sobota, 12 maja 2012

Brian Eno - Discreet Music



 Płyta Briana Eno - Discreet Music - ukazała się po raz pierwszy na czarnym, winylowym krążku w 1975 roku, w bardzo dobrym okresie dla muzyki elektronicznej, jak i dla samego Eno. To z powstaniem tego wydawnictwa wiąże się znana historia o chorym muzyku, który nie mając sił podkręcić gałki wzmocnienia gramofonu, odkrył uroki mieszania się dźwięków harfy z tłem otoczenia. To na tej płycie Brian Eno po raz pierwszy użył w tytule swojego imienia (poprzednie solowe płyty zawierały tylko jego nazwisko). I na tym albumie po raz pierwszy w całości materiał podporządkowano nowatorskiej jak na tamte lata, koncepcji ambient. Moją uwagę na tę muzykę zwróciła notatka w biografii mojego ulubionego pisarza P. K. Dicka, autorstwa L.Sutina. Według tego źródła, Eno podarował swoją płytę ekscentrycznemu pisarzowi, a ten zafascynowany, odtwarzał ją regularnie raz po raz na swoim gramofonie. Ponieważ i tak lubiłem słuchać Briana Eno, pomyślałem że co dobre było dla Dicka, może takie być dla mnie. I tu moje domniemanie okazało się trafione. Przynajmniej jeżeli chodzi o tytułową, półgodzinną suitę. Relaksujące dźwięki, wylewający się ze słuchawek wręcz niebiański spokój... Pastelowa, wieczorna muzyka. Takiego Eno bardzo lubię. Zadziwiające, że chociaż w samej konstrukcji utworu Discreet Music dzieje się tak niewiele, to jednak jego klimat przesądza o muzykoterapeutycznych właściwościach. Ten rodzaj niezobowiązującej twórczości, który jak rzeczywiście spraktykował Dick, pozwala na wielokrotny odczyt, bez śladów znużenia w umyśle słuchacza. Awangardowy twórca dla miłośników technicznych szczegółów na okładce płyty umieszcza schemat powstawania tych dźwięków. Po 30 minutach łagodnej emanacji, następuje zmiana klimatu, jaki i instrumentów. Jednak "Trzy Wariacje na temat Kanonu D-dur", moim zdaniem nie mają w sobie już takiego uroku. To oczywiście subiektywna ocena. "Dyskretna muzyka" doczekała się co najmniej 21 różnych edycji, co samo w sobie świadczy o powodzeniu tej muzyki. Obecnie już klasyka i lekcja obowiązkowa dla każdego poważnego melomana.