wtorek, 7 sierpnia 2012

DigitalSimplyWorld – Getting Away From It All (EP)



  W 2006 roku, w jednej z polskich komercyjnych stacji telewizyjnych, zarejestrowano trochę zgorzkniałą wypowiedź kompozytorki Hanny Kulenty, na temat obecnej sytuacji muzyczno-wydawniczej w naszym kraju. Autorka oper, utworów orkiestrowych i muzyki elektroakustycznej, tak oceniła rodzimą kondycję twórczo-edytorską: "nie ma warsztatu, każdy może zrobić sobie płytę, może usiąść w domu przy komputerze, coś nagrać i to, jeśli ma pieniądze - wydać". Zastanawiałem się nad tą wypowiedzią, świadom faktu jak wielu młodych twórców komponuje samodzielnie na komputerze i korzysta z internetu jako środka komunikacji z odbiorcą.  Czy to przekleństwo czy błogosławieństwo? Ludzie w swojej dynamice prą do przodu, przejmują rolę dawnych agentów, sami nagrywają, reklamują i osadzają swoją muzykę w sieci. Pominięcie kosztownego łańcucha pośredników znacznie przyspiesza cały proces. Świat się zmienił i tradycyjne metody promocji idą częściowo w zapomnienie. Wystarczy niewielka grupa przyjaźnie nastawionych osób (pozdrawiam Radio Toksynę) i w ciągu kilku dni kilkaset osób może zapoznać się z premierą nowej muzyki. Niesamowite!
Takie aktywne działanie, nie pozbawione udanej autoreklamy, widać na przykładzie polskiego muzyka ukrywającego się pod pseudo DigitalSimplyWorld. Kilka dni temu wyemitował on w sieci swój najnowszy mini album "Getting Away From It All"  Oto jak sam zachęca do jego słuchania w komentarzu:

“Mikrodźwięki w postaci sygnalizatora dla osób niewidomych przewijają się jako ambientalna pulsująca, minimalistyczna melodia. Deszcz zamienia się w szum, całość drży, wibruje mocą. Klasyczna elektronika rodem ze starej szkoły berlińskiej dodaje charakteru poszukiwań w rejonach gdzie dźwięk zaczyna swoja budowę. Utwory na płycie ocierają się o jądro muzyki, kołyszą się, “wpadają do środka”, gotują się jak w wielkim zderzaczu hadronów. Muzyka jaka powstała na swój sposób hipnotyzuje, wciąga słuchacza w świat ambientalnej szamańskiej alchemii, gdzie zaciera się czas, miejsce, sens istnienia. Jest jak podróż w nieznane miejsce, a jednocześnie tak nam bliskie, otarcie się o podświadomość na jawie.”

  Właściwie moja recenzja tych trzech utworów już nie jest potrzebna, skoro Jarek sam potrafi "się sprzedać" (smile). Pomijając umiejętnie dorobioną ideologię, stwierdzam iż - oprócz pierwszych 40 sekund monofonicznego sampla kompozycji tytułowej (takie rzeczy też można nagrywać w stereo), to rzeczywiście ciekawa muzyka.  Sekwencje w "I'm Far Away" są miłym urozmaiceniem, a głosy kosmonautów i hipnotyczne rytmy w "Journey to the Unknown" dodają kompozycji pewnego swoistego smaku. Zapowiada się intrygująco.

   Pewien mędrzec powiedział kiedyś "Co zaistniało, to znowu zaistnieje, a co czyniono, to będzie znowu czynione; nie ma więc nic nowego pod słońcem. Czy istnieje coś, o czym można by powiedzieć: "Spójrz no, oto coś nowego"? Istnieje to już przez czas niezmierzony; cokolwiek powstało, istnieje od czasu przed nami".  Rzeczywiście, ciężko nagrać coś całkowicie nowego, wolnego od skojarzeń. Ale na miejscu autora wspomnianej wyżej muzyki nie przejmowałbym się zbytnio tym faktem.
 Do szczegółów realizacji nagrań, noty o wydawcy i pobrania darmowej muzyki zapraszam na poniższe strony:

http://www.nowamuzyka.pl/2012/08/01/digitalsimplyworld-nowosc-z-etalabel/

http://etalabel.bandcamp.com/album/getting-away-from-it-all