piątek, 18 maja 2012

Jean-Luc Ponty - Individual Choice



 Taka muzyka to czysta rozkosz. Jean-Luc Ponty nie dość, że jest utalentowanym skrzypkiem, to na dodatek ma upodobanie w grze na syntezatorach. Sposób w jaki łączy te techniki, powoduje czasami powstawanie biegnących po plecach dreszczy. Płytę "Individual Choice" Luc nagrał w 1983 roku. Przyznam, że kilka lat wcześniej zachwycałem się jego inną, świetną płytą "Live" z 1979 roku. Zawierała ona udaną kompilację koncertowych wersji nagrań "Aurora" i  "Imaginary Voyage", a kończyły ją popisy pt. "No Strings Attached" i "Egocentric Molecules" - dosłownie powalające inwencją z nóg. Myślałem że to opus magnum artysty i Ponty mnie już niczym szczególnym nie zaskoczy. Jednak album "Individual Choice", ponownie wzbudził mój aplauz dla jego dokonań. I nie przeszkadzało mi w sumie, że to muzyk jazzowy, który romansuje z elektroniką. Bo fuzja gatunków w jego wykonaniu, to nie tylko prawdziwy techniczny majstersztyk, ale również pewna konsekwentnie realizowana artystyczna wizja. Już pierwsza kompozycja "Computer Incantations For World Peace" zapowiada niebanalne odsłuchowe wrażenia. Obsesyjna pętla modulowanych dźwięków na której, jak na fali, wprowadza Francuz swoje wirtuozerskie, smyczkowe improwizacje, faktycznie może pozytywnie zniewolić jaźń słuchacza. Kolejny utwór "Z dala od utartych ścieżek", bardziej tradycyjny niż by sugerował tytuł, wprowadza kapitalną perkusję Rayforda Griffina, dialogi instrumentów na obu kanałach dobrze separowanej stereofonii, no i obowiązkową obecność lidera. Oba nagrania stanowczo za szybko się kończą. Po mocno zaangażowanych tytułach, Jean proponuje "In Spiritual Love" - trochę mniej ogniste emocje, w swobodnym, bliższym jazzowej stylistce rytmie. Ale... oczywiście, co dla mnie istotne, mocno otulone w elektroniczną otoczkę. Drugą stronę czarnego longplaya otwiera krótka impresja  pt. "Eulogy To Oscar Romero". Piękny, spokojny utwór, któremu nie dano szansy zbyt długo trwać, a szkoda. Później znów daje znać o sobie zamiłowanie autora do tworzenia delikatnych sekwencji... i mocno romantycznych akcentów. Subtelności nie zabraknie już do końca płyty, a zakręconych opowieści na syntezatory i instrument smyczkowy ciąg dalszy jest na tytułowej ścieżce. Zapis kończy wręcz konserwatywna "In Spite Of All". Rzecz bardziej dla miłośników jazzu niż elektroniki. Bardzo chętnie wracam do płyt tego płodnego, ciekawego muzyka, bo ten styl grania szybko się nie nudzi. Pasja, ekspresja i... odpowiednia dawka syntetycznych barw. Czegóż chcieć więcej?