środa, 28 marca 2012

Aphex Twin - Selected Ambient Works 85-92



 
  Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad niezwykłą popularnością Richarda D. Jamesa. Jego muzyka ma wielu oddanych zwolenników, a oceny umiejętności brytyjskiego kompozytora daleko wykraczają poza zwykłe pochlebstwa. Nazwano go Mozartem techno, jednym z najbardziej kreatywnych i innowacyjnych twórców muzyki elektronicznej, człowiekiem który swoją muzyką rozszerzył granice ambientu postawione przez B.Eno, uff... Mają ludzie wyobraźnię w wymyślaniu określeń!  Byłem tym trochę zdziwiony, bo przecież stosowano je w odniesieniu do człowieka który był didżejem, kojarzonym z Intelligent Dance Music. Chociaż ta nazwa nie oddaje precyzyjnie muzycznej treści, sugeruje dość ograniczone pole manewru. U kogoś wychowanego na rockowych dinozaurach lat 70. hasło techno, czy nawet art - techno,  może wywoływać na twarzy uśmiech.  Po tych dość sceptycznych rozważaniach przejdę do samej muzyki. I tu jestem pozytywnie zaskoczony. Bo płyta "Selected Ambient Works 85-92" jaką Richard nagrał pod pseudo Aphex Twin, to rzeczywiście dobra rzecz. Oczywiście - jest ona w jakiś sposób "skażona" manierą sztuki użytkowej granej w klubach czy dyskotekach. Celowy minimalizm użytych środków (odmieniany na dziesiątki sposobów połamany rytm, basowy podkład i  ozdobniki), może z początku odstraszać co bardziej wymagających słuchaczy, ale jak dać szansę tej muzyce - szybko wciągnie, oswoi i uzależni.  I na tym polega chyba fenomen zjawiska zwanego Aphex Twin.  Z trywialnych rytmów nie każdy potrafi stworzyć hipnotyzujące misterium.  A Jamesowi się to udało. Miłośnikom tradycyjnej rozrywkowej muzyki elektronicznej pewna monotonia może czasami kojarzyć się z utworami zespołu Kraftwerk, a  młodszym fanom momentami z nagraniami Biosphere. Czego by nie mówić, płyta "Selected Ambient Works 85-92" okazała się znakomitym debiutem. Późniejsze nagrania Twina budziły duże kontrowersje, szokowały i wywoływały skrajne emocje - od uwielbienia do totalnego potępienia. Autor nie bał się krytyki i zapuszczał w bardzo odległe rejony swojej wyobraźni. Mi podoba się jeszcze "Richard D. James Album" a i paru innych tytułów nie przekreślam. Do takiej muzyki też trzeba czasami dojrzeć.