piątek, 30 marca 2012

Pieter Nooten – Here Is Why


  Muzyka lekka jak puch, piękna jak kwiat i smutna niczym oczy jelonka. Takie słowa przychodzą mi na myśl, gdy próbuję określić zawartość płyty Pietera Nootena "Here Is Why" z 2010 roku. Ten holenderski muzyk znany z wczesnych, hipnotyzujących płyt Clan of Xymox, czy  współpracy z Michaelem Brookiem na doskonałej "Sleeps With The Fishes", rzadko wydaje solowe płyty. Ale kiedy to uczyni, warto się nad nimi pochylić. Choć artystów wydających muzykę są tysiące, Pieter jest pośród nich wyjątkowy. Piszę te słowa całkowicie świadomie, bo to po prostu słychać w jego muzyce. Rzadko spotykana wrażliwość i umiejętność budowania klimatu, wyróżniają go spośród mniej lub bardziej utalentowanych wizjonerów.  Ta muzyka to poezja nut, układana wyjątkowo subtelnie. Eteryczność i ulotność poszczególnych ścieżek świadczy o kunszcie ich twórcy. Pieter Nooten daleko odszedł od ekspresji dynamicznego rocka i znalazł upodobanie w komponowaniu wyjątkowo wyrafinowanej muzyki. A przy tym przystępnej nawet dla niezbyt wyrobionych słuchaczy. Jednym z największych atutów tego albumu jest urozmaicenie niektórych kompozycji ludzkim głosem.  Wspaniale brzmi na słuchawkach utwór "Terror Of Hearts", czy "Darkened Haven" z wokalizami i słodkim zawodzeniem Susan Bauszat. Rozkłada mnie dosłownie na łopatki szeptanie po kanałach Kristin Oppenheim w "Left Lonely". To samo zresztą można powiedzieć jeszcze o głosie Yvette Winkler, Renee Stahl i samym Pieterze. Niesamowite. Trudno zachować obiektywizm przy tak sugestywnym strumieniu niepospolitych tonów. Ładnie harmonizują się z tym barwy klasycznych instrumentów i gitara Gilla Lopeza. Fantastyczne, co potrafi dać światu utalentowany człowiek! Warto było żyć dla tej chwili. Zrozumiecie moją egzaltację gdy sami posłuchacie tej muzyki. Gorąco polecam!