niedziela, 16 października 2011

Mariusz Wójcik - Wyobraźnia ludzka nie zna granic

Mariusz Wójcik znany jest w Internecie z propagowania El-muzyki. Pisze recenzje, fachowe artykuły i prowadzi autorskie programy radiowe.

Ten meloman i wrażliwy odbiorca jest również przyjacielem Gerta Emmensa. 


- Czy pamiętasz od jakich płyt zaczęła się Twoja el-muzyczna pasja i kiedy to było?

M.W.: Moja el-muzyczna pasja myślę, że zaczęła się na początku dekady lat 80. i wcale nie od audycji Jerzego Kordowicza. Moją uwagę zwrócił cudowny album J.M.Jarre'a  „Magnetic Fields". Usłyszałem te dźwięki gdzieś w radio, pomyślałem że to doskonała produkcja i te piękne syntezatorowe sola wywołały u mnie dziwne uczucie przyjemnego odrętwienia. Dźwięki które zaintrygowały mnie do tego stopnia, że maniakalnie wręcz szukałem w ówczesnych mediach czegoś podobnego do tego typu muzyki. Wreszcie natrafiłem na audycję Jerzego Kordowicza w Trójce. Dziwny, lekko zachrypnięty głos zaintrygował mnie do tego stopnia, że moje ucho dość regularnie „zakotwiczyło" się w tej audycji. Do tej pory pamiętam wręcz mistyczną noc, kiedy wysłuchałem audycji pana Jurka, który prezentował jakiś dziwny zespół z USA ... Tangerine Dream. Hm.. pomyślałem, coś tu chyba nie gra?  To Amerykanie grają coś tak mrocznego? Tytuł „Encore", trasa po USA. Kiedy usłyszałem fantastyczny długas: „Cherokee Lane", jak się później okazało ku mojemu zdziwieniu pochodził właśnie z albumu „Encore” ... niemieckiej grupy Tangerine Dream!!!  Do tej pory nie jestem w stanie powiedzieć co się działo w mojej duszy, to tak jakbym wchodził w zupełnie odmienny stan świadomości, coś magicznego i wręcz niepojętego się działo w moim wnętrzu. Pamiętam również, że nie spałem całą noc, próbowałem te "mandarynkowe"  dźwięki jakoś sobie przypomnieć w mojej wyobraźni. Następne spotkanie z wielkimi El-płytami to „Ricochet", który również powalił mnie na kolana - potężna dawka sekwencerów z  nietuzinkowym rozkładem emocjonalnym partii klawiszowych. Tajemnicza aura z tym cudownym klimatem, który T.D. nigdy już nie powtórzył, choć jak wiadomo, dalsze ich płyty były na swój sposób genialne i wizjonerskie. Również  album „Exit" był dla mnie traumatycznym przeżyciem i te dzieło El-muzyki w swoim czasie także zadecydowało o tym aby dalej odkrywać tą dość tajemniczą, ale zarazem piękną muzykę, dostępną tylko dla wtajemniczonych… Pamiętam, że nawet dokopałem się do „Fantastyki"  takie pismo, które było dość popularne wśród fanów SF, dlaczego? Bo ktoś ze znajomych polecił mi numer 'Fantastyki" z 1984r gdzie ktoś opisał szczegółowo eksperyment profesorów w temacie ”Odległe widzenie”. Utwór niezwykły w dorobku Tangerine Dream „Remote viewing" właśnie opowiada o takim telepatycznym widzeniu - sama muzyka  wywarła na mnie wielkie wrażenie i jest dla mnie przeżyciem niemalże mistycznym.

- Od lat jesteś zagorzałym fanem El-muzyki. Kiedyś pisałeś krótkie artykuły do pisma "Generator". Potem recenzje na: muzycznyesflores.blogspot.com Teraz prowadzisz audycje z muzyką w Pro Radio. Jak do tego doszło?

M.W.: Mój dobry znajomy Mariusz K., polecił mi stronę pewnego radia, które gra rock progresywny. Oczywiście znając Mariusza i jego świetny „radiowy" gust wszedłem na ta stronę i …cisza… Ale po pewnym czasie na Facebooku tak jakoś zaczepiłem Andrzeja Kusego, który jest szefem Pro Radia i tak jakoś zaczęła nam się kleić dyskusja, wyczułem, że Jędrek to facet, który ma wielkie serce do MUZYKI, którą i ja również kocham - czyli rock progresywny. Jak to się stało, że Andrzej zaproponował mi współpracę? Nie pamiętam, wiem jedno: że chciałem pomóc w kwestiach ramówki programu, w propozycjach tematycznych tego radia i po sobotniej naradzie okazało się, że na starcie mam dwie audycje na żywo:  "El-prog music"  i „Pro-caffe”. Do tej pory niestety mam problem z domowym mikrofonem, który powoduje pewien dyskomfort, mam nadzieje że znajdzie się ktoś z branży muzycznej, który w zamian za reklamę w Radiu udostępni mi jednak profesjonalny mikrofon, który spowoduje zdecydowanie lepszą technicznie emisję mego głosu w radiowy eter. Musze przyznać, że to bardzo ciężka praca, bo pamiętaj Damian, ja nie jestem facetem, który siedzi sobie przy mikrofonie i macha do pana /pani zza szybki - chodzi o realizatora. Jestem w audycjach na żywca i realizatorem i prezenterem, uwierz mi - to naprawdę ciężka robota.

- Kochasz muzykę Gerta Emmensa i jesteś jego największym propagatorem w polskim Internecie. Co najbardziej ujmuje Cię w jego muzyce?

M.W.: No tak, nie da się ukryć, że promuję jego niezwykłe dźwięki. Nasza przyjaźń trwa już kilka lat i zawsze odkąd pamiętam Gert odpisywał na każdy mail, nawet czasem było mi głupio, że tak często wypytuję go o szczegóły odnośnie produkcji czy też spraw czysto egzystencjalnych. Gert jak to Gert, z serdecznością  mi odpisywał i dawał wspaniałe odpowiedzi. Niezwykle sobie cenię tego Holendra za to jakim jest człowiekiem. Uprzejmy, przyjazny ludziom, serdeczny a przy tym bardzo skromny. Jaką tworzy cudowną muzykę, my fani El-muzyki wiemy, ale już parę lat temu zabolało mnie to iż w mediach nie ma jego utworów. Tak więc z determinacją wykorzystałem do promocji jego muzyki fantastyczne medium czyli Internet. Wiem już  że udało mi się w Polsce skutecznie zarazić sporo osób jego przepiękną El-muzyką, która nie jest do końca  "berlińskim betonem„. Nie, nie lubię tego określenia, ja bym bardziej skłonny był do terminu „soft progressive electronic music". Jego muzyka gruntownie wypływa z korzeni rocka progresywnego. Ilekroć z Gertem rozmawiałem na tematy jego fascynacji muzycznych, on stwierdzał, że nadal kocha rock progresywny, ciągle inspiruje go Genesis, Camel, Yes , zwłaszcza ten z dekady lat 70. Ta muzyka oraz jej podobna ukształtowała jego muzyczną wrażliwość. Pamiętam, że przy jakiejś wymianie  listów, również przyznałem się że „nadajemy na tej samej fali" – że również kocham takie progresywne dźwięki czyli nasze rozumowanie muzycznego świata jest bardzo zbliżone. Nie piszę tu o innych wykonawcach, bo tu za mało miejsca, ale naprawdę - nasza wspólna wrażliwość jest zaskakująca i zbieżna. Zarazem to jest kluczem do tego iż tak świetnie się rozumiemy, choć jak wcześniej zaznaczyłem, nie tylko w kwestiach muzycznych. Jego wizja egzystencjalnego widzenia świata również mi jest bliska, czego niech dowodem będzie jego interesujący ostatni krążek z 2010 roku czyli „Metamorphosis”. Gert we wkładce do tego albumu opisuje zależności od spraw, które przytłaczają codzienną egzystencję człowieka i jego zwykle problemy oraz to, że czasami nie ma przypadków. Taka psychologiczna rozprawa nad sensem życia, nad motywami takiego a nie innego postępowania.


A Emmens stworzył specjalnie dla Ciebie pewną muzyczną zapowiedź: El Prog Show ID Gert Emmens by dikey707



http://soundcloud.com/dikey707/el-prog-show-id-gert-emmens/s-26VDE
El Prog Show ID Gert Emmens by dikey707

 

- Wiem że wybierasz się niedługo na pewną imprezę muzyczną w Warszawie, możesz przybliżyć ten temat?


M.W.: Tak, wybieram się na imprezę  El-muzyczną, którą m.in. promuje medialnie Pro Radio, będzie to „El eminnence fest" w Warszawie (30 października Hala Stodoła). Wystąpią tam gwiazdy polskiej El-muzyki oraz gość specjalny Steve Schroyder, czyli były członek Tangerine Dream z początkowego okresu działalności grupy. Fani zapewne pamiętają te psychodeliczne sola na organach Farfisa w realizacjach kosmicznej płyty „Alfa Centauri". Ale myślę, że sensacją będzie reaktywowany Omni czyli polska legenda elektronicznego rocka. Co najbardziej frapujące jest to, że Marceli Latoszek zaprezentuje nowy materiał, który zainspirowany jest tekstami wspaniałego dziennikarza muzycznego Tomasza Beksińskiego,  którego jak wiesz Damian,  swego czasu uwielbiałem i do dziś jest on jednym z najważniejszych radiowych mentorów mojego życia.

- Jak Twoje kobiety (żona i córki) odnoszą się do Twojej pasji?


M.W.: No tak, spodziewałem się takiego pytania ;). Mamy jednego peceta i możesz tylko sobie to wyobrazić ileż to trzeba się nakombinować ażeby się podzielić kompem, żonka się ha, ha, dawno poddała ale córki walczą nadal o dostęp do tej magicznej skrzynki z okienkiem na świat. Ale tak poważnie. to żona mnie wspiera, za co jej serdecznie dziękuję! Córki również, a starsza Joanna, licealistka, no cóż Damian, to już moja następczyni! Posiada wrażliwość, a to już coś i znakomicie potrafi wyłowić mądre dźwięki z tego medialnego bełkotu, który ogłupia naszą cudowną młodzież. Niestety, taki jest ten chory świat, że tej wrażliwości nie uczą w szkołach. Milion informacji obciążających wrażliwe młode organizmy. Niewiele to warte Damian, przykro mi. Kto oglądał fascynujący i jakże mądry film Alana Parkera „The Wall” zrozumie o czym piszę. A kto pamięta tekst piosenki "Another Brick In The Wall - Part 2" zespołu Pink Floyd, będzie wiedział co mam na myśli. Na szczęście, jak mogę, staram się moim córkom przekazać to co ważne dla nich, aby były szczęśliwe w dorosłym życiu.


- Czy uważasz że El-muzyka ma właściwości terapeutyczne? Jeśli tak - podaj przykłady.

M.W.: Bardzo ciekawe pytanie.Tak myślę, a nawet jestem tego pewien i sądzę, że w moim przypadku ja sam jestem tym facetem, który w swoim życiu ma wielu muzycznych terapeutów :). Wiesz, że jestem fanem muzyki medytacyjnej. Pamiętam swego czasu, nie bardzo byłem przekonany do wykonawców preferujących taką ambientową El-muzykę. Ale kiedy swego czasu do mojego odtwarzacza trafił srebrny dysk Roberta Richa, Steve Roacha czy Vidna Obmany - z dosyć mieszanymi odczuciami próbowałem wejść w ten dość hermetyczny muzyczny świat. Pewnego dnia zaznałem wręcz transcendentalnego olśnienia. Okazało się, że taka ambientowa muzyka mnie uspokaja i to jest dla mnie wręcz mistyczne przeżycie. Można skojarzyć je z lotem kpt. Bowmana w Odysei Kosmicznej 2001. Gdzieś tam lecę w kosmicznych otchłaniach i zapominam o problemach życia  codziennego. Widzisz - tu jest klucz do tego aby poddać się tej niezwykłej eterycznej muzyce, która jak dobrze o tym wiesz Damianie, dostępna jest dla takich wysublimowanych odbiorców El-muzyki jak my ;). Oczywiście takimi terapeutami może być nawet wykonawca grający synkopowany jazz, to już zależy od indywidualnego odbioru dzieła. 


- Kogo chciałbyś zobaczyć na koncercie swoich marzeń?

M.W.: Odpowiedz jest prosta i w moim przypadku przewidywalna :). Oczywiście Gert Emmens. Myślę, że odbiór jego muzyki na żywo jeszcze bardziej może spotęgować traumatyczne wręcz doznania, jego muzyka jest tak uduchowiona i tak nostalgiczna, że momentami mam problem z normalnym funkcjonowaniem w świecie realnym :)). Naprawdę fala nostalgii momentami mnie przytłacza, oczywiście w pozytywnym sensie, dlatego bardzo mnie frapuje granie na żywo, myślę, że wystąpiłaby pewna tajemnicza interakcja z audytorium, tak więc czekam z utęsknieniem na jego występ.


- Czy marzyłeś kiedyś aby grać na syntezatorach a może miałeś już okazję?


M.W.: Tak, oczywiście, choć niestety nigdy nie miałem okazji wejść do studia i zagrać. Nie mam wykształcenia muzycznego, ale sądzę że mógłbym improwizować, mógłbym zrobić jakiś performance,  dźwięki na różnej proweniencji, wyobraźnia ludzka nie zna granic. Myślę, że czasami dłubanie w samplach może zrodzić coś abstrakcyjnego, coś mało zrozumiałego, graniczącego z surrealizmem. Takim cudownym przykładem jest Władek Komendarek który pięknie opowiadał o tym, jaką ma wielką bibliotekę sampli. Jego wyobraźnia mnie ciągle inspiruje, chciałbym tworzyć takim sposobem jak Władek, niezwykle kreatywny i cudowny człowiek, który wierny jest swojej pasji.


- Oprócz El-muzyki lubisz rock progresywny, co ostatnio polecasz do słuchania z tej ciekawej muzyki?

M.W.: Oczywiście. Ostatnio zasłuchany jestem w norweską grupę grającą rock progresywny z tendencją na  prog metal, który również lubię. To grupa Magic Pie – to taka mieszanka The Flower Kings, Transatlantic i Dream Theatre. Muzyka doskonała jeśli chodzi i opanowanie warsztatu muzycznego, ale myślę, że takich ciekawych grup jest sporo i dobrze się dzieje, że jest jakiś wybór.

- W jakim kierunku według Ciebie rozwija się El-muzyka?


M.W.: Uważam że El-muzyka ma się obecnie dobrze, pomaga w tym pewnie sieć łączy bezprzewodowych. Zobacz jak można szybko nawiązać kontakt, zobacz jak muzycy mogą właściwie w obecnych czasach zdalnie ze sobą współpracować. Dzięki temu coś iskrzy w tym dość niszowym i niestety skierowanym do elitarnego grona wytrwałych pasjonatów gatunku. Powstają nowe grupy i soliści którzy czerpią ze szkoły "berlińskiej". I co chwila dowiadujemy się że gdzieś na końcu świata jest wykonawca, który intryguje swoją nietuzinkową El-muzyką. To wszystko wrze jak w  magicznym muzycznym El-tyglu, wszystkie gatunki nawzajem się mieszają, co daje czasem powalający efekt. Jest dobrze i myślę ze nastały fajne czasy dla tego dość hermetycznego gatunku, który jak ty Damianie dobrze o ty wiesz ma popyt ma słuchalność wśród fanów niezwykłej, muzyki często, nie z tego świata.
Dziękuję Ci serdecznie za naprawdę ciekawe pytania i życzę Tobie sukcesów w  propagowaniu El-muzyki.

Masz rację. Internet otwiera przed słuchaczami nowe możliwości, a możliwość bliskiego kontaktu z artystami daje dużo satysfakcji. Dziękuję Ci Mariuszu za wypowiedzi i również Tobie życzę niezłomności w promowaniu El-muzyki.