czwartek, 3 maja 2012

Tadeusz Grabowski - Zafascynowany byłem metamorfozą dźwięku


Wiele lat temu kupiłem kasetę magnetofonową "Granica Snu". Elektroniczna muzyka na niej zawarta, do dziś mi się podoba. Ale o autorze nie wiedziałem nic. Do czasu, aż sam odpowiedział na moją prośbę o kontakt.

D.K: Na początek, ponieważ nie ma o Tobie żadnych informacji w sieci, przedstaw się bliżej....

T.G.: Witam, ukończyłem szkołę muzyczną w klasie kontrabasu, równoległe studiowałem mechanikę na Politechnice. W połowie lat 80. założyłem małe studio oparte na magnetofonie 8-śladowym TEAC 80, na którym nagrałem Granicę Snu. Potem pracowałem w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, jako reżyser dźwięku. W 1994 powróciłem do muzyki w wyniku nawiązania współpracy z nowo powstałym studiem. Wtedy powstała moja pierwsza płyta z muzyka taneczną, a w 1995 kolejna. W chwilach relaksu powstały kolejne kompozycje z muzyką elektroniczną: „Tatry” i „Przebudzenie”, a w 1996 roku „WAYA-WAY”. Utwór Ewolwenta powstał prawdopodobnie w latach 1992-3.

D.K.: Chociaż znany jesteś na razie tylko z jednej kasety, robi ona nie tylko na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jak doszło do powstania projektu "Granica snu"? Mam na myśli historię i okoliczności powstania tej muzyki...

T.G.: Dziękuję, jak wspomniałem, przyczyniło się do tego to małe studio z wielośladem. W latach osiemdziesiątych poznałem kolegę, który dysponował pierwszym samplerem w okolicy, pewnie jednym z kilku w Polsce - Roland S-50. Ten instrument wywołał u mnie dosłownie szok! Były to pierwsze samplowane dźwięki, które otwierały nieskończone pole możliwości i nieprawdopodobnie mnie inspirowały, aż szkoda, iż później już nic równie podobnego się nie pojawiło, sorry, może technika loopów perkusyjnych na początku lat 90. Dzisiejsze sample to tylko udoskonalenie tamtej techniki. Jak myślę o tamtych czasach, to bardzo się cieszę ze uczestniczyłem w tym niesamowitym okresie powstawania różnorodnych instrumentów elektronicznych, z których każdy posiadał dosłownie swoją duszę.
Druga sprawa to wieloślad, który pozwalał na dogrywanie kolejnych ścieżek i miksowanie z poprzednimi śladami, był to olbrzymi postęp w tamtych czasach, gdy nie było jeszcze tak mocnych komputerów, które mogły nagrywać dźwięk. Pamiętam mój pierwszy syntezator KORG MONOPOLY - piekielnie trudny w ustawieniach, potem Roland JX-8P ze wspaniałą barwą o numerze P27, rewelacyjny instrumenty Yamahy DX-7 i DX-5, czy KAWAI, oraz później Roland JX-10 czy Korgi z generatorami cyfrowymi i obwiedniami analogowymi. Dzięki dostępowi do tych syntezatorów siedzieliśmy po nocach w studio (wraz z kolegą -Krzysiem, który swój głos dodał do końcowego fragmentu Granicy Snu) i nagrywaliśmy rożne pomysły, które rodziły się w głowach. Dużo było improwizacji, bolały nas głowy od pomysłów, aż wreszcie po pewnym czasie zaczęła się krystalizować wizja, którą zilustrowałem w Granicy Snu.

D.K.: "Granica snu" to dla zbór umiejętnie scalonych różnych pomysłów: np. "Ewolwenta" jest dostojna, ciut pompatyczna i bardzo romantyczna, "Tatry" brzmią tajemniczo i melancholijne, a " Waya Way" to orientalny pop. Czy te tytuły zdradzają źródła inspiracji? Opowiedz może trochę o tym... 

"Granica Snu" powstała prawie 8 lat wcześniej od pozostałych ścieżek! W zasadzie nie ma nic wspólnego z późniejszymi utworami. Jak wspominałem, powstała w wyniku wielu eksperymentów muzycznych i fascynacji możliwościami wielośladu i samplera. Było to tak swobodne potraktowanie formy muzycznej, jak powiem, że w początkowej części "Granicy Snu" nagrałem efekt jak jem orzeszki ziemne - to pewnie niewielu w to uwierzy, lecz mi się ta swoboda kreacji dźwięku zawsze bardzo podobała i podoba do dnia dzisiejszego. Kolejny utwór "TATRY", powstał w wolnych chwilach podczas komponowania płyty z muzyką taneczną, był jakby antidotum na to, co robiłem wówczas. Co ciekawe, jest w całości zagrany „z ręki” - zaimprowizowany, tylko z jednym montażem! Obecnie bardzo jestem z niego dumny - mogę się poszczycić czystą improwizacją, jak niegdyś nagrywał np. Klaus Schulze! Utwór "TATRY" w całości nagrany był na sztandarowym syntezatorze lat 80-tych KORG TRIDENT. Utwór "PRZEBUDZENIE" to już epoka samplerów AKAI S-3000, to również utwór również zaimprowizowany z małą pomocą sekwencera. Zafascynowany byłem metamorfozą dźwięku jaki oferował sampler z kilkoma warstwami barw - tzw. layers, które pozwalały uzyskać „żywy” (w znaczeniu ewoluujący) dźwięk, co zresztą słychać w podstawowych barwach w tym utworze. Utwór "WAYA -WAY", to już właściwie nowa epoka rodzenia się muzyki techno! Pamiętam że wpadłem na pomysł połączenia muzyki tanecznej z elektroniczną, i jeszcze ten dodatek sampli etno ... W sumie "WAYA -WAY" zaczyna się z sekwencją na 5/4, a więc nie do tańca, by później przejść w rytm 4/4.

D.K.: Na jakim sprzęcie nagrałeś tę kasetę, o ile jeszcze pamiętasz...? 

T.G.: W sumie całość była nagrywana an magnetofonach wielośladowych początkowo TEAC 80, później TASCM 16. Instrumentarium początkowo kompletnie analogowe, potem w hybrydach, aż w końcu na samych samplerach z użyciem analogowego stołu mikserskiego i efektów już wtedy cyfrowych.


D.K..: W jaki sposób trafiłeś ze swoją muzyką do wydawcy kasety, czy może zostałeś "odnaleziony" przez tę oficynę? Wiem że tą muzyką zachwycał się kiedyś Jerzy Kordowicz.

 T.G.: Nie znalazłem wydawcy, nawet firma która wydawała mi muzykę taneczna uważała za wyrzucone pieniądze inwestowanie w moją muzykę elektroniczną! Kasety wydałem wiec sam, nawet w hurtowni nie chcieli wstawić moich kaset, czułem się jak z innego świata. Na szczęście Jerzy Kordowcz bardzo mnie dowartościował, prezentując moje nagrania na antenie Trójki, i tym że początkowo uważał, że jestem za młody na tak dojrzały utwór (Granica Snu). Żartował, że jestem podstawiony przez kogoś, kto nie zamierza się ujawniać.

D.K.: W latach osiemdziesiątych grono muzyków grających na syntezatorach było o wiele mniejsze niż teraz, może się mylę, ale wydaje mi się że łatwiej było się "wypromować". Z drugiej strony taka muzyka to ciągle gatunek niszowy. Jak to z tym według Ciebie jest?

T.G.: Prawdą jest, że w latach osiemdziesiątych instrument cenowo równał się samochodowi! Pamiętamy że początkowo był to w dodatku instrument najczęściej monofoniczny! Również pozostały sprzęty jak kamery pogłosowe, reverby, miksery, były koszmarnie drogie. Oczywiście, było łatwiej niż obecnie, temu kto był w posiadaniu takich syntezatorów. Chociaż uważam, że to człowiek gra, a nie sprzęt (a obecnie jest bardzo często odwrotnie !). Współcześnie wszyscy dysponujemy taka masą brzmień, setkami efektów, doskonałymi programami sekwencyjnymi oraz możliwością niekończącej się edycji, że jest coraz trudniej być oryginalnym, i przede wszystkim "niezdominowanym" przez sprzęt.

D.K.:To były stare dzieje, porozmawiajmy teraz o Twoim obecnym artystycznym życiu. Wspominałeś mi przez telefon, że kończysz tworzyć nową płytę, przy udziale żywych muzyków. Możesz uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić trochę szczegółów? 

T.G.: Początek XXI wieku odczuwałem jako niestrawność brzmień syntetycznych. Syntezatory w zasadzie przestały się rozwijać w sensie nowych palet brzmieniowych. Firmy zaczęły serwować nam instrumenty, które grały jednocześnie kilkoma warstwami barw (LAYERS), nawiasem mówiąc, bardzo cienkimi, z domieszką dużej ilości pogłosu, delay'a i chorusa. Pojawienie się instrumentów z firmy EAST WEST zwróciło moja uwagę na fakt, iż od teraz muzyk elektroniczny dysponuje dodatkowo wspaniałą paletę barw instrumentów klasycznych. Pierwsze utwory wykorzystujące nowe, a zarazem klasyczne barwy, zacząłem nagrywać w roku 2003. Powstało parę nieskończonych utworów. W 2008 roku zwróciło się do mnie Planetarium Śląskie o skomponowanie muzyki do pokazu, a w 2010, gdy przyszedł do mnie kolega i przyprowadził potencjalnego sponsora płyty, wtedy zabrałem się do komponowania nowego materiału muzycznego, który opatrzyłem tytułem „Tetropolia”. Płyta jest w zasadzie gotowa. Obecnie szukam wydawcy (może tym razem znajdę). W nagraniach wzięli udział profesjonalni chórzyści, klasyczne instrumenty, i oczywiście instrumenty elektroniczne, a precyzyjniej instrumenty klasyczne w wydaniu elektronicznym.

D.K.: I teraz oczywiście używasz innych narzędzi, jaki w tym udział ma komputer i sample?

T.G.: Podstawowy, zafascynowany jestem muzyką filmową, która wzorcowo łączy barwy syntetyczne z muzyką symfoniczną. Ja niestety nie posiadam wystarczających środków, aby moje utwory wykonywała orkiestra symfoniczna, ale stać mnie na wynajem chóru, dlatego nadal korzystam z komputerów, coraz zresztą lepszych!

D.K.: Czy koncentrujesz się głównie na tworzeniu nowych utworów, czy masz czas na poznawanie i słuchanie innej muzyki. Jeśli tak, to jakiej? 

T.G.: Muzyka Hansa Zimmera jest wskazówką jak ją należy robić, ponadto muzyka George Williamsa Juniora, jest też ciekawa pod kątem analizy formy i miksu, czy też kompozycje Edwarda Edgara. Oczywiście na komponowanie mam swój własny pogląd, który staram się realizować.

D.K: Jakie masz marzenia?

T.G.: Chciałbym spróbować napisać muzykę do filmu, mieć więcej czasu na komponowanie, i... mieć własnego menadżera.

D.K.: Kiedy następna płyta? 

T.G.: No właśnie się za nią zabieram...

D.K.: Dziękuję za wywiad i czekam na nowe nagrania.

P.S.: Dodać muszę, że płyta "Granica Snu" dostępna w mp3 na niektórych stronach internetowych zawiera zdjęcie wystawiającego, a nie autora muzyki - Tadeusza Grabowskiego.