niedziela, 5 lutego 2012

Brian Eno - Making Space



    Brian Eno jest ciągle aktywnym i pełnym  wigoru kompozytorem. W 2006 roku wydał znakomitą płytę Making Space. Potwierdza ona nie tylko dobrą formę uznanego prekursora gatunku ambient, ale jest świetnym argumentem na jego korzyść dla tych słuchaczy, którym widzi się Eno jako producent i autor serii nudnej muzyki. Urozmaicona zawartość opisywanego krążka różni się od jego wczesnych płyt. Zamiast mało wyraźnych plam dźwiękowych, ledwo wybijających się ponad poziom ciszy, słuchacz otrzymuje dziewięć dość krótkich, ale energetycznych  utworów. Nie znaczy to że Brian nagrał coś popowego czy komercyjnego, po prostu zarejestrowane ścieżki są pełne wewnętrznej mocy. Rezygnacja  z długiego budowania nastroju nie zaszkodziła treści. Mamy tu jakby pakiet reprezentujący bogactwo pomysłów, techniczną sprawność i dbałość o  atrakcyjne wypełnienie stereofonicznego obszaru doznań w wykonaniu doświadczonego Anglika. Mistrza w... tworzeniu przestrzeni.  To są dalej w większości ambientowe perełki, subtelne pasaże i zwiewne struktury, ale podane wyjątkowo przystępnie. Do współpracy w trzech utworach Brian Eno zaprosił gitarzystów Tima Harriesa i Leo Abrahamsa. Oczywiście, gitary nie grają rytmicznie (smile). Czuć że ta muzyka nie powstała "na siłę", tylko z wewnętrznej potrzeby. Szczególne wrażenie (a podobają mi się wszystkie części płyty) zrobiły na mnie pełne ekspresji, dostojne quasi organowe frazy w kończącym całość "Delightful Universe (seen from above)". Mocny akcent! Faktycznie, Wszechświat widziany z góry na pewno jest zachwycający.