czwartek, 8 grudnia 2011

Tangerine Dream - Phaedra


    Gdybym miał wybrać najlepszy album zespołu Tangerine Dream miałbym pewien problem, ale płyta Phaedra od lat jest w ścisłej czołówce moich faworytów do tego tytułu. O wyjątkowości tego dzieła (43 rożne wydania!) wspominał sam Edgar Froese mówiąc że to był pierwszy album zespołu przy nagraniu którego użyto sprzętowych sekwencerów. I ponoć pierwszy tego typu w muzyce rockowej. Łatwo się jednak mogły one rozstroić w trakcie grania co być może było kłopotliwe dla artystów, ale dodawało całości pewnego uroku. Zespół tworzący do tej pory kosmiczne abstrakcje o mało namacalnej formie i nieprzejrzystej fakturze, zwraca się w stronę wyrazistej, obrazowej i dynamicznej muzyki. Dobrym tego przykładem jest tytułowa suita. Już w jej drugiej minucie muzycy poddają pojawiającą się sekwencję dźwięków totalnej obróbce. W studio mieli między innymi 3 syntezatory VSC-3 z  trzema osobnymi oscylatorami każdy. Mogli do woli regulować częstotliwość i kształt ostinata. Kto by na ich miejscu oparł się pokusie tak zróżnicowanego modulowania dźwięku? Jego transformacji, opóźnianiu, dodawaniu pogłosu.... Być może czuli się artystycznie spełnieni kontrolując te dźwiękowe tworzywo, nadając mu co rusz zmienny kształt. Jakby nie było, suita Phaedra wręcz wciska w fotel rozmachem, wizją i intryguje atmosferą tajemniczości. Chyba dla odpoczynku umieszczono kolejny utwór: "Mysterious Semblance At The Strand Of Nightmares". Łagodny i pastelowy, ujmuje on delikatnością i piękną grą Froesego na mellotronie. Właściwie śmiało ten majstersztyk mógłby znaleźć się na jego pierwszej solowej płycie "Aqua". Równie intrygujący jest kolejny "Movements Of A Visionary". Tu znów słychać arpeggia i wciągające pulsacje, tym razem w trochę egzotycznym tonie. Obrazowa,  działająca na refleksję kompozycja, kończy się trochę za szybko. "Sequent C" trwająca dwie minuty jest wymyślonym przez Baumanna zakończeniem historii jakby niedokończonym, zostawiającym słuchacza w zawieszeniu i niepewności. 
    Podsumowując: zespół był u szczytu swojej formy, w pełni zintegrowany we wspólnym odkrywaniu nowych dla ówczesnej sztuki muzycznej szlaków. I taki na płycie "Phaedra" z 1974r. zostanie, niezależnie od nowych wersji płyty i interpretacji proponowanych ostatnio przez Tangerine Dream.