piątek, 25 listopada 2011

Cliff Martinez – Solaris: Original Motion Picture Score


   Jaki jest przepis na dobrą muzykę filmową? Nie wiem. Ale bardziej istotne jako słuchaczowi, wydaje mi się po prostu taką znaleźć. I cieszyć się nią przez długie jesienno-zimowe wieczory. Oprawa dźwiękowa do filmu "Solaris" z 2002r. wyróżnia się spośród innych tego produkcji na plus. Przede wszystkim ma swój klimat. Cliff Martinez przy pomocy subtelnych środków wyrazu sprawia, że przez cały czas trwania muzyki wisi w powietrzu specyficzna atmosfera. Jest ona przesycona niepokojem, pełna tajemnic i niedopowiedzeń. Taka jak treść somnambulicznego filmu Stevena Soderbergha. Obrazom oglądanym z ekranu towarzyszy więc muzyka znakomicie je uzupełniająca. Jest ona właściwie integralną częścią filmu (bez niej obraz by wiele stracił), znakomicie egzystując również poza nim. Choć na okładce płyty wymieniono kilkadziesiąt nazwisk solistów grających na tradycyjnych instrumentach będących na wyposażeniu orkiestry, nie jest ta orkiestra zniewalającym składnikiem całości. To właśnie czyni ten soundtrack wyjątkowym i atrakcyjnym. Zamiast pochodów tradycyjnie rozumianej amerykańskiej symfoniki, tak popularnej w nijakich i bezbarwnych muzycznych podkładach stosowanych w setkach filmów, mamy do czynienia z eteryczną muzyką, którą można (o ile komuś to potrzebne) zaklasyfikować jako ciepły ambient. Miękki i wyrafinowany. Muzyczne tworzywo inteligentnie przeobrażone przez wrażliwego artystę zostanie w pamięci na dłużej szukającym w muzyce głębi i smaczków.
   Popularność tych nagrań doprowadziła nawet do nieoficjalnego wydania płyty w Rosji.