niedziela, 18 września 2011

Dieter Werner - Epoka dywergencji



    XXI wiek to czas nie tylko zachłannej konsumpcji dóbr materialnych, negatywnych działań szaleńców i klęsk żywiołowych. To również okres istnienia sztuki dążącej do asymilacji spuścizny dawnych wieków. Są artyści którzy usiłują połączyć te dziedzictwo w tyglu swojej wyobraźni ze współczesną muzyką, przy pomocy nowoczesnej techniki montażu dźwięków. Taką pasję pielęgnuje łódzki kompozytor Dieter Werner. Słuchając jego ostatniej płyty "Epoka dywergencji" łatwo zauważyć że powyższa definicja jest zbyt wąska aby posumować jego styl i nagrania. Dieter nie cofa się przed żadnym akustycznym eksperymentem i podejmuje wielorakie wyzwania. Na dodatek jest bardzo sprawny technicznie. Te czynniki powodują że śmiało można użyć wobec niego terminu "nietuzinkowy". Pamiętacie utwór, który wykonywała niebieskooka Diva Plavalaguna w filmie "Piąty element"? Było to połączenie fragmentu opery Donizettiego z popowym utworem Erica Serra. Pomyślałem wtedy że znajdzie się ktoś, kto tę technikę doprowadzi do perfekcji. Nie wiedziałem jednak że będzie to mój rodak Dieter. Już pierwszy utwór "Centuries" i trzeci "On the other side" są tego znakomitym przykładem. Motywy średniowieczne, orientalne, swobodnie mieszają się z granymi współcześnie melodiami. Oczywiście niejeden potrafi to zrobić, ale nie każdy dokona tego tak ciekawie. Werner potrafi też opowiadać składne, poruszające historie. "Hospital corridor" zainteresuje z pewnością nie tylko widzów serialu "Na dobre i na złe". W kompozycji "Daltonists of feelings" występują elementy liryczne i romantyczne. W "Dusks and dawns" słychać odgłosy małej wsi, jaskiń, potem ludową piosenkę która płynnie przechodzi w ultranowoczesne rytmy. I tak na przemian. Autor nie waha się też dowcipnie pociąć utworu w jego końcówce. Słuchanie takiej muzyki przypomina trochę oglądanie wciągającego filmu. Jazzowe odniesienia w "Immunoglobulin", wschodnie motywy i orkiestracje w "Thirteenth vizier of the Caliphate" - bogactwo zawartych tu skojarzeń nie pozwala się nudzić. Dużo kompozycji przekracza 10 minut, co wystarcza muzykowi aby w ich trakcie kilka razy zmienić diametralnie klimat. Właściwie ciężko przewidzieć przy pierwszym odsłuchu, co będzie się dziać za chwilę. Muzyka sprawia wrażenie, że jej autor potrafi przerobić po swojemu każdy rodzaj muzyki, ujarzmić go i dostosować do swojej wizji. Przypominają się więc czasami stare przeboje (Children R. Milesa) w "Time of resurection". Oczywiście te sugestie są delikatne, wieloznaczne i bardzo urozmaicone. Dieter Werner badając różne kultury szuka swoich skarbów wytrwale niczym Indiana Jones, ale nie daje ich sobie ukraść. On je przyswaja, dokonuje swoistej syntezy i prezentuje światu pod swoim artystycznym pseudonimem.
    Warto poznać jego eklektyczne, pełne barokowych ozdobników, dokonania.