sobota, 28 kwietnia 2012

Peter Gabriel - Up


 
  Lubię muzykę z sensem. Koncepcyjny album "Up" jaki Peter Brian Gabriel wydał w 2002 roku, należy właśnie do tej kategorii. Uwielbiam tę lekko mroczną melancholię którą Peter często eksponuje. Oczywiście, zaznaczam że te parę słów tu wklepanych jest całkowicie subiektywne, bo moim zdaniem, Peter jest po prostu the best (smile). Siła ekspresji pierwszego wokalisty Genesis nie ma sobie równych pośród innych znanych "zdzieraczy gardeł". Wiedziałem to już wiele lat temu, gdy słuchałem jak z przejęciem śpiewał "Visions Of Angels' na albumie "Trespass". Do dziś zresztą kocham tę muzykę - młodzieńczą, trochę naiwną, ale za to szczerą. "Up" jest dziełem bardziej dojrzałym i dopracowanym niż stare projekty Gabriela. Nie zmieniła się za to siła wyrazu bijąca z sugestywnych piosenek uznanego artysty. I to niezależnie czy śpiewa przygnębiający "Darkness" czy bardziej pogodny w przekazie, bijący szczególnym optymizmem "More Than This". Oczywiście nie samym wokalem urzeka Peter na tej płycie. Piękna stereofonia nasycona dźwiękami  na przemian to pełnymi niepokoju, to kojącymi, czy intrygującymi, tworzy świetne tło do wydarzeń opowiadanych przez tego wrażliwego wokalistę. Logiczny ciąg motywów po mistrzowsku ułożony w przystępne pasmo skojarzeń pociąga do siebie przemożną siłą. Peter mimo swoich lat ciągle udowadnia że jest artystą z "najwyższej półki". Emocje jakie wywołuje, zostawiają piętno na dłużnej niż  67 minut czasu trwania muzyki. Nie bądź wobec nich obojętny, bo w świecie upadających wartości i standardów, ta muzyka zachowuje swój potencjał. I to niezależnie czy nazwiesz ją ambitnym popem czy rockiem progresywnym.