piątek, 21 października 2011

Can Atilla - Mevlana'dan Cagri

       Turcja do tej pory kojarzyła mi się z legendą według której, jako jedyny kraj odmówiła uznania rozbiorów. Dużo się też mówi o turystycznych atrakcjach tureckiej Riwiery i malowniczego wybrzeża. Okazuje się że w tym narodzie są również utalentowani muzycy. Urodzony w Ankarze kompozytor Can Atilla, jest kojarzony z muzyką New Age. Ale swobodnie porusza się po różnych obrzeżach muzycznych gatunków. Któregoś razu spodobał mi się na płycie Ave nagranej w klimatach Tangerine Dream, teraz zachwyca wydaną w 2008r muzyką filmową. A konkretniej oprawą baletu. Niewiele tu popularnej muzyki elektronicznej w klasycznym rozumieniu tego słowa. Mevlana'dan Cagri to zgrabna mieszanka motywów ludowych, symfonicznych, wokalnych uniesień i sentymentalnych melodii. Piętnasta płyta tego uzdolnionego muzyka przypomina miejscami stylistykę Kitaro, pozbawiona jest jednak manierycznej pompatyczności Japończyka. Główne zalety tych nagrań to - prócz wprowadzania w pozytywny nastrój, wyczucie proporcji i smaku. Bo chociaż niczego nie odkrywa, nie obala standardów i nie zmienia kanonów, to znakomicie wykorzystuje konwencję oprawy widowiska.

         Działa profesjonalnie i z tą wyczuwalną pewnością siebie znamionującą wizjonerów. Przewijający się co jakiś czas wzruszający motyw przewodni zapadnie do serc romantykom. Ciekawie też radzi sobie z orkiestracją. Akcenty ludowe podane są w mniej komercyjny sposób, za to z werwą i nerwem. Miejscami swoją formą muzyka przypomina nagrania znanych amerykańskich wykonawców ambientu. Płyta spodoba się również miłośnikom "Symphonic Landscapes" Gandalfa. Te bogactwo skojarzeń, umiejętne wprowadzenie w czyn muzycznych pomysłów powoduje że ta płyta wraca co jakiś czas do odtwarzacza.















...