, że muszę słuchać jego muzyki. Lubię szukać nowych brzmień i trendów... Często buszuję w Internecie, który jest prawdziwą kopalnią talentów i po prostu zachwycam się... Może dlatego przestałam prawie słuchać radia i telewizji  (z małymi wyjątkami oczywiście). Jeżeli dzielę muzykę, to dzielę  ją na muzykę prawdziwą i komercyjną... Lubię kiedy muzyka powstała by coś przekazać, jakieś emocje, uczucia, przemyślenia...  choćby zachwyt nad urodą świata...  Kocham muzykę prawdziwą. Nie lubię muzyki którą stworzono, by się dobrze sprzedała... nie można mnie kupić.

D.K.: Lubisz łączyć muzykę z ruchem? Masz podobno zwyczaj zakładać swoje ulubione słuchawki, zabierać aparat i łowić ciekawe cele do sfotografowania?

A.P:   Tak... uwielbiam chodzić. To jest jak ułomność... Wykorzystuję każdą nadarzającą się okazję. Co ciekawe, zawsze,  gdziekolwiek byłam: Glasgow...Oirschot...Sztokholmie...Playa Blanca... Zawsze znalazł się ktoś, kto zatrzymał mnie i poprosił o chwilę rozmowy.... Uwielbiam to... Z takich podróży przywożę wiele serdecznych znajomości i przyjaźni. Niektóre z nich są naprawdę ważne i znaczące w moim życiu. I tak detale...detale...detale... Najpiękniejsze są rzeczy proste i pozornie bez znaczenia... Świat to cudowne miejsce, jeśli tylko zechcesz na nie spojrzeć w ten sposób...

D.K.:  Twoje fotografie są naprawdę dobre. Doceniają je też muzycy. Czy to prawda, że nie uczyłaś się zawodowo tej sztuki? Podobno masz propozycję i zamówienia na robienie im konkretnych ujęć?

A.P:    Nigdy nie uczyłam się fotografowania jako takiego... Dostałam do ręki aparat, zapytałam o kilka wskazówek... A potem to metodą prób i błędów małymi kroczkami próbowałam iść do przodu i do przodu... Zresztą nie uważam, żeby moje zdjęcia były naprawdę dobre... ja je lubię...  bo są moje...Odzwierciedlają co czułam i myślałam robiąc je. Jest w nich cząstka mnie, ale widzę jednocześnie braki techniczne... Miło mi, bo rzeczywiście spotkałam się z kilkoma przyjaznymi opiniami na ich temat. Nie traktuję jednak fotografii tak zupełnie serio... Owszem, zdarzają mi się propozycje zrobienia nawet całych sesji zdjęciowych i nie tylko na muzycznej scenie... Ale zawsze są to zdjęcia dla przyjaciół... Nie traktuję fotografowania ich jak pracy... to przygoda, to zabawa... i  niech tak pozostanie.

D.K.:   Widocznie jesteś jedną z tych osób, które nie starając się wcale aby gdzieś zaistnieć, zostają zauważone i docenione... Widzę w Tobie pewien dualizm, który nie do końca rozumiem. Gdy tak ciekawie opowiadasz o swoich pasjach, wyobrażam sobie wewnętrznego człowieka, który mierzy świat swoją  wielką wrażliwością. Kiedy z kolei rozmawiam z Tobą przez telefon, słyszę bardzo zdecydowany głos, błyskawiczną analizę wydarzeń i pragmatyczny realizm. Czyżby to naleciałości z pracy zawodowej? Jak godzisz w sobie romantyczkę i profesjonalistkę?

A.P:    Ha... Cały problem ze mną, że ciężko u mnie o złoty środek... Potrafię twardo stąpać po ziemi, pragmatycznie patrzeć na świat, w pracy zawodowej bywam niewygodnym przeciwnikiem... Jeżeli czuję się zagrożona... instynkt bierze górę... Potrafię przyprawić o pełne osłupienie całe otoczenie... Co nie zmienia faktu, że uwielbiam bujać w obłokach, szukać piękna w ludziach i detalach biegając w ręku z aparatem po Polach Elizejskich... Słuchać Chopina i Mahlera, czytać Lagerkvista... To trochę jak z muzyką, której słucham... W mojej płytotece znajdziesz Vangelisa i Kitaro.... ale znajdziesz również Archive i Staind... nie znajdziesz Shakiry - z pełnym szacunkiem dla jej osoby.
D.K.:   To miłe, bo mało jest kobiet o takich szerokich gustach, a kobiety słuchające Vangelisa i Kitaro są chyba wymierającym gatunkiem. Przed nami cały nowy 2013 rok - pełen wyzwań z którymi sobie na pewno dasz radę, a Twój potencjał znajdzie nowe zastosowania. Dziękuję Ci bardzo za tak szczere i interesujące wypowiedzi.

A.P:    Dziękuję również Damianie...  I Wszystkiego Dobrego w Nowym 2013 Roku...
I oby był nie mniej interesujący niż poprzedni....

Lebowski, Konin 2012


Michał Urbaniak w Toruniu