środa, 30 maja 2012

Ashra - Blackouts


 Czasami chciałbym cofnąć się w czasie i obejrzeć moich ulubionych muzyków podczas tworzenia swoich najlepszych płyt. Do takich zaliczam album Ashra - Blackouts z 1977 roku. Manuel Göttsching był wtedy w znakomitej formie. Świetnie sobie radził w studio, programując sekwencje i wplatając w nie typowe, będące jego znakiem rozpoznawczym, gitarowe improwizacje. Kompozycje mają mocno transowy charakter, oparty na nieustannych powtórzeniach motywów. Muzyka stopniowo unosi się wyżej i wyżej... Tak sobie czasami myślę, że Manu powinien ubezpieczyć swoje palce, jak np. znane modelki nogi ;). Bo prawdziwy skarb ma w tych rękach, którymi wyczarowuje piękne pasaże i bardzo ciepłe barwy z dostępnego mu w tym czasie instrumentarium. Malowanie dźwiękiem trwa przez cały czas trwania muzyki, a jej  rockowy charakter nie przysłania cennych niuansów jakie wychwyci uważny meloman. Piękne utwory pieszczą uszy pastelową elektroniką. Gitarowa improwizacja w tytułowym Blackouts, wywołuje ciarki biegnące po plecach. Najdłuższa suita Lotus 1-4, przez błogie sześć minut koi nerwy przyzwoitą relaksacją, aż nabiera trochę złowieszczego charakteru. Następuje jednak niesamowite, lekko schizofreniczne przełamanie - totalny odjazd, przy którym jedynym słusznym posunięciem wydaje się być podkręcenie gałki głośności na maksimum. Można mieć wrażenie stania między dwoma torami na których mijają się pociągi :). Potem jednak wygrywa pozytywna strona artysty. I do końca suity raczy on już fanów cudowną impresją w tworzeniu których jest mistrzem. Po przesłuchaniu tej muzyki da się odczuć dużą poprawę samopoczucia. Naładowany pozytywnymi wibracjami odbiorca może teraz lepiej stawić czoła problemom dnia codziennego. Niezwykła muzykoterapia!