sobota, 14 kwietnia 2012

David Sylvian - Approaching Silence


 David Sylvian  (David Batt) to ceniony angielski kompozytor i wokalista. Znany jest ze wspólnych dokonań z zespołem Japan, japońskim instrumentalistą Ryūichi Sakamoto, czy takimi legendami rocka jak Holger Czukay lub Robert Fripp. Ten ostatni wsparł go na  solowej płycie "Approaching Silence" z 1999 roku, będącej udaną próbą wypowiedzi Sylviana w gatunku ambient, stanowiącą pamiątkę po dwóch multimedialnych instalacjach. David tym razem nie udziela się jako wokalista. Nagrał wyjątkowo spokojną muzykę, której niuanse doceniać można najlepiej przy odtwarzaniu przez dobre słuchawki. Dwie ponad półgodzinne suity połączone są krótkim pomostem "Epiphany" - kompilacją kilku atrakcyjnych sampli: różnojęzycznych podniosłych wypowiedzi, gongów, śpiewów rytualnych, czy odgłosu jadącego pociągu (moim zdaniem najlepsza krótka wypowiedź w tego typu muzyce). Obie opasłe kompozycje grają jednak na subtelniejszych odczuciach. Pierwsza to surowa, minimalistyczna "The Beekeeper's Apprentice". Skomponowana wspólnie z Frankiem Perry grającym sporadycznie na gongach i dzwonach, wymaga od słuchacza pewnej uwagi. Niewielkie zmiany w muzycznej tkance, powtarzane co rusz motywy, obsesyjnie powracające i krążące gdzieś na granicy rejestracji umysłu, to zabiegi może nie nowatorskie, ale ciągle lubiane i skutecznie określające atmosferę nagrania. Klimatu przesyconego lekkim niepokojem... Kompozycja tytułowa "Approaching Silence" jest przystępniejsza w odbiorze i trochę bardziej określona. Jako pewnego rodzaju indeksy służą tu momenty przełamania wyrażane przez głośniejszą pracę gongu, wspieranego silniejszym akcentem powłóczystych syntezatorów. Przypomina mi to chwilowe otwarcie śluzy, przepustu wodnego pozwalającego na wypływ większego strumienia wody. Między tymi znacznikami Sylvian wplata regularnie ciche dialogi, monologi, krążące pomiędzy głośnikami różnorakie efekty dźwiękowe. Przypływy i odpływy tych wrażeń, pogłębiane przez frippetronics, sporadyczne zmodyfikowane orientalne głosy,  wprowadzają słuchacza w stan pozytywnej relaksacji. Właśnie w tym widzę największą zaletę tej szczególnej muzyki. Niełatwo jest stworzyć dzieło które składa się z tak ulotnych elementów, a zostawi trwałe wrażenie.  Davidowi Sylvianowi to się udało.