czwartek, 12 kwietnia 2012

Steve Roach - Structures From Silence


  "Zawieszenie, intymność, cisza". Tak dość trafnie opisano na okładce zawartość tej płyty. Steve Roach swój trzeci album "Structures From Silence" opublikował w 1984 roku. I chociaż później wydał bardzo dużo płyt, tą pozycją pozyskał sobie wielu zwolenników. Ciekawe, że w mimo iż niewiele się  na niej dzieje, to robi duże wrażenie. Ten pozorny paradoks łatwo wytłumaczyć. Jedną z charakterystycznych cech muzyki ambient jest tworzenie klimatu. Nie musi ona zawierać spektakularnych solówek, wymyślnych ozdobników, czy dynamicznych zwrotów akcji. Te niezbędne składniki muzyki rockowej nie mają tu odniesienia. Muzyka ambient celuje wyżej. Za pomocą środków wyrazu mniej spektakularnych, aczkolwiek bardziej wyrafinowanych, wprowadza słuchacza w stan wręcz metafizyczny. I taka jest płyta "Structures From Silence". To jakby nocna podróż do innego wymiaru. Spokojne, wręcz leniwie płynące dźwięki, unoszą ich odbiorcę w świat totalnej relaksacji, sennego rozmarzenia które trwa, i trwa, i trwa... Czy to już dzień? Cisza odgrywa tu tak samo ważną rolę jak dźwięki. A te pieszczą uszy ciepłymi barwami. Muzyka wlewa się delikatnie do uszu, odchodzi i wraca... I to jest piękne! Oczywiście, Wasze doznania wynikające ze słuchania albumu Roacha będą na pewno również subiektywne, indywidualne i być może bardziej zróżnicowane. Ale  zwiewność, pewna poetyckość zawarta w treści, to uniwersalne określenia które chyba dość dobrze oddają oniryczny charakter tego dzieła. Tytułowa suita na pół godziny pozwoli zapomnieć o kłopotach dnia codziennego. Świat tajemnic nie odkrytych do końca, wciąż czeka na swoich badaczy... Muzykoterapia najwyższej próby!