niedziela, 27 listopada 2011

George S. Clinton – Mortal Kombat - Original Motion Picture Score


    Filmy kręcone na podstawie gier czy komiksów rzadko kiedy niosą ze sobą głębsze treści. Nikt tym się zbytnio nie przejmuje, bo nie tego się po nich oczekuje. Mortal Kombat jest takim typowym produktem dla oczu. Ale nie do końca. Nie wart byłby mojego czasu, gdyby nie kilka szczegółów go wyróżniających. Od czasów "Wejścia Smoka" i filmów z J.C. van Damme nie widziałem tak sugestywnie nakręconych scen walki. Choć nie jestem zwolennikiem przemocy, nawet na ekranie, nie mogę odmówić autorom zdjęć solidnego rzemiosła. Wschodnie sztuki walki są właściwie główną treścią tej nieskomplikowanej historii a towarzyszy im bardzo mroczna muzyka. George Clinton, autor ponad 50 soundtracków, idealnie wpasował się w klimat baśniowej opowieści. Oprócz dyrygowania orkiestrą gra na syntezatorach. W sesji wzięło udział między innymi 2 perkusistów, bębniarz, gitarzysta. Materiał dodatkowo obrabiali specjaliści od efektów dźwiękowych. Ilustracja zgrabnie podkreśla istotne wątki filmu. Czy to licznych pojedynków czy też nielicznych fragmentów refleksyjnych. Bardzo krótkie, nerwowe, dynamiczne utwory będące mieszanką ostrych rockowych gitar i egzotycznych bębnów robią odpowiednie wrażenie. Muzyka mająca podkreślać emocje sprawia wrażenie jakby sama podlegała napięciom chwili i ciśnieniu wydarzeń (choć wiadomo że to niemożliwe), była nie tylko sposobem opisu oglądanych wydarzeń, ale integralną częścią ekranowej rzeczywistości. Film widziany po raz pierwszy może być trochę przerażający. Aktorzy grający główne role są bardzo sugestywni. Zarówno zdeterminowani źli i dobrzy przywódcy (demoniczny Tagawa i zdystansowany Lambert ) jak i piękne kobiety (urocza Bridgette Wilson i zjawiskowa Talisa Soto). Mamy też przed oczami ciekawe lokacje i masę nieźle jak na 1995r zrobionych efektów specjalnych. Film oglądany po raz pierwszy może być lekko przerażający. W tej wersji płytowej nie umieszczono nagrań innych zespołów które można usłyszeć w tle filmu, ale niewielka to strata bo muzyka Clintona broni się sama.
    Obraz okrutny, choć całe szczęście nakręcony z dystansem, dzięki swojej dźwiękowej oprawie zyskuje na wyrazistości.