poniedziałek, 12 grudnia 2011

Robert Schröder - Harmonic Ascendant

   "Jeżeli gdziekolwiek na świecie ktoś tworzy nowożytną muzykę elektroniczną, to jest to Robert Schroeder". Tak przy okazji wydania tej płyty wyraził się Klaus Schulze. I wiedział co mówi, jako współproducent i mikser debiutanckiego longplaya Roberta Schroedera (czasami pisanego jako Schröder). Kiedy słucham tej muzyki, to myślę że romantyzm zawsze jest w cenie. Zawartość albumu "Harmonic Ascendant" z1979r. jest ułożona i podana tak subtelnie, z tak dużą dozą delikatności, że właściwie mogłaby być nagrana przez kobietę. Ale trzech mężczyzn tu grających bynajmniej nie uważam za zniewieściałych, a wrażliwość nie jest domeną wyłącznie płci pięknej. Tytułowa suita "Harmonic Ascendant" zaczyna się zdecydowanym uderzeniem w fortepian, jednak całe 22 minuty są bardzo spokojnie rozgrywaną suitą w której zachwyca powyżej wspomniana delikatność. Treść utworu nie jest nowa w pomyśle, ale w doborze i pracy instrumentów. Gitara na której przebiera palcami Udo Mattusch i fortepianowy akompaniament świetnie ze sobą współgrają. Towarzyszy im ledwo słyszalna fraza syntezatora. Potem barwy fortepianu ustępują wiolonczeli Wolfganga Tiepolda i jest to również doskonale brzmiący tandem. Po kilkunastu minutach takich zmagań, zmian nasilenia gry poszczególnych instrumentów, ostatnie osiem minut suity wykonane jest bardziej dynamicznie. Ciepła sekwencja w dolnych, basowych rejestrach jakby wybudza ze snu. Improwizacje wiolonczeli są pełne inwencji i zapału. Robert stopniowo dodaje elektronicznych ozdobników, muzyka przechodzi metamorfozy i unosi się na coraz to wyższy poziom ekspresji. Wyzwala się z ograniczeń formuły i pływa, pływa ... schodząc równie subtelnie do momentu swojego końca. Po tej znamiennej podróży było do przewidzenia że pozostałe dwa utwory będą lekko stonowane (przynajmniej w pierwszych minutach). I tak się dzieje, emocje są odrobinę mniejsze, ale muzyka równie interesująca. W obu kompozycjach słychać głos przetworzony przez vocoder. "Future Passing By" na początku jest wyciszona, bez spektakularnych harmonicznych uniesień pod same szczyty wyobraźni. Oczywiście i tu melodia kołysze się rozkosznie a stopniowo dochodzą nowe elementy układanki. "The Day After X" to muzyka jaka później zostanie doprowadzone przez Schroedera do perfekcji: soczyste sekwencje, wyraziste solówki, mocne i zdecydowane. Dobra elektronika. Na swojej pierwszej płycie Robert Schroeder utrwalił wiele pięknych momentów które są ciepło wspominane przez fanów. Podczas jej przeżywania olśniła mnie pewna myśl  a'la Freud. W elektronicznych suitach typu Harmonic Ascendant, mających swój początek, rozwinięcie i kulminację we wzniosłym finale, muzycy często nieświadomie naśladują przebieg akta miłosnego, jednego z najpiękniejszych darów Bożych. Mimowolnie starają się go odtworzyć i powtórzyć w innej, muzycznej formie. 
   Ale to oczywiście tylko teoria.