wtorek, 20 grudnia 2011

Pink Floyd - Ummagumma


     Dla niektórych popularna muzyka elektroniczna zaczęła się od tej płyty. Eksperymenty jakie zarejestrowali muzycy z zespołu Pink Floyd na płycie Ummagumma w 1969r. dziś niektórym słuchaczom mogą wydać się lekko archaiczne. Ale taka opinia byłaby dla grupy krzywdząca. Legendarny kwartet Brytyjczyków zawsze wydawał znakomicie brzmiące albumy ustanawiając wysoki poziom jakości utworów, do dziś warty naśladowania. Pierwsza płyta wypełniona jest koncertowymi wersjami wcześniejszych nagrań, rozbudowanymi do mini suit o kosmicznym zabarwieniu. Elementy progresji, brawurowej gry na perkusji i akcenty psychodeliczne tworzą atrakcyjną, aczkolwiek wybuchową mieszankę. Długie improwizacje mieszczą się jednak w skali rozsądku. Niezwykły klimat jaki się wytwarza podczas słuchania tych nagrań na długo pozostaje w pamięci. Za niemniej udaną uważam drugą studyjna płytę. Choć niektórzy krytycy zarzucają jej niespójność i pretensjonalność, myślę że po prostu materiał swoją wagą przerósł oczekiwania recenzentów. Przygotowane przez artystów nagrania w większości są awangardą przeznaczoną dla wybrednych koneserów.  Pierwsza część to 4 częściowa suita Richarda Wrighta "Sysyphus" podobno inspirowana mitem o Syzyfie. Bogata w efekty perkusyjne, patetyczna, miejscami (rozchwiane wstawki fortepianowe) straszna, kakofoniczna, mroczna i trochę zwariowana. "Grantchester Meadows"  Watersa brzmią po niej faktycznie wręcz jak relaks. Odgłosy ptaków, łabędzi zrywających się do lotu, natrętnego owada, są tu obecne na długo przed zdefiniowaniem terminu ambient. "Several Species of Small Furry Animals Gathered Together in a Cave and Grooving with a Pict" jest psychodelicznym żartem, pełnym efektów przypominających odgłosy gryzoni, a stworzonymi podobno z nagrań głosu Watersa. Nie sprawdzałem czy we fragmencie końcowym jest zamieszczony ukryty przekaz. I bez tego słucha się tej muzyki z "otwartymi ustami".  Trzy częściowy "The Narrow Way" w swojej pierwszej części: "Baby Blue Shuffle in D major" wydaje się być najsłabszym pomysłem na płycie, ale potem David Gilmour "łapie oddech". W "The Grand Vizier's Garden Party" słychać świetny flet Lindy Mason dodający uroku tej kompozycji, a końcowe perkusyjne eksperymenty Masona znakomicie pasują do postępowego charakteru całej muzyki. Po tym ciepło przyjętym albumie były kolejne znakomite płyty Pink Floyd, ale to wydawnictwo Ummagumma było bardzo odważnym krokiem  naprzód w muzyce i stało się inspiracją dla wielu późniejszych, młodszych muzyków.
    Lektura obowiązkowa dla każdego kto lubi rock progresywny, psychodeliczny i ciekawe eksperymenty.