sobota, 7 stycznia 2012

Marek Biliński - Mały Książę


     Marek Biliński jest jednym z niewielu krajowych muzyków którzy nagrywając programową muzykę elektroniczną osiągnęli medialny sukces. W latach 80. ubiegłego stulecia stał się bardzo znany i do dziś obok Józefa Skrzeka i Niemena jest najszybciej kojarzony z taką twórczością. Pamiętam jeszcze konkurs na tytuły utworów do pierwszej jego płyty "Ogród króla świtu". Ogłosił go Jerzy Kordowicz w PR III Polskiego Radia. I pamiętam też tę satysfakcję że i u nas w kraju mamy tak uzdolnionych kompozytorów. Faktycznie, już od debiutanckiego albumu udało się Markowi wylansować autentyczny przebój: "Fontanna radości" a później niesamowity "Dom w Dolinie Mgieł". Na pewno w ugruntowaniu renomy pomógł mu też teledysk "Ucieczka z tropiku". Marek koncertował i nagrywał kolejne płyty popularyzując skutecznie muzykę elektroniczną w kraju i za granicą. Po czterech latach spędzonych w Kuwejcie, czterech albumach z lat 80. były widowiskowe występy w latach 90 i wysokie miejsca w rankingach popularności. W międzyczasie twórczość teatralna, baletowa, filmowa i oprawy programów telewizyjnych. Ale muzyki na płytach ukazało się później niewiele. Po trochę kontrowersyjnej "Fire" z 2008r, dwa lata później - miła niespodzianka. Marek Biliński wraca z bardzo dobrą, retrospektywną płytą "Mały Książę". Ta przestrzenna muzyka, ideowo oparta na kilku wcześniejszych pomysłach, fragmentach nagranych na Polymoogu z lat 80., poddana została nowej aranżacji. Ale klimat starych analogowych syntezatorów pozostał. I to jest piękne! Czternaście krótkich utworów zainspirowanych książką Antoine'a de Saint-Exupéry'ego tworzy przyjemną w odbiorze mieszankę różnorodnych tematów. Czasami są to fragmenty ciepłe i sentymentalne (Miłość), a czasami dynamiczne, przebojowe, w których Marek ujawnia swoją wysoką manualną sprawność. Tematy Małego Księcia i Róży przeplatają się wzajemnie, dając artyście pretekst do zagrania kilku krótkich, ale ekstrawaganckich solówek (Róża, Pożegnanie Róży). Na tej płycie usłyszeć można również dużo akcentów kosmicznych (Katastrofa) i wstawek niemal transowych (Na Ziemi), tak popularnych w muzyce Bilińskiego blisko trzy dekady wcześniej. "Mały Książę" to dobra muzyka.
     Być może niektórzy będą mieli za złe powtarzalność głównych motywów, ale ja słucham tych dokonań z prawdziwą przyjemnością, doceniając starania kompozytora.