piątek, 12 sierpnia 2011

Under The Dome - Bellerophon



      Rzadko się zdarza, aby atrakcyjna okładka odpowiadała równie fascynującej treści. Ku uciesze fanów El-muzyki w 2002 r. label Neu Harmony wydał muzykę, która swoją treścią dostarcza słuchaczom wielu pozytywnych wrażeń. Towarzyszą jej piękne obrazy w stylistyce SF umieszczone na wszystkich stronach papierowych wkładek. Muzykę duetu Under The Dome zawarta na płycie Bellerophon należy uznać za śmiałe i imponujące przedsięwzięcie. Dwanaście kompozycji autorstwa Granta Middletona i Colina Andersona przyciąga lekkością. Utwory ułożone w ciekawej kolejności nie nużą.  Dynamiczne, wręcz przebojowe sekwencje mają mroczne lub melodyjne przerywniki. Oprócz tego muzycy swobodnie poruszają się po obrzeżach gatunku. Na uwagę zasługuje umiejętne dostosowanie materiału na potrzeby autorskiej wizji. Fragmenty zawierające atrakcyjne przebiegi w berlińskim stylu chwilami brzmią podobnie jak dokonania zespołu Redshift, jednak nie można uznać ich za przytłaczające. Kosmiczna muzyka pełna frapujących rozwiązań co rusz zaskakuje nowymi pomysłami. W Liquid Sky syntezatory pomrukując, powoli obmiatają horyzont niczym szykujące się do boju działa kosmicznej artylerii. Napięcie i oczekiwanie wyczuwa się wręcz namacalnie. Logiczną kulminacją tej muzycznej podróży jest Launch, kaskada sekwencji. Ktoś może uznać, że to żadna nowość, ale tryumfalna melodia wyłaniająca się z ciągu galopujących dźwięków pobudza wyobraźnię. Łagodny Drift na pewno spodoba się fanom J.M.Jarre'a. Rozkołysany The Long Rain kojarzy mi się z wielkim zbiornikiem lawy wylewającą się poza brzegi naczynia. Return to kompozycja kapiąca melancholią. Słodka melodia grana na tle subtelnej sekwencji balansuje na granicy popu. Keto-Enol Tautomerism okazał się być krótkim zalążkiem panegiryku, tematem zbyt szybko porzuconym. Odpoczynkiem od miłych melodii i szybkich galopad będzie Nightfall - pełny zadumy i wyciszenia fortepianowy motyw, z kolei dramatyczny i urozmaicony – Event Horizon, impresja trochę ponura, a momentami przygnębiająca. Ponieważ jednak splin nie jest najbardziej charakterystyczna cechą zespołu, kolejny utwór C-57D dostarcza więcej nadziei i jasnych emocji. Ujawnia się tu tak pożądana przez artystów umiejętność duetu: tworzenie dynamicznych, poruszających motywów melodyjnych o epickim charakterze. Altair IV zgodnie z tytułem penetruje tajemnicze zakątki kosmosu. Kończący płytę Solar Gravity podoba się wielu fanom ze względu na swój rozmach i zaskakujący epilog. Ciekawostką jest notatka zamieszczona na okładce, zgodnie z którą nie użyto na tu żadnych analogowych syntezatorów. Czy stanowi to dowód na nieograniczone możliwości klonowania cyfrowego zapisu? Być może.
    Tak czy inaczej, niezależnie od sposobu komponowania i metody tworzenia Bellerophon to po prostu dobra muzyka ...