wtorek, 11 grudnia 2012

This Mortal Coil ‎– It'll End In Tears




  Lata 80. z perspektywy czasu, widzą mi się jako ciekawy okres powstawania interesującej muzyki. Spójrzmy chociażby na projekt This Mortal Coil ‎– "It'll End In Tears". Specjalnie napisałem słowo projekt, bo trudno nazwać TMC zespołem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Trzy płyty ze zmieniającym się składem i multum muzyków, na co dzień grających w swoich formacjach. Kilkanaście nazwisk które pozyskał  do studyjnej pracy szef wytwórni 4AD - Ivo Watts-Russell, okazało się strzałem w 10-kę. Z czasem, parę z nich  zyskało miano "kultowych". Znamy je pewnie wszyscy, bardziej istotna wydaje mi się być sama muzyka. A ta doprawdy jest niezwykła! Klimat jaki powstaje podczas jej słuchania, jest wyjątkowy. Jest to mieszanka  gotyku, popu, rocka, a nawet, jak twierdzi mój kamrat Mariusz Wójcik, elementów minimal music. Rzecz szczególna, znakomita większość nagrań utrzymana jest w dość przygnębiającym nastroju. A jednak spotkały się owe utwory z żywym oddźwiękiem wśród słuchaczy. Widocznie było i jest zapotrzebowanie na tego typu przedsięwzięcia. Podczas odsłuchu przestrzeń pokoju przesiąknięta jest mgiełką tajemnicy, czegoś nie do końca zrozumiałego i poznanego. Świetnie słucha się tego w ciemności, która potęguje wrażenie. Elektroniczne wyposażenie studia: organy, Yamahę DX7, i inne syntezatory, doskonale słychać w mojej ulubionej, instrumentalnej kompozycji "Fyt". Niektórzy twierdzą, że zapisano w niej również pracę helikoptera. Możliwe. Nie da się też zaprzeczyć, że ta muzyka świetnie obroniła się przez upływem czasu, a od jej wydania minęło już 28 lat!  Polecam na długie, samotne wieczory. Tym bardziej, że w ubiegłym roku, ten album wydano również w Polsce (nakładem Sonic Records).