poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Mike Oldfield ‎– Hergest Ridge Deluxe Edition


 Gdybym w zorganizowany sposób prowadził muzyczne notatki jakieś 30 lat temu, z myślą o szerszej publikacji, szybko znalazłyby się tam wszystkie na bieżąco wydawane płyty Mike Oldfielda.  Mój zachwyt nad jego talentem nie miał chyba granic i graniczył z uwielbieniem. No cóż, od tamtej pory minęło jednak wiele lat. Z wiekiem człowiek dojrzewa, rozumie pewne mechanizmy inaczej i nabiera dystansu. Oczywiście, Mike dalej jest jednym z moich ulubionych muzyków, a płyta "Hergest Ridge" jedną z tych, które szczególnie lubię. Dlatego z radością przyjąłem informację o specjalnym wydaniu w 2010 roku edycji deluxe, zawierającej rożne  wersje tej wspaniałej muzyki. Słuchając Hergest Ridge {Part One and Two} 2010 Stereo Mixes, rejestrując uszami zmiany detali, przypomniałem sobie narzekania krytyków z końca lat 70., którzy przed laty deprecjonowali wartość "Wrzosowisk". Twierdzili oni niejednokrotnie, iż są to popłuczyny wspaniałych "Dzwonów Rurowych" i że Oldfield jest po prostu  auto plagiatorem, kopistą jednego dzieła. Uznałem, że jest to krzywdząca opinia i traktowałem HR jako wspaniałe tło do moich kilku premierowych wydarzeń w życiu np. pierwszego spotkania z morzem. Czego by nie mówić - jest to muzyka patetyczna i pełna swoistej poezji, więc jest takich rzeczy nadaje się idealnie.  Warto tu wspomnieć, że był czas, że Mike w pewnym momencie "zepsuł" swoje dzieło. W 1976 roku Virgin wydał kilku płytowy album 'Boxed", na którym zremiksowana wersja "Wrzosowisk" po prostu mi się nie podoba. Niektórzy twierdzą, że podobnych zmian jest więcej w kolejnych wydaniach. No cóż, może i tak... Ale co można powiedzieć o najnowszej emisji?  Na Deluxe Edition w wersji audio podarowano słuchaczom aż trzy wersje Stereo Mixes 2010, Original 1974 Stereo Mixes, i Previously Unreleased 1974 Demo Recordings. Zapisz z DVD  niesie jeszcze jedną opcję: "2010 5.1 Surround Mixes". Różnią  się one  między sobą szczegółami, jednak nie w taki spektakularny sposób jak dawna wersja z Boxed. Oczywiście, "Previously Unreleased 1974 Demo Recordings" jest pozbawiony wielu ścieżek, lub zawiera alternatywne,  momentami brzmi inaczej, nie sposób temu zaprzeczyć Ale... żadna z tych wersji nie wzbudza już we mnie większych emocji. Zastanawiałem się dlaczego. Czy to wina osłuchania, zbyt częstego odtwarzania? Chyba nie. Analizując dokonania tego utalentowanego multi instrumentalisty, doszedłem do wniosku że modyfikacje suit o ekstatycznym zakończeniu, dużej dynamice, jak "Tubular Bells" i "Ommadawn" dają możliwość zbudowania atrakcyjnego klona (np. TB II, czy koncertowe wykonanie "Ommadawn"). Natomiast budowa Wrzosowisk być może jest sama w sobie pewnym ograniczeniem?  Oczywiście, to tylko moja teoria. Jakby nie patrzył, ta muzyka powinna się podobać przynajmniej przez pierwsze 30 lat. To całkiem dobry wynik.