czwartek, 29 listopada 2012

Andreas Vollenweider: Behind the Gardens - Behind the Wall – Under the Tree ...


 Mam do tej płyty olbrzymi sentyment. Krążek Behind the Gardens był jednym z pierwszych  wydawnictw kompaktowych jakie słyszałem, a jego zawartość pobudzała mocno moją wyobraźnię.  "Behind the Gardens ... Behind the Wall – Under the Tree ..." z 1981 roku  reklamowana jako muzyka na harfę, bębny i perkusję była na początku lat 80. novum. Choć Andreas rok wcześniej wydał swój pierwszy, debiutancki album, Eine Art Suite in XIII Teilen, to jednak drugie wydawnictwo przyniosło mu prawdziwy rozgłos. Przynajmniej w naszym kraju. Muzyka Vollenweidera jest paradoksalnie niszowa a zarazem uniwersalna. Niszowa, bo ilu to muzyków gra na własnoręcznie zmodyfikowanej harfie elektroakustycznej? A uniwersalna, bo jest wypadkową zawierającą motywy rodem z klasyki, jazzu, rocka, i brzmi bardzo świeżo po dziś dzień. Muzyka zdobyła uznanie w wielu kręgach, zarówno zwolenników muzyki synkopowanej jak i programowej. Swoboda z jaką Andreas asymiluje skrajne czasami gatunki, jest warta podkreślenia.  Elementy romantyczne, czasami słyszalny biesiadny śpiew, trafiają do gustu szerokiej publiczności. Tematy orientalne, mgiełka tajemnicy, któż temu się oprze? Szwajcarski muzyk szybko zrobił karierę, wiele koncertował, nagrywał kolejne ciekawe płyty, tworzył symfonie... Ale od pewnego czasu jakby mniej się słyszy o twórcy takich ciekawych nagrań jak "Caverna Magica" czy "White Winds".  A szkoda, bo jest to wyjątkowy artysta.