poniedziałek, 7 maja 2012

Billy Currie - Transportation (with guest Steve Howe)


  Billy Currie, a właściwie William Lee Currie, znany jest ze swojej przygody z zespołem Visage, oraz przede wszystkim z nagrań zespołu Ultravox. Grał tam na skrzypcach i instrumentach klawiszowych. gdy zespół przeżywał największe sukcesy. Był nawet moment, że Billy po rozpadzie grupy, nabył praw do nazwy legendarnego zespołu, ale wskrzeszenie idei Ultravox w latach 90. nie zostało zbytnio docenione. Znacznie lepiej wypadają za to solowe nagrania angielskiego kompozytora, choćby takie jak płyta z 1988 roku "Transportation". Chociaż terminu " twórczość solowa" nie należy w tym wypadku traktować zbyt dosłownie, bo autor do nagrań zaprosił kilku muzyków, z których gitarzysta "Yes" Steve Howe - wyróżniony został na okładce. Pierwszy samodzielny album Williama skrzy się od pomysłów i - co szczególnie mi się podoba  - zawiera sporo nietypowych brzmień. Być może to zasługa unikalnego składu uczestników sesji. To, co wydobywa się z głośników - ta wypadkowa kilku talentów - brzmi po prostu jak dobry rock progresywny z elementami popu. Miejscami mocno zakręcony, czasami gitarowe sola Howe'a brzmią niczym impresje Gandalfa, ale to raczej przypadek niż chęć naśladownictwa. Mimo kilku dynamicznych zwrotów akcji, całość wypada niewiarygodnie lekko. Przy słuchaniu tej muzyki mam kilka mimowolnych skojarzeń i sugestii, jednak gdybym nie wiedział wcześniej kto to gra, nigdy bym sam na to nie wpadł... A przecież słuchałem już kilku tysięcy płyt. Myślę że ta twórczość spodoba się np. wielbicielom "Amaroka" Mike Oldfielda, łączy je bowiem podobna swoboda i lekkość kreślonej wizji. Słuchając licznych, cieszących uszy ozdobników i świetnych improwizacji, odczuwam podziw dla kreatywności wszystkich artystów biorących udział w nagraniach. Sam Billy pisze na okładce, że te eksperymentowanie zaprowadziło go w rejony dziwne i dla niego samego dość nieoczekiwane. Spodobać się mogą fortepianowe wstawki czy gra na ukulele. "Transportation" to witalność i świeżość, niczym powiew majowego poranka. Udany mix kilku rożnych muzycznych form (popu, rocka, symfoniki, progresji) w jedno zgrabne dziełko.