poniedziałek, 30 lipca 2012

Budka Suflera - Przechodniem byłem między wami...


  Nie potrafię powiedzieć który to był rok. Pewnie początek lat 90. Przechodziłem koło księgarni mojego rodzinnego miasta Ostródy. Z jej wystawy patrzyło na mnie czarno-białe oko, otoczone czymś przypominającym zęby, niczym z kiepskiego zdjęcia rentgenowskiego. Spoglądało ono na mnie dziwnie z okładki drugiej płyty Budki Suflera. Teraz, po latach, myślę sobie że trudno było o bardziej szpetny wizualny pomysł. Widocznie jednak ówczesnym komunistycznym estetom specjalnie to nie przeszkadzało. Stałem więc przed tą wystawą w głębokim zamyśleniu. niczym zahipnotyzowany. "Budka Suflera - Przechodniem byłem między wami..."? Już to gdzieś słyszałem...  Rzeczywiście, płyta funkcjonowała na rynku od 1976 roku. Uznałem że jest mi potrzebna i wkrótce ją kupiłem. Duży, analogowy, czarny placek. W domu dokładniej obejrzałem tylną okładkę. Hm... na zdjęciach skromnie, dwóch gitarzystów, perkusista i wydzierający się wokalista w podkoszulku. Ale wiedziałem, że za minimalistyczną fasadą kryje się dobra muzyka, a z czasem doceniłem znakomite teksty. Pisane przez Adama Sikorskiego i Jana Tomasza w duchu kultowego poety C. K. Norwida, pomogły mi zrozumieć piękno poezji i moc przekazu sztuki. W warstwie muzycznej okazało się, że pozornie ubogie instrumentarium wspierane jest przez mooga i clavinet - na których grał Romuald Lipko, oraz saksofony i organy Andrzeja Szczodrowskiego. Trudno mi wyróżnić ulubioną kompozycję. Uważam wszystkie za równie wartościowe. Ta płyta po prostu nie ma słabych miejsc i jest jedną z najlepszych polskich produkcji rocka progresywnego lat 70. Posiada swój klimat, zmanierowany głos Cugowskiego idealnie interpretuje trudną, quasi XIX wieczną poezję, a muzycy towarzyszący dzielnie wypełniają  przestrzeń swoimi dźwiękami. Powstaje pełna ekspresji mieszanka rocka i jazzu. Coś, co przez lata będzie dawało słuchaczom głębsze, ponad przeciętne odczucia.


Tak, papier spłonie, a kamień zniszczy czas,
Ale myśl płomienna wciąż będzie trwać.