niedziela, 13 maja 2012

Manuel Göttsching / Ash Ra: The Best of The Private Tapes


 Pewnego dnia, najlepszy gitarzysta świata (pod względem wrażliwości i umiejętności jej okazania), Manuel Göttsching, wpadł na świetny pomysł. Postanowił wydać nieopublikowane nagrania swojego zespołu z różnych okresów działalności w latach 1971-89.  Ambitne te zadanie zrealizował w 1996 roku wydając potężny, 6 płytowy pakiet muzyki. Jednak niewielkie zainteresowanie i wpływy ze sprzedaży spowodowały, że Manu zmienił koncepcję. Po dwóch latach, w 1998 roku wydaje dwupłytową składankę "The Best of The Private Tapes".  Ta kolejna selekcja jak na mój gust jest dość trafna i zawiera prawie wszystkie bardziej istotne perełki z dużej edycji, oprócz nieodżałowanej suity "Eloquentes Wiesel". Rozpoczyna ją krótka, ale kapitalna relaksacja "Bois De Soleil" sygnowana jako solowy utwór Manu. Podczas trzech minut z głośników płynie tak urzekająca, subtelna muzyka, tak intuicyjne gitarowe solo, że słuchacz od razu wprowadzony jest w sam środek pięknej, choć smutnej kontemplacji. Jako drugi proponowany jest Halensee, połowa 12 minutowej ścieżki jaka pierwotnie zajmowała P.T. disc 3. Utwór z 1973 roku, co zresztą łatwo będzie każdemu fanowi zespołu rozpoznać. Jeżeli ktoś lubi ten okres zespołu - będzie kontent. "Ain't No Time For Tears" to dość klasyczna konwencja rockowego grania zespołu Ash Ra, z lekko prowadzoną perkusją i akompaniamentem, ale zaangażowana, zgrabna gra na gitarze wyróżnia ją na plus. "Der Lauf Der Giraffen" robi wrażenie krótkiej wprawki, która choć nie nuży, równie dobrze mogłoby by jej... nie być (smile). Za to urocza kompozycja "Niemand Lacht Rückwärts" spodoba się każdemu, kto jest podatny na transowe sekwencje. Później, w ramach odpoczynku od energicznych ostinato, Göttsching proponuje krótki fragment dłuższej suity "Begleitmusik Zu Einem Hörspiel" (Part 5). To powrót do korzeni, i to wyjątkowo strawny. Tak jak i typowe gitarowe improwizacje na "Wall Of Sound". Te liczne opóźnienia, pogłosy, delay'e i inne sztuczki jakimi potrafi zdolny Niemiec uwieść słuchacza, to prawdziwe święto dla uszu. Sympatyczne jest to że Manuel nie skrócił tego utworu. Skrócony za to został o połowę "Ultramarine", fragment lekko orientalny, ze świetnie pływającą gitarą. Jak tego nie lubić? "Whoopee" podobnie jak niedawno Der Lauf jest tak krótki, że praktycznie nie ma większego znaczenia... Pierwszy CD kończy fragment "Hausaufgabe" trochę hałaśliwy i mniej spójny znacznik. 
   Drugiego krążka nie będę szczegółowo opisywał -  jest po prostu, subiektywnie pisząc - słabszy. Dopiero ostatni fragment "Bois De La Lune" uznać mogę za genialny. Pozostałe - widzą mi się jako średnie. Podsumowując, dla tych kilku perełek mistrza pastelowych klimatów, nie sposób przeoczyć tego historycznego wydawnictwa. Dysponując pełnym zapisem sześciu starszych krążków, samodzielnie śmiało wypełniam dwa moimi prywatnymi Mr. Ash Ra - The Best.