niedziela, 25 grudnia 2011

Godfrey Reggio, Philip Glass: Koyaanisqatsi - film & muzyka



     Człowiek zawsze miał pragnienie opisywania świata jaki wokół siebie widział. Technika filmowa XX wieku umożliwiła podniesienie procesu oglądania do rangi sztuki - czegoś, co pobudza wyobraźnię, jest nowatorskie i niebanalne w przesłaniu. Taki efekt osiągnęli twórcy projektu "Koyaanisqatsi" - filmu i muzyki mu towarzyszącej. Znakomicie zintegrowane obrazy Godfreya Reggio z muzyką Philipa Glassa nikogo nie pozostawią obojętnym. Pewnie każdy kto słyszał coś o tym filmie już wie, że tytuł nawiązuje do języka Indian Hopi i oznacza między innymi życie pozbawione równowagi. Rzeczywiście, w prawie półtora godzinnym ciągu obrazów taki wniosek co do działań ludzkich łatwo się nasuwa. Historia zaczyna się (po krótkiej sekwencji malowideł naskalnych) startem statku kosmicznego i kończy fragmentem jego katastrofy. Pierwsze 11 minut to różne ujęcia amerykańskich gór i płaskowyżów najczęściej filmowane z lotu ptaka. Towarzyszącą temu delikatna  muzyka jest pełna wyczekiwania, napięcia, jakby oglądany wschód słońca miał być już ostatni. Piękne jest te dostojeństwo i majestat oszałamiających krajobrazów. Chór męskich głosów powtarza monotonnie słowo Koyaanisqatsi. Muzyka lekko nabiera mocy, a kamery filmują piękne sekwencje chmur, wodospadów i morza. Jakże wspaniałe i potężne to żywioły! W szesnastej minucie, muzyka będąca do tej pory po prostu dobrze dopasowanym tłem, wyraźnie się ożywia. Dzieje się tak dlatego, że kamera mocno przyspiesza swój bieg nad polami kolorowych upraw. Jeszcze kilka monumentalnych skał i dla kontrastu przed oczami widza pojawiają się efekty działania człowieka. Kontrolowane wybuchy, potężne maszyny, dzieła rąk ludzkich. Dramatyczna muzyka sugeruje że te wielkie przedsięwzięcia są niczym skaza na pięknym ziemskim diamencie.  Słupy dymu z kominów, potężne zapory wodne i olbrzymie urządzenia kruszące kamienie. Człowiek bezwzględnie podporządkowuje sobie przyrodę. Ale czy robi to mądrze? Widać unoszące się grzyby bomb atomowych... Muzyka obsesyjnie powtarza wybrane motywy. Plaża koło fabryki - czy to ma sens?
     Ludzie podziwiają swoje wysokie szklane domy. Wielkie stalowe ptaki i sznury samochodów spieszące się po autostradzie lub setkami czekające na parkingach. Gdyby tylko to! Widać mnogość czołgów, śmiertelnie groźne wojskowe samoloty wielozadaniowe. Kosmiczne rakiety, monstrualne bomby i zuchwałe lotniskowce. Ogień i zniszczenie. Po tych złowieszczych obrazach i równie szalonej, zakręconej muzyce wszystko cichnie... Operator filmuje opustoszałe, martwe bloki wśród których kręcą się ludzie. Z lotu ptaka widać 11 długich, zdewastowanych budynków Pruitt-Igoe - osiedla mieszkaniowego w St. Louis, które po 17 latach od chwili zbudowania zostaje wyburzone. Co za marnotrawstwo! Padają też mosty, dźwigi i wieżowce w innych miastach. No cóż, widocznie człowiek w swojej pysze doszedł do wniosku że stać go i na to. Po 40. minutach filmu akcja przenosi się do żyjących, zapełnionych miast. Masy ludzkie przemierzające ulice podczas swoich codziennych rutynowych czynności. Trochę dziwnych ujęć portretowych i nad miastem zapada noc. Przyspieszone zdjęcia pokazują rzekę pojazdów, szybko wędrujący księżyc. Ludzki trud nie ustaje i w nocy i w dzień. Zmieniające się obrazy ukazują monotonną pracę krawcowych, sprzedawców czy produkcję wyrobów mięsnych. Gry na automatach, sale kinowe i galerie handlowe. Pakowaczki różnych wyrobów żywnościowych, ludzie składający podzespoły samochodowe. Mocno zaangażowana muzyka  jest w tym momencie dość nachalna i przez swą powtarzalność chyba mniej strawna. Być może jest to celowy zabieg, mający pokreślić marność ludzkiej gonitwy. Jeżeli tak - to uzyskano zamierzony efekt. Szereg obrazów ukazujących specyfikę amerykańskich miast końca lat 70. przebiega przed oczami jak w jakimś obłąkańczym transie. W końcu reżyser Godfrey Reggio lituje się i zmienia się zarówno muzyka jak i obrazy. Ziemia widziana z kosmosu, pokazywana na zmianę z rzutami na układy scalone i seria portretów ludzkich - tym razem zazwyczaj w zwolnionym tempie. Przygnębione, zmęczone twarze, policja zabierająca bezdomnego, inny poobijany biedak przeliczający centy na ręku ... W tle muzyka pełna żałości i  melancholii. Czy ludzkie życie ma sens? W tej formie raczej nie, zdają się mówić autorzy pokazując w ostatnich minutach katastrofę kosmicznej maszyny. Jej odłamek leci i leci spalając się w atmosferze. Film, choć ma blisko 30 lat niewiele się zestarzał.  Mimo iż teraz technika pozwala na więcej, obraz Reggio ma w sobie tę szczególną wrażliwość i umiejętność zatrzymania chwili. Praca nad nim trwała około siedmiu lat, ale było warto. Płyta z muzyką miała wiele wydań i co najmniej dwie reedycje, na których stopniowo dodawano ilość utworów.
    Przy pomocy klasycznej orkiestry i Michaela Hoeniga udało się Glassowi skomponować oprawę która wraz z obrazem tworzy wartość wybitną.