wtorek, 24 lipca 2012

Daniel Bloom ‎– Thorn



   Daniela Blooma poznałem osobiście, ale w sumie przelotnie, na jednym z koncertów K.OM.P 2000 lub 2001, organizowanych przez Marka Szulena i Kayanisa w Kwidzynie. Pamiętam też, że ktoś zrobił nam grupowe zdjęcie, które być może kiedyś odnajdę w archiwach. Wtedy wiedziałem o Bloomie tylko tyle, że jest to zdolny polski muzyk grający elektronikę i ma w dorobku fajną kasetę/płytę "Thorn".  W promocji całej serii tego typu kaset X- Serwisu, pomógł redaktor Jerzy Kordowicz, umieszczając na nich zgrabnie napisane przesłanie. "Thorn" jest rejestracją koncertu jaki dał Daniel w 1995 roku w toruńskim planetarium. Ten fonograficzny debiut urodzonego w Kwidzynie kompozytora jest nie tylko zgrabnym zbiorem różnych motywów jakie można odnaleźć na wielu innych płytach z tego typu muzyką. Bloom robi to "po swojemu" i ta właściwa jemu swoboda w komponowaniu, jest jednym z największych atutów zestawu. Znam miłośników omawianych nagrań, którzy darzą konkretne dźwiękowe ścieżki z tej płyty szczególną estymą, twierdząc że ta muzyka wywarła pozytywny wpływ na ich życie. Wcale się temu nie dziwię. Sam z upodobaniem do nich wracam. Nie kręcąc nosem na dość wąską bazę stereo, czy brak wyraźnych odgłosów publiczności, poddaję się urokowi nostalgicznych tematów i ekspresji wyrażanej przy pomocy syntezatorowych solówek. Podziwiam wyobraźnię autora w doborze sampli (niektóre przypominają dialogi kosmonautów), piękne, czyste sekwencje i ich fantastyczne, intuicyjne modulowanie. Ta umiejętność tworzenia przyjemnych, czasami wręcz romantycznych klimatów, ich płynnej transformacji, świadczy o szczególnym talencie Daniela. Nie można tego powiedzieć o wielu młodszych autorach, którzy mając czas i sprzęt, nie posiadają umiejętności kreowania oryginalnych syntetycznych światów, albo chociażby nadawania im swojego piętna. Tym bardziej doceniam twórczość Blooma, który przy pomocy skromnego wtedy instrumentarium (Korg-Poly Six, Roland Pro-E, ADS-Digital Delay 500) to potrafił.